Spektakl o falowcu online. Premiera "Betonu" Teatru Miniatura

26 listopada 2020, 8:00
Łukasz Rudziński

Rejestracje spektakli trójmiejskich teatrów mogliśmy już oglądać w sieci dziesiątki razy. Miejski Teatr Miniatura poszedł jednak o krok dalej i jako pierwszy przygotował premierę online swojej najnowszej produkcji "Beton" na podstawie książki "Latawiec z betonu" Moniki Milewskiej. Ciekawy w zamyśle i wykonaniu spektakl trafi do bieżącego repertuaru teatru. Teraz za darmo dostępny jest w internecie.



Kalendarz aktualnych wydarzeń online


Nie sposób o przedsięwzięciu powstałym w ramach Sceny Inicjatyw Aktorskich (niskobudżetowych produkcji zaproponowanych dyrekcji teatru przez artystów Miniatury) powiedzieć, że to monodram lub one man show, chociaż na scenie widzimy tylko jednego aktora Wojciecha Stachurę, który wciela się zarówno w Inżyniera - głównego bohatera spektaklu - jak i we wszystkie postaci epizodyczne.

Adaptacją książki Moniki Milewskiej (za którą otrzymała ona Pomorską Nagrodę Literacką "Wiatr od morza") i reżyserią przedstawienia zajął się dyrektor Miniatury Michał Derlatka. Puszczone z offu głosy rozmaitych bohaterów oprócz Wojciecha Stachury należą do Zofii Bartoś, Edyty Janusz-Ehrlich i Piotra Srebrowskiego. Jednak to Wojciech Stachura jest sercem całego przedsięwzięcia.

Wraz z Inżynierem, który zaprojektował falowiec i jest jednym z jego mieszkańców, wędrujemy przez kolejne klatki i segmenty budynku. Inżynier zapuszcza się w coraz odleglejsze obszary budynku nie tylko po to, by połechtać ego, doglądając swojego dzieła. Wycieczki te szybko okazują się brutalną konfrontacją z rzeczywistością, odbywającą się w czasie i przestrzeni.

Filmy, książki, teledyski. Tak falowiec inspiruje artystów



Główny bohater szybko odkrywa, że wraz z kolejnymi klatkami i segmentami przenosi się w przyszłość. Jego segment I, klatka A tkwi w głębokiej komunie w 1975 r. Jednak w kolejnych klatkach czas płynie inaczej - gdzieś już wybrano papieża Polaka, gdzie indziej rozpoczęły się powszechne strajki w zakładach pracy, a na Igrzyskach olimpijskich w Moskwie "nasi pokazali Ruskom wała".

Jeszcze gdzie indziej trwa stan wojenny i na galerii falowca spotkać można milicjantów, którzy najpierw biją, a potem pytają, o co chodzi. Ktoś inny sprzedaje anteny satelitarne i na wyprzedaży garażowej oferuje wszelki sprzęt audiowizualny. Ponadto Inżynier mierzy się z konsekwencjami swoich czynów - rozmawiając z kolegą czy córką, odkrywa, jaki wpływ na ich życie mają jego decyzje.

Falowiec wydaje się być żyjącym własnym życiem samodzielnym organizmem. Z jednej strony fascynującym swoją odmiennością, z drugiej przerażającym, jak odsłonięte galerie, z których skaczą samobójcy. Projektant tego gigantycznego budynku słyszy przede wszystkim lament jego mieszkańców, którym przeszkadza winda zatrzymująca się na co drugiej klatce lub krzywe ściany w jego perle modernizmu lat 70-tych.

Reżyser Michał Derlatka w bardzo inteligentny sposób aranżuje całą przestrzeń oglądaną z perspektywy ciasnego mieszkania Inżyniera, w którym znajduje się zamknięta wielofunkcyjna meblościanka i makieta falowca. Bohater trafiając na kolejne klatki i segmenty, wciąż znajduje się w tej przestrzeni - inaczej oświetlonej i dzięki licznym otwieranym szafkom oraz pomysłowym lalkom (czasem to projekcja na ścianie lub jakimś przedmiocie, np. na poduszkach, czasem miniaturowa laleczka wystrugana w drewnie, animacje na kartonie zakładanym przez Stachurę na głowę albo ubranie na wieszaku). Bywa, że to lalka "gra" Inżyniera, a Stachura wciela się w któregoś z bohaterów.

Świetnie w tę przestrzeń wpisują się animacje Sebastiana Łukaszuka oraz scenografia przygotowana przez Wojciecha Stachurę (autora wszystkich lalek i laleczek w spektaklu) w konsultacjach z Beniaminem Straszewskim. O udźwiękowienie przedstawienia zadbali Sarapata Sound Workers, a piosenki (m.in. o mleku) wykonała Marta Złakowska. Zestaw realizatorów uzupełnia reżyser światła Maciej Iwańczyk.

Dzięki ich zaangażowaniu oraz nietypowej pracy kamery w kwadratowym, wąskim kadrze - obserwujemy bardzo ciekawe zmagania projektanta falowca ze swoim dziełem, które w opinii jego mieszkańców nie jest wcale piękne ani tak funkcjonalne, jakby życzył sobie jego twórca. Wierna adaptacja książki Moniki Milewskiej posłużyła twórcom "Betonu" do pokazania możliwości teatru lalkowego, który w połączeniu z inscenizacyjnym dowcipem, zabarwionym ironią i groteską, daje zaskakująco dobre rezultaty.

Teatr znów przenosi się do sieci



Bardzo naturalnie w niezwykle trudnej roli everymana wypada Wojciech Stachura, który nie tylko bardzo dobrze czuje materię sceny, ale też przestrzeń filmową i od początku do końca wytrzymuje szalone tempo spektaklu. Tym bardziej ciekawi, jak przedstawienie funkcjonować będzie w bezpośrednim kontakcie z publicznością, na której śmiało zasiąść mogą nastolatki i osoby dorosłe.