stat

Świat bogów bez Boga. O "Końcu wielkiej wojny"

24 sierpnia 2019, 14:10
Łukasz Rudziński

Od kilku lat Teatr Dada von Bzdülöw proponuje coraz odważniejsze spektakle i coraz bardziej zaangażowane społecznie. Trudno więc przejść obojętnie obok inteligentnych, radykalnych, a niekiedy też kontrowersyjnych propozycji Dady, takich jak "Koniec wielkiej wojny", który premierę miał 23 sierpnia w Starej Aptece Teatru Wybrzeże.



Teatr Dada von Bzdülöw ma 27 lat. Jego założyciele - Leszek Bzdyl i Katarzyna Chmielewska - od początku przygotowywali spektakle taneczne, oparte na błyskotliwych konceptach, wykorzystując swoje możliwości taneczne i chętnie też zapraszając do współpracy innych twórców. Ich spektakle stanowiły mieszankę ciekawych, opartych na partnerowaniu, dopracowanych inscenizacyjnie i atrakcyjnych wizualnie choreografii.

Repertuar Teatru Wybrzeże do końca września


Z czasem twórcy Dady von Bzdülöw zaczęli walczyć z łatką teatru tańca, przekonując, że ich teatr jest zbudowany na ruchu i przekazuje istotne dla nich treści, a taniec jest tylko jedną z wielu form przekazu tego, co im w duszy gra. A gra im od kilku lat niewesoło. W "Intro" (2015) dano głos imigrantom - stworzono ironiczno-groteskową opowieść o cudzoziemcach, którzy pokochali nasz kraj i pragną dać mu wszystko, co najlepsze, ale zderzają się z niechęcią i polską ksenofobią.

Jeszcze bardziej radykalne było solo Leszka Bzdyla - wznowiona po latach "Strategia (mimowolna reaktywacja)" (2016), którego bohater w "państwie na Pe" czyje się zmuszony do opowiedzenia się po jednej ze stron politycznego sporu i jest jak najdalszy od obecnej władzy. Ostatnia wspólna praca Bzdyla i Chmielewskiej - "Dzisiaj, wszystko" - powstała w 2017 roku na 25-lecie Teatru Dada i była zwrotem w stronę tańca, bez politycznych czy społecznych manifestów.

Imigranci a sprawa polska w "Intro" Teatru Dada


"Koniec wielkiej wojny" jest powrotem do narracji społecznie zaangażowanej. Nie ma jednak ostrza ukierunkowanego na podział pomiędzy Polską A i Polską B, na Polskę prozachodnią i tę konserwatywną, kurczowo trzymającą się tradycyjnych wartości. Tym razem Dada skupia się na zwykłych ludziach, którzy mają dość uwłaczającej pracy czy poniżającego ich miana przeciętnego, typowego Polaka.

Za pomocą stałego od 2013 roku składu tancerzy (Bzdyl, Chmielewska oraz Katarzyna Ustowska i Piotr Stanek), uzupełnionego o debiutującego w zespole Dady aktora Wojana Trockiego, tym razem twórcy Dady wskazują, że żyjemy w czasach permanentnej wojny. Nie musimy słyszeć ostrzału artyleryjskiego, huku bomb i obserwować strzępów ciał zabitych dookoła, by ją odczuwać. Wojna jest w nas.

Leszek Bzdyl i Katarzyna Chmielewska o swoim teatrze


Tłamsimy swoją indywidualność, kreatywność, oryginalność, by zmieścić się w kanonie społecznych oczekiwań albo by starczyło nam na rachunki i życie "od pierwszego do pierwszego". "Wojna numer 287 wybuchnie, nim obecna, o numerze 286, się zakończy" - informują artyści w materiałach prasowych, choć ze sceny dodają do tej numeracji jeszcze parę zer. To przecież w gruncie rzeczy bez znaczenia, ważna jest skala zjawiska.

