Muzyczna podróż po wyobraźni dziecka. O "Księdze Dżungli" Teatru Muzycznego

26 października 2020, 7:00
Łukasz Rudziński

Najnowszy spektakl Teatru Muzycznego w Gdyni, kierowany do dzieci od lat siedmiu, na swoją premierę czekał przeszło siedem miesięcy. Grana już przedpremierowo na Nowej Scenie tuż przed marcowym lockdownem "Księga Dżungli" wreszcie 25 października miała oficjalną premierę. Przedstawienie okazuje się zgrabną, efektowną wycieczką po wyobraźni 11-latka.



Repertuar Teatru Muzycznego w Gdyni


Spektakl rozpoczyna się w realiach współczesnych, z wizualizacjami blokowiska i rozmowami kłócących się rodziców 11-letniego chłopca, zwanego przez matkę Żabką. Zbuntowany chłopak ma szlaban na gry wideo i zostaje nakłoniony do przeczytania lektury - "Księgi Dżungli". Ta jednak błyskawicznie staje się jego rzeczywistością, co wizualnie, bez zmiany scenografii Grzegorza Policińskiego, jest możliwe dzięki efektownemu mappingowi 3D stworzonemu przez grupę "Biały Miś" (Robert Burzyński, Anna Ołdytowska i Adam Ostaszewski).

Reżyser Jakub Szydłowski nie sili się na oddawanie dżungli i dzikich zwierząt w stosunku jeden do jednego. Wszystko, co widzimy na scenie, wydaje się być przefiltrowane przez wyobraźnię dziecka zasypiającego nad książką. To umożliwia stworzenie dowcipnych kreacji autorce kostiumów i charakteryzacji - Dorocie Sabak. I tak biały tygrys Shere Khan upozowany jest na Elvisa Presleya w prążkowanej marynarce i z wyjątkową laską z tygrysią łapą. Pyton Kaa przypomina rapera, a wyjątkowo malownicze, wściekle żarówiaste małpy dzierżą w rękach kijki stworzone z różnego typu szczotek lub mopów. Pantera Bagheera przypomina bohaterkę anime, a niedźwiedź Baloo, nazwany tu pieszczotliwe Misiem Balusiem, okazuje się być góralem.

Dowcip "Księgi Dżungli" na tych zabiegach się nie kończy. Reżyser zadbał o taką adaptację opowiadań Rudyarda Kiplinga, by pozbawiona była literackiego sznytu i stworzona została w naturalnym dla młodzieży języku. Jednocześnie nie przesadzono w drugą stronę, więc język bohaterów nie brzmi przesadnie nowocześnie i młodzieżowo, a przez to dziwacznie w ustach aktorów, co często w podobnych przypadkach ma miejsce. Liczne gierki językowe docenią zarówno starsi, jak i młodsi odbiorcy. Dodatkową trudnością, z którą musiał poradzić sobie reżyser, było uczynienie głównym bohaterem dziecka - w premierowej obsadzie Mowgliego z powodzeniem zagrał 11-letni Jakub Mrowiec. Całość dopełnia przyjemna dla ucha muzyka Jakuba Lubowicza.

Sama opowieść naszkicowana jest dość pobieżnie. Przez ogromne skróty i uproszczenia nie wszystkie decyzje i zachowania bohaterów wydają się logiczne, ale to pewnie cena skompresowania "Księgi Dżungli" do półtoragodzinnego przedstawienia. Śledzimy więc losy Mowgliego w dżungli, w której najpierw pocieszy on szakala Tabakę (dowcipna i udana rola Jakuba Brucheisera), później pozna wilczych rodziców (Tomasz Gregor i Karolina Trębacz) i skonfrontuje się z wilczą watahą, która musi podjąć decyzję, czy przyjąć go do stada, czy wydać go Shere Khanowi (Rafał Ostrowski), który zamierza schrupać go na przekąskę. We wszystko wmiesza się Bagheera (Izabela Pawletko), sympatyzująca z "ludzkim szczenięciem", później zaś podstępne małpy, mające własny pomysł na rolę Mowgliego.

Po drodze chłopiec spotyka też Misia Balusia, co jest jedną z najbardziej udanych scen spektaklu dzięki Bernardowi Szycowi w roli zacinającego góralszczyzną niedźwiadka. Zaś z pomocą chłopcu, gdy wpadnie w tarapaty z Bagheerą i Balusiem, ruszy też syczący podczas każdego wypowiadanego słowa pyton Kaa (Mateusz Deskiewicz).

Jakub Szydłowski, który tytuł ten po raz pierwszy wystawił w 2016 roku w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie z inną scenografią, kostiumami i choreografią, napisał również piosenki dla każdego z głównych bohaterów, z wyraźnie edukacyjnym przekazem. Najbardziej w pamięć zapada piosenka pantery Bagheery poświęcona stawianiu granic przez dziewczynki i niezgodzie na dotykanie bez ich zgody. Ważna z punktu widzenia dziecka jest też piosenka szakala Tabaki, który jest wyśmiewany przez resztę i traktowany jak ktoś inny, gorszy. Dzięki temu przedstawienie jest efektowne wizualnie i ciekawe muzycznie, choć za jego fabułą czasami trudno nadążyć.

Co i jak czytamy w drodze do lub z pracy?



Artyści Muzycznego w zwierzęcych rolach wypadają dość swobodnie. Warta podkreślenia jest gracja i intrygująca tajemniczość Bagheery w wykonaniu Izabeli Pawletko oraz kolejna udana rola Karoliny Trębacz, której Matka Wilczyca o przygarniętego chłopca walczy niczym prawdziwa lwica. Z dużą przyjemnością ogląda się Bernarda Szyca w takiej formie, a za układ taneczny do jego piosenki śpiewanej i tańczonej z Mowglim należą się ukłony Paulinie Andrzejewskiej-Damięckiej, autorce choreografii bardzo dobrze wkomponowanej nie tylko w tym momencie w materię spektaklu. Efektowne są również tańce małp czy wilków. Wszystko to przekłada się na dowcipny, przyjemny w odbiorze spektakl, który przypaść do gustu powinien szczególnie starszym kilkulatkom.