Triumf ciała nad niemocą. Trwa Gdański Festiwal Tańca

4 września 2020, 8:30
Łukasz Rudziński

Tegoroczna odsłona trwającego do 6 września 12. Gdańskiego Festiwalu Tańca jest skromniejsza i inna niż poprzednie. Z powodu pandemii do klubu Żak przyjechali tylko polscy tancerze, którzy prezentują różne wizje tańca. W czwartek, 3 września, zaprezentowano dwie premiery "Sticky Fingers Club" i "If I wear" oraz "Over Ground" Olsztyńskiego Teatru Tańca. Impreza potrwa do 6 września.



Wszystkie najbliższe wydarzenia w Klubie Żak


Chociaż pandemia koronawirusa wymusiła na organizatorach przygotowanie polskiej edycji festiwalu, nie chciano zrezygnować z towarzyszącego mu od wielu lat międzynarodowego konkursu Solo Dance Contest. Dlatego ta odsłona konkursu odbyła się online. Spośród 140 nagrań solowych występów tancerzy z całego świata wyłoniono 30, które obejrzeli jurorzy konkursu: Susanna Beltrami, Arno Boehler i James Wilton.

W sierpniu jury, również online, spotykało się, by ustalić werdykt. Z kolei 2 września w Sali Suwnicowej Klubu Żak zgromadzona publiczność miała okazję zobaczyć wszystkie 30 zakwalifikowanych do finału nagrań i wybrać swojego faworyta, który otrzymał Nagrodę Publiczności.

Solo Dance Contest 2020 wygrała Francuzka Clémence Juglet za solo "I need to" (otrzymała też nagrodę 2,4 tys. euro). Drugie miejsce ex aequo przyznano Andrei Ward z USA i Mahali Horvath ze Szwajcarii (obie po tysiąc euro), z trzeciego miejsca cieszył się pochodzący z Hiszpanii Antes Collado (600 euro). Zgromadzeni 2 września w klubie Żak widzowie Nagrodę Publiczności (wartą tysiąc euro) przyznali Magdalenie Negowskiej za solo "Przekątna", absolwentce Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej in. Janiny Jarzynówny-Sobczak w Gdańsku.

Dzień później już na żywo podziwiać można było tancerzy w trzech spektaklach. Zdecydowanie najlepsze wrażenie robi premiera przygotowana w ramach projektu rezydencja/premiera GFT - "Sticky Fingers Club". To szalony, dowcipny spektakl czwórki tancerzy, którzy z salą Klubu Żak są dobrze zaznajomieni. Trójka Dominik Więcek, Dominika Wiak i Monika Witkowska brała w minionych latach udział w Solo Dance Contest, a Daniela Komędera-Miśkiewicz uczestniczyła w projektach tanecznych Klubu Żak i współpracowała m.in. z Teatrem Amareya oraz Teatrem Dada von Bzdülöw. Cała czwórka zaprezentowała spektakl pełen pastiszu oraz efektownych, luźno związanych ze sobą scen.

W centrum "Sticky Fingers Club" umieścić można dowcip i dystans do konwencji, po które tancerze chętnie sięgają. Zaczyna się od efektownego, dynamicznego tańca Moniki Witkowskiej co chwilę przerywanego przez nagłe wyciszenie muzyki. Potem brawurowo konwencją opery bawi się Daniela Komędera podczas słynnego "Bohemian Rapsody" Queen. Zespół ogrywa wtedy również balkon i schody na nie prowadzące. Po chwili tancerze ruszają się synchronicznie w niemal dyskotekowych rytmach, które stanowią kolejną konwencję potraktowaną z przymrużeniem oka.

