O podróży w głąb siebie. Recenzja "Podróży do Buenos Aires"

25 lutego 2019 (artykuł sprzed 3 lat)
Łukasz Rudziński
Na scenę Teatru BOTO wchodzi rozkapryszona gwiazdeczka, która swoje niezadowolenie manifestuje ostentacyjnie czytając tekst z kartek. Więcej zdjęć (3)

Na scenę Teatru BOTO wchodzi rozkapryszona gwiazdeczka, która swoje niezadowolenie manifestuje ostentacyjnie czytając tekst z kartek.

fot. Maciej Czarmiak / trojmiasto.pl

Na scenę Teatru BOTO wchodzi rozkapryszona gwiazdeczka, która swoje niezadowolenie manifestuje ostentacyjnie czytając tekst z kartek.

fot. Maciej Czarmiak / trojmiasto.pl

Nie sztuką jest przyciągnąć uwagę, sztuką jest ją utrzymać, szczególnie w monodramie. Sylwia Góra-Weber przez półtorej godziny trzyma uwagę i widzów - początkowo na duży dystans, który z każdą chwilą skraca. "Podróż do Buenos Aires" Teatru BOTO jest lamentem matki i samotnej, nieszczęśliwej kobiety, którego warto wysłuchać.



Na scenę wchodzi ona - poirytowana gwiazda w efektownej czerwonej sukni i w długich wiszących kolczykach. Wszystko jej przeszkadza: zapowiadająca jej występ dziewczyna, oświetlenie i gabaryty sceny, na której przyszło jej wystąpić i chyba sam fakt, że ma coś grać przed publicznością. Nie wypowiada tekstu - ostentacyjnie czyta go z kartek, wyrzucając go z siebie ze złością, wręcz krzycząc, jakby chciała przegonić widzów. Jest złośliwa, odpychająca i intrygująca. Tak rozpoczyna się "Podróż do Buenos Aires", odważny monodram Sylwii Góry-Weber w reżyserii Adama Nalepy.

Co grają w Teatrze BOTO


Dopiero po chwili, gdy oswoimy się z ekspresją aktorki, zaczynamy słyszeć to, o czym ona mówi. Pozornie jest to chaotyczna, pozbawiona logiki paplanina o najbliższych. Waleria, bo tak ma na imię stojąca przed nami postać, pomstuje na warunki, w jakich żyje. Postanawia wyjechać do synów, którzy mieszkają w Kanadzie - cudownym, dalekim kraju. Obaj wielokrotnie zapraszali ją do siebie, czas najwyższy skorzystać z zaproszenia. Szkoda tylko, że żaden nie przysłał matce choćby paczki. Ale nie, to przecież niemożliwe. Ma przecież troskliwe, kochające dzieci. Na pewno przysyłali, tylko ktoś je jej zabiera.

Sylwia Góra-Weber mierzy się z tekstem Amanity Muskarii "Podróż do Buenos Aires", stopniowo niuansując bohaterkę, zyskującą z czasem rosnącą sympatię widzów.  Więcej zdjęć (3)

Sylwia Góra-Weber mierzy się z tekstem Amanity Muskarii "Podróż do Buenos Aires", stopniowo niuansując bohaterkę, zyskującą z czasem rosnącą sympatię widzów.

fot. Maciej Czarmiak / trojmiasto.pl

Sylwia Góra-Weber mierzy się z tekstem Amanity Muskarii "Podróż do Buenos Aires", stopniowo niuansując bohaterkę, zyskującą z czasem rosnącą sympatię widzów.

fot. Maciej Czarmiak / trojmiasto.pl

Stopniowo, wraz ze zmianą formy na bardziej refleksyjną, Waleria roztacza kolejne wizje szczęśliwej przyszłości tak różnej od tego, co ma obecnie - zamieszka w Argentynie z córeczką Haneczką albo u siostry Marysi. Albo rzuci wszystko i wyjedzie do Buenos Aires. Tam z radością przyjmą ją z otwartymi ramionami i nie będzie biedować nieszczęśliwa tu, gdzie jest. A gdzie jest?

Sylwia Góra-Weber tekst Amanity Muskarii, czyli literackiego duetu sióstr Moniki i Gabrieli Muskały, podaje bardzo konsekwentnie, stopniowo odsłaniając przed widzem procesy starczej demencji, dezintegracji osobowości i najbardziej w tym wszystkim przejmującej samotności matki, "opuszczonej" przez dzieci, które dawno już wyfrunęły z gniazda. Autorki sztuki inspirowały się językiem własnej babci. Odnajdziemy w nim tragizm, komizm, absurd czy patos. Podkreśla to duża liczba powtórzeń, ponownych objaśnień tych samych kwestii, kurczowe trzymanie się tego, co było wcześniej i postępujące oderwanie od rzeczywistości.

Waleria marzy o wyjeździe. Chce wreszcie pożyć, skorzystać z zaproszeń swoich dzieci i jeszcze chociaż przez chwilę poczuć się osobą komuś potrzebną. Więcej zdjęć (3)

Waleria marzy o wyjeździe. Chce wreszcie pożyć, skorzystać z zaproszeń swoich dzieci i jeszcze chociaż przez chwilę poczuć się osobą komuś potrzebną.

fot. Maciej Czarmiak / trojmiasto.pl

Waleria marzy o wyjeździe. Chce wreszcie pożyć, skorzystać z zaproszeń swoich dzieci i jeszcze chociaż przez chwilę poczuć się osobą komuś potrzebną.

fot. Maciej Czarmiak / trojmiasto.pl

Waleria jest bezdomna. Sama zapewnia, że żałuje, że się wymeldowała z mieszkania syneczka Józia, ale jej bezdomność jest raczej stanem ducha niż sytuacją materialną. Marzenie o poprawie swojego losu to bardziej podróż w głąb siebie i próba wyłuskania wspomnień związanych z przeszłością. Coraz mocniej przygniata ją rzeczywistość, a ta widzowi ostatecznie nie pozostawia już złudzeń co do tego, gdzie bohaterka monodramu faktycznie się znajduje.

Monodramy w Trójmieście


Porusza świetna scena z nutellą, konfidencjonalnie wyjętą ze skrytki, bawi modlitwa pełna nie tylko światłych intencji, a na koniec wzrusza rozpaczliwa próba wymienienia przez Walerię wszystkich swoich dzieci. I rozmowy z przyjaciółmi, których znajduje w rzeczywistych, przypadkowych ludziach i własnej wyobraźni. Reżyser przy pomocy ledwie kilku rekwizytów dał aktorce przestrzeń, by opowiedziała wzruszającą opowieść o odchodzeniu, opuszczeniu i starczej samotności. Aktorka w półtoragodzinnym, dynamicznym monodramie sumiennie wywiązuje się z tego zadania.

Opinie (17) 4 zablokowane

  • Jej głos jest bardzo męczący (1)

    Słuchanie go bez przerwy przez półtorej godziny to ogromne wyzwanie

    • 14 15

    • No coś Ty? Jej głos jest właśnie fantastyczny!

      • 9 3

  • Ta pani jest w wieku przejściowym? (1)

    czy przeżywa jakąś traumę?

    • 4 13

    • chyba i tak, i tak

      • 0 0

  • a chociaż (1)

    raz sie rozebrała ?

    • 3 14

    • Nie ten Adam reżyserował.

      • 11 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.