Gdynia miejscem akcji nowej książki Łukasza Orbitowskiego

18 października 2020, 9:00
Julia Rzepecka

Gdynia jest miejscem, w którym rozgrywać się będzie akcja najnowszej powieści Łukasza Orbitowskiego. Autor "Kultu" i "Innej duszy" zapowiada, że fabuła opiera się na dwóch historycznych wydarzeniach. Mieszkańcy Gdyni odnajdą też w książce sporo znajomych lokalizacji.



Księgarnie w Trójmieście


Julia Rzepecka: O czym będzie opowiadać książka?

Łukasz Orbitowski: Tak jak większość dobrych książek, będzie opowiadała o miłości. Będzie to miłość polskiej studentki i kapitana rosyjskiego krążownika. Ta historia odsyła do prawdziwych wydarzeń, które miały miejsce w Gdyni i prawdziwych postaci - Nikołaja Artamonowa oraz Ewy Góry, którzy porwali motorówkę i w ten sposób uciekli do Szwecji.

Czy to prawda, że w powieści będzie również opisany tajemniczy, niezidentyfikowany obiekt, który niespodziewanie wpadł do Zatoki Gdańskiej?

Tak, w tej książce to będzie się przewijało jako znaczący wątek poboczny. Wedle legendy w 1959 roku coś wpadło do basenu numer 4 w porcie w Gdyni. Prowadzono spory dotyczące tego, czym był ten tajemniczy obiekt. Czy był to odłamek meteoru, czy może fragment satelity. Są też tacy, którzy chętnie dowodzą pozaziemskiego pochodzenia tego nigdy nieodnalezionego obiektu.

Recenzje książek z Trójmiasta


W wywiadach z minionego roku, tuż po wydaniu "Kultu", mówił pan, że najprawdopodobniej przez jakiś czas nie podejmie się pisania kolejnej książki. Co więc sprawiło, że sięgnął pan po tę historię?

Jako pisarz jestem trochę "niewolnikiem" tematów. Któregoś dnia, czytając historię o wielkich ucieczkach w czasie PRL, trafiłem na opowieść o kapitanie Artamonowie i młodej dziewczynie. Natychmiast przyszło mi do głowy, że jest to kapitalny temat. Do tego przypomniałem sobie tę historię z nieznanym obiektem z basenu portowego. To mnie "kupiło" i nie widziałem dla siebie już żadnej ucieczki, zasiadłem więc do pisania. Muszę też jasno zaznaczyć, że bez pomocy życzliwych mieszkańców Trójmiasta, mam tu na myśli między innymi pracowników Muzeum Morskiego i osoby prywatne, ta książka by nie powstała.

To nie pierwszy raz, kiedy tworzy pan powieść przeplatając ze sobą fakty i fikcję. Co sprawia, że sięga pan po taką właśnie formę?

W przypadku tej książki będzie chyba najwięcej fikcji, a najmniej faktów. Bardziej można to określić jako inspirację. A jeśli chodzi o taką formę, być może próbuję w ten sposób obejść jakąś własną nieudolność (śmiech). Po prostu prawda jest zawsze ciekawa, a po drugie, mnie prawdziwe wydarzenia w pewien bardzo twórczy sposób ograniczają. Dzięki temu nie podejmuję wielu wątków naraz i książka jest bardziej spójna. Jestem tym typem twórcy, któremu ograniczenia bardzo dobrze robią.

Czytaj także: Mroczny thriller psychologiczny z Gdynią w tle. "Czarne morze" Karoliny Macios

Jakie gdyńskie miejsca pojawią się w książce?

Ponad pół książki będzie się rozgrywało w Gdyni, więc tych miejsc będzie bardzo dużo. Część z nich, jak na przykład Inter Club, od dawna nie istnieje. Bohaterka i narratorka książki mieszka na osiedlu "Paged" na Oksywiu. Właśnie dzisiaj wysłałem moich zakochanych na spacer w rejony Babich Dołów, torpedowni, terenów wojskowych. Tych miejsc będzie więc bardzo dużo, ale wiele z nich zostanie wyciągniętych z przeszłości, ponieważ akcja rozgrywa się w 1959 roku. Jest to więc inna, mniejsza, biedniejsza Gdynia.

Czy często bywa pan w Gdyni?

Stanowczo za rzadko, ale kocham Gdynię. Mówiąc zupełnie szczerze i bez wazeliniarstwa, stąd właśnie wzięła się ta książka, z miłości do tego miasta. Mam przyjemność bywać w Gdyni trzy, cztery razy w roku i mam nadzieję, że będę częściej.