stat

Massimiliano Caldi: operę "Don Bucefalo" wykonamy tak, jak została napisana

22 stycznia 2020, 17:30
Łukasz Rudziński

- Antonio Cagnoni nie należy do znanych kompozytorów, dlatego jego operę trzeba potraktować jako wyzwanie, które stawiamy przed sobą i publicznością. Ludzie chętnie przychodzą na taką sztukę, wiedząc, że zobaczą coś wyjątkowego, co rzadko trafia na sceny operowe - mówi Massimiliano Caldi w rozmowie poświęconej operze komicznej "Don Bucefalo", której premiera odbędzie się w Operze Bałtyckiej 31 stycznia. Bilety na premierę dostępne w cenie 100-140 zł, na kolejne spektakle 60-100 zł.



Repertuar Opery Bałtyckiej


Łukasz Rudziński: Obecność "Don Bucefalo" w repertuarze Opery Bałtyckiej to pana zasługa. Jak do tego doszło?

Massimiliano Caldi: Dokładnie rok temu zaproponowałem dyrektorowi muzycznemu José Marii Florêncio wystawienie "Don Bucefalo". Opowiedziałem mu historię tej opery, przybliżyłem libretto. Mamy tu libretto w libretcie, muzyka w muzyce, opera w operze, czyli - jak mówimy we Włoszech - "metateatro". Nie minęło pięć minut i dyrektor powiedział "zrobimy to, masz moje słowo". Minął rok i możemy rozmawiać o spektaklu, który za chwilę będzie miał premierę. Moją misją w operze jest wykonywanie dzieła tak, jak zostało napisane.

Często opery poddaje się jakimś przeróbkom, czego nie potrafię zrozumieć. Czasem może coś jest niewygodne, za krótkie, za długie, ale rzadko można stwierdzić, czy kompozytor zgodziłby się na taką zmianę czy nie. Trzeba pamiętać, że wystawia się gotowe, napisane wcześniej opery. Żyjący kompozytorzy zazwyczaj godzą się na pewne modyfikacje, chociaż utwór został już opublikowany, dlatego przeważnie pozostaje on zachowany w oryginalnej, niezmienionej wersji. Często jednak trudno jest stwierdzić, jakie zmiany autor zaakceptował.

Czyli "Don Bucefalo" ściśle podąża pan za partyturą?

Oczywiście. Próbuję być bardzo, bardzo blisko oryginału. Zarówno 12 lat temu we Włoszech, gdy dyrygowałem pierwszym wykonaniem ponad półtora wieku od światowej prapremiery tego dzieła, tak i teraz staram się oddać dokładnie to, co zostało napisane. Antonio Cagnoni nie chciał rewolucjonizować muzyki. Wybierał za to bardzo ważne treści. To opera komiczna, jej tekst jest bardzo istotny. Wiele razy prosiłem solistów, by śpiewali na 300 proc., bo publiczność musi wsłuchać się w tekst. Muzyka tu jest dość standardowa, jak u Rossiniego czy Donizettiego.

Pojawiają się drobne detale - tenor nie ma cabaletta na finał arii. Usłyszymy tylko sześć recytatywów, a na przykład w "Cyruliku sewilskim" jest ich dużo więcej. Język jest bardzo współczesny. Menedżer obiecuje artystom, że trafią na sceny Mediolanu, Amsterdamu czy Niemiec, co ma podobne pokrycie w rzeczywistości jak słowa premiera Silvio Berlusconiego do Włochów kilka lat temu. To bardzo aktualna opera z każdego punku widzenia. Bardzo się cieszę, że po raz drugi w życiu będę miał okazję ją poprowadzić i wykonać polską premierę tego tytułu.

Pierwsze skojarzenia z operą włoską to Verdi, Puccini, Rossini, Donizetti. Pan proponuje operę niemal nieznanego autora. Dlaczego?

Wiedziałem, że dyrektorzy Opery Bałtyckiej wybierają dzieła tradycyjne. Często nie są to największe opery ich twórców, ale bardzo ciekawe, jak "Thaïs". Oczywiście Antonio Cagnoni nie należy do znanych kompozytorów, dlatego jego operę trzeba potraktować jako wyzwanie, które stawiamy przed sobą i publicznością. Ludzie chętnie przychodzą na taką sztukę, wiedząc, że zobaczą coś wyjątkowego, co rzadko trafia na sceny operowe. W Gdańsku, oprócz takich działań, nie zapomina się o największych dziełach, jak "Traviata" czy "Dziadek do orzechów", co budzi moje duże uznanie. Dlatego stwierdziłem, że "Don Bucefalo" świetnie do repertuaru Opery Bałtyckiej pasuje. To naprawdę duża przygoda dla nas wszystkich.

Od wielu lat związany jest pan z Polską Filharmonią Bałtycką. Pewnie dobrze wraca się "na stare śmieci"?

Formalnie do końca sezonu będę pierwszym dyrygentem gościnnym Filharmonii Bałtyckiej i z przyjemnością będę z nią dalej współpracował, ale już mniej intensywnie. Po dwunastu latach wypada już coś zmienić, choć będę miał okazję wystąpić z Orkiestrą Filharmonii Bałtyckiej latem z kompozycjami Wolfganga Amadeusza Mozarta w Oliwie. Praca w Operze Bałtyckiej to dziwne doświadczenie, bo przecież przez lata pracowałem w Gdańsku, ale ścisłym jego centrum. "Mój" Gdańsk to Stare Miasto. Teraz jestem tutaj i czuję się, jakbym przebywał w zupełnie innym mieście. To nieduży teatr, ale bardzo elegancki, fascynujący. Czuć atmosferę pracy, mamy też pracowity, bardzo dobry zespół Orkiestry.

Clelia Averna: baletowi trzeba poświęcić życie


Jakich jeszcze włoskich kompozytorów, oprócz Antonia Cagnoniego, warto byłoby przypomnieć światu?

Zdecydowanie należą do nich Saverio Mercadante i Amilcare Ponchielli - obaj żyli w podobnych czasach co Antonio Cagnoni. Tworzyli niezwykle ciekawe utwory, nieznane nawet we Włoszech. Niestety, jesteśmy niewolnikami mody. Nawet w La Scali chętnie próbują jakiejś nowej kompozycji, to potem kolejna premiera i tak musi być bardzo znanym dziełem operowym. Mniej znane tytuły nie mają większych szans trafić na afisz. Podobnie jak w przypadku Cagnoniego, warto ich twórczości dać szansę.

Scenografia

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Orkiestra

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Artur Janda

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Artur Janda

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Katarzyna Nowosad, Artur Janda i Gabriela Gołaszewska

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Katarzyna Nowosad, Artur Janda i Gabriela Gołaszewska

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Joanna Moskowicz

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Joanna Moskowicz

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Joanna Moskowicz i Aleksander Kunach

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Aleksander Kunach

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Aleksander Kunach i Joanna Moskowicz

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Gabriela Gołaszewska

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Joanna Moskowicz i Artur Janda

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Aleksander Kunach i Artur Janda

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Joanna Moskowicz, Aleksander Kunach i Artur Janda

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Artur Janda

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Artur Janda

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Artur Janda

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Bartłomiej Misiuda i Liang-Hua Gong

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Liang-Hua Gong

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Joanna Moskowicz, Artur Janda i Bartłomiej Misiuda

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Joanna Moskowicz

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Bartłomiej Misiuda

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl