Mistrz kryminałów mieszka w Trójmieście

27 kwietnia 2020, 8:30
Magdalena Raczek

Rok 2019 należał do niego - przez kilka miesięcy sukcesywnie ukazywały się części trylogii, która zebrała bardzo dobre opinie zarówno wśród czytelników, jak i krytyków oraz blogerów. "Boska proporcja", "Materiał ludzki" i "Białe kłamstwa" to kryminalna seria napisana przez mieszkającego w Trójmieście Piotra Borlika. Rozmawiamy z nim o początkach jego kariery literackiej, pracy inżyniera, zamiłowaniu do kulinariów, a także o ekranizacji jego książek, na podstawie których powstaje trzysezonowy serial.



Wydarzenia online w Trójmieście


Magdalena Raczek: Na początek pytanie z gatunku egzystencjalnych - jak się zostaje twórcą kryminałów?

Piotr Borlik: Trzeba skończyć studia techniczne, zatrudnić się w fabryce, po czym stwierdzić, że to jednak nie był najlepszy pomysł (uśmiech).

Czemu wybrał pan akurat kryminał? Nie kuszą pana inne gatunki?

Cenię twórców nieograniczających się w jednym gatunku literackim. Moim ulubionym pisarzem jest Dan Simmons, który genialnie sprawdza się w grozie ("Terror"), science fiction ("Hyperion") czy w wymykającym się przynależności gatunkowej "Drood", który jest moją ulubioną książką tego autora. Z niecierpliwością wyczekuję zapowiedzianej "Abominacji", której akcja dzieje się w Himalajach. Już czuję ten klimat... Ja z racji własnych ograniczeń nie podejmę się napisania powieści historycznej czy nawet kryminału retro. Nie jestem też na tyle bezczelny, by próbować swoich sił w fantastyce naukowej, ale od dłuższego czasu ciągnie mnie w stronę obyczaju, oczywiście z zagadką w tle. To jednak melodia przyszłości. Na tę chwilę skupiam się na kryminałach.

Zacznijmy więc od początku. Trylogia z Agatą Stec nie jest wcale pana debiutem, jak chcieliby niektórzy. Pierwsze opowiadania - historie z gatunku grozy - pisał pan na studiach i potem w trakcie pracy jako inżynier we wspomnianej fabryce (firmie Sharp). Jak zatem wyglądały początki pana literackiej kariery?

O pierwszych opowiadaniach najchętniej bym zapomniał. Publikowałem je na internetowym forum Wydziału Budownictwa i Inżynierii Środowiska, gdzie - o dziwo - spotkały się z bardzo ciepłą reakcją. Zmotywowany informacją zwrotną od studentów poszedłem o krok dalej i zaprezentowałem swoją twórczość na forach literackich. Tam niestety odbiłem się od ściany. Bardziej doświadczeni czytelnicy wytknęli mi błędy, często używając przy tym niewyszukanych określeń sugerujących, że nie powinienem brać się za pisanie. To była pierwsza lekcja pokory, z której wyciągnąłem wnioski.

Przeczytaj także: Trójmiejscy pisarze o książkowych stosikach

W ciągu następnych kilku lat obroniłem tytuł inżyniera i rozpocząłem pracę w fabryce telewizorów. To tam powstało pierwsze opublikowane drukiem opowiadanie mojego autorstwa. Do dziś pamiętam radość, gdy skontaktował się ze mną Rafał Bryndal, pełniący wówczas rolę redaktora naczelnego magazynu literackiego "Chimera", i poinformował mnie, że opowiadanie "Matko moja" ukaże się w najnowszym numerze pisma. To był rok 2014. Później publikowano mnie w różnych antologiach i czasopismach. Większość jest teraz trudno dostępna, ale jeśli ktoś chce przekonać się, jakie były moje początki, to zapraszam do lektury internetowego czasopisma "Histeria", w którym kilka razy zdarzyło mi się wygrać konkurs literacki na tematyczne opowiadanie.

Księgarnie w Trójmieście - działają online


Pierwszą pana wydaną książką był "Teatr lalek", którego bohaterem jest psycholog, podobnie jak w trylogii. Skąd u pana zainteresowanie psychologią i dlaczego psychologowie tak pana fascynują?

Gdy już zrozumiałem, że praca inżyniera mnie nie kręci, a o utrzymywaniu się z pisania książek mogłem jedynie marzyć, zapisałem się na zaoczne studia uzupełniające z psychologii. Od zawsze interesowały mnie "meandry ludzkich umysłów", jak zwykł mawiać Artur Kamiński, jeden z bohaterów trylogii. Wówczas nie sądziłem, że zdobyta wiedza przyda mi się akurat w pisaniu książek. Czytelnicy bardzo często zwracają uwagę, że podobało im się wejście w umysł bohaterów.

Czy w nowej powieści również czeka nas spotkanie z psychologiem?

W nowej historii nie będzie psychologa, ale będzie mnóstwo psychologii. Zawsze za cel stawiam sobie, by czytelnik znał myśli bohaterów, rozumiał ich sposób postępowania, dzięki czemu może bardziej się z nimi utożsamiać. Zadanie tym trudniejsze, gdy mówimy o mordercach.

Rok 2019 należał do pana - ukazywała się wtedy sukcesywnie trylogia, która zebrała bardzo dobre opinie: "Boska proporcja", "Materiał ludzki" i "Białe kłamstwa". Czy od początku miał pan napisaną całość czy tworzył na bieżąco, wprowadzał jakieś zmiany?

Wszystko miałem napisane wcześniej, inaczej nie wyrobiłbym się czasowo. To od początku miała być trylogia, w której każda z części opowiada niezależną historię skupioną wokół śledztwa, całość zaś połączona jest kręgosłupem w postaci wątku głównego oraz relacji Agaty i Artura. Taka forma książek i seriali przemawia do mnie najbardziej. By to podkreślić, zdecydowaliśmy się na eksperymentalne okładki, które dopiero połączone ze sobą tworzą spójną grafikę. Czegoś takiego nie zrobił jeszcze nikt na świecie.

Pamiętam, że gdy zobaczyłam pana stronę internetową po raz pierwszy, nie znając jeszcze pana książek, to pomyślałam, że ktoś zrobił kawał niezłej roboty - profesjonalna sesja foto, ciekawe zajawki, zapowiedź trylogii - wszystko to było dopracowane w każdym szczególe. Czyja to zasługa?

W tym miejscu kłaniam się nisko wydawnictwu Prószyński i S-ka. To wydawnictwo uwierzyło we mnie i zainwestowało sporo pieniędzy, dzięki czemu miniony rok momentami przypominał bajkę. Jak przez mgłę pamiętam pierwsze spotkania w siedzibie wydawnictwa, podczas których opowiadałem o sobie, późniejszą sesję fotograficzną w prosektorium czy pierwsze Warszawskie Targi Książki. Podpisując umowę, miałem za sobą średnio udaną przygodę z poprzednim wydawcą, dlatego tym bardziej doceniam szansę, którą otrzymałem. Można powiedzieć, że dobra książka sama się obroni i nie potrzebuje, by trąbić o niej we wszystkich miejscach, ale to naiwne myślenie. Owszem, dobra książka się obroni, ale najpierw ktoś musi o niej usłyszeć.

Trylogia układa się bardzo udanie i ciekawie - każdy tom skupia się na innej sferze. "Białe kłamstwa" np. dotyczą głównie wątków psychologicznych, odkrywania przeszłości, rozkładania na czynniki pierwsze więzi bratersko-siostrzanej między Arturem i Agatą. Pierwsze tomy, bardziej skupione na działaniu, akcji, stanowiły jakby preludium do tego, co odkrywane jest w finale, w którym mamy zupełnie inny rodzaj powieści. Co było dla pana najważniejsze w tej historii?

To był mój mały eksperyment. Nie chciałem pisać trzech podobnych do siebie książek, choć zdawałem sobie sprawę, że takie mogą być oczekiwania czytelników. Przypłaciłem to lekkim stresem, gdy po premierze drugiego tomu ("Materiał ludzki") docierały do mnie głosy, że to coś innego niż "Boska proporcja". Na szczęście większość czytelników doceniła ten zabieg. Dla mnie, zarówno jako czytelnika, jak i autora, zawsze ważne jest, by bohaterowie na skutek zdarzeń fabularnych przeszli metamorfozę. Historia rozpisana na trzy części pozwoliła mi pokazać zmianę w Agacie i Arturze, co - jak z perspektywy czasu mogę stwierdzić - jest moim największym sukcesem. Uwielbiam rozpisywać portrety psychologiczne postaci, planować dla nich wydarzenia, podczas których będą musieli podjąć trudne decyzje i zmienić swój dotychczasowy sposób myślenia.

