Na przekór ocenom innych. O "Najbrzydszym zwierzęciu świata"

30 maja 2021, 13:00
Łukasz Rudziński
Spektakl "Najbrzydsze zwierzę świata" punktuje bezsensowne rankingi i chęć rywalizacji o wszystko. Na zdjęciu efektowne lalki-pyskówki, rywalizujące w tytułowym rankingu. Więcej zdjęć (5)

Spektakl "Najbrzydsze zwierzę świata" punktuje bezsensowne rankingi i chęć rywalizacji o wszystko. Na zdjęciu efektowne lalki-pyskówki, rywalizujące w tytułowym rankingu.

fot. Piotr Pędziszewski / Teatr Miniatura

Spektakl "Najbrzydsze zwierzę świata" punktuje bezsensowne rankingi i chęć rywalizacji o wszystko. Na zdjęciu efektowne lalki-pyskówki, rywalizujące w tytułowym rankingu.

fot. Piotr Pędziszewski / Teatr Miniatura

Premiera "Najbrzydszego zwierzęcia świata" to pierwsza możliwość wizyty na premierze w Miejskim Teatrze Miniatura w Gdańsku od kilku miesięcy. Teatr bardzo dobrze radzi sobie online, ale przecież to w bezpośrednim kontakcie z widzami tak naprawdę nabiera sensu. Bardzo istotny temat ciągłego poddawania się ocenie innych i rywalizacji w nowej realizacji Miniatury pozostawia jednak pewien niedosyt.



Na co iść do teatru w najbliższym czasie


Cóż - każdy z nas się z tym spotkał. Został oceniony przez pryzmat swojego wyglądu, zanim zdążył otworzyć usta. To, co podoba się większości jest uznawane za modne i wartościowe, ale jeśli coś lub ktoś od powszechnych oczekiwań odstaje, tym gorzej dla niego. W najlepszym razie zostanie zignorowany, częściej jednak spotkają go szykany, niekiedy wyzwiska lub inne formy agresji.

Jednak kwestia tolerancji dla inności w spektaklu "Najbrzydsze zwierzę świata" zdecydowanie ustępuje innemu zjawisku - rywalizacji, która zwłaszcza w przypadku dzieci przybiera karykaturalne wręcz formy. Bo rywalizować można praktycznie o wszystko, tylko mało kto zadaje sobie pytanie "po co?".

W wielu epizodach wyróżnia się Wojciech Stachura, na zdjęciu animator Golca (po lewej). Więcej zdjęć (5)

W wielu epizodach wyróżnia się Wojciech Stachura, na zdjęciu animator Golca (po lewej).

fot. Piotr Pędziszewski / Teatr Miniatura

W wielu epizodach wyróżnia się Wojciech Stachura, na zdjęciu animator Golca (po lewej).

fot. Piotr Pędziszewski / Teatr Miniatura

Malina Prześluga to jedna z najciekawszych i najlepszych współcześnie autorek teatru dla dzieci, jednak nie tylko, czego dowodzi w pełni zasłużona Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna, którą otrzymała w 2020 roku za sztukę "Debil". W "Najbrzydszym zwierzęciu świata", napisanym specjalnie na zamówienie Miniatury, głównych bohaterów jest dwóch: pewien niezbyt urodziwy Rekin, który marzy o karierze amanta filmowego i Berta, czyli "bardzo, bardzo brzydka dziewczynka". Oboje chcą być kimś innym, niż są i starają się sięgnąć po swoje marzenia, choć nikt im tego nie ułatwia.

Jak to w bajce, świat zwierząt (i to zwierząt morskich i głębinowych) oraz świat ludzi są jednym światem, rekin nie potrzebuje wody, a jeśli już gdzieś pływa, to w zupie. Obok nich, a raczej razem z nimi funkcjonuje też plan boski, bo Pan Bóg bierze udział w akcji na tych samych zasadach co inni bohaterowie i potrafi być przy tym złośliwy, dowcipny lub nieco okrutny (gdy połknie gadającego Ziemniaka tłumacząc, że ten trafi do lepszego świata). Dzięki temu zwariowana opowieść o dwójce istot, które bardzo chciały być kimś innym, jest wielowymiarowa i dynamiczna, choć nie wolno od niej wymagać prawdopodobieństwa.

Sympatyczny Rekin (Krystian Wieczyński) pragnie grać w filmach romantycznych. To za nim podąża uwaga młodych widzów. Więcej zdjęć (5)

Sympatyczny Rekin (Krystian Wieczyński) pragnie grać w filmach romantycznych. To za nim podąża uwaga młodych widzów.

fot. Łukasz Unterschuetz / trojmiasto.pl

Sympatyczny Rekin (Krystian Wieczyński) pragnie grać w filmach romantycznych. To za nim podąża uwaga młodych widzów.

fot. Łukasz Unterschuetz / trojmiasto.pl

W tej szalonej opowieści jest kilkudziesięciu bohaterów, większość z nich to krótkie epizody, ale ponieważ na scenie pojawiają się ciągle nowi, charakterystyczni bohaterowie, a temat jest młodym widzom doskonale znany, kilkulatkowie spektakl śledzą z dużą uwagą i przyjemnością, bez trudu odnajdując się w rozwibrowanym świecie fantazji Maliny Prześlugi.

Naszym przewodnikiem po tym świecie jest Rekin - kolejna po Panu Kleksie udana rola Krystiana Wieczyńskiego, wyróżniającego się tym razem niskim, niby groźnym głosem. Jego perypetie i sympatyczna powierzchowność od razu zaskarbiają sympatię młodych widzów. Towarzyszy mu wspomniana Berta efektownie ucharakteryzowana na brzydulę (trochę w stylu popularnego serialu TVN-u), jednak Agnieszka Grzegorzewska w tej roli jest bezbarwna. Oprócz kostiumu jej rola zbudowana jest właściwie tylko na wypowiadanych kwestiach tekstu Prześlugi, jakby na stworzenie pełnokrwistej postaci Berty zabrakło czasu.

Nad wszystkim czuwa Pan Bóg (Andrzej Żak, w środku), który oprócz tego, że jest wszechmocny, jest również raczej znudzony i trochę złośliwy. Na zdjęciu z Rekinem i Bertą (Agnieszka Grzegorzewska). Więcej zdjęć (5)

Nad wszystkim czuwa Pan Bóg (Andrzej Żak, w środku), który oprócz tego, że jest wszechmocny, jest również raczej znudzony i trochę złośliwy. Na zdjęciu z Rekinem i Bertą (Agnieszka Grzegorzewska).

fot. Piotr Pędziszewski / Teatr Miniatura

Nad wszystkim czuwa Pan Bóg (Andrzej Żak, w środku), który oprócz tego, że jest wszechmocny, jest również raczej znudzony i trochę złośliwy. Na zdjęciu z Rekinem i Bertą (Agnieszka Grzegorzewska).

fot. Piotr Pędziszewski / Teatr Miniatura

Jak w kalejdoskopie zmieniają się za to bohaterowie drugiego i trzeciego planu, z których największe wrażenie robią bardzo efektowne lalki-pyskówki: Fenek, Golec, Ryba Glut i Guziec, animowane przez Jakuba Ehrlicha, Wojciecha Stachurę, Hannę Miśkiewicz i Jacka Gierczaka. Bohaterowie spotykają ich podczas castingu na tytułowe "Najbrzydsze zwierzę świata", czyli karykaturę konkursu piękności. Także serialowi bohaterowie Mariusz i Beata to urocze pyskówki (prowadzone przez Wojciecha Stachurę i Edytę Janusz-Ehrlich), którym Rekin z Bertą przeszkadzają w scenie miłosnej. Szkoda, że scen z lubianymi i świetnie wyglądającymi lalkami jest tak mało.

Chociaż to nie koniec niespodzianek. Pana Boga z wyczuciem i poczuciem humoru gra Andrzej Żak, zaś starszych z pewnością zachwyci Krystyna Czubówna w roli Krystyny Czubówny, a rozbawi Hugh Grant. Swój epizod mają również brygadziści sceny: Zbigniew Okęcki, Jacek Kaczkowski i Michał Skolimowski. Oprócz typowych technik lalkarskich mamy tu kilka efektów wizualnych, jak Lustro Wody (Krystian Wieczyński) czy nagranie VHS z Retro Rekinem i Retro Bertą, pozwalające na szybkie rozwiązanie akcji. Nie brakuje też lotniska, dowcipnie wkomponowanego między piąty a siódmy rząd siedzeń na widowni.

Poddajemy się ocenom i jesteśmy nim nieustannie poddawani. Za rzadko zastanawiamy się, czy ma to sens. Na zdjęciu główni bohaterowie w otoczeniu płaszczek-influenserek. Więcej zdjęć (5)

Poddajemy się ocenom i jesteśmy nim nieustannie poddawani. Za rzadko zastanawiamy się, czy ma to sens. Na zdjęciu główni bohaterowie w otoczeniu płaszczek-influenserek.

fot. Piotr Pędziszewski / Teatr Miniatura

Poddajemy się ocenom i jesteśmy nim nieustannie poddawani. Za rzadko zastanawiamy się, czy ma to sens. Na zdjęciu główni bohaterowie w otoczeniu płaszczek-influenserek.

fot. Piotr Pędziszewski / Teatr Miniatura

W scenografii Dariusza Panasa wyróżnia się również gigantyczny talerz zupy z rekinem, jednak główny nacisk położono tu na funkcjonalność. Czasem scenografię wspierają multimedia Przemysława Żmiejko, zaś wszystko podkreśla adekwatna do zdarzeń scenicznych muzyka Filipa Sternala. Jednak spektakl od pierwszej sceny cierpi na poważne braki dramaturgiczne, maskowane dynamiką następujących po sobie zdarzeń, sprowokowanych przez tekst Maliny Prześlugi. Mam wrażenie, że reżyserka Laura Słabińska posługująca się pseudonimem Punch Mama nie zdołała wydobyć potencjału tekstu Prześlugi, gubiąc rytm i tempo, przez co ta szalona komedia momentami bardzo wyhamowuje.

Za kulisami Teatru Miniatura



Ratunkiem są zmieniające się jak w kalejdoskopie sytuacje, efektowne kostiumy, urocza opowieść miłosna, zwieńczona na lotnisku i przekaz, który nie pozostawia złudzeń. Nie warto rywalizować o wszystko, nie warto być jak wszyscy. Ważne jest by czuć się spełnionym w tym, co się robi. Nie wszystko musi być piękne - brzydkie też może być piękne w swojej brzydocie także dlatego, że jest niepowtarzalne i wyjątkowe. Warto dać sobie szanse poznać kogoś, bez oceniania go na pierwszy rzut oka, a rankingi prowokowane przez telewizję, wyznaczane ilością lajków czy komentarzy na serwisach społecznościowych naprawdę nie są istotne.