Szpetni dwudziestoletni. Recenzja książki "Szpetnicy" Macieja Kapuścińskiego

30 listopada 2021, 18:05
Magdalena Raczek

W dzisiejszych czasach, gdy istnieje mnóstwo wydawnictw i możliwości na wydanie książki, debiut literacki wydaje się czymś prostym, jednak nic bardziej mylnego. Pierwsza publikacja to wciąż nie lada sztuka, a udany debiut to już w zasadzie zjawisko. Jego pomyślność zależna jest od wielu różnych kwestii. W przypadku Macieja Kapuścińskiego, który zadebiutował powieścią "Szpetnicy", wydaną przez gdyńską oficynę Novae Res, czegoś zabrakło. Czego? Postaram się znaleźć odpowiedź na to pytanie.



"Szpetnicy" to debiutancka powieść Macieja Kapuścińskiego. Więcej zdjęć (2)

"Szpetnicy" to debiutancka powieść Macieja Kapuścińskiego.

mat. promocyjne wydawnictwa/ Novae Res

"Szpetnicy" to debiutancka powieść Macieja Kapuścińskiego.

mat. promocyjne wydawnictwa/ Novae Res

Recenzje książek z Trójmiasta



Trzeba na początek powiedzieć, że Novae Res to doświadczony wydawca książek, który działa na rynku od prawie 15 lat. Oficyna skupia się na publikacji nowej polskiej literatury, zwłaszcza beletrystyki. Ważne miejsce wśród autorów stanowią właśnie debiutanci - Novae Res wypromowało między innymi: Agnieszkę Lingas-Łoniewską, Ninę Reichter, Jolantę Kosowską, Magdalenę Knedler czy Piotra C.. Służył temu m.in. organizowany dawniej przez wydawnictwo konkurs "Literacki Debiut Roku", a także system publikacji tzw. subsydiowany, czyli współfinansowanie wydania i dzielenie się kosztami przez wydawcę i autora.

Wydawnictwo przychylne debiutantom



W Novae Res pierwszą swoją powieść dla dorosłych (wcześniej napisała baśń dla dzieci) pt. "Ona i dom, który tańczy" wydała również niezwykle popularna dziś autorka kryminałów z Trójmiasta - Małgorzata Oliwia Sobczak, która z powodzeniem odnalazła się na rynku książki i obecnie wydaje pod skrzydłami jednego z największych wydawców w Polsce, czyli W.A.B. (grupa Foksal). W Novae Res debiutowali także inni lokalni autorzy, m.in. Mariusz W. Kliszewski, powieścią "Bez rozgrzeszenia" czy Jakub Przytarski książką pt. "Era Tindera". Każda z tych pozycji była interesująca, choć według mnie niedopracowana. I może taki już jest los debiutu? A może wcale nie o to chodzi.

Zobacz nasz cykl Zaczytane Trójmiasto



W kręgu literackiego debiutu



Bo debiut literacki to nie lada sztuka. A udany debiut to jeszcze większe wyzwanie. Można by pomyśleć, że w dzisiejszych czasach, gdy istnieje mnóstwo wydawnictw, działają wspierające debiutantów programy i nagrody, organizowane są przeróżne kursy kreatywnego pisania, a w ostateczności, gdy nie znajdzie się wydawca, zawsze książkę można wydać na zasadzie self publishingu, jest to bułka z masłem. Jednak nic bardziej mylnego. Wciąż bowiem pomyślność debiutu zależna jest od wielu innych kwestii, takich jak choćby: talent pisarza, dobry pomysł na książkę i temat, w którym ma się coś do powiedzenia, następnie mocne wsparcie redaktora, a potem odpowiednia promocja.

Debiut Macieja Kapuścińskiego



W przypadku debiutu Macieja Kapuścińskiego, który napisał powieść "Szpetnicy" czegoś zabrakło. Zacznę przekornie od końca, czyli od promocji. Wydaje mi się, że tutaj wszystko przebiegło, jak należy. Wydawnictwo postarało się o partnerów, patronów, a nawet dofinansowanie wydania przez UM Gdyni. Książka została wydana w ciekawej, krzykliwej okładce - biało-czarno-czerwone barwy przykuwają wzrok, podobnie jak umieszczone na niej wizerunki postaci.

Tytuł również można uznać za chwytliwy - słowo "szpetnicy" od razu rzuca się w oczy i zastanawia, bo przecież nie istnieje taki termin w języku polskim. Oczywiście łatwo się domyślić, że to neologizm wymyślony na potrzeby książki od słowa "szpetność" czy "szpetny". Prawidłowo więc tytuł brzmieć powinien: Szpetni (notabene dwudziestoletni), ale autorowi lub wydawcy najwidoczniej zależało na oryginalności.

"Szpetnicy" to debiutancka powieść Macieja Kapuścińskiego. Więcej zdjęć (2)

"Szpetnicy" to debiutancka powieść Macieja Kapuścińskiego.

mat. promocyjne wydawnictwa/ Novae Res

"Szpetnicy" to debiutancka powieść Macieja Kapuścińskiego.

mat. promocyjne wydawnictwa/ Novae Res

O czym jest ta książka?



Idąc dalej, jeśli chodzi o pomysł na książkę, to po jej lekturze trudno mi odpowiedzieć na najprostsze pytanie, czyli: O czym to jest? O zagubionych dwudziestolatkach, o ideałach, które już dawno są nieaktualne, o Polsce, o miłości, przyjaźni czy może o Gdyni? Kapuściński niestety nie położył nacisku na żaden z tych aspektów i nie uczynił go główną osią fabularną, a redaktor mu w tym nie pomógł. Wsparcie doświadczonego i stanowczego redaktora byłoby tu nie tylko wskazane, co konieczne. W przypadku początkujących pisarzy solidna praca redaktorska jest po prostu niezbędna. Tymczasem "Szpetnicy" w moim odczuciu są redaktorsko po prostu zupełnie nieprzepracowani.

W streszczeniu fabuły czytamy: "Polska powoli wchodzi w nową epokę - za kilka miesięcy ma dołączyć do krajów Unii Europejskiej. Trzech studentów: Rafał, Andrzej i Piotr planuje zamienić nudny odczyt, poprzedzający wystąpienie prezydenta, w bezkompromisową akcję polityczną. Marzy im się rewolucja i stanowcze wystąpienie przeciwko władzy. W rzeczywistości jednak każdy z nich prowadzi własną walkę, miotając się między przeszłością a teraźniejszością i gubiąc się w podejmowanych decyzjach. Kilka z pozoru zwykłych styczniowych dni dla każdego z nich okaże się decydującym momentem w życiu, a w tle działań młodych spiskowców pojawia się Gdynia - symbol odrodzonej Polski."

Mamy więc Polskę tuż przed wejściem do UE, mamy Gdynię początku lat dwutysięcznych (notabene obraz Gdyni jest malowany bardzo wnikliwie i przekonująco - to jedna z najmocniejszych stron tej książki), mamy studenckie życie w postaci trzech chłopaków studiujących prawo na UG oraz ich znajomych, a także innych bohaterów i ich losy, a nawet losy ich rodzin (dziadków, rodziców, rodzeństwa). Jest też wiele innych mniej lub bardziej nieistotnych wątków. Niestety, nie tylko jest tego za dużo, ale w dodatku nic to nie wnosi do całości fabuły czy choćby ogólnej wymowy powieści.

Gatunkowy miszmasz



Za tym nadmiarem wątków i postaci nie idzie w parze akcja - nic się w zasadzie nie dzieje przez dłuższą część książki, a jak już się dzieje, to niewiarygodnie (sceny z wywożeniem zwłok nad jezioro czy działanie służb specjalnych rodem z PRL-u). Autor zdecydował się na bardzo ciekawy, teatralny chwyt i rozpiął czas akcji na dwa pełne dni: od 4 stycznia 2004 roku rano do poranku 6 stycznia. Pozwalało to na pewną kondensację zdarzeń i uwypuklenie istotnych kwestii, ale twórca z tej możliwości nie skorzystał, rozpisując te dni na wiele lat, retrospekcji i odniesień, które osłabiły to, co mogłoby stanowić główną oś fabularną, czyli losy Piotra, który wysuwa się na pozycję głównego bohatera zbyt nieśmiało.

Gatunkowo trudno tę książkę gdzieś zaklasyfikować - ociera się o powieść obyczajową, ale ma również cechy political fiction, a także posiada elementy sensacyjne. Wraz z nadmiarem pomysłów, tematów i postaci, którymi można by obdzielić co najmniej dwie lub trzy książki, nie idzie żadna spójna myśl czy nić fabularna, wokół której ogniskowałaby się jakaś konkretna problematyka. Odnieść można wrażenie, że Kapuściński chciał w jednym dziele powiedzieć za dużo, a osiągnął efekt odwrotny od zamierzonego.

Osobiście miałam duży problem z lekturą tej książki. Odkładałam ją wielokrotnie, mam mnóstwo do niej uwag, wiele fragmentów budziło moje wątpliwości. W paru miejscach są pomyłki (praca redaktora po raz kolejny się kłania), w innych sceny mało prawdopodobne (studenci pijący w tamtych czasach whisky) lub po prostu infantylne (raziły mnie zwłaszcza sceny martyrologiczno-patriotyczne, niewiarygodne wręcz dyskusje młodych o Piłsudskim, romantyzmie i Mickiewiczu, i ten nieszczęsny Stambuł na koniec).

Jednak to, co nie pozwala tej pozycji zupełnie przekreślić, to erudycja autora i język, którym się posługuje. Co prawda, Kapuściński często niestety szarżuje stylem i używa określeń nadmiernie poetycko wystylizowanych lub zbyt wyszukanych terminów (są fragmenty przypominające bardziej rozprawkę lub wypracowanie szkolne niż powieść), ale ma to potencjał i momentami - zwłaszcza w opisach miasta i otoczenia - naprawdę potrafi ująć i pozytywnie zaskoczyć. Dlatego wierzę, że talent i przemyślana fabuła oraz wsparcie dobrego redaktora mogą przy następnej książce przynieść dużo lepsze efekty niż teraz, w przypadku "Szpetników".

Opinie (7) 1 zablokowana

  • Określenie "szpetnicy" mega pasuje na ilustracje całej grupy wiekowej opacznie i karykaturalnie upodabniajacej się na siłę do lodowych stworków zwanych dumnie "influencerkami":)

    • 6 4

  • To pokolenie nic

    Kiedy umiera senior to tak jakby spłonęła biblioteka warto to im powtarzać

    • 5 2

  • Czyli wygląda mi to na gniot dla wyborców Konfy i innych polskich faszystów. (2)

    • 4 5

    • Idź ze swoimi fobiami do psychologa. (1)

      • 1 2

      • Fobia na ciemnogród i gnioty pseudo sztuki nie jest niczym złym.

        • 1 2

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.