Przemoc domowa i uzależnienia w powieści "Mam na imię Ania"

1 marca 2021, 7:00
Magdalena Raczek
"Mam na imię Ania" to szósta powieść gdynianki - Anity Scharmach, jednak inna niż wszystkie jej dotychczasowe książki. Więcej zdjęć (1)

"Mam na imię Ania" to szósta powieść gdynianki - Anity Scharmach, jednak inna niż wszystkie jej dotychczasowe książki.

mat. promocyjne / wyd. Lucky

"Mam na imię Ania" to szósta powieść gdynianki - Anity Scharmach, jednak inna niż wszystkie jej dotychczasowe książki.

mat. promocyjne / wyd. Lucky

Anita Scharmach to niezwykle płodna gdyńska pisarka, która rokrocznie publikuje swoje kolejne nowe książki. Od debiutu w 2016 roku powieścią "Mogę wszystko" wydała dotąd już siedem tytułów. W ubiegłym roku na rynku ukazały się aż dwie powieści: "Mam na imię Ania" (maj) i "Co dwie głowy, to nie jedna" (październik). Obie opublikowało wydawnictwo Lucky. Pierwsza jest dość nietypowa w twórczości tej autorki, dlatego postanowiliśmy przybliżyć wam tę lekturę.



Recenzje książek z Trójmiasta



Obie książki Anity Scharmach: "Mam na imię Ania" i "Co dwie głowy, to nie jedna" polecaliśmy już w naszym zestawieniu Kryminały, thrillery i nie tylko. Ciekawe książki z Trójmiasta. Jednakże szczególnie powieść "Mam na imię Ania" jest godna uwagi z wielu względów. Jakich? O tym powiemy za chwilę.

Do tej pory Anita Scharmach przyzwyczaiła nas do dość sielankowego widzenia świata, szczęśliwych zakończeń i romansowo-obyczajowej tematyki swoich książek. Tym razem jednak pisarka sięgnęła po "cięższy kaliber", wprowadzając na karty swojego dzieła dużo poważniejsze sprawy i trudne tematy, takie jak uzależnienia, przemoc domowa czy syndrom ofiary. Książce momentami bliżej do dramatu psychologicznego, a czasem nawet thrillera niż do powieści obyczajowej. Nie dostaniemy również typowego happy endu.

Przeczytaj także: Czytelnik jest najważniejszy - rozmowa z Anitą Scharmach

Bohaterką powieści jest tytułowa Ania - Anna Mikołajska - młoda, zdolna dziennikarka. Jej życie pozornie wydaje się idealne: od siedmiu lat u boku kochającego męża Pawła, który jest sędzią sądu karnego, mieszka w przepięknym, perfekcyjnie czystym, wręcz sterylnym i gustownie urządzonym mieszkaniu. Nikt jednak nie wie, że to tylko pozory - nie mają pojęcia o tym nawet najbliżsi Ani (przyjaciele, matka). Kobieta bowiem opanowała swoją rolę do perfekcji, codziennie zakładając maskę, a za zamkniętymi drzwiami własnego domu przeżywa piekło.

Anna jest dręczona przez męża tyrana, bita, poniżana, gwałcona i wykorzystywana. Jest na każde jego zawołanie: kucharka, sprzątaczka, kochanka. Traktowana jak rzecz, z którą można się pokazać. Mówi: "Gdy nie byłam dla niego dobra, nie dawał mi śniadania, kawy, zabierał mi pieniądze, karty, wszystko". Ania jest jak więźniarka we własnym domu. Pojawiają się tutaj trudne i ważne tematy, o których warto i trzeba mówić głośno, jak: gwałt w małżeństwie, bicie ("bił zazwyczaj po brzuchu, plecach, udach, rękach, tak żeby nie było widocznych śladów"), syndrom sztokholmski czy paraliżujący do granic strach przed oprawcą, niepozwalający na to, by odejść, uciec.

Przełom następuje, gdy bohaterka pewnego dnia trafia do ośrodka leczenia uzależnień, z którego ma napisać reportaż o młodych ludziach uzależnionych od narkotyków i alkoholu. Staje się to zaczynem do zmian, a także uświadamia Ani, że sama też jest uzależnioną od oprawcy ofiarą. W ośrodku na początku udaje osobę uzależnioną, by wejść w to środowisko, jednak podczas jednych z zajęć z przyznaje przed grupą, że ich oszukała i że sama też ma nie lada kłopoty w życiu. To tu po raz pierwszy przyznaje przed światem, że jest nieszczęśliwa i tu znajduje prawdziwych przyjaciół.

Problemy Ani są co prawda głównym wątkiem tej historii, jednakże poznajemy także wiele innych ciekawych postaci i ich trudne losy: Basi, Joli, Martyny, Rafała czy Jacka. Każdy bohater ośrodka "dźwiga swój krzyż": jest to przemoc domowa, gwałt, prostytucja, alkoholizm, narkomania i inne. Każdy z nich jest jednak człowiekiem, który szuka swojej drogi do szczęścia. W pewnym momencie ciężar fabularny przenosi się na tych pobocznych bohaterów, zmienia się narracja z 1-osobowej (widzianej oczyma Ani) na 3-osobową. Autorka też w finale zmienia perspektywy patrzenia i opowiada nielinearnie o tym samym wydarzeniu z kilku punktów widzenia, co jest ciekawym pomysłem, choć dość zaskakującym, bo dotąd niestosowanym.

Przeczytaj także: Osobista powieść z mafią w tle. "Wilczyca. W pogoni za wolnością"

Odnieść można wrażenie, że Anita Scharmach tą książką trochę próbuje poeksperymentować tak w tematyce, jak i w formie, co osobiście uważam za interesujące, choć momentami nie wychodziło to najlepiej. Przede wszystkim brakło mi pogłębienia psychologicznego postaci, co zapewne sprawiłoby, że książka zyskałaby dodatkowy atut. Autorka też niestety nie skupiła się na żadnym z problemów - było ich tak wiele, że odnieść można wrażenie, że tylko się poruszamy po ich powierzchni, a ich ciężar jakby przerósł pisarkę. Poza tym w efekcie tego uciekła nam z oczu w pewnym momencie główna bohaterka, na co nie wskazywała początkowo struktura powieści.

Można jednak uznać to za niedopracowanie i oczekiwać, że następnym razem Anita Scharmach zdecyduje się, czy iść na całość i wejść w opisywane tematy głębiej, stwarzając powieść psychologiczną, czy jednak pozostać przy literaturze obyczajowej. "Mam na imię Ania" jest gdzieś pomiędzy.

Anita Scharmach - autorka powieści obyczajowych. Z wykształcenia i zawodu ekonomistka. Na co dzień mama, żona, wielbicielka czworonogich przyjaciół. Mieszkanka Gdyni, miasta szczęśliwych ludzi. Sama o sobie mówi, że jest szczęściarą, czytelnicy zaś mianowali ją przydomkiem literackim "królowej wzruszeń".

Opinie wybrane


wszystkie opinie (69)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.