Pomówmy teraz o miejscach akcji. Jakim kluczem się pan kieruje, wybierając lokalizacje? Przypomnę, że w pierwszej i trzeciej części są to trójmiejskie tereny.

Spacerując po parku Oliwskim, często przechodziłem obok nieczynnej na czas remontu Palmiarni. To właśnie podczas jednego ze spacerów, gdy akurat byłem w trakcie tworzenia konspektu trylogii, wpadłem na pomysł, by akcja książki rozpoczęła się w zamkniętej palmiarni. To miejsce wydało mi się idealne dla mordercy podchodzącego do zbrodni jak do dzieła artystycznego. Akcja drugiego tomu dzieje się w fikcyjnym miasteczku Czarnowo. Niespełna miesiąc temu odezwała się do mnie dziennikarka pracująca w "Kurierze Bytowskim", która rozpoznała opisywane przeze mnie tereny i skojarzyła je z Tuchomiem. To nie przypadek. Tam mieszkają rodzice mojej żony, więc siłą rzeczy są to tereny również dobrze mi znane. Tworząc Czarnowo, opierałem się na topografii Tuchomia i okolic. Bardzo się ucieszyłem, że pomimo tylu zmian ktoś rozpoznał swoje rodzinne strony.

Pana książki mają zostać zekranizowane. Jednak cała ta sprawa owiana jest tajemnicą. Czy bierze pan dział w pisaniu scenariusza? Proszę nam cokolwiek zdradzić.

Mogę zdradzić, że prawa do ekranizacji trzech sezonów serialu zostały sprzedane. Każdy sezon opowiadać będzie historię poszczególnej części trylogii. Chciałbym zdradzić więcej, ale niestety zakazuje mi tego umowa. Oczywiście cały czas trzymam rękę na pulsie.

Pochodzi Pan z Bydgoszczy - co pana przywiodło do Trójmiasta? Nie kusi pana, by miasto rodzinne uczynić miejscem akcji swojej książki?

Do Trójmiasta przywiodła mnie praca, a ściślej mówiąc - praca mojej żony. Ja już wówczas pracowałem jako ogólnopolski konsultant wspierający firmy produkcyjne w optymalizacji procesów, więc nie byłem przywiązany do konkretnego miejsca. W Bydgoszczy osadziłem akcję mojego debiutu książkowego ("Teatr lalek"), ale już teraz mogę zdradzić, że na tym się nie skończy.

Podobno "najczęściej można spotkać pana zaczytanego w kryminałach". Czy ma pan swoich mistrzów gatunku?

Z zagranicznych twórców, oprócz wspomnianego wcześniej Dana Simmonsa, cenię sobie Stuarta Turtona, którego "Siedem śmierci Evelyn Hardcastle" uważam za najlepszą książkę minionego roku. Obecnie czytam "Trylogię Białego Miasta" Evy García Sáenz de Urturi. Niech najlepszą rekomendacją będzie fakt, że nie trawię narracji pierwszoosobowej, a tu po kilku stronach historia mnie tak wciągnęła, że przestałem to zauważać. Z polskich autorek i autorów największą słabość mam do Anny Kańtoch, ale także w ciemno kupuję książki Roberta Małeckiego i Wojciecha Chmielarza. Z innych gatunków literackich moim odkryciem jest Jakub Bielawski, którego "Ćma" odmieniła moje postrzeganie grozy.

Przeczytaj także: Fotel, kanapa czy wanna? Gdzie najbardziej lubimy czytać?

Z tego, co pan wcześniej mówił, wynika, że proces twórczy u pana jest dokładnie zaplanowany, pisze pan według konspektu i nie ma tu raczej miejsca na improwizację?

Staram się dokładnie wszystko planować, rozpisuję portrety psychologiczne bohaterów, rysuję linie czasu, zaznaczam miejsca, w których akcja powinna przyspieszyć, a w których zwolnić. Gdy o tym opowiadam innym autorom, najczęściej spotkam się z komentarzami, że to zabija kreatywność. Nic bardziej mylnego, to właśnie pobudza ją na etapie planowania fabuły. Już na studiach zauważyłem, że nie do końca jestem stereotypowym umysłem ścisłym. Byłem wręcz trochę zawieszony między humanistą a inżynierem. Zamiast na siłę przyporządkowywać się do jednej z grup, postanowiłem zbudować na tym karierę zawodową. Kto miał styczność ze stereotypowym informatykiem, ten wie, że niełatwo współpracuje się z tą grupą zawodową. To samo działo się w Sharpie, gdy słowa technologów nie trafiały do zwykłych ludzi i na odwrót. Ja rozumiałem obie strony, dlatego wziąłem na siebie rolę łączenia tych dwóch odmiennych światów. Pisząc "Boską proporcję", starałem się przedstawić zjawisko matematyczne w sposób zrozumiały dla wszystkich - za pomocną krwawych zbrodni.

Zamiłowanie do jedzenia i dobrego wina, to coś, co łączy pana z bohaterem trylogii - Arturem Kamińskim. Lubi pan gotować?

Uwielbiam gotować. Wszystkie potrawy, opisane w moich książkach, wcześniej sam przygotowałem i komponowałem z winami. Przy okazji kolejnej książki, której premiera będzie mieć miejsce na początku czerwca, poszedłem o krok dalej i na końcu zamieściłem przepis na opisywane danie. Od czasu do czasu publikuję w mediach społecznościowych zdjęcia dań mojego autorstwa, robię to w formie zabawy, ale czytelnicy regularnie namawiają mnie do stworzenia książki kucharskiej. To skłoniło mnie do primaaprilisowego żartu o planowanej premierze książki "Gotuj z Borlikiem". Odzew był tak miły, że zdecydowałem się na minicykl, w którym prezentuję pomysły na niebanalne śniadania. Na razie tylko w mediach społecznościowych, ale w przyszłości, kto wie...

Czy ma pan jakieś swoje ulubione lokalne gastronomiczne w Trójmieście?

Jeśli chodzi o ulubione restauracje w Trójmieście, mój zdecydowany numer jeden to Winne Grono. Świetna kuchnia i przemiła obsługa. Nigdy nie zapomnę, jak zorganizowaliśmy tam obiad, w trakcie którego poinformowaliśmy rodzinę o ciąży mojej żony. Kelner, który miał przynieść tort z dekoracją dziecięcego wózka, tak się stresował, że oblał moją mamę winem. Śmiechu było przy tym co niemiara.

Wkrótce premiera kolejnego pana kryminału pt. "Zapłacz dla mnie". O czym będzie ta książka? Z zapowiedzi wynika, że akcja będzie działa się w Sopocie?

Początkowo książka miała ukazać się w kwietniu, ale sytuacja, którą zastaliśmy, sprawiła, że przenieśliśmy premierę na początek czerwca. Książka skupia się na śledztwie w sprawie brutalnie zamordowanej nastolatki, której ciało znaleziono na sopockiej plaży. Tak jak w przypadku poprzednich książek, tak i tutaj skupiłem się na procesie zmiany, która zachodzi w głównym bohaterze - byłym policjancie, który wychodzi na wolność po dziewiętnastu latach spędzonych w więzieniu. Tego gościa po prostu nie sposób nie polubić. Przedsprzedaż już się rozpoczęła, więc zapraszam do internetowych księgarń.

Na koniec zapytam, jak się panu żyje w czasie kwarantanny? Izolacja wydaje się wymarzonym okresem dla pisarza: cisza, spokój, można tworzyć... Wielu autorów jednak straciło możliwość zarobkowania (spotkania autorskie, warsztaty). Jak to jest u pana?

Ciężko się skupić, gdy po mieszkaniu biega półtoraroczny chłopiec z nadmiarem energii. Większość dnia poświęcam na opiekę nad synem, trochę gotuję, trochę czytam, więc generalnie czekam, aż sytuacja wróci do normy. Przełożona premiera książki i odwołane spotkania z czytelnikami to potężny cios, ale inni mają trudniej, więc nie marudzę, tylko cieszę się możliwością spędzania czasu z rodziną.