stat

Muzyczna petarda - po premierze "Pory umarłych poetów"

1 grudnia 2019, 16:00
Magdalena Raczek

Osiecka, Młynarski i Przybora - już same te nazwiska zgromadzone w jednym miejscu mogą służyć za gwarant - jeśli nie sukcesu, to przynajmniej powodzenia. Jeśli dodać do tego niebanalne aranżacje muzyczne i szczególne talenty wokalne aktorów, to zaczyna robić się obiecująco. A gdy to wszystko okraszone zostanie charyzmą, energią i żywiołowością, to już na pewno będzie ciekawie, a widzowie nie powinni się nudzić. I tak jest faktycznie podczas spektaklu muzycznego pt. "Pora umarłych poetów", którego prapremiera odbyła się 30 listopada na scenie sopockiego Teatru na Plaży.



"Pora umarłych poetów": terminy grania spektakli


Powiedzieć o "Porze umarłych poetów", że jest to przedstawienie muzyczne, to za mało. Ta autorska produkcja, zrealizowana na deskach sopockiej sceny, łączy w sobie formułę koncertu (grana jest muzyka na żywo i śpiewane piosenki), spektaklu (dramaturgia toczy się wokół spotkania trójki poetów na planie filmowym i trójki znajomych na planie scenicznym) oraz widowiska multimedialnego (projekcje filmowe są nieodłączną częścią całości i prezentowane są na trzech małych ekranach zawieszonych nad sceną oraz na jednym wielkim ekranie na proscenium).

W części filmowej spektaklu spotyka się wielka trójka polskiej piosenki: Agnieszka Osiecka, Jeremi Przybora i Wojciech Młynarski, w których kolejno wcielili się: aktorka Teatru Dramatycznego - Agata Wątróbska, aktor teatralny i filmowy - Janusz Chabior oraz wokalista - Piotr Zubek. Wspominają oni dni swojej młodości i poprzez odwołania oraz porównania do dzisiejszych czasów, komentują współczesną rzeczywistość i zachowania młodych ludzi.

Młodzi z kolei to typowi znajomi, którzy spotkali się w klubie, na który skromnie zaaranżowana jest przestrzeń sceny (scenografia sprowadza się w zasadzie do stolika-baru i krzeseł barowych, ale dużą rolę w tej mierze pełnią światła). Młodzi to Nikola - Ksenia Tchórzko, Oliwier - Adam Hadi i Alan - Dominik Rybiałek. Już same ich imiona świadczą o zmianie pokoleniowej, a do tego dochodzi odmienny styl zabawy: głośny klub - "nie słychać własnych myśli, nie to, co dawniej w Hybrydach", światła stroboskopowe, muzyka nie instrumentalna jak dawniej, lecz elektroniczna itd. Pokolenie smartfonów wgapione w ekrany telefonów wzbudza w trojgu poetach konsternację, współczucie, ale i nutę zazdrości jednocześnie. Zaczynają się rozważania, kto miał/ma lepiej/gorzej.

Młodzi tymczasem w towarzystwie zespołu muzycznego wykonują piosenki mistrzów. I przyznać trzeba, że robią to... po mistrzowsku. Część muzyczna widowiska to zdecydowanie najmocniejsza jego strona - a dzieje się tak głównie dzięki niebanalnym, uwspółcześnionym i nowoczesnym aranżacjom muzycznym oraz kompozycjom, za które, jak i za kierownictwo muzyczne odpowiada Maciej Zakrzewski. Muzyka grana na żywo w wykonaniu zespołu muzycznego w składzie: Mikołaj Basiukiewicz - instrumenty klawiszowe oraz Łukasz Łapiński - perkusja, w połączeniu z wyjątkowymi talentami wokalnymi aktorów, ich charyzmą, energią i żywiołowością na scenie dają w efekcie nadzwyczajną i porywającą wręcz mieszankę. To po prostu mówiąc najkrócej - muzyczna petarda.

"Ballada o Chmielnej" Osieckiej, "Ogrzej mnie" Młynarskiego, "Fruwa twoja marynara" Młynarskiego (zagrana i zaśpiewana na bis), "Weltschmerz" Przybory, "Niedziela na Głównym" Młynarskiego - to tylko wybrane tytuły, które zaprezentowali z wielkim powodzeniem młodzi artyści. Szczególne wrażenie zrobił na mnie Dominik Rybiałek (rocznik 1991), który zarówno barwą głosu, jak i jego mocą operował z wielką swobodą i profesjonalizmem, jakich pozazdrościć mógłby mu niejeden polski wokalista. Jednak Tchórzko (rocznik 1996) i Hadi (ur. 1988) wcale nie wypadli gorzej, wręcz przeciwnie, wszyscy troje zasłużyli na ogromne brawa, bo zaśpiewali na bardzo wysokim poziomie.

Repertuar Teatru na Plaży


Całość wyreżyserowała Joanna Satanowska (rocznik 1988), która jest również autorką scenariusza. Ta absolwentka łódzkiej filmówki, niedawno zadebiutowała w teatrze w Tarnowie spektaklem muzycznym o Korze pt. "Bądź taka, nie bądź taka". Wcześniej przez lata zdobywała doświadczenie, pracując przy różnych produkcjach muzycznych i scenach teatralnych, na których tworzył jej ojciec - słynny kompozytor Jerzy Satanowski. Dlatego nie dziwi mnie, że to ona podjęła się reżyserii tego spektaklu, sama go zresztą też wymyśliła, i to jej oddano głos tego pokolenia. Trudno o lepszą reprezentantkę, zwłaszcza, że nie tylko wychowywała się w tej kulturze muzycznej, ale i spędziła wiele sezonów na scenie w Sopocie.

Zdjęcia do części filmowej realizowane były w różnych miejscach Sopotu, w Warszawie oraz w studiu filmowym. Ich realizatorem jest Przemysław Jękosz. Za kostiumy i scenografię odpowiada zaś Zuzanna Markiewicz. Twórców pracujących przy tej produkcji było jednak znacznie więcej - podobno prawie 30 osób, jak twierdził po premierze szef sopockiej sceny Michał Grubman.

Zadawałam sobie jednak cały czas jednak pytanie, dla kogo jest to spektakl. Premierową widownię stanowili głównie seniorzy, znający doskonale ten repertuar. Po reakcjach można wnieść, że spodobały im się także nowoczesne aranżacje. Z kolei rówieśnicy twórców i odtwórców głównych ról (roczniki 90. i późne 80.) nie zetknęli się z twórczością tych poetów w sposób naturalny i bezpośredni - nawet ich rodzice nie wychowywali się na tych piosenkach, co najwyżej dziadkowie. Oczywiście - znać i słuchać może je każdy, bo to kawał historii polskiej piosenki poetyckiej, jednak dla pokolenia smartfonowego, o którym poniekąd jest także ten spektakl, to w zasadzie prehistoria.

Twórcy w tym celu zadbali o mocne uwspółcześnienie realiów i poza tym, że bohaterowie wciąż wpatrują się w ekrany telefonów, są ubrani jak dzisiejsza młodzież, to przede wszystkim na ekranach wyświetlane są kolejne obrazy nawiązujące do teraźniejszości, co w bardzo dużym natężeniu staje się nużące i męczące w odbiorze. Filmy są, co prawda, często celnym i ważnym komentarzem do uniwersalnych tekstów piosenek, ale wywołują poczucie chaosu, przesytu i nadmiaru. Stanowi to być może odzwierciedlenie dzisiejszych czasów, ale aż tak intensywna inwazja ekranów na scenie jest w moim przekonaniu niepotrzebna. Zabrakło tu wyważenia proporcji i równowagi.

Spektakle w Trójmieście


Kiedyś, gdy jeszcze nie było Teatru na Plaży, stał w tym miejscu barak, dawna stolarnia Grand Hotelu, to w nim André Hübner-Ochodlo w 1989 roku założył swój teatr i nazwał go Atelier. W 1994 roku pojawiła się tam Agnieszka Osiecka, która aż do swojej śmierci (w 1997 r.) z tym teatrem współpracowała. Poetka specjalnie dla Atelier napisała m.in. "Darcie pierza", "Apetyt na śmierć", songi do spektaklu "Do dna" i inne.

Dziś autorka "Okularników" powraca do nas co prawda w innej postaci, lecz ta sama - jej piosenki (i pozostałych poetów) nie zestarzały się wcale. Nie można było tego spektaklu wyprodukować w lepszym miejscu niż to, które nosi dziś imię poetki, jej portret wciąż zdobi ścianę przy wejściu na widownię, a kawałek muru z jej i innych artystów podpisami to jedyna pozostałość po dawnym teatrze. I jakby wbrew tytułowi widowisko "Pora umarłych poetów" udowadnia, że tradycja ta jest wciąż żywa.