Pogotowie Maryjne: na ratunek porzuconym dewocjonaliom

23 września 2020, 12:00
Mateusz Groen

Figurki trafiają do niej z najróżniejszych stron. Jedne - brudne i uszkodzone - zostały znalezione np. przy śmietniku, inne przekazali jej klienci z prośbą o odnowienie. Paulina Mazur, młoda artystka z Gdańska, nie mogła patrzeć na niszczejące dewocjonalia, więc postanowiła je "reanimować" w ramach Pogotowia Maryjnego. Najpierw je odnawia, a potem szuka im nowych domów. Finalnie dzięki niej maryjne figurki przeistaczają się w piękne, pełne kolorów rzeźby sakralne.



Wystawy oraz wernisaże w Trójmieście


Pochodząca z rodziny artystycznej Paulina Mazur odnawianiem zapomnianych przez świat figur zajmuje się od sześciu lat. Od dziecka była uwrażliwiana na sztukę przez rodziców oraz babcię, podchodziła do sztuki sakralnej z zachwytem i z czasem rozwinęła się w niej pasja do figur, płaskorzeźb i reliefów.

Przez jej ręce przeszło wiele dewocjonaliów. Większość z nich znalazła nowe domy, są jednak takie, które z uwagi na sentyment bądź unikatowy charakter dołączyły do prywatnej kolekcji artystki. Wysokie poszanowanie dla sztuki zainicjowało potrzebę działania na rzecz poniszczonych rzeźb sakralnych. I tak powstało Pogotowie Maryjne, pracownia, która ratuje zniszczone figurki Matki Boskiej. Przy renowacjach Paulina współpracuje ze swoją mamą Julią Dranicką, która niejednokrotnie prezentowała swoją sztukę na wernisażach w Trójmieście.

Uratować przed zapomnieniem



Mateusz Groen: Pogotowie Maryjne to interesująca inicjatywa. Skąd pomysł na odnawianie akurat figur Matki Boskiej?

Paulina Mazur: To dość długa historia, ale postaram się opowiedzieć ją w skrócie. Zostałam wychowana w rodzinie głęboko wierzącej. Wychowywała mnie babcia i ojciec, którzy sami dorastali w duchu katolickim. Od dziecka otaczały mnie wszelkiego rodzaju obrazki przedstawiające osoby święte, a dzieci lubią wszystko, co namacalne, czyli m.in. przedmioty w trójwymiarowej przestrzeni, takie jak figurki zwierzątek czy ludzi.

Mnie, oprócz wyżej wspomnianych, interesowały małe plastikowe odlewy Matki Boskiej. Uzbierałam ich pokaźną kolekcję, którą później przekazałam rodzinie. Z biegiem czasu zaczęło mnie interesować to, dlaczego ludzie, do których z babcią przychodziłam w odwiedziny, posiadali ołtarzyki z gipsowymi figurkami Matki Bożej.
Zależy mi bardzo na ratowaniu starych, sypiących się odlewów, by uchronić je od zapomnienia, ponieważ są częścią naszej kultury i historii.

Teraz można by to uznać za kicz religijny, ale moim zdaniem było to istotne i piękne. Gdy pytałam jako dziecko, dlaczego mają takie figurki, które otaczają taką czcią, odpowiadano mi wprost - ku ochronie rodziny, która zamieszkuje ten dom. Uwierzyłam w to i sama zapragnęłam mieć taki odlew u siebie w pokoju. Moja babcia - nie wiedzieć czemu - nie chciała się na to zgodzić.

Pamiętam, jak czytałam takie czasopismo dla dzieci, chyba był to "Rycerzyk Niepokalanej", i był tam artykuł o chłopcu, który postanowił zająć się z własnej woli przydrożną, zaniedbaną kapliczką z figurką Matki Boskiej wewnątrz, co jeszcze bardziej mnie zainteresowało. Prosiłam całą rodzinę o figurę, aż w końcu moja mama kupiła mi figurkę Marii na rynku, odmalowała i przyniosła do mieszkania babci, w którym też mieszkałam.

To, co zrobiła mama, uświadomiło mnie, że można na własną rękę malować figury i nadawać im nowe życie. Obecnie zależy mi bardzo na ratowaniu starych, sypiących się odlewów, by uchronić je od zapomnienia, ponieważ są częścią naszej kultury i historii.

Domyślam się, że musisz sporo pracy włożyć w proces odnawiania figurek. Ile czasu zajmuje taka renowacja?

Zależy od tego, w jakim stopniu zniszczona jest figura. Dostaję figurki na przeróżne "zabiegi": do wypełniania ubytków, pomalowania w ten sam lub inny sposób, na dorobienie rąk czy innych wystających elementów i wreszcie - sklejenia roztłuczonej figurki na nowo z małych kawałków. Zazwyczaj cała renowacja trwa miesiąc, a statystycznie - do dwóch tygodni.

Załóżmy, że dzwoni do mnie klient i mówi, żebym "zrobiła" figurkę (ludzie nie posługują się, a jeśli już, to bardzo rzadko, słowem "odnowiła", ponieważ prawie nie ma osób na rynku, które zajmują się tym fachem). Proszę wtedy o fotografię przedstawiającą odlew i względną informację, w jakim jest stanie. Następnie umawiam się z klientem, odbieram figurę i biorę ją na warsztat.

Pracownie Artystów


Pierwsze co robię, to sprawdzam, czy figura jest sygnowana. Zazwyczaj z tyłu postumentu, czyli tego, na czym stoi postać, wyryte są dane pracowni, która wykonała odlew. Na podstawie informacji zawartych na figurze jestem w stanie stwierdzić, z którego mniej więcej okresu ona pochodzi. Następnie oglądam ją z każdej strony, sprawdzając, czy farba, którą jest pokryta, odpada przy dotyku i czy jest pomalowana kolejną warstwą. Zdarza się, że ludzie odmalowują na własną rękę i kaleczą w ten sposób piękną, wiekową figurę.

Nie uwłaczam oczywiście osobom, które znają się na fachu i robią to dobrze, tylko po jakimś czasie znowu z jakiegoś powodu trzeba odnowić taką figurkę. Na szczęście w pierwszym przypadku prawie zawsze jestem w stanie ściągnąć farbę tak, by nie uszkodzić oryginalnej polichromii. Robię zdjęcia starej farby i ogólnego wykonania figury, bym później miała się na czym wzorować. Całą popękaną farbę ściągam, w niektórych miejscach zostawiając jej fragmenty, aby w przyszłości - gdy zajdzie taka potrzeba - móc wzorować się na oryginale zawartym pod spodem. Po ściągnięciu farby dorabiam brakujące elementy, które albo odlewam, albo bezpośrednio na stelażu dorabiam z gładzi szpachlowej (jest bardzo wytrzymała).

Gdy wszystko obeschnie i zostanie doszlifowane, zabieram się do nakładania gruntu, by gips nie chłonął tak farby przy malowaniu. Po zagruntowaniu i wyschnięciu nakładam białą farbę, na którą względnie kładę wstępną kolorystykę. Dopiero następna warstwa jest bardziej dokładna i szczegółowa. Gdy kończę malować, odkładam figurę na dobę, aby porządnie wyschła, i następnie nakładam werniks matowy - jeśli figurka będzie stać w suchym miejscu, np. w domu, lub nałożony jest bezbarwny lakier akrylowy, który błyszczy, ale jest wodoodporny i może uchronić gips przed wilgocią, która mu szkodzi. Po całym zabiegu robię zdjęcia i jestem gotowa, by oddać figurkę właścicielowi. Do tej pory nikt nie był niezadowolony z mojej pracy.

Czy przyświeca ci jakaś idea lub misja?

Moją misją jest sprawienie, by historia została uchroniona przed zapomnieniem. Figury niekompletne tracą swoją pierwotną funkcję sacrum, czyli nie są w stanie spełnić swojej roli. Przykładowo figura Chrystusa, jeśli nie ma dłoni, to tak, jakby już nie błogosławiła. I w takiej sytuacji dana figurka zastępowana jest takim samym żywicznym odlewem, a oryginalna chowana jest do piwnicy, na strych lub, co gorsza, utylizowana w brutalny sposób, jakim jest roztłuczenie jej na pył i zakopanie.

Jest to dla mnie ważne, ponieważ z informacji, jakie uzyskałam przy pracy z figurami, wynika, że w Polsce odlewy gipsowe pojawiły się na przełomie XIX/XX wieku. Do tego czasu tylko osoby majętne mogły sobie pozwolić na rzeźby, które wykonane były z drogich surowców, takich jak drewno lipowe czy kamień. Biedniejszych ludzi nie było na nie stać, a każdy chciał mieć swój prywatny ołtarzyk w domu. W XIX wieku powstała masowa produkcja odlewów gipsowych, które każdy za niedużą kwotę mógł sobie na takie pozwolić. Powstawały kapliczki przydrożne, które zaczęto stawiać z uwagi na głęboką wiarę ówczesnego społeczeństwa, które duże nadzieje pokładało w siłę wyższą.

Teraz, gdy mamy XXI wiek, powstała moda na wytwarzanie figur z żywicy epoksydowej, która swoją szpetotą przyćmiewa szlachetność gipsowych odlewów. Plastikowe "rzeźbki" są odlewane na bazie wiekowych figur, więc z łatwością można podmieniać obdrapane, brzydkie i kruszące się figury na nowe i lśniące. Zależy mi na tym, aby jednak to nie miało miejsca, aby pamiątki z tamtych czasów były w dobrym stanie i przypominały nam o historii i tradycjach, jakie miały miejsce.

Czy jakaś szczególna sytuacja albo rzeźba zapadła ci w pamięci podczas tych sześciu lat?

Najciekawszą sytuacją związaną z figurami była spontaniczna akcja ratowania kilkunastu figur z opuszczonego kościoła luterańskiego, który znajduje się za Gniewem. Pewnego razu zadzwonił do mnie mój przyjaciel i powiedział, że jest taki kościół-magazyn. Opowiedział mi krótko historię tego miejsca i dodał słowo-klucz - "figury". Zaczęłam się interesować, czy uda się nam tam dotrzeć i wziąć te figurki w bezpieczne miejsce, z dala od wandali i nieszanujących sztuki ludzi. Umówiliśmy się z księdzem proboszczem parafii, pod którą podlega kościół-ruina. Kapłan powiedział - cytuję: "weźcie wszystko, co uważacie za godne uratowania, bo i tak przyjdą i wszystko ukradną, a kościół się zawali".

Tak też się stało, weszliśmy do środka i zaczęliśmy przenosić figury na środek. Niektóre były całe, ale brakowało im głów, niektóre roztłuczone w drobny mak przez przyjezdnych wandali. Wśród figur, które stamtąd zabraliśmy, była grupa rzeźb z szopki bożonarodzeniowej sygnowana na 1905 i 1907 rok w liczbie dziewięciu sztuk, dwie figury Chrystusa oraz pięć różnych wizerunków Matki Boskiej. W sumie było szesnaście figur. Dzięki tej sytuacji nabrałam więcej doświadczenia, jeśli chodzi o rekonstrukcję rzeźb i dorabiania im brakujących części.

Co ciekawe, jedna z nich była sygnowana Gebr. Lucignani, co później się okazało być Wytwórnią Figur Sakralnych prowadzoną przez braci Lucignani, która znajdowała się przy dzisiejszej ulicy Szerokiej 3 w Gdańsku.

Jak w każdej pracy czasami zdarzają się sytuacje, gdy coś wydaje się dla nas trudne do zrobienia i pojawia się problem. Czy miałaś takie renowacje, które były dla ciebie wyzwaniem?

W sumie były to dwie figury. Jedna pochodzi z opuszczonego kościoła, o którym wcześniej wspomniałam, i była bardzo niekompletna. Nie wiedziałam, jak się za nią zabrać, ponieważ brakowało jej naprawdę wielu kawałków. Po sklejeniu tego, co można nazwać figurą, okazało się, że nie ma ona istotnych części, takich jak: głowa, plecy czy przód. Całą gładź musiałam powoli dokładać przez sześć miesięcy, centymetr po centymetrze, ponieważ nie dało rady zrobić porządnego odlewu, który z pewnością ułatwiłby renowację figury. Po nałożeniu gładzi zabrałam się za szlifowanie i rzeźbienie, które zabrały mi następne dwa miesiące. Figura nie została jednak do końca odrestaurowana i wiem, że pozostanie w rodzinie, dlatego nie spieszę się z jej wykończeniem.

Może ci się spodobać: Miłośniczka renowacji mebli z Oliwy



Drugim trudnym przypadkiem była figurka, która trafiła do mnie całkowicie przypadkowo, jakby w bonusie wraz z Matką Boską, o którą ubiegałam się przez trzy miesiące. Jest to wizerunek Matki Boskiej Różańcowej z Częstochowy. Stała przez sześć lat narażona na wszelkie zjawiska atmosferyczne: od deszczu, śniegu, po upał czy mróz. Jak wiemy, gips nie lubi wilgoci, nie wspominając już o czystej wodzie, która przy zamarzaniu rozsadza jego strukturę. Trafiła do mnie w tak opłakanym stanie, że moi bliscy załamywali ręce, mówiąc, że "tego to już na pewno się nie da odnowić". Ale ja byłam pewna siebie i wiedziałam, co robię, dzięki czemu po miesiącu ciężkiej pracy nad figurką powstał nowy-stary wizerunek, który obecnie stoi dumnie na mojej szafce. Dzięki znalezionej w wyszukiwarce grafiki Google fotografii odlewu z tej samej wytwórni byłam w stanie ją zrekonstruować. Obecnie figurka czeka na nowy dom.

Jeżeli widzisz porzuconą figurę lub chcesz oddać zalegającą w piwnicy rzeźbę, napisz do pracowni Pogotowie Maryjne".
Czy podoba ci się sztuka sakralna?
46%

tak, lubię zwiedzać kościoły i doceniam każdy szczegół

16%

tak, chociaż nie jest to mój ulubiony odłam sztuki

8%

raczej jest mi obojętna

11%

raczej nie, ale doceniam ją

19%

zdecydowanie nie lubię tej formy sztuki

zakończona

łącznie głosów: 524