Trójmiejscy pisarze pod fałszywym imieniem. O pseudonimach literackich

14 listopada 2018 (artykuł sprzed 2 lat)
Magdalena Raczek

Tradycja pseudonimu jest prawie tak stara jak sama literatura, a pseudonimy pisarzy to zjawisko od dawna znane w kulturze. Kto i dlaczego nie pisze pod własnym nazwiskiem? Powody są bardzo różne a temat złożony. Przyglądamy się temu na wybranych przykładach pochodzących z trójmiejskiego środowiska literackiego.



Pod fałszywym imieniem



Sam termin "pseudonim" pochodzi od starogreckiego pseudonymos i znaczy dosłownie "pod fałszywym imieniem". W kulturze oznacza nieprawdziwe, zmyślone, przybrane określenie zastępujące prawdziwe dane osobowe. Jaki mówi definicja, pseudonim to "nazwa zmyślona, przybrana przez autora".

Dziś - szczególnie w sferze kultury cyfrowej - pseudonimy zastępowane są ksywami, nickami, przezwiskami, przydomkami. Jednak mają podobną genezę i właściwie stanowią rozwinięcie tego samego zjawiska. Pseudonimy stosowane są z różnych powodów: dla ukrycia oficjalnych personaliów, dla artystycznej kreacji, w celu łatwiejszego zapamiętania osoby lub dla podkreślenia jakichś jej swoistych cech, ze względu na zbyt długie lub źle brzmiące nazwisko, w celu zwiększenia atrakcyjności medialnej, dla zachowania anonimowości, a także aby oddzielić różne rodzaje twórczości lub ukryć (zmienić) płeć autora.

Kochamy czytać - zobacz nasze recenzje książek związanych z Trójmiastem

Tradycja pseudonimu w Polsce...



W Polsce po raz pierwszy pseudonimu użył pod koniec XV wieku Filippo Buonaccorsi. Mikołaj Rej niektóre swoje dzieła podpisywał jako Ambroży Korczbok Rożek. Bolesław Prus to tak naprawdę pseudonim Aleksandra Głowackiego. Janusz Korczak nazywał się właściwie Henryk Goldszmit. Joanna Chmielewska to w rzeczywistości Irena Barbara Kuhn (z domu Becker). Jan Wiktor Lesman tworzył pod pseudonimem Jan Brzechwa. Piotr Włast został wykreowany przez Marię Komornicką. Macieja Słomczyńskiego znamy również z twórczości pod pseudonimem Joe Alex. Z kolei Józef Teodor Konrad Korzeniowski to słynny Joseph Conrad. I jeszcze przykład z ostatnich lat - Ove Løgmansbø to fikcyjny autor stworzony przez Remigiusza Mroza.

Zobacz także: Wernisażowy savoir-vivre z przymrużeniem oka

... i na świecie



Ze światowych sław literatury warto przywołać choćby takie przykłady: Aurora Dudevant znana jest wszystkim pod pseudonimem George Sand, Charles Lutwidge Dodgson - jako Lewis Carroll, Samuel Langhorne Clemens to Mark Twain, Ricardo Eliecer Neftalí Reyes Besualto tworzył pod pseudonimem Pablo Neruda, Michel Houellebecq nazywa się naprawdę Michel Thomas, Joanne Rowling - obecnie Joanne Murray podpisuje się J.K. Rowling (ukryła swoją płeć w inicjałach zgodnie z zaleceniem wydawcy), a Erika Lena Mitchell ukrywa się pod nazwą E. L. James. To oczywiście tylko garść przykładów w niezwykle przepastnym "pseudonimowym" morzu.

Zobacz także: Czym jeżdżą trójmiejscy artyści?

Trójmiejscy literaci pod pseudonimami



Daleko nie trzeba szukać, aby przekonać się o popularności tego zjawiska, wystarczy zajrzeć na nasze trójmiejskie podwórko literackie. Znana gdańska pisarka i tłumaczka - Hanna Cygler - właściwie nazywa się Anna Kanthak. Urodzona w Gdańsku polsko-niemiecka pisarka - Magdalena Parys to tak naprawdę Magdalena Lasocka. Tworzący pod pseudonimem Piotr Czerski to Kordian Piotr Klecha (magister inżynier informatyki). Poeta Zbigniew Szymański używał pseudonimu Witold Tarasiewicz a znana pisarka, gdynianka, Izabela Filipiak, zmieniła ostatnio nazwisko na Izabela Morska, choć jak sama podkreśla, nie jest to pseudonim, tylko nowe nazwisko, zmienione oficjalnie w Urzędzie.