Wiadomo, że w wielu z nas buzuje agresja i rośnie frustracja. Nieważne, czy jest się urzędnikiem, a po godzinach hejterem wylewającym swoje żale i kompleksy anonimowo w internecie (Leszek Bzdyl), czy bizneswoman zainteresowaną jedynie nową parą drogich butów (Katarzyna Chmielewska), czy dostawcą jedzenia w Uber Eats, który ma T-shirty na każdą okazję, od wizerunku Jezusa, przez "Polskę Walczącą", po każdą inną "narodową" okoliczność (Piotr Stanek). Fascynacja wojną i śmiercią dotknąć może nawet 9-letnie dziecko (Katarzyna Ustowska). W pewnym momencie rodzą się demony, a my orientujemy się, że wszystko wokół to "wielki syf", jak śpiewa Katarzyna Chmielewska, zachęcając do aktywnego współuczestnictwa publiczność.

Mistrzem ceremonii jest wielki nieobecny - Bóg (Wojan Trocki), wchodzący na scenę jako niewidzialny, bo przecież nie możemy go - Boga - zobaczyć ani usłyszeć. Bóg Trockiego gra na gitarze lub podchodzi do kolejnych tancerzy-performerów z mikrofonem ukrytym w pluszaku, pozwalając im opowiedzieć o swoich lękach, frustracjach czy fantazjach. Słowem - o ich prywatnym polu walki. To on zamyka spektakl pesymistyczną piosenką o świecie pełnym bogów bez Boga.

Dada wraca do tańca. O spektaklu "Dzisiaj, wszystko"


Dada kpi więc z tzw. "czwartej ściany" w teatrze, prowokuje widzów, nie wnikając tym razem w kwestie politycznych podziałów, a jedynie wczuwając się w nastroje społeczne. W końcu dostawca jedzenia ma ochotę zmasakrować swoich klientów, a urzędnik zniszczyć wszystkich wokół. Poza samotnym, kanciastym, nieskoordynowanym tańcem czwórki tancerzy w pierwszej scenie, doczekamy się również klasycznego partnerowania, ale tym razem główną rolę w spektaklu odgrywać będzie karaoke i śpiew. W upiornych, jedno-, dwuzwrotkowych piosenkach oprócz "Wielkiego syfu" usłyszymy m.in. duet z refrenem "pozwól mi, proszę, cię nienawidzić".

Spektakl nie obyłby się bez energetycznego jazzu Mikołaja Trzaski i muzyki zespołu Nagrobki (Maciek Salamon i Adam Witkowski). Ich muzyka dobrze buduje nastrój niepokoju i wiszącej w powietrzu katastrofy. Na scenie najbardziej intensywną energię ma Katarzyna Ustowska, choć jej rola dziecka-sanitariuszki rojącej o prawdziwej wojnie wydaje się marginalna. To jednak ona w największym stopniu przyciąga uwagę swoimi działaniami i jest swego rodzaju medium dla tych, którzy wzięli udział w wyścigu po tzw. "normalne życie", ale tęsknią za rebelią lub prawdziwym konfliktem. Z wyjątkiem nieobecnego i niechcianego przez ludzi Boga, pozostali są przykładem zgorzkniałych, zakompleksionych dorosłych.

Recenzja spektaklu "One" Dady von Bzdülöw


Trudno odmówić Dadzie celności tych spostrzeżeń. Wprawdzie nie po raz pierwszy dowiadujemy się, że żyjemy w czasach bez autorytetów, kiedy wartości takie jak "Bóg, honor, ojczyzna" stały się zakładnikami frakcji politycznych, a ludzie czują do siebie nawzajem nienawiść. Nikt w tym względzie w "Końcu wielkiej wojny" nie odkrył Ameryki. Forma wypowiedzi celowo, jak sądzę, umieszczona jest w granicach groteskowego kabaretu w stylu Pożaru w Burdelu, w którym gra Wojan Trocki. Bardzo dobrze, że Dada von Bzdülöw przypomina nam, że końca obecnego stanu rzeczy nie widać. Przecież jeśli nic z tym nie zrobimy, będzie tylko gorzej.