Maciej Liszka - młody gdynianin z papierami na ściganie

24 lutego 2021, 14:00
Michał Jelionek
Po lewej tata Dariusz, a po prawej syn Maciej Liszka. Więcej zdjęć (13)

Po lewej tata Dariusz, a po prawej syn Maciej Liszka.

fot. Maciej Kurczalski / 3MFOTO

Po lewej tata Dariusz, a po prawej syn Maciej Liszka.

fot. Maciej Kurczalski / 3MFOTO

Ma niespełna 23 lata, jest rodowitym gdynianinem i ma niemały talent w ściganiu się autem. Dobitnie świadczą o tym wyniki. W ciągu czterech ostatnich lat w fotelu swojego Fiata Cinquecento wystartował w 27 zawodach, 17 z nich ukończył na najwyższym stopniu podium w swojej klasie. Poznajcie Maćka Liszkę, gościa z papierami na poważne ściganie.



Niczym Robert Kubica



Maciej Liszka urodził się w 1998 roku w Gdyni. Jego czerwony Fiat Cinquecento Sporting jest od niego dwa lata starszy. Jak mówi jego tata, Maciek od zawsze przejawiał ogromne ciągoty do jeżdżenia wszystkim, co ma kółka i płozy. Nie potrzebował żadnego instruktażu. Po prostu wsiadał i jechał.

Gdy miał 10 lat, po raz pierwszy zasiadł w fotelu gokarta. Początki niczym u Roberta Kubicy, z tym że kierowca F1 przygodę z kartingiem rozpoczął nieco wcześniej, bo w wieku sześciu lat. Maciek przed swoim nieoficjalnym debiutem obejrzał krótki filmik w internecie na temat prawidłowego toru jazdy gokartem. I to w zasadzie było całe szkolenie, które przeszedł. Kilka okrążeń później okazało się, że wśród znajomych nie ma sobie równych, a z każdym kolejnym "kółkiem" wykręcał coraz to lepsze wyniki. Już wówczas coś wisiało w powietrzu.

Trzy lata później przyszedł czas na pierwszy poważny egzamin w "siodle" gokarta. Debiutanckie zawody Maćka w Grand Prix Sopotu. Z racji wieku musiał startować w grupie do 16 lat, a miał wówczas tylko 13. Obsada była całkiem mocna. Mimo to nie dał sobie wydrzeć premierowego zwycięstwa.

W wieku 15 lat rozpoczęła się przygoda z prawdziwymi samochodami. I to od razu z rajdowym BMW na zamkniętym placu. Maciek poprowadził po raz pierwszy w życiu auto z ręczną skrzynią biegów. Ponoć czas, jaki upłynął od uruchomienia silnika do pełnej rundy... bokiem, to około 15 minut. Już wtedy było wiadome, że ten chłopak ma ponadprzeciętne możliwości kierowania pojazdem.

Na osiemnastkę "prawko" i "cienias"



Pierwszym samochodem Maćka jest Fiat Cinquecento Sporting. Więcej zdjęć (13)

Pierwszym samochodem Maćka jest Fiat Cinquecento Sporting.

archiwum rodzinne

Pierwszym samochodem Maćka jest Fiat Cinquecento Sporting.

archiwum rodzinne

Przed osiemnastymi urodzinami pojawiły się dwa bardzo istotne tematy. Pierwszy z nich to oczywiście zostanie pełnoprawnym kierowcą. Drugim tematem był własny samochód. Tu problem stanowił dostępny budżet. Maciek jakieś oszczędności posiadał, trochę dołożył tata, ale i tak poszukiwania tego pierwszego samochodu ograniczały się do kwoty rzędu 2-3 tys. zł. Chłopak dał się przekonać, że BMW za 2 tys. zł to będzie studnia bez dna. Po delikatnej sugestii taty Dariusza okazało się, że w tej cenie autem z potencjałem jest Fiat Cinquecento, oczywiście w wersji Sporting.

Co ciekawe, nauczycielem Maćka ze szkoły jazdy był... rajdowiec, więc nie mógł trafić lepiej. Egzamin na "prawko" był formalnością. Zdany oczywiście za pierwszym podejściem. Również sukcesem zakończyły się poszukiwania auta dla młodego kierowcy. Wybór padł na 54-konne Cinquecento Sporting, zakupione gdzieś pod Skarszewami.

To był także czas, w którym ojciec przekazywał wiedzę swojemu synowi, z dziada pradziada, na temat mechaniki auta. 20-letnie auto z reguły wymaga częstych serwisów, a tym bardziej gdy ma służyć do ekstremalnego jeżdżenia. Bo - umówmy się - było pewne, że tak właśnie się stanie.

Poznaj więcej sportowych talentów z Trójmiasta



Cinquecento Sporting przeszło szereg modyfikacji w przydomowym garażu. Więcej zdjęć (13)

Cinquecento Sporting przeszło szereg modyfikacji w przydomowym garażu.

archiwum rodzinne

Cinquecento Sporting przeszło szereg modyfikacji w przydomowym garażu.

archiwum rodzinne

Popularny "cienias" szybko zyskał pazur. Otrzymał m.in. rajdową kierownicę, kubełkowe fotele z pasami szelkowymi i karbonowe oklejanie maski. Wszystkie modyfikacje od początku do teraz odbywają się w niewielkim domowym garażu państwa Liszków. Był to rok 2016, a patrząc na kolejne cztery lata i to, co się w ciągu nich wydarzyło - można śmiało napisać, że serwis spisał się na "piątkę". Ewolucja Cinquecento Sporting to od początku projekt Maćka przy współpracy z tatą Dariuszem.

Wrzesień 2016 roku to także pierwsza nieoficjalna impreza. Tzw. pojeżdżawka na jednym z gdyńskich parkingów Gdyni, z mierzonym czasem. W takim wydarzeniu udział może wziąć każdy chętny. Maciej wygrał. Dwa miesiące później młody kierowca wystartował już w zorganizowanych zawodach - w Rajdzie Niepodległości. W takiej imprezie są już sędziowie, kaski, badanie techniczne, karty drogowe, odcinki specjalne, dojazdówki etc. No i są też emocje. Jest też pierwszy oficjalny sukces - wygrana w klasie 1.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc zaczęło brakować Maćkowi nieco mocy. 54 KM to trochę zbyt mało. Zespół zadecydował, że Cinquecento otrzyma mocniejszy silnik z... rozbitego Punto. Nowa moc to 85 KM, a efekt piorunujący.

Robi się coraz głośniej o młodym kierowcy



Nowy rok, nowe wyzwania. W 2017 roku zaczyna się ściganie na dobre. Maciek bierze udział w siedmiu imprezach, wygrywa dwie, czterokrotnie jest trzeci, a raz nie dojeżdża do mety z powodu awarii. Jest nieźle, ale to dopiero początek dobrej passy. Dodajmy tylko, że w wielu przypadkach Maciek rywalizuje z profesjonalnie przygotowanymi załogami, w kombinezonach, z kamerami i interkomami czy kilkoma kompletami opon. Syn z ojcem przyjeżdżają na rajdy w... jeansach, z autem na chińskich oponach.

W międzyczasie samochód maturzysty staje się coraz bardziej rasowy. W kabinie zamontowana została profesjonalna klatka bezpieczeństwa. I tak naprawdę to przełom. Od tego momentu można datować początek prawdziwego rajdowego życia czerwonego Sportinga. Sezony 2017-2019 to ciągła rozbudowa lub raczej ewolucja auta rajdowego. Zmienione zostało wszystko poza karoserią. Większe hamulce od Punto GT, większy silnik od Punto (a obecnie od Alfy Romeo Mito), sportowy układ wydechowy, sportowe sprężyny i amortyzatory, wzmocnienia nadwozia. Klatka bezpieczeństwa i wyposażenie w nowe homologowane pasy sportowe pozwalają na występy w rajdach rangi Super KJS.

Rok 2018 przyniósł kolejnych sześć startów. Maciek Liszka ukończył cztery z nich - trzykrotnie wygrał, raz był trzeci. Podkreślmy, że gdynianin rywalizował wówczas w 85-konnym aucie z samochodami rozwijającymi moc nawet do 140 KM. Żeby jednak nieco skrócić sprzętowy dystans do konkurencji, "cienias" otrzymał kolejny silnik. Dzieje się to po pierwszym rajdzie, który Maciej zakończył na trzecim miejscu. Nowa jednostka ma 111 KM i kręci się do 8 tys. obrotów, a to przy 780 kg wagi pojazdu robi wrażenie.

Czytaj także: Maks Chwalik - najszybszy nastolatek w Polsce



Walka o tytuł



Maciej Liszka - gdynianin z papierami na ściganie. Więcej zdjęć (13)

Maciej Liszka - gdynianin z papierami na ściganie.

fot. Marcin Kuptz

Maciej Liszka - gdynianin z papierami na ściganie.

fot. Marcin Kuptz

W 2019 roku pojawił się pomysł, aby kierowca powalczył o tytuł w całym cyklu Rajdowych Mistrzostw Polski Zachodniej. Zaczyna się kapitalnie, od czterech kolejnych zwycięstw. Problemy pojawiają się pod koniec sezonu. Dwa rajdy kończą się awariami, które ostatecznie pogrzebały szansę na tytuł. Liszka zakończył sezon na drugim stopniu podium w klasie 2.

Trudy sezonu dały o sobie znać. Po ostatnim rajdzie - kolejny już raz - pojawił się problem z uszczelką pod głowicą. Wobec perspektywy kosztów następnego remontu zapadła decyzja, aby wydać te pieniądze na większy silnik. Tym razem o pojemności 1,4 litra. To pojemność, która pozwalała pozostać w tej samej klasie. Auto oprócz mocniejszej jednostki otrzymało także nowy, całkowicie autorski układ dolotowy na czterech przepustnicach. Hamownia pokazała 130 KM.

Maciej Liszka - gdynianin z papierami na ściganie. Więcej zdjęć (13)

Maciej Liszka - gdynianin z papierami na ściganie.

fot. Adam Żyśko Photography

Maciej Liszka - gdynianin z papierami na ściganie.

fot. Adam Żyśko Photography

W ubiegłym roku pandemia zamroziła wszystkie aktywności. Mimo to Mistrzostwa Polski Zachodniej odbyły się. Z drobnym poślizgiem rozpoczęły się w sierpniu. To był bardzo krótki, ale intensywny sezon. Maciek wystartował w sumie pięć razy, w tym w czterech rundach cyklu. Wygrał... wszystkie. Tym samym kompletnie zdominował miniony sezon.

Jakie plany na najbliższą przyszłość? Maciek udowodnił w północnej Polsce, że jest mocny. Teraz celuje w Tarmac Masters na Dolnym Śląsku. Przeszkodą mogą być jedynie fundusze. Aktualnie auto przechodzi generalny przegląd po dwóch ciężkich sezonach.

Ta historia pokazuje, jak z miłości do motoryzacji może zrodzić się ogromna pasja, która z kolei może odkryć prawdziwy talent. Pokazuje również, że nie zawsze pieniądze są w motosporcie kluczowe (choć są bardzo ważne) oraz że można wygrywać z mocniejszymi i bardziej zaawansowanymi technicznie samochodami, nadrabiając techniką jazdy. Bo przecież "rajdówka" Maćka Liszki powstała przy okrojonym budżecie, zbudowana we własnym garażu. To jest przygoda sportowych sukcesów, ale również przygoda niezliczonych godzin przy naprawianiu, budowaniu i wymyślaniu.

"Piąteczka" po kolejnym rodzinnym sukcesie. Więcej zdjęć (13)

"Piąteczka" po kolejnym rodzinnym sukcesie.

archiwum rodzinne

"Piąteczka" po kolejnym rodzinnym sukcesie.

archiwum rodzinne

Opinie wybrane


wszystkie opinie (32)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.