Dzieci, czyli kłopoty. O trójmiejskim spektaklu "Mayday 2"

13 czerwca 2016 (artykuł sprzed 5 lat)
Łukasz Rudziński
Każdy sposób jest dobry, by zachować "twarz" i utrzymać w tajemnicy "mały" rodzinny sekret. Jan Kowalski (Mariusz Żarnecki) gotowy jest w tym celu nawet snurkować we własnym mieszkaniu. Więcej zdjęć (4)

Każdy sposób jest dobry, by zachować "twarz" i utrzymać w tajemnicy "mały" rodzinny sekret. Jan Kowalski (Mariusz Żarnecki) gotowy jest w tym celu nawet snurkować we własnym mieszkaniu.

fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

Każdy sposób jest dobry, by zachować "twarz" i utrzymać w tajemnicy "mały" rodzinny sekret. Jan Kowalski (Mariusz Żarnecki) gotowy jest w tym celu nawet snurkować we własnym mieszkaniu.

fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

"Małe dzieci - mały kłopot, duże dzieci - duży kłopot", wiedzą o tym wszyscy rodzice i boleśnie przekonuje się także Jan Kowalski, bohater jednej z najsłynnieszych fars wszechczasów - "Mayday", której druga część 12 czerwca zagrana została premierowo w Scenie Teatralnej NOT. Główną przyczyną zmartwień gdyńskiego taksówkarza-bigamisty (i jego przyjaciela Stanisława) są właśnie dzieci.



Fenomen fars Raya Cooneya polega na tym, że wymyślane przez niego, zabarwione absurdem zdarzenia są w pełni zrozumiałe na całym świecie. Stronią od polityki, skupiają się na warstwie obyczajowej, która - jak wiadomo - jest źródłem nieskończonych inspiracji do tworzenia przedziwnych konstelacji damsko-męskich (choć nie tylko) i barwnych, przeważnie zdziwaczałych, a przez to bardzo śmiesznych, charakterów poszczególnych bohaterów. Jego sztuki przypominają dzięki temu doskonale zestawione ze sobą klocki, które wystarczy odpowiednio poukładać, by widzowie wręcz pokładali się ze śmiechu.

Kluczową rolę w spektaklu odgrywa przyjaciel-lokator Jana Kowalskiego - Stanisław Ogrodnik, bardzo dobrze zagrany przez Macieja Konopińskiego. Więcej zdjęć (4)

Kluczową rolę w spektaklu odgrywa przyjaciel-lokator Jana Kowalskiego - Stanisław Ogrodnik, bardzo dobrze zagrany przez Macieja Konopińskiego.

fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

Kluczową rolę w spektaklu odgrywa przyjaciel-lokator Jana Kowalskiego - Stanisław Ogrodnik, bardzo dobrze zagrany przez Macieja Konopińskiego.

fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

Ponieważ farsa to gatunek pozbawiony ambicji przekazania głębszej refleksji i głoszenia prawd o świecie, w jakim żyjemy (chyba, że uznamy za nie festiwal pomyłek i nieporozumień, które w jakimś stopniu mogą przytrafić się każdemu), wystarczy skupić się na dobrej rozrywce. Tę w "Mayday 2" zapewniają aktorzy związani z różnymi trójmiejskimi teatrami i instytucjami, pod przewodnictwem reżysera wielu rozmaitych fars i komedii, Stefana Szaciłowskiego. Reżyser ten z "Mayday 2" zmierzył się już po raz trzeci, a na "rozkładzie" ma pięć tytułów Cooneya, w tym te najbardziej znane, jak "Mayday", "Okno na parlament" czy "Mayday 2" właśnie.

Wersja wyprodukowana przez Trójmiejską Agencję Artystyczną jest bezpośrednią kontynuacją pierwszej części "Mayday", granej do dziś przy kompletach widowni w Centrum Kultury w Gdyni pod tytułem "Mayday. Run For Your Wife". I tak jak tam głównym bohaterem jest przebiegły gdyński taksówkarz Jan Kowalski, bez przeszkód prowadzący spokojne, ale zdecydowanie niebanalne życie, u boku dwóch żon - Barbary i Marii. Kowalski lawiruje między dwoma domami (zlokalizowanymi w centrum Gdyni przy ulicach: Świętojańskiej i Starowiejskiej) tak, by obie panie nigdy się o sobie nie dowiedziały. Od pierwszej części "Mayday" minęło 18 lat, a obie rodziny państwa Kowalskich są trzyosobowe, bo z Barbarą Jan wychowuje 16-letniego syna Gustawa, zaś z Marią ma 15-letnią córkę Wiktorię.

