stat

"Ucieczka na Seszele": o nowej powieści nieznanego autora

21 października 2019, 13:30
Magdalena Raczek

Z czym kojarzą się Seszele? Te wyspy, uznawane za jedne z najpiękniejszych na świecie, słyną z piaszczystych plaż, palm, lazurowej wody i rafy koralowej. Zapewne wielu z nas utożsamia je z rajem na ziemi. Tym właśnie były seszelskie wyspy dla bohatera książki pt. "Ucieczka na Seszele" Leona Pirsa, dopóki nie stały się dla niego czymś więcej - możliwością ucieczki, azylu i schronienia dla jego rodziny.



Już sam tytuł sugeruje, że Seszele staną się nie tylko celem podróży, ale i kierunkiem jakiejś ucieczki. Trochę to zdradza zamysł fabularny, ale trzeba przyznać, że Seszele to świetne miejsce, aby się ukryć. Składają się bowiem aż z 115 wysp na Oceanie Indyjskim, w tym 33 z nich są zamieszkane. Największa nazywa się Mahé i tu znajduje się stolica kraju - Victoria. Inne większe wyspy to m.in Praslin i La Digue. Na tych właśnie wyspach autor częściowo umieścił akcję swojej książki.

Recenzje książek z Trójmiasta


Ten seszelski błogi klimat autor opisuje dość często, niejednokrotnie porównując jakieś elementy krajobrazu do tego, co zna z ojczyzny (np. przywołuje plażę w Jelitkowie). Przykładowo o tym, jak się żyje na wyspach, Pirs pisze we fragmencie:

To był jeden z wielu kolejnych podobnych do siebie dni na wyspach. Prażące słońce, szumiące liście palm, turkusowe morze i błękitne niebo. W barze odpoczywała raptem jedna zakochana i już mocno spalona słońcem parka młodych ludzi. Siedzieli przy najdalszym stoliku. Obecna była też jaszczurka nad barem; nie wiadomo, na co polowała - czy na owady, czy na darmowego drinka. Z pobliskich zabudowań i bezsamochodowej ulicy dochodził delikatny szum obecności nielicznych ludzi. Ani mnie, ani jego nic tu nie poganiało.

Ale autor opisuje nie tylko Seszele, bo akcja powieści jest osadzona w głównej mierze również w Polsce (dokładnie w Trójmieście, zwłaszcza w Gdańsku, ale i w Warszawie), gdzie główny bohater - Paweł Adamski - mieszka i pracuje. Akcja przenosi się też do innych krajów europejskich, m.in. do Francji, Szwajcarii, a także do stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich, czyli Dubaju. Szczególnie ciekawie wypada obraz tego ostatniego miasta widzianego z perspektywy "ubogiego krewnego" - średniozamożnego Europejczyka.

Jednak trzeba przyznać, że tak naprawdę wszystkie miejsca akcji "Ucieczki na Seszele" są intrygujące i na pewno przyciągną wielu czytelników, którzy lubią przenosić się za pomocą kart literatury w inne - mniej lub bardziej egzotyczne - przestrzenie. To taka wartość naddana tej powieści i jej duży walor.

Kim jest natomiast autor książki - Leon Pirs? Nie wiadomo. Podobno pochodzi z Trójmiasta. Trudno to jednak stwierdzić na pewno, albowiem jest to pseudonim literacki i o samym twórcy nie wiemy nic. Nie umieszczono notki autorskiej ani na okładce książki, ani też na stronie poświęconej powieści, ani także u wydawcy. Jedyne, czego czytelnik może się dowiedzieć, to powody, dla których autor rzecz napisał:

- Ta książka jest po to, aby dostarczyć Ci rozrywki - to przede wszystkim. Przy okazji pragnąłem podzielić się swoimi obawami dotyczącymi kierunku, w którym ludzie podążają w swojej masie. Sądzę, że ten nasz stadny pęd nie zawsze był skierowany we właściwą stronę, a ostatnio całkiem zboczył z kursu. I nie mam tu na myśli polityki, a bardziej odcięcie się od korzeni: od przyrody, od rytmu życia i interakcji z drugim człowiekiem. Jednocześnie delikatnie chciałem sprowokować Cię do zastanowienia się, jak i czy można dziś zniknąć w cyfrowym świecie. Nie jako szpieg, nie jako ekspert od komputerów, ale jako przeciętny użytkownik internetu i komórki. Czy można? Przyjemnego czytania - życzy czytelnikom Leon Pirs.
Przeczytaj także: Trójmiejscy pisarze pod fałszywym imieniem. O pseudonimach literackich

