stat

Mniejsza o większość. O farsie "Pomoc domowa" w klubie Ucho

16 stycznia 2020, 12:00
Łukasz Rudziński

Gdyńskie Centrum Kultury, oprócz głównej siedziby w Konsulacie Kultury, od niedawna grywa także w gdyńskim klubie muzycznym Ucho, gdzie pojawia się repertuar lekki, komediowy. Farsa "Pomoc domowa" grana przez złożony z uzdolnionych amatorów Bałtyckiego Teatru Różnorodności Tomasza Podsiadłego, choć niepozbawiona wad, sprawdza się dzięki zaangażowaniu zespołu i głównej bohaterce - Nadii - w wykonaniu Sylwii Ogryzek.



Farsa Marca Camelottiego oparta jest na prościutkim schemacie miłosnego wielokąta: Norbert i jego żona Olga umawiają się na miłosne igraszki we własnym domu. Tyle że każde z innym partnerem. Norbert zarzuca sidła na słodką i naiwną Maję. Z kolei Olga znajduje sobie jurnego Marka. Jedyną, która stara się sprawić, by dom wraz z wiszącą nad wszystkimi bohaterami nieuchronną katastrofą jakoś utrzymać w ryzach, jest sprzątaczka, mieniąca się nie bez przyczyny "pomocą domową" - Nadia. Nadia oprócz wielu zalet ma jedną, niewielką wadę - mówi, mówi i mówi, co również jest przyczyną wielu zabawnych sytuacji.

Repertuar Konsulatu Kultury


Takie zestawienie prowokuje szereg dowcipnych zdarzeń, nieoczekiwanych spotkań i jeszcze bardziej niewiarygodnych, wymyślanych na poczekaniu tłumaczeń. Mechanizm, który napędza intrygę, rozkręca się powoli, w spektaklu Tomasza Podsiadłego stanowczo zbyt wolno. Bardzo długo czekamy na komizm sytuacyjny, szczególnie, że tempo pierwszych scen jak na komedię jest bardzo stateczne, dlatego przez dobre pół godziny śledzenia losów bohaterów towarzyszy cisza.

Z czasem zarówno przedstawienie, jak i wyraźnie stremowani premierowym wykonaniem aktorzy Bałtyckiego Teatru Różnorodności rozkręcają się, wywołując coraz żwawsze reakcje na widowni. Pomaga w tym tekst zabawnie przetłumaczony z oryginału przez Bartosza Wierzbiętę z wyrażeniami w stylu "mniejsza o większość".

Scenografia Agnieszki Szewczyk tworzy przestrzeń salonu w domu Norberta i Olgi. W centrum znajduje się kanapa, fotel i niewielki stolik, gdzieś z boku stoi komoda, a w tle podziwiamy wymyślną fototapetę imitującą bujną roślinność. Kluczowe są tutaj oczywiście dobrze rozmieszczone drzwi, bo bohaterowie ciągle skądś wychodzą i gdzieś wchodzą. Prosty układ mieszkania pozwala bez trudu zorientować się, kto, gdzie się znajduje i kogo tam może spotkać. Ciekawe, charakteryzujące bohaterów kostiumy przygotowała Karolina Bryl.

Twórcy zadbali o to, by spektakl (co jest typowe dla produkcji Gdyńskiego Centrum Kultury) miał lokalne smaczki. Akcję spektaklu przeniesiono więc do Gdyni, bohaterowie stąd właśnie udać się mają w różne strony Polski. Jednak cała intryga oparta jest na pomyśle autora sztuki, w której kluczową rolę odgrywa ekscentryczna, trochę szalona sprzątaczka Nadia. To ona staje się dosłownie i w przenośni jedyną nadzieją na szczęśliwe zakończenie skomplikowanego rodzinnego galimatiasu w sytuacjach, zdawałoby się, beznadziejnych.

Z dużym wdziękiem z zadaniem tym podczas premiery mierzyła się Sylwia Ogryzek, znana z wcześniejszych produkcji Bałtyckiego Teatru Rozmaitości (także pod poprzednią nazwą tej formacji - Scena 138). Nadia w wykonaniu Sylwii Ogryzek to zdecydowanie najlepsza rola przedstawienia, dopracowana warsztatowo, dowcipna, wnosząca każdorazowo spore ożywienie na scenę.

Role charakterystyczne niezbyt lotnej Mai i bardzo rozochoconego na widok damskich wdzięków Marka dobrze odgrywają Helena Sutton i Witold Klonowski, choć szczególnie rola Heleny Sutton zbudowana jest na prościutkim stereotypie. Zasadniczego, eleganckiego, nieco przesadnie sztywnego Norberta gra Jan Jakub Borkała. Niestety zdecydowanie słabiej w roli Olgi radzi sobie, szczególnie w pierwszym akcie, Anna Górna. Co ciekawe, w drugiej obsadzie spektaklu, rolę Nadii zagra Szymon Kowalski. Oprócz niego w spektaklu grać będą także Agata Braun, Michał Delik, Joanna Sętkowska, Weronika Sprenger i Piotr Rogalski.

Trzeba jednak mieć na uwadze, że aktorzy Bałtyckiego Teatru Różnorodności to pomimo licznych doświadczeń w spektaklach Tomasza Podsiadłego pasjonaci teatru i amatorzy, którzy mierzą się tym razem z jednym z najtrudniejszych gatunków teatralnych - farsą. Tutaj detale, takie jak mimika, odpowiednia intonacja czy sprawność aktorska mają szczególne znaczenie. Z każdym zagranym spektaklem będzie w tej kwestii lepiej. Zwłaszcza że wszyscy znacznie lepiej wypadają w dużej zabawniejszej drugiej części przedstawienia.

Tomasz Podsiadły o Bałtyckim Teatrze Różnorodności


Pomimo rwanego tempa spektaklu czy drobnych kłopotów dramaturgicznych spektakl spełnia swoją rolę - bawi życzliwych wykonawcom widzów, wypełniających widownię w klubie Ucho do ostatniego miejsca. By nabyć bilety na spektakl, trzeba uzbroić się w cierpliwość. Kolejne styczniowe spektakle są już wyprzedane. Kolejna szansa na zobaczenie najnowszej premiery Bałtyckiego Teatru Różnorodności będzie w marcu.