Roztańczony introwertyk. Artur Rojek w Starym Maneżu

28 września 2020, 8:40
Magda Mielke

W niedzielny wieczór w Starym Maneżu wystąpił Artur Rojek i zabrał publiczność w hipnotyzującą podróż. Było nostalgicznie i energetycznie, a artysta zawładnął sceną i pokazał swoją wszechstronność. Koncert początkowo planowano w marcu, gdy ukazał się drugi album wokalisty - "Kundel". Zainteresowanie przełożonym występem było tak duże, że Rojek zagrał w niedzielę dwa razy.



Koncerty w Trójmieście


Artur Rojek, po doskonale przyjętym albumie "Składam się z ciągłych powtórzeń", długo, bo aż sześć lat, kazał czekać na nową płytę. "Kundel", który ukazał się w marcu tego roku, to drugi solowy album wokalisty. Rozpoczęcie promocyjnej trasy koncertowej było planowane na początek marca, jednak w obliczu zaistniałej epidemii i nowych wytycznych sanitarnych, konieczne okazało się wstrzymanie trasy koncertowej. Przełożony z marca koncert odbył się teraz i to dwukrotnie - o godz. 18 i 21. Dzięki temu wszyscy ci, którzy wówczas zakupili bilety, mogli - pomimo nałożonych ograniczeń - uczestniczyć w wydarzeniu.

Na niedzielnych koncertach w Starym Maneżu zadbano nie tylko o zachowanie limitu miejsc i odpowiednie odległości między uczestnikami, organizując widownię na zasadzie "szachownicy", ale także o pozostałe, obowiązujące wymogi bezpieczeństwa. Konieczne były maseczki - organizator na wejściu i w trakcie koncertu pilnował, aby wszyscy uczestnicy zasłaniali nos i usta. Na wejściu dostępne były płyny do dezynfekcji, mierzono temperaturę, a także trzeba było posiadać lub na miejscu wypełnić oświadczenie o stanie zdrowia. Wchodząc do budynku, należało przejść przez bramę odkażającą.

Koncert zapowiadaliśmy w naszym Kalendarzu imprez oraz w cyklu Planuj tydzień - czytaj zawsze w czwartek o godz. 10.

Rojka bez wahania można nazwać muzycznym autorytetem. Na jego koncerty przychodzą tłumy fanów, na OFF Festival, który stworzył i którym zarządza, przyjeżdżają najważniejsi twórcy muzyki alternatywnej z całego świata. W dodatku Rojek zdaje się cały czas poszukiwać i nie boi się eksperymentować - ma na koncie współpracę zarówno z orkiestrą symfoniczną, jak i duetem PRO8L3M. Druga płyta znacznie różni się od poprzedniej.


Na niedzielnym koncercie można było zatem usłyszeć przede wszystkim utwory z najnowszej płyty, m.in. tytułowego "Kundla", "W nikogo nie wierzę tak jak w ciebie", "Sportowe życie" czy "A miało być jak we śnie". Nie zabrakło także najpopularniejszych utworów z poprzedniej płyty. Publiczność razem z artystą zaśpiewała "Beksę" i "Krótkie momenty skupienia". Duży aplauz wzbudziła "Długość dźwięku samotności", a nostalgię wywołał zaśpiewany po hiszpańsku utwór "Cucurrucuc paloma" Tomása Méndeza, z akompaniamentem gitary akustycznej.

Rojek nie zapowiada kolejnych utworów, nie bawi się w konferansjerkę, w tradycyjnym dla siebie stylu po każdej piosence dziękuje publiczności. Mało mówienia, za to dużo sceniczności. To nie zmienia się u niego od lat. Zmienia się za to wydźwięk jego utworów. Artysta już nie tylko śpiewa i gra na gitarach, sięga po marakasy i tamburyn, ale i tańczy na scenie. I to tańczy tak, że ma się ochotę oddać chwili i do niego dołączyć. Jest w tym spontaniczny i bezpretensjonalny, a jego introwertyzm znajduje drogę ujścia i dodatkowym językiem staje się ciało. Piękna jest ta Rojkowa radość z bycia na scenie, która z koncertu na koncert nie tyle nie maleje, co ciągle wzrasta.


Mantryczne ruchy artysty zahipnotyzowały publiczność, która chętnie wstawała z miejsc, aby pobujać się i poskakać razem z nim. Nie zawsze jest to takie łatwe w przypadku koncertów, które zaplanowano na siedząco. W Starym Maneżu wyglądało to pięknie. Choć publiczność miała maseczki i ograniczone możliwości przestrzenne, bawiła się znakomicie - śpiewała, tańczyła i wzruszała się razem z artystą.  

Koncertowa jesień w Starym Maneżu zapowiada się ciekawie. W październiku wystąpią tu: Maciej Maleńczuk, Lao Che, Kamil Bednarek, a w listopadzie m.in.: Mikromusic, Karaś/Rogucki, Waglewski Fisz Emade, Skunk Anansie i Kuba Badach.