stat

Rodzina, czyli skazani na siebie. Recenzja "Inteligentów" Teatru Wybrzeże

17 lutego 2020, 11:15
Łukasz Rudziński

Popularne powiedzenie przekonuje, że "z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciu". Jak jest w istocie? Temu przyglądają się twórcy spektaklu "Inteligenci", który Teatr Wybrzeże wystawił na Scenie Kameralnej w Sopocie. Rodzinne piekiełko, wiarygodnie zagrane przez aktorów, prowadzi do wielu niewesołych refleksji.



Bohaterowie spektaklu wywodzą się z klasy średniej, z tzw. inteligencji. To osoby wykształcone, świadome tego, jak wygląda rzeczywistość wokół nich, mające własne krytyczne zdanie na ten temat, którego nie wahają się wyrażać publicznie. Szczepan jest cenionym dziennikarzem, chętnie podejmującym trudne, niewygodne tematy i nagradzanym w przeszłości przez samego Adama Michnika. Anna to z kolei redaktorka dużego wydawnictwa, rzutka, energiczna kobieta, która nie da sobie w kaszę dmuchać.

Repertuar Teatru Wybrzeże


Oboje są przekonani o swojej klasie i ogładzie towarzyskiej. Chociaż są niewierzący, godzą się uczestniczyć w komunii świętej młodszego syna, deklarując pełną otwartość na jego decyzje i światopogląd, chociaż komunijne rytuały w żadnym z nich nie wzbudzają ekscytacji. "Nie możesz potraktować tego tak, jakbyś szła do Maksa na przedstawienie?" - spyta w pewnym momencie Szczepan swoją żonę. Tyle tylko, że kwestia komunii syna, który zamiast na rodziców, liczyć może na wspieracie babci i cioci Bożeny, to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Szybko okazuje się, że rysą na wizerunku jest starszy syn - Łukasz, zamieszany w sprawę kryminalną.

W sztuce Marka Modzelewskiego wszelkie intrygi i rodzinne tajemnice powoli, ale nieubłaganie wydostają się na powierzchnię. Bohaterowie z niewygodną prawdą konfrontują się tylko wtedy, kiedy muszą, najchętniej bagatelizując jej przyczyny i skutki. Na przykładzie jednej rodziny autor skupia w soczewce choroby cywilizacyjne współczesnych czasów, z których największą jest nieumiejętność nawiązania dialogu i bezpośredniej komunikacji zarówno pomiędzy najbliższymi, jak i nieco dalszymi członkami rodziny.

Podstawowa komórka społeczna jawi się tutaj jako pułapka, w której zamknięci są całkowicie obcy sobie ludzie, zmuszeni do życia na małej przestrzeni i skazani na przebywanie w swoim towarzystwie. Nie jest więc żadną niespodzianką, gdy bohaterowie wyznają, że wydaje im się, że mieszkają obok obcych sobie ludzi, a nie wśród najbliższych członków rodziny.

Reżyser Radosław Maciąg proponuje ciekawe rozwiązanie - przestrzeń gry od strony publiczności ogranicza wyznaczona sznurkiem "czwarta ściana", która w odpowiednim momencie zostanie "przekroczona". Kolejne akty dramatu zaznaczono za pomocą krótkich, wyświetlanych na ekranie projekcyjnym infantylnych animacji, nawiązujących do komunii świętej.

Czwórka aktorów gra wewnątrz, w scenografii pomyślanej jako salon mieszkania Szczepana i Anny. To przestrzeń nowoczesna, z meblami z Ikei i afirmacją dobrych praktyk na ścianie: "w tym domu mówimy prawdę, popełniamy błędy, mówimy przepraszam, przytulamy się, jesteśmy cierpliwi, wybaczamy, po prostu... kochamy" - głosi szyderczo napis nad biblioteczką. Ponadto w scenografii Dominiki Nikiel znalazł się również obraz z twarzą greckiego herosa, barek, z którego gospodarze chętnie korzystają, i fragment korytarza. Obserwujemy więc część gościnno-wystawową - wizytówkę domu tytułowych inteligentów.

Na scenie z czwórki aktorów największą uwagę przyciąga Sylwia Góra-Weber. Jej Annę łatwo wyprowadzić z równowagi, nieopatrznie wypowiedziane słowo może prowadzić do kolejnego emocjonalnego wybuchu, którego stara się unikać defensywny, skryty za swoim laptopem, raczej nieobecny w życiu rodziny Szczepan Marka Tyndy. Bogobojna, karykaturalnie wręcz lękająca się przekleństw, grzechu i Murzynów siostra Anny, Bożena, to rola niespecjalnie wyszukana, ale dowcipnie zagrana przez Monikę Chomicką-Szymaniak.

Z kolei zbuntowanego nastolatka Łukasza, który wybiera inną drogę niż rodzice, przekonująco gra Adam Turczyk. Dzięki nim obserwujemy nie tylko relacje: mąż - żona, rodzice - dziecko, siostra - siostra, ale też dowiadujemy się, jak kształtuje się relacja nieobecnej na scenie babci z obiema siostrami.

Szkoda, że autor sztuki z czasem niepotrzebnie wprowadza kolejne piętra rodzinnych tajemnic, przez co przedstawienie Teatru Wybrzeże zaczyna niebezpiecznie ciążyć w stronę telenoweli. Niektórym zwrotom akcji w spektaklu Radosława Maciąga brakuje po prostu autentyczności. Jednak skondensowany, zamknięty w 80 minutach, dramat rodzinny jasno i precyzyjnie punktuje braki wielu współczesnych rodzin, w których nie ma ani chęci porozumienia, ani potrzeby wsłuchania się w potrzeby i oczekiwania drugiej osoby.

Budżety trójmiejskich teatrów


Do czego prowadzić mogą powierzchowne relacje i nieumiejętność zbudowania relacji rodzinnych, a tym samym całkowity brak kontaktu z rzeczywistością, pokazuje efektowny, mocny finał "Inteligentów". Po przekroczeniu pewnej granicy rodzinna katastrofa po prostu wisi w powietrzu.