stat

Fotel, kanapa czy wanna? Gdzie najbardziej lubimy czytać?

5 stycznia 2020, 13:00
Magdalena Raczek

felieton w trojmiasto.pl

Miejsca, w których najbardziej lubimy oddawać się lekturze, są przeróżne. Większość z nas preferuje czytanie w domowych pieleszach: w łóżku, na kanapie czy w fotelu. Inni wolą zaczytywać się w przestrzeni publicznej: w komunikacji miejskiej, parku lub kawiarni. Ale są i tacy, którzy robią to w mniej typowych miejscach, np. w wannie. A wy gdzie lubicie czytać?



Jak mawia stare porzekadło: "Kto czyta książki, żyje podwójnie". Wiedzą o tym doskonale wszyscy ci, którzy uwielbiają zanurzać się w lekturze. Nasze czytelnicze preferencje to nie tylko wybór tytułów, autorów czy gatunków literackich, ale także lokalizacji, w których kupujemy książki, oraz tych, gdzie je czytamy.

Gdzie najczęściej czytamy?



Czytanie to ten rodzaj przyjemności, któremu oddajemy się najchętniej w naszych własnych czterech ścianach. W łóżku przed zaśnięciem, w wygodnym fotelu albo na sofie w salonie, otoczeni miękkimi poduchami i ciepłym kocem, z kubkiem aromatycznej herbaty lub filiżanką ulubionej kawy. Dla większości osób są to idealne warunki czytelnicze. Z kolei jednymi z najbardziej nietypowych miejsc do czytania w domu są łazienka i toaleta, a zwłaszcza wanna i... ubikacja. A jednak nie brakuje sympatyków i tych miejsc.

- Bardzo lubię tam chodzić i czytać. Do miejsca, gdzie król chodził piechotą, zawsze idę z książką, w związku z czym mam tam pokaźną, żeby nie powiedzieć królewską, biblioteczkę, bo to moje ulubione miejsce do czytania, z całym szacunkiem dla autorów. Na moją królewską półkę trafiają same najciekawsze tytuły - te z bibliotecznych ubytków, najniższych półek w księgarniach, z regałów bookcrossingu, porwane i poplamione, sczytane, wyblakłe, zawadzające, niechciane białe kruki - zwierza się Aleksandra Majdzińska, autorka "Morkut i inne opowiadania".

Recenzje książek z Trójmiasta


Dla wielu miłośników książek czytanie stanowi ponadto jedną z najlepszych form rozrywki, której oddają się po pracy, w weekendy albo w innym wolnym czasie. Masa osób czyta w środkach komunikacji miejskiej, w drodze do szkoły lub pracy, dlatego też nikogo nie dziwi widok osoby czytającej w pociągu, autobusie, tramwaju lub na przystanku, choć - co tu dużo kryć - obraz ten staje się coraz mniej powszechny.

Natomiast podczas ciepłych pór roku chętnie również sięgamy po książkę w plenerze, zwłaszcza podczas urlopu. Latem kuszą nas przestrzenie otwarte i wybieramy lekturę na świeżym powietrzu: na plaży, w ogrodzie, na balkonie, na werandzie lub na tarasie, w hamaku czy na kocu albo na ławce w parku.

W podróży, w samochodzie i w drodze



Dla tych, którzy dużo podróżują, książka zwykle staje się nieodłącznym towarzyszem wyprawy. Godziny w pociągu, samolocie czy autokarze nie są straconym czasem właśnie dzięki oddawaniu się jakiejś ciekawej i przyjemnej lekturze. Z kolei ci, którzy jeżdżą samochodem, często korzystają z dobrodziejstw tzw. książki mówionej, czyli popularnych audiobooków.

- Jestem nudnym czytelnikiem. O ile pisać mogę w każdych warunkach, tak do czytania potrzebuję ciszy i komfortowych warunków. Kiedyś był to fotel z potężnymi podłokietnikami i głębokim siedziskiem, dziś z racji powiększenia rodziny musiałem pójść na pewne kompromisy, w wyniku czego czytam na kanapie. Inaczej sprawa się ma z audiobookami. Te nie tylko umilają mi podróż samochodem lub pociągiem, ale codziennie towarzyszyły mi w trakcie spacerów po parku z moim kilkumiesięcznym synkiem. Teraz Eryk jest większy i wymaga pełnego skupienia, toteż taka opcja niestety nie wchodzi już w grę, ale za to spotkań autorskich mam coraz więcej, co przekłada się na długie godziny w podróży w towarzystwie audiobooków - zdradza nam Piotr Borlik, autor poczytnych kryminałów.

Są i tacy, którzy wybierają czytniki, które łatwo zmieścić w walizce na wakacje albo po prostu w torebce.

- Zawsze w torebce mam przynajmniej jedną książkę papierową. No i czytnik! Prywatnie najbardziej lubię czytać w łóżku. To banał, ale "kocyk, kubek herbaty i książka" to dla mnie gwarancja udanego wieczoru. Nie lubię czytać na komputerze, więc wszystkie teksty redakcyjne, które muszę poznać, formatuję i wrzucam na czytnik. Łatwiej mi się wtedy na nich skupić. Na szczęście nie muszę czytać wszystkich tekstów, które spływają na skrzynkę redakcyjną. Te, które trafiają do mnie, są już wyselekcjonowane i mogę łączyć przyjemne z pożytecznym - pracę i przyjemność z lektury - opowiada Marta Pilarska, specjalistka social media wydawnictwa Marpress.

Czytamy wszędzie



Wielu z nas przyznaje się, że czyta wszędzie, gdzie się tylko da. Wykorzystujemy każdą wolną minutę, by przeczytać choć stronę. Niektórzy w dzieciństwie czytali książki pod kołdrą z latarką, a inni zawsze długo (bywa, że i do rana) przed snem. Efektem są okulary na nosach wielu moli książkowych, do których zalicza się autorka powieści obyczajowych - Hanna Cygler.

- W dzieciństwie w moim pokoju, który dzieliłam najpierw z babcią, a potem siostrą, nie było fotela. W związku z tym moim ulubionym miejscem do czytania stało się łóżko. I tak pozostało po dziś dzień. Pozycja jak najbardziej leżąca. Wówczas najłatwiej mi jest przenieść się w inny wymiar, który często znajduje kontynuację w snach. Pewnie dlatego unikam horrorów. Wcześniej czytałam wszystko i wszędzie. Instrukcje o zaciąganiu hamulca awaryjnego na kolei, regulamin w sprawie kar przy jeździe na gapę w tramwajach, nalepki ze składem chemicznym na środkach czyszczących. To obsesyjne połykanie liter zakończyło się pojawieniem na moim nosie okularów do czytania. Nawet stosunkowo późno jak na mola książkowego - opowiada Hanna Cygler.
Przeczytaj także: Hanna Cygler - Gdańsk to źródło mojej inspiracji

Czytanie w międzyczasie



- Oczywiście, że najbardziej lubię zaszyć się pod kocykiem i z kubkiem kawy w dłoni pogrążyć się w lekturze. Ale takie chwile zdarzają się niezmiernie rzadko. W dzień pracuję, a czas po pracy chcę spędzać z rodziną. Do tego dochodzi pisanie, prowadzenie bloga i wiele innych codziennych zajęć. Mnogość aktywności nie powala więc na częste spotkanie z literaturą w takich okolicznościach. Ale to nie znaczy, że przez to nie można czytać. Nigdy się z takim stwierdzeniem nie zgodzę. Dlatego właśnie czytam w tak zwanym międzyczasie i wszędzie, gdzie się da. Zawsze zabieram ze sobą książkę, by każdą wolną chwilę ukraść na czytanie. Najwięcej i najczęściej czytam w komunikacji miejskiej, ale też czekając w poczekalni u lekarza, na przystankach lub stojąc w kolejce w sklepie. A czasem nawet idąc. Na swoim blogu promuję właśnie takie działania i obalam mit, że nie ma czasu na czytanie. Uważam też, że pokazywanie się z książką w miejscu publicznym to swoista promocja czytelnictwa, bo dajemy w ten sposób znak innym, że można tak robić. W październiku zorganizowałam akcję "Przyłapani na czytaniu" - gdy spotkałam kogoś czytającego książkę, dawałam mu inną w prezencie. W grudniu z okazji świąt chciałam to powtórzyć. Jednak tym razem książki były zapakowane jak świąteczne prezenty - informuje Zuzanna Gajewska, promotorka czytelnictwa.

Czytanie w kuchni



Czytanie wszędzie, gdzie popadnie, potwierdza także gdańska pisarka Małgorzata Oliwia Sobczak, która lubuje się również w czytaniu podczas gotowania (i nie chodzi wcale o książki kucharskie).

- Czytać można wszędzie i w każdej pozycji. Na siedząco, na leżąco, na stojąco. W pociągach i tramwajach, w wannie, w miękkim głębokim fotelu, ale też będąc opartym o kuchenny blat, na schodach, na hokerze, a nawet na złożonym przez męża z bloczków betonowych siedzisku wkomponowanym w kaszubski krajobraz. O dziwo to właśnie te cztery ostatnie opcje są mi obecnie bliższe. Jako mama 16-miesięcznej córeczki, która ma harmonogram napięty do granic, nie mogę wybrzydzać, oddaję się lekturze w każdej dogodnej chwili, nawet jeśli oznacza to działanie symultaniczne - na przykład czytanie podczas przyrządzania kolacji - przyznaje Małgorzata Oliwia Sobczak.
Przeczytaj także: Dobry kryminał na jesienny wieczór - "Czerwień" Małgorzaty Oliwii Sobczak

Podobne zwyczaje czytelnicze praktykuje inna pisarka - Małgorzata Warda.

- Dawniej czytałam w kolejce SKM, a jeśli książka mnie pochłaniała, wcale mi nie przeszkadzało czytanie w pozycji stojącej. Potrafiłam też czytać, idąc chodnikiem na uczelnię, pod ławką na wykładach, ale też w domu, na przykład w kuchni - gotując obiad. Wanna w tej kwestii ma kilka minusów, ponieważ już zdarzało mi się utopić książkę. Zdecydowanie jednak uwielbiam czytać, kiedy jestem sama, i tutaj miejsce nie ma tak wielkiego znaczenia, jak cisza i spokój wokół mnie. Najczęściej czytam na dywanie - mówi Małgorzata Warda.
Przeczytaj także: Dziewczyna z morza i z gór - o nowej powieści Małgorzaty Wardy


Kuchnia jest również ulubionym miejscem do czytania gdańskiej autorki - Emmy Popik.

- Czytam przy dużym stole w kuchni podczas posiłków, zaczynając od śniadania czy zupy podczas obiadu, który po drugim daniu przedłuża się w niekończące się desery. Sięgam po książki z domowej biblioteki. Mam ich tysiące. Teraz czytam "Tajemnice starożytnej żeglugi". Czasem zaglądam do niegdyś przeczytanych książek, jak "Listy z podróży" Odyńca, które wciąż mnie zachwycają, czy do pozycji "Morze w kulturach świata". Książki filozoficzne służą do czytania po rozdziale czy wręcz akapicie i do przemyśleń. Sięgam oczywiście po powieści współczesne, choćby "Psychopomp" Agathy Rae. Książka o Japonii czeka na swoją kolej, będę ją smakować i przywoływać wspomnienia z podróży do tego kraju. Regularnie sięgam też po ebooki w tablecie, lubię je tak samo jak książki papierowe, tyle że czytam bardzo szybko i muszę często odkładać widelec, by przesunąć stronę. Nie czytam od lewej do prawej, lecz chwytam wzrokiem jednocześnie kilka linijek. Moje biesiady trwają długo i są przyjemne. Czytam dużo, czytam ciągle, kiedyś normą była jedna książka dziennie, ale teraz potrzebuję wolnego czasu na pisanie własnych książek - opowiada Emma Popik.
Przeczytaj także: Emma Popik - Fascynuje mnie Biskupia Górka

Czytanie w pracy?



Są takie zawody, które jednoznacznie kojarzą się z czytaniem. Wśród nich na pewno są bibliotekarze i księgarze - do ich głównych zadań należy wszak znajomość literatury, życia literackiego i nowości wydawniczych, a także pisarze, redaktorzy, korektorzy i inne osoby pracujące w wydawnictwach. Oni właśnie czytają czasami jedno dzieło nawet po kilka razy.

Czy zatem bibliotekarze czytają w pracy?

- Obraz bibliotekarzy czytających książki przy kawie w pracy wpisany jest raczej w stereotyp dotyczący tego zawodu. Dziś bibliotekarki i bibliotekarze to nie tylko osoby opracowujące i udostępniające księgozbiór, ale to przede wszystkim animatorzy kultury, którzy w swej codziennej pracy dokładają wielu starań, by zachęcić mieszkańców do odwiedzania bibliotek i uczestniczenia w wielu organizowanych tam wydarzeniach. Na pytanie: "Czy bibliotekarze czytają w pracy?", odpowiem jednak, że tak - czytają na głos dzieciom podczas wielu spotkań np. w ramach "Czytania na dywanie". Bibliotekarze to także czytelnicy naszej biblioteki, każdy z nich kieruje się indywidualnym gustem, wypożyczając książki. Wśród nich znajdą się pasjonaci literatury pięknej, kryminałów, reportaży czy biografii oraz komiksów. Dzięki swojemu zamiłowaniu do książek pracownicy naszych bibliotek w rozmowie z czytelnikiem z przekonaniem mogą doradzać i polecać tytuły. Jeśli w swojej codziennej pracy znajdą moment na przekartkowanie nowości wydawniczych, to tylko z korzyścią dla czytelników - zapewnia Marcin Haftkowski - kierownik Działu Promocji, Marketingu i Public Relations, Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Josepha Conrada-Korzeniowskiego w Gdańsku.
Taki obraz bibliotekarza potwierdza również Agnieszka Pękała z gdyńskiej biblioteki.

- Bibliotekarzami zostają osoby, które kochają czytać, lubią obcować z książką, a swoją pasją chcą dzielić się z innymi osobami. Bibliotekarze czytają, kiedy się da i ile się da, głównie z racji niezaspokojonego głodu czytelniczego, który pogłębia się w zasadzie każdego dnia, gdy chodzą między regałami i wpadają na tytuły, których jeszcze nie przeczytali, a gdy do bibliotek przychodzą nowości... To już całkowity zawrót głowy! Jednak czytanie w czasie pracy nie wchodzi w grę. Chyba że w trakcie przerwy lub jeśli chodzi o blurby umieszczane na okładkach książek, ponieważ dzisiejszy bibliotekarz naprawdę ma co robić! Czytelników jest coraz więcej, a ich obsługa nie sprowadza się tylko do "wydania" książki. Ale przepraszam: bibliotekarzom zdarza się czytać w pracy - na głos dzieciom podczas odwiedzin w bibliotekach lub podczas innych akcji organizowanych przez biblioteki. Czytamy więc po pracy, ale nie tylko po to, aby być na bieżąco i wiedzieć, jaką lekturę polecić czytelnikom, ale przede wszystkim dla własnej przyjemności, no i może, aby "odhaczyć" jedną z książek na niekończącej się liście pozycji do przeczytania - mówi Agnieszka Pękała z Biblioteki Gdynia.
A co z redaktorami i pracownikami wydawnictw?

- Szczęściara ze mnie. Miejsce, w którym czytam, to praca, ponieważ z zawodu jestem redaktorką. A czytanie w pracy ma swoje wady i zalety. Wada numer jeden - musisz czytać, czy chcesz, czy nie. Wada numer dwa - nie wybierasz tego, co czytasz. Wada numer trzy - czytanie redaktora musi być z natury rzeczy wnikliwe, nastawione na wyłapanie wszelkich błędów, niedociągnięć stylu itp. Oprócz znalezienia omyłki czy niedoskonałości trzeba jeszcze zaproponować poprawną wersję, a to bywa prawdziwym wyzwaniem. Zalety również ponumerowałam. Zaleta numer jeden - zdarza się, że teksty do redakcji są świetne i redaguje się je z ogromną przyjemnością. Zaleta numer dwa - czasem samemu by się nie wybrało jakiegoś tekstu do czytania, a potem się okazuje, że jednak było warto. Zaleta numer trzy - radość, kiedy po naniesieniu poprawek tekst staje się jasny i piękny - mówi o swojej pracy pisarka i redaktorka Elżbieta Pałasz z wydawnictwa Adamada.
Przeczytaj także: "Dobra robota". Książka o ciekawych zawodach na Pomorzu

- Jako redaktorka i korektorka w wydawnictwie czytam bardzo dużo na ekranie komputera, więc zwykle siedzę za biurkiem. Kiedy zdarza mi się pracować "na papierze", to lubię czasem przenieść się na nasz księgarniany fotel. Prywatnie najchętniej czytam tuż przed snem. Książki są też dla mnie ratunkiem w kolejkach np. u lekarza: należę do osób, które konieczność bezczynnego czekania doprowadza do białej gorączki, więc tylko czytanie pozwala mi przetrwać ten czas - twierdzi Urszula Obara, redaktorka prowadząca wydawnictwa Marpress.
Przeczytaj także: Poznaj sylwetki dawnych władców Pomorza Gdańskiego

- Jako szef wydawnictwa muszę podejmować ostateczną decyzję, czy coś wydamy, czy nie. Z tego powodu dużo czytam zawodowo. Oczywiście mamy recenzentów wewnętrznych, więc trafiają do mnie wybrane teksty. Nie zawsze czytam całość, czasem jedynie przeglądam, żeby wiedzieć, z czym mam do czynienia. Ale zdarza się, że propozycja wydawnicza tak mnie wciągnie, że czytam do białego rana. Tak miałem z "Psychopompem" Agathy Rae, a ostatnio ze zbiorem "Morkut i inne opowiadania" Aleksandry Majdzińskiej. Najbardziej lubię czytać w naszym wydawnictwie. Tu czuję się dobrze i tu lektura sprawia mi największą przyjemność - oświadcza Fabian Cieślik, szef wydawnictwa Marpress.
Gdzie najczęściej czytasz książki?
62%

w domu

14%

w komunikacji miejskiej, pociągu itp.

3%

w pracy

4%

na wakacyjnym/urlopowym wyjeździe

17%

czytam wszędzie, gdzie tylko się da

zakończona

łącznie głosów: 360