Szkoła muzyczna? Nie dajmy się zwariować!

19 maja 2015 (artykuł sprzed 6 lat)
Ewa Palińska

felieton w trojmiasto.pl

Uczestnicząc w koncertach familijnych czy edukacyjnych najmłodsi mają okazję nie tylko posłuchać muzyki, ale również poznać wykonawców i obejrzeć z bliska instrumenty. To z pewnością ułatwi im podjęcie decyzji o ewentualnym podjęciu nauki gry. Więcej zdjęć (3)

Uczestnicząc w koncertach familijnych czy edukacyjnych najmłodsi mają okazję nie tylko posłuchać muzyki, ale również poznać wykonawców i obejrzeć z bliska instrumenty. To z pewnością ułatwi im podjęcie decyzji o ewentualnym podjęciu nauki gry.

fot. Łukasz Unterschetz/Trojmiasto.pl

Uczestnicząc w koncertach familijnych czy edukacyjnych najmłodsi mają okazję nie tylko posłuchać muzyki, ale również poznać wykonawców i obejrzeć z bliska instrumenty. To z pewnością ułatwi im podjęcie decyzji o ewentualnym podjęciu nauki gry.

fot. Łukasz Unterschetz/Trojmiasto.pl

Szkoła muzyczna, ognisko czy nauczanie indywidualne? Należy posłać dziecko na zajęcia jak najwcześniej, czy może zaczekać, aż samo wyjdzie z inicjatywą? Motywować i zachęcać, czy odpuścić z nadzieją, że samo będzie pracowało systematycznie? Podobne pytania właśnie teraz, kiedy prowadzona jest rekrutacja do szkół muzycznych, zadaje sobie wielu rodziców. Choć nie znaleziono złotego środka, warto mieć na uwadze, aby nasze własne ambicje nie przysłaniały potrzeb i oczekiwań dzieci, bo zamiast rozbudzić w nich pasję, możemy im wyrządzić nieodwracalną krzywdę.



- I co, denerwujesz się egzaminem? - zapytałam 6-letnią Basię, która przygotowuje się właśnie do egzaminu do szkoły muzycznej.

- O jejku, nie wiedziałam, że trzeba - odpowiedziała zakłopotana dziewczynka.

Każdy chce dla swojego dziecka tego, co najlepsze, a że zewsząd jesteśmy bombardowani informacjami na temat tego, jak pozytywnie na rozwój naszych pociech wpływa edukacja muzyczna, najlepszym wyjściem wydaje nam się posłanie ich do szkoły muzycznej. Do państwowej, jak wiadomo, dostać się nie jest łatwo, co dodatkowo potęguje stres:

- Tę całą nerwówkę nakręcają najczęściej sami rodzice, którzy tak bardzo chcą, aby ich dziecko zostało wirtuozem, że oblany egzamin traktują jak swoją własną, życiową porażkę - mówi Justyna, nauczycielka rytmiki. - Czasem podczas egzaminu dzieci są tak wystraszone, że musimy nad nimi solidnie popracować, żeby się otworzyły na tyle, abyśmy mogli sprawdzić ich predyspozycje.

Zapytałam mamę wspomnianej Basi o to, czy w razie niezdania egzaminu, ma jakiś plan awaryjny.

- Nie ma takiej potrzeby, bo zda na pewno - zapewniła. - A co, może uważasz, że Basia jest głupsza od innych dzieci? - obruszyła się.

Chciałam dopytać, co ma (nie)zdany egzamin do inteligencji dziecka, ale koleżanka była w swoich poglądach tak stanowcza, że jakakolwiek dyskusja nie miałaby sensu.

Państwowa szkoła muzyczna, od kiedy sięgam pamięcią, była "rozrywką" zarezerwowaną dla "elit". Pamiętam, jak podczas spotkania z rodzicami uczniów klas pierwszych, dyrektor szkoły muzycznej, do której uczęszczałam, gratulował przyjęcia do tak zacnego, elitarnego grona. O tym, że jesteśmy "wyjątkowi" i "unikatowi" (często padało słowo "lepsi"), przypominano nam na każdym kroku przez cały okres nauki.

Dziś prowadzi się liczne działania mające na celu upowszechnienie edukacji muzycznej. Odnoszę jednak wrażenie, że ten cały egalitaryzm jest pozorny. Teoretycznie, do nauki gry na instrumencie zachęcani są wszyscy, którzy mają ku temu predyspozycje. Oferta jest niezwykle bogata i wcale nie musi to być droga rozrywka, ponieważ poza państwowymi szkołami muzycznymi, bezpłatną edukację zapewnia chociażby wiele domów kultury. Jeżeli kogoś na to stać, może posłać dziecko do szkół prywatnych czy zorganizować nauczanie indywidualne - hulaj dusza!

W praktyce o wszystkim decydują rodzice, a ci kierują się przekonaniami, jakich nabyli w dzieciństwie. Z najnowszymi badaniami naukowymi, które traktują o zbawiennym wpływie edukacji muzycznej na rozwój dziecka, są na bieżąco, a jednak interpretują je tak, jak im wygodnie. Najważniejsze, zgodnie z zasadą "płacę, więc wymagam", są dla nich spektakularne postępy w nauce i aby to osiągnąć, są gotowi do największych poświęceń.

Niepubliczne czy prywatne szkoły i ogniska muzyczne, których formuła pozwala rozwijać talenty i pasje w tempie dostosowanym do możliwości i umiejętności dziecka, zyskują na popularności.   Więcej zdjęć (3)

Niepubliczne czy prywatne szkoły i ogniska muzyczne, których formuła pozwala rozwijać talenty i pasje w tempie dostosowanym do możliwości i umiejętności dziecka, zyskują na popularności.

fot. archiwum Szkoły Music Fun

Niepubliczne czy prywatne szkoły i ogniska muzyczne, których formuła pozwala rozwijać talenty i pasje w tempie dostosowanym do możliwości i umiejętności dziecka, zyskują na popularności.

fot. archiwum Szkoły Music Fun


Przypomina mi się, jak kilkanaście lat temu odwiedziłam francuskich znajomych. Wiedząc, że sama jestem muzykiem, poprosili 10-letnią córkę o zaprezentowanie swoich umiejętności gry na pianinie. W pierwszej chwili byłam skonsternowana, bo dziewczynka, po 4 latach nauki, grała tak, jak uczniowie polskich państwowych szkół muzycznych po 2 miesiącach. Chciałam nawet zwrócić znajomym uwagę na fakt, że są oszukiwani przez nauczyciela - przecież to skandal, żeby po czterech latach nauki nie było postępów! Kiedy jednak przyjrzałam się małej Margot, tak szczęśliwej, kiedy mogła grać dla publiczności, zrozumiałam, że nie o spektakularne postępy tu chodzi, a o przyjemność z wykonywania muzyki.

To właśnie ta radość z obcowania z muzyką jest kluczem do sukcesu, o czym doskonale wiedzą choćby na zachodzie Europy czy w obu Amerykach. Tak, jak radzą naukowcy, dzieci mają od najmłodszych lat kontakt z muzyką, ale odbywa się to nieco inaczej niż w Polsce. Oczywiście nie wszystkie trafiają do konserwatoriów, gdzie kształci się wirtuozów, wiele z nich natomiast uczy się gry na instrumentach w "normalnych" szkołach ogólnokształcących. Większość szkół ma własne chóry i orkiestry i żadnemu dziecku nie odmawia się możliwości dołączenia do nich tylko dlatego, że jest mniej utalentowane niż inne.

W Polsce możliwości kształcenia maluchów jest mnóstwo, warto jednak, abyśmy popracowali nad naszą mentalnością. Zastanówmy się zatem, czy posyłając dziecko do szkoły muzycznej, nieważne, jak utalentowane by nie było, spełniamy jego oczekiwania, a nie wyłącznie własne ambicje.

- Mój syn, choć pochodzi z rodziny o muzycznych tradycjach, nie chciał się uczyć grać na żadnym instrumencie, więc go nie zmuszałam. Dziś tego żałuje, ale przecież nigdy nie jest za późno, żeby to nadrobić. Sama uczę grać na skrzypcach dorosłą kobietę i nawet się nie zastanawiam się, czy ona w ogóle ma słuch. Po prostu narysowałam jej takie progi, jakie posiada gitara i jakoś sobie radzi - śmieje się jedna z gdańskich skrzypaczek.

Inna zdecydowała się uczyć dziecko gry na fortepianie, ale nie w szkole muzycznej:

- Moja córka ma słuch absolutny i jest bardzo utalentowana, ale z natury dość niecierpliwa, dlatego szkoła muzyczna byłaby dla nas obu udręką. Wolę, kiedy uczy się grać tego, co lubi i we własnym tempie.

Trzecia z gdańskich skrzypaczek, którą poprosiłam o rozmowę, zdecydowała się posłać dzieci do szkoły muzycznej:

- Przyznaję się, że byłam tą matką, której bardzo na tym zależało - śmiała się. - Na szczęście obie córki również podzielały mój entuzjazm i właśnie teraz, kiedy rozmawiamy, jestem z jedną z nich na konkursie.

Jak zatem rozpoznać, którą ze ścieżek muzycznego rozwoju powinno obrać nasze dziecko, szczególnie w sytuacji, kiedy sami nie mamy doświadczenia muzycznego? Najlepiej jak najwcześniej umożliwić mu kontakt z muzyką i po prostu obserwować, a jeśli będziemy mieli problem z rozpoznaniem jego potrzeb, zapytać o radę osoby prowadzące zajęcia umuzykalniające.

Warto również zabierać dzieci na warsztaty organizowane podczas różnego rodzaju imprez miejskich oraz festiwali (udział w większości z nich jest bezpłatny). Nasza pociecha nie tylko pobawi się w gronie rówieśników, ale przy tym kreatywnie spędzi czas, a my, rodzice, skonfrontujemy jej umiejętności z umiejętnościami rówieśników.

Nie katujmy dzieci muzyką klasyczną, jeśli widzimy, że mają na nią alergię. Pozwólmy im muzycznie  poszukiwać, eksperymentować, a nawet błądzić. A jeśli ciężko je wyciągnąć do filharmonii, zorganizujmy wspólny wypad na Globalticę czy Mozartianę. Więcej zdjęć (3)

Nie katujmy dzieci muzyką klasyczną, jeśli widzimy, że mają na nią alergię. Pozwólmy im muzycznie poszukiwać, eksperymentować, a nawet błądzić. A jeśli ciężko je wyciągnąć do filharmonii, zorganizujmy wspólny wypad na Globalticę czy Mozartianę.

fot. Agnieszka Potocka/Trojmiasto.pl

Nie katujmy dzieci muzyką klasyczną, jeśli widzimy, że mają na nią alergię. Pozwólmy im muzycznie poszukiwać, eksperymentować, a nawet błądzić. A jeśli ciężko je wyciągnąć do filharmonii, zorganizujmy wspólny wypad na Globalticę czy Mozartianę.

fot. Agnieszka Potocka/Trojmiasto.pl


Jeśli natomiast nie dostanie się do państwowej szkoły muzycznej, a rwie się do grania, nie załamujmy rąk i nie rozpaczajmy, tylko poszukajmy alternatywy. Są jeszcze szkoły prywatne, ogniska muzyczne, zajęcia w domach kultury, dziecięce zespoły muzyczne czy kościelne schole. Pamiętajmy, że edukacja muzyczna wpływa korzystnie na rozwój tylko wtedy, kiedy dziecko gra dla przyjemności, a nie z przymusu. Jednego uszczęśliwi wielogodzinne szlifowanie etiud Szopena, dla innego szczytem możliwości okaże się zagranie ulubionej melodii jednym palcem na fortepianie. Jeszcze inny w ogóle nie będzie chciał grać, nawet wówczas, jeśli będzie nieziemsko utalentowany, co nie znaczy, że nie będzie chciał grać w przyszłości:

- Mój syn rozpoczął naukę gry na altówce w wieku 15 lat w ognisku muzycznym. Egzaminu do szkoły nie zdał, bo ze względu na mutację nie był w stanie zaśpiewać wymaganej piosenki. Jego postępy w nauce były jednak tak wielkie, że rok później przeniesiono go do szkoły muzycznej II stopnia, którą ukończył w cztery lata - wspomina Renata. - Dziś jest studentem akademii muzycznej, obok altówki gra również na gitarze i saksofonie, śpiewa i komponuje.

Wróćmy jednak na chwilę do nadchodzących egzaminów do szkół muzycznych. Pamiętajmy, że ich wyniki często nie są miarodajne, bo talentu i predyspozycji dziecka nie da się sprawdzić podczas kilkuminutowego przesłuchania. Z drugiej strony, brak słuchu muzycznego czy poczucia rytmu nie uniemożliwia dziecku rozwijania muzycznych pasji, dlatego warto poszukać alternatywy na miarę jego możliwości. Nie katujmy również dzieci muzyką klasyczną, jeśli widzimy, że mają na nią alergię. Pozwólmy im muzycznie poszukiwać, eksperymentować, a nawet błądzić. Jeśli jest im to pisane, to prędzej czy później wrócą na właściwe tory, a tutaj czas nie gra roli, bo choć warto rozpocząć naukę gry na instrumencie jak najwcześniej, to jednak nigdy nie jest na to za późno.

Opinie (101) 3 zablokowane

  • (9)

    Chętnie się dowiem jakie to cudowne efekty przynosi edukacja muzyczna, skoro wiadomo o tym na zachodzie Europy i w OBU Amerykach (w Azji jest inaczej?).

    Moim skromnym zdaniem w tym czasie opanować dodatkowy język i zadbać o kulturę fizyczna, bardziej się przyda niż skrzypce.

    • 46 122

    • Jedno drugiemu nie przeszkadza,

      a tak szerokie pojęcie jak "kultura" zawiera zapewne w sobie też kulturę fizyczną. No może nie na pierwszym miejscu, ale jednak... :)

      • 14 0

    • jasne. Od razu przysposób dzieciaka do roboty. Bo tyle pola do obrobienia, co sie bedzie po szkołach wałesał... i dobra wiadomosc: jest juz translator google, czyli nawet na kursie dodatkowego jezyka mozna zaoszczedzic!

      • 11 1

    • wykształcenie muzyczne zazwyczaj pomaga w nauce języków, bo w nauce języków istotna jest pamięć "słuchowa". O ile życzysz sobie mówić w danym języku a nie tylko czytać.

      • 17 4

    • (3)

      Zgadzam się! Zamiast rzępolić na gęślach i zatruwać życie sąsiadom lepiej skoncentrować się na rozwoju intelektualnym i usprawnianiu tężyzny fizycznej. W Polsce zauważamy niestety niezdrowe, nadmierne zainteresowanie

      Zgadzam się! Zamiast rzępolić na gęślach i zatruwać życie sąsiadom lepiej skoncentrować się na rozwoju intelektualnym i usprawnianiu tężyzny fizycznej. W Polsce zauważamy niestety niezdrowe, nadmierne zainteresowanie instrumentami smyczkowymi... Ale trudno się dziwić, skrzypce (warty podkreślenia źródłosłów, jedyny chyba własnie w polskim języku, od czasownika "skrzypieć"!) to instrument idealny dla cherlawych masochistów i skoliotyków. Polska muzyka ludowa wykonywana na instrumentach smyczkowych to jakieś niemiłosierne rzępolenie, zgrzyt przyprawiający o ciarki na całym ciele. To ich drapanie włosiem po strunach jest jakimś niewyobrażalnym koszmarem estetycznym. I za takie katusze mamy płacić my - podatnicy?!!! Wolę już zdecydowanie bardziej odgłosy petrochemii, ryk silników, walki kogutów, szczurzy pisk... A w jakim jesteśmy przeraźliwym opóźnieniu w stosunku do reszty zachodniego świata, niech świadczy o tym bogata tradycja orkiestr dętych i sztuki wokalnej zachodniej Europy! No tak, ale aby zadąć w instrument potrzeba wpierw zdrowym być na ciele i umyśle. Opanować to, czego gołym okiem nie widać, a nie powyginać kończyny w nienaturalnych pozach i z kręgosłupa uczynić pokrzywioną witkę baobabu. A jedynie to, w co wyposażyła nas natura podniesc do rangi idealnej homeostazy, stać się samemu instrumentem i własnym tchnieniem wyrazić wszelkie muzyczne odcienie. Dlatego apeluję, skończmy z tą niezdrową tradycją mazania smykiem po drutach! Ograniczyć do minimum niezbędnego (tak aby móc jedynie zapewnić dopływ kadr do symfonicznych orkiestr) wydziały smyczkowe. Wykorzenić tę pastwiącą się nad naszymi uszami i maltretującą umysły plagę! P.S. dotyczy przede wszystkim skrzypiec. Dźwięk wiolonczel i kontrabasów jest całkiem znośny.

      • 14 20

      • Masz za sąsiada skrzypka? (1)

        To ciesz się, że to nie trębacz.

        • 5 3

        • Albo sopranistka koloraturowa :)

          • 3 3

      • dzieki za ten wyczerpujacy wykład. szczególnie upodobałem sobie fragment dowodzący ze nasze ciało jest instrumentem. Z reguły dętