Skąd się biorą samochodowe samozapłony?

17 marca 2014 (artykuł sprzed 6 lat)
Bawo

Przedwiośnie to nie tylko słońce i pierwsze oznaki budzącej się do życia przyrody. To także czas samochodowych samozapłonów. To smutna prawda, ale nasze auta płoną samorzutnie z wielu przyczyn. Zazwyczaj jest to splot wad konstrukcyjnych, złej naprawy auta lub niedbalstwa właściciela.



Na przełomie roku w Polsce dochodzi do ponad stu pożarów wywołanych samozapłonem aut. Na samozapłon narażone są np. moduły w starszych modelach Opla. W Peugeotach 307 lubi płonąć ABS. W grupie ryzyka znajdują się też takie marki jak Skoda, VW czy Opel, wyposażone w elektroniczne wspomaganie.

Lekki niepokój odczuwać też mogą posiadacze supersamochodów. Ponadprzeciętnie podatny na samozapłon okazał się oryginalny Fisker Karma.

Zobacz także: Systemy przeciwpożarowe oferowane przez firmy w Trójmieście

W tym przypadku popularnych modeli za pożar mogą odpowiadać przewody wysokiego napięcia, dostarczające prąd do pompy wspomagania. Często za samozapłon odpowiadają nieszczelne przewody paliwowe albo zwykła ładowarka do telefonu, która pozostawiona na noc powoduje mocne przeciążenia układu elektrycznego w samochodzie.

- Spotkaliśmy się z przypadkiem, kiedy właściciel dokonywał samodzielnie naprawy opornicy dmuchawy skręcając ją drutem, co pozbawiło to urządzenie zabezpieczenia termicznego i przyczyniło się do zapalenia auta - mówi Szymon Sienkiewicz z firmy Autoexpert Electronic z Wrzeszcza. - Warto zatrzymać się właśnie przy Oplach. Paradoksalnie, w przypadku tych samochodów pożar wywołuje wstawienie pojazdu ciepłego garażu. Wtedy suszy się moduł wentylatorów chłodnicy, który znajduje się za nadkolem, to może powodować samozapłon.

Samochody potrafią zapalić się także latem. O tej porze roku przyczyną jest najczęściej rozgrzany katalizator i auto zaparkowane na trawie, lub dodatkowe urządzenia montowane na wyjazdy np. rozgałęźniki gniazd zapalniczki. Gniazda zasilające mają ograniczoną wytrzymałość, gdy przepali nam się bezpiecznik nie zastępujmy go takim o większym amperażu.

Co zrobić jak pożar już wybuchnie? Zdaniem strażaków akcja gaśnicza powinna być częścią egzaminu na prawo jazdy. Wielu kierowców popełnia bowiem w tym zakresie bardzo poważne błędy. Największym grzechem jest otwarcie komory silnika na oścież, zanim wyciągnie się gaśnicę, co tylko zapewnia dopływ tlenu i gwałtowne zwiększenie płomieni, czy też nieprawidłowe przygotowanie gaśnicy do akcji i przerywane gaszenie, które nie eliminuje ognia.

Wielu kierowców w ogóle nie podejmuje akcji gaśniczej, tylko ucieka w panice jak najdalej od samochodu.

- Jedną z możliwości zapobiegania samozapłonowi jest instalacja automatycznego systemu gaszącego, który się uaktywnia w momencie pojawienia się pierwszych płomieni - dowiadujemy się w gdańskiej firmie Poż Pliszka, produkującej samochodowe środki walki z ogniem. - To lepszy pomysł niż próby ugaszenia pożaru gaśnicą. Często rozwija się on bowiem w ukryciu i kiedy już go zobaczymy, samochodowe środki gaszące już nie wystarczą.

Aktywną linię samogaszącą znaną choćby z samochodów rajdowych można zamontować w miejscach, gdzie najłatwiej o wybuch pożaru, w komorze silnika, wnętrzu samochodu oraz w nadkolach. Konstrukcja i działanie systemu są proste i skuteczne. Do zbiornika ze środkiem pianotwórczym podłączony jest przewód polimerowy, który pęka w miejscu przegrzania i wyrzuca środek gaśniczy wprost na ogień.

Kolejnym środkiem zabezpieczającym nas przed ogniem w samochodzie jest główny wyłącznik prądu, który montuje się w łatwo dostępnym miejscu. Warto go stosować, zostawiając samochód na dłużej w garażu. Zwłaszcza gdy spotykamy się z objawem rozładowywania się akumulatora. W takim przypadku, jeżeli nie mamy wyłącznika, parkując auto na dłużej ściągnijmy klemę z akumulatora. Potem zaś zgłośmy się do specjalisty.
Czy w Twoim samochodzie zdarzył się pożar?
14%

Tak

61%

Nie

25%

Byłem/byłam tylko świadkiem takiego zdarzenia

zakończona

łącznie głosów: 334

Bawo