Świetnie wypada też gwałtowne spowolnienie akcji, gdy cała czwórka ustawia się tuż obok siebie, a z offu słyszymy słynną frazę "the Oscar goes to". Tancerze zastygają wyczekująco, na ich twarzach miesza się napięcie i pewność, że za chwilę usłyszą swoje nazwiska. Miny im rzędną dopiero, gdy nagrodę odbiera Meryl Streep. Ta kilkuminutowa scena zachwyca precyzją - teatr ruchu można sprowadzić do mimiki i sprawdzić się on może równie dobrze jak efektowne choreografie. Zapada w pamięć taniec drżących rąk w skromnym pasku światła. Tyle że pomysłów w spektaklu tej czwórki jest całe mnóstwo, dlatego widzowie cały czas są zaskakiwani. W finale gwałtownie spowolniono tempo, przy zachowaniu energii i skupienia widzów. Rzadko tak dojrzałe estetycznie i dramaturgicznie spektakle goszczą na GFT.

Występujące po nich Marta Kosieradzka i Agnieszka Sterczyńska w premierze "If I wear" miały trochę pecha, że zaprezentowały się publiczności po tak energetycznym tanecznym show. Ich bardzo fizyczne przedstawienie balansuje gdzieś na granicy między tym, co brutalne i cielesne, a tym, co delikatne, zwiewne i metaforyczne. Tancerki rozpoczynają tańcząc z bluzami dresowymi założonymi na twarz - ta jest tu nieistotna, liczy się ciało, jego gwałtowne ruchy i ciężkie uderzenia o podłogę. Ciała tancerek pozostają w intrygującej symbiozie, choć funkcjonują tu niemal całkowicie niezależnie. Z drugiej strony mocno fizycznemu ruchowi towarzyszy taniec dłoni i idąca za tym wrażliwość i delikatność. Jednak całe przedstawienie szybko wytraca swój impet, grzęźnie w powtórzeniach i jest zdecydowanie za długie.

Po raz pierwszy na Gdański Festiwal Tańca przyjechał Olsztyński Teatr Tańca i od pierwszych chwil spektaklu "Over ground" przekonywał, że to zdecydowanie spóźniony debiut. Piątka tancerzy rozpoczyna spektakl dowcipną sceną, podczas której siedzący na krześle Łukasz Szleszyński goli sobie głowę golarką, a pozostała czwórka tancerek, trzymając kieliszki w dłoniach, stoi za jego plecami, z twarzami zakrytymi rajstopami. To pierwsza ze scen rozpiętych gdzieś między żałobą a celebracją, czyli sedna spektaklu "Over ground", który tematykę śmierci i umierania traktuje niedosłownie i niebanalnie.

W tle pojawiają się animacje, a tancerze zaraz po statycznym początku rozpoczynają bardzo dynamiczny, żywiołowy taniec. Nie ma on wprawdzie tej temperatury co "Sticky Fingers Club", ale mnogość odniesień i rozwiązań wizualnych (także dzięki uruchomieniu projekcji wideo, które do pewnego stopnia korespondują z działaniami tancerzy) oraz figur, które budują ze swoich ciał tancerze Olsztyńskiego Teatru Tańca, naprawdę imponuje. Rozmach inscenizacyjny idzie tu w parze z pomysłem, więc "Over ground" również stanowi mocny punkt pierwszego festiwalowego dnia "na żywo".

Zasłanianie się talentem jest oznaką lenistwa



W piątek, 4 września, powtórzone zostaną trzy opisane spektakle - "Sticky Fingers Club" (godz. 18), "If I wear" (godz. 19:45) oraz "Over ground" (21:30). Z kolei w sobotę i niedzielę, 5-6 września, zobaczyć będzie można kolejne dwie premiery przygotowane w ramach projektu "rezydencja/premiera" w ramach 12. Gdańskiego Festiwalu Tańca. O godz. 18 "UNBODY trójmiejskiego składu Hertz Haus (godz. 18) oraz "blask" - efekt rezydencji dojrzałych artystów (godz. 20). Bilety normalne w cenie 20 zł, za ulgowe zapłacimy 10 zł.