Książka stanowi ponadto przykład tzw. samopublikowania (self-publishingu), czyli wydania nakładem własnym autora. Wydawcą książki nie jest żadne znane ani nieznane wydawnictwo - w tym przypadku za publikację odpowiada firma MaraSimSim - polska marka wywodząca się z Gdańska, produkująca biżuterię i skórzane torby. Trochę nieliterackie to obszary, ale najwyraźniej firma planuje rozszerzyć swoją działalność o tę dziedzinę. Self-publishing ma swoje plusy (np. wolność twórczą i niezależność od wydawniczej machiny).

Publikacja zresztą została wydana profesjonalnie - od strony edytorskiej nie ma się do czego przyczepić. Zachowano wszelkie zasady i normy włącznie z wklejką, dwiema stronami tytułowymi, a także z czwartą stroną zawierającą metrykę książki, czyli informacje dotyczące wydawniczych i technicznych aspektów wydania publikacji. Dodatkowym walorem jest twarda oprawa książki. Redakcję i korektę, skład i opracowanie graficzne okładki zlecono profesjonalistom. A jednak brak wydawcy mimo to jest odczuwalny w innym znaczeniu.

Wieczory literackie w Trójmieście


W moim odczuciu powieść jest niedopracowana, przede wszystkim w kwestii kompozycyjnej. Zastosowano co prawda podział na rozdziały, co ułatwia czytanie, jednak w gąszczu niemal 460 stron można kilka razy stracić zainteresowanie fabułą, głównie z powodu nadmiaru wszystkiego. Pierwsza seszelska odsłona ("Cocos Islands") powinna stanowić jedynie prolog - rodzaj odnośnika, podobnie jak ostatni rozdział ("List") mógł być epilogiem, a tymczasem wszystkie rozdziały są potraktowane na równi.

W takim nagromadzeniu miejsc akcji, różnorodnej tematyki (polityka, ekologia, problematyka energetyczna w Polsce, biznesy różnego rodzaju, rynek nieruchomości, rodzina i przyjaciele Adamskiego itd.) oraz natłoku zdarzeń opowieść Pawła - który jest jednocześnie głównym bohaterem i narratorem powieści - trochę traci, bo czytelnik najzwyczajniej w świecie zostaje zarzucony szczegółami, detalami i drobiazgowymi opisami. Sporo w tej książce rzeczy niepotrzebnych, jakby wszystko dla autora było ważne i jakby chciał napisać swoje opus magnum.

Niestety brak wyraźnego środka ciężkości, brak redukcji zbędnych wątków (opowieści o studiach bohatera, jego kariera - wnikliwe opisywanie tego, czym parał się Paweł, zanim zajął się ekologią, a co jest zbędne, opowieści z rynku nieruchomości itp.) powoduje, że kwestie istotne ulegają rozmyciu. W efekcie nie otrzymujemy wielowątkowej powieści, spiętej, dopracowanej, w której poznajemy wiele ciekawych, pełnokrwistych postaci, bo jest dokładnie odwrotnie - ślizgamy się jedynie po powierzchni i nic nie zostaje ukazane dogłębnie.

Oczywiście ciekawy jest sam motyw tego, jak zniknąć, jak żyć bez dostępu do swojej poczty mailowej, konta bankowego, internetu, a nawet telefonu komórkowego - pomysł ten jest godny uwagi.

Razi też w niektórych momentach ta jednoosobowa narracja - bohater jest jednocześnie wszechwiedzącym narratorem i kilka razy zwraca się bezpośrednio do czytelnika, co niestety wytrąca go z zanurzenia w fikcyjnym świecie powieści. Jakby autor sam do końca nie wiedział, czy tworzy fikcję literacką (wtedy należałoby odrzucić tę formę narracji), czy jednak pisze swoje wspomnienia, coś na kształt pamiętnika - często odnosi się do tego, że opisuje dawne wydarzenia z perspektywy jakiegoś "dziś".

Mam więc ambiwalentne odczucia po lekturze tej książki. Mogła być znacznie lepsza, gdyby może wpadła w ręce doświadczonego wydawcy - tam wiele par rąk i wiele par oczu mogłoby nad nią popracować dłużej i rzetelniej. Potencjał jednak był tu ogromny i warto to docenić.

Więcej na stronie https://www.ucieczkanaseszele.pl/