Listopadowe wieczory literackie w Trójmieście - dla miłośników książek


Sasza Hady, Adam Abler, Elka Noland, Maksim Wolff, Mary Sue Ann, Milena Wybraniec - to z kolei autorzy piszący pod pseudonimami i publikujący w naszym lokalnym wydawnictwie Oficynka.

- Powody wybierania pseudonimów bywają różne: od najbardziej prozaicznych, gdy ktoś nie chce ujawniać na przykład w pracy czy rodzinie, że pisze książki, po uwarunkowane marketingowo nazwiska, sugerujące zachodnie pochodzenie wydają się autorom bardziej nośne, sprzedażowe; uwarunkowane tematyką, dotyczy to zwłaszcza thrillerów erotycznych, oraz tak zwane dziwne - jeden z autorów, który ma nazwisko na literę Z bardzo nie chciał jako książka "leżeć" na najniższej półce w księgarniach, wybrał więc pseudonim na A. Myślę, że tak naprawdę u podłoża większości tego typu decyzji leży chęć wykreowania siebie jako postaci ze świata kultury, oddzielonej grubą kreską od postaci realnej. W pewnym sensie oznacza to chęć posiadania odrębnej tożsamości medialnej, awatara, który może się okazać dla czytelników bardziej interesujący, wyrazisty, nieuwikłany w życie prywatne i troski dnia codziennego. Czy to się udaje? Nie wiem - tłumaczy szefowa wydawnictwa Jolanta Świetlikowska.
Nieco inaczej wygląda to w innej gdańskiej oficynie - Marpress.

- Nasi autorzy piszą głównie pod własnymi nazwiskami. Wydawnictwo Marpress istnieje prawie od 30 lat, a w tym czasie pseudonimy literackie obrało zaledwie dwoje autorów. Pierwszy to nieżyjący już Ryszard Kozicki, pisarz z Kaszub. Kozicki to pseudonim, który po nietrafionych propozycjach samego autora pomogła obrać redaktor książek Kozickiego, Elżbieta Rusak. Drugi raz wydarzy się wkrótce, bowiem na początku 2019 roku ukaże się powieść dla starszej młodzieży "Psychopomp" gdyńskiej pisarki Agathy Rae. Karierę literacką rozpoczęła parę lat temu za oceanem, gdzie wydała już kilka książek, a niedawno ukazało się szwedzkie wydanie jej najpoczytniejszej powieści "Tangens". Uniwersalny pseudonim pomógł jej uzyskać popularność w świecie anglosaskiej literatury, więc również jako Rae chce wydać pierwszą powieść po polsku. Pod swoim prawdziwym nazwiskiem publikuje teksty naukowe. Stosowanie pseudonimu pozwala jej oddzielić świat literacki od naukowego - wyjaśnia Fabian Cieślik, szef wydawnictwa.

Chwinowie - Larsowie



Chyba najsłynniejsza trójmiejska literacka para - państwo Chwinowie - Stefan i Krystyna oboje używają pseudonimu z nazwiskiem Lars. Pseudonim Max Lars, pod którym Chwin wydał dwie pierwsze powieści fantastyczno-przygodowe dla młodzieży ("Ludzie-skorpiony" 1984 r. i "Człowiek-Litera" 1989 r.), ze szwedzkiego oznacza "silnego mężczyznę". Natomiast Krystyna Chwin nadal używa pseudonimu Krystyna Lars, publikując swoje poezje. Jak to kiedyś uzasadniała w jednym z wywiadów - powodem miało być to, że nie chciała być utożsamiana w sensie publicznym z mężem.

Zobacz także: "Srebrzysko" Chwina. Rzecz tylko dla dorosłych


Maryla Szymiczkowa - wdowa po prenumeratorze "Przekroju" w twardej oprawie



Maryla Szymiczkowa to autorka kryminalnej serii: "Tajemnica domu Helclów", "Rozdarta zasłona" i "Seans w Domu Egipskim". Jak dowiadujemy się z okładki pierwszej książki, Szymiczkowa to "wdowa po prenumeratorze Przekroju w twardej oprawie, królowa pischingera, niegdysiejsza gwiazda Piwnicy pod Baranami i korektorka w "Tygodniku Powszechnym". Dziś co niedzielę, po sumie w Mariackim, można ją spotkać na kawie u Noworola, a wieczorami w Nowej Prowincji".

Tak naprawdę jednak Marylę Szymiczkową powołali do życia dwaj literaci: gdańszczanin - Jacek Dehnel - pisarz, poeta i tłumacz oraz pochodzący z Krakowa Piotr Tarczyński tłumacz, historyk, amerykanista. Jacek Dehnel tak oto tłumaczy chęć pisania pod pseudonimem:

- Od początku nie chcieliśmy pisać pod własnymi nazwiskami, tylko pod pseudonimem - i pomyśleliśmy, że dlaczego właściwie dwóch facetów nie miałoby wystąpić jako kobieta? Zwłaszcza że w Polsce i tak czytają głównie kobiety, a książki o profesorowej Szczupaczyńskiej zawierają pewien feministyczny program. Stąd wziął się nasz pseudonim, taka galicyjska składanka: Maryla - bo praprababcia Piotra z Krakowa, Szymiczkowa - bo siostra mojej prababci ze Lwowa. Przybraliśmy pseudonim z paru przyczyn. Po pierwsze, żeby oddzielić twórczość gatunkową, nie do końca serio, lekką, od poważniejszych rzeczy, które robimy: mojego pisania książek oraz pracy naukowej i translatorskiej Piotra. Po drugie dlatego, że ja byłem wówczas pisarzem już jakoś tam rozpoznawalnym, a Piotr nie, gdybyśmy zatem podpisali książkę nazwiskami, to pisanoby, że to "nowa książka Jacka Dehnela." A tak nie jest. Wspólny pseudonim podkreśla, że to nasze wspólne książki. Naszym zamiarem było występowanie incognito: Maryla pisałaby książki, nie pojawiała się nigdzie, i dopiero po jakimś czasie wyjawiłoby się, kto jest autorem. Niestety, wydawnictwo z powodów marketingowych uparło się, żeby dać nasze zdjęcia z tyłu książki. Na okładce pierwszego tomu zostało z tego tylko hasło "literacka zagadka roku". A potem czytelnicy mieli do nas pretensje, że co to za zagadka, skoro wystarczy odwrócić książkę i już po zagadce? Święta prawda, ale nie od nas to zależało - wyjaśnia Jacek Dehnel.
Przeczytaj także: Warszawa da się lubić. Wywiad z Jackiem Dehnelem.

Druga osobowość pewnej ogrodniczki



Pod pseudonimem tworzy także Salcia Hałas - pierwsza gdynianka (choć pochodząca z Przemyśla), uhonorowana Nagrodą Literacką Gdynia za debiutancką powieść "Pieczeń dla Amfy".

- Pseudonim stworzyłam sobie po to, żeby mieć drugą osobowość, która robiłaby coś innego niż to, czym zajmuję się na co dzień, czyli ogrodnictwem - o tej porze roku na przykład grabię liście. Do takich działań "pozapracowych" wymyśliłam sobie drugą osobowość - wtedy czuję, że jestem w drugiej pracy. Po prostu potrzebuję rozdzielenia tego, co na co dzień robię zarobkowo od pisania i innych działalności, które sobie wymyślam. Zawsze uważałam, że fajnie móc sobie wymyślać osobowość, w cudzysłowie oczywiście. Imię i nazwisko dają nam rodzice i jesteśmy na nie skazani, a moglibyśmy mieć ładniejsze i takie, które nam by się bardziej podobało. Mój facet mówił na mnie Salcia i tak się jakoś przyjęło, a potem dobrałam do tego nazwisko, które brzmiało dobrze i tak zostało - mówi pisarka.
Przeczytaj także: Wywiad z Salcią Hałas - Nagroda Literacka Gdynia dała mi szansę na rozwój.

Przykłady można by mnożyć. Świadczy to niezbicie o tym, że tradycja literackiej kreacji - tak samej twórczości, jak i osoby pisarza jest wciąż żywa i ma się dobrze. Pamiętajmy przy tym, że i dla nas, czytelników, zgadywanie, kto jest autorem przeczytanej książki może być niezłą gratką.