Stanisław - chcąc, nie chcąc - musi stać się mistrzem dyplomacji i konfabulacji, by wyrzucić z domu upartego Gutka (Sławomir Banaś, po lewej) Więcej zdjęć (4)

Stanisław - chcąc, nie chcąc - musi stać się mistrzem dyplomacji i konfabulacji, by wyrzucić z domu upartego Gutka (Sławomir Banaś, po lewej)

fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

Stanisław - chcąc, nie chcąc - musi stać się mistrzem dyplomacji i konfabulacji, by wyrzucić z domu upartego Gutka (Sławomir Banaś, po lewej)

fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

W poukładanym życiu Jana problemy nadciągają z zewnątrz, przez Internet, bo dzięki niemu jego dzieci poznają się i właśnie zamierzają spotkać "w realu", do czego ich ojciec za wszelką cenę nie chce dopuścić. Jego sprzymierzeńcem z konieczności jest przyjaciel-lokator Jana i Marii - Stanisław Ogrodnik, motor napędowy spirali zdarzeń pierwszej i drugiej części farsy. Stanisław wprawdzie ma właśnie wyjechać z ojcem na urlop do Wieżycy, ale spędzanie czasu sam na sam ze stetryczałym, nieznośnym staruszkiem musi poczekać wobec widma dekonspiracji tak sprawnie przez lata działającego układu rodzinnego jego przyjaciela.

W spektaklu Stefana Szaciłowskiego pierwsze skrzypce grają Maciej Konopiński (na co dzień aktor Teatru Wybrzeże) w roli Stanisława Ogrodnika i Mariusz Żarnecki (aktor Teatru Miejskiego w Gdyni) jako niepoprawny taksówkarz-bigamista Jan Kowalski. Obaj są zabawni, jednak to Konopiński od początku do końca prowadzi akcję i odpowiednio przerysowaną mimiką czy gestami, rolą lepiej dopracowaną w detalach, dużo bardziej śmieszy. Z żon taksówkarza lepiej prezentuje się Maria w wykonaniu Agnieszki Babicz, grana przez nią bardzo emocjonalnie i serialowo, w konwencji typowej kury domowej. Jednak nieco papierowa, elegancka kobieta "jak z żurnala" - Barbara w wykonaniu Beaty Buczek-Żarneckiej (aktorka Teatru Miejskiego) niewiele jej ustępuje.

Powstrzymanie zbuntowanej 15-latki w realizacji swojego celu to wyzwanie nie lada. Na zdjęciu Wiktoria, grana przez Martynę Gogołkiewicz z mamą Marią (Agnieszka Babicz).  Więcej zdjęć (4)

Powstrzymanie zbuntowanej 15-latki w realizacji swojego celu to wyzwanie nie lada. Na zdjęciu Wiktoria, grana przez Martynę Gogołkiewicz z mamą Marią (Agnieszka Babicz).

fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

Powstrzymanie zbuntowanej 15-latki w realizacji swojego celu to wyzwanie nie lada. Na zdjęciu Wiktoria, grana przez Martynę Gogołkiewicz z mamą Marią (Agnieszka Babicz).

fot. Maciej Czarniak / trojmiasto.pl

Szybko też rozkręcają się Martyna Gogołkiewicz i Sławomir Banaś, adepci Studium Wokalno-Aktorskiego im. Danuty Baduszkowej w Gdyni, którzy nie odstają od starszych kolegów i koleżanek na scenie, wnosząc do spektaklu niezbędną młodzieżową energię zbuntowanych nastolatków. Zbyt przerysowany jest tylko Tatuś Macieja Sykały, który po udanym wejściu w spektakl przesadnie "aktorzy".

Przedstawienie, jak na farsę, w pierwszym akcie jest przynajmniej o jedno tempo za wolne, choć być może to kwestia niedostatecznego ogrania i z czasem będzie lepiej, ponieważ drugi akt już podczas premiery miał wartką akcję i między innymi dlatego okazał się dużo zabawniejszy. Największą słabością przedstawienia jest jednak znacznie słabszy niż w pierwszej części tekst, z naciąganym rozwiązaniem akcji, przez co "Mayday 2" wpisuje się w długą tradycję mniej udanych remake'ów brawurowych scenariuszy.

Reżyser spektaklu koncentruje się na możliwie sprawnym podaniu intrygi, ciosając niektóre gagi dość topornie, ale sądząc po reakcjach widzów - skutecznie. Publiczność premierowego "Mayday 2" bawiła się bardzo dobrze, co nie dziwi, gdyż w kategorii czystej teatralnej rozrywki "Mayday 2" to, pomimo pewnych mankamentów, propozycja z pewnością warta uwagi.

Opinie (25)

  • To byla petarda! (1)

    Dzis mam zakwasy od smiechu :)

    • 21 5

    • Absolutna bomba!

      Dziekuję!!! :D Idę jeszcze raz

      • 5 1

  • Można by rzec, że ci aktorzy to Members of Mayday :)

    • 18 3

  • świetne zabawne po prostu wyborne a aktor w roli Stanisława wymiata

    • 20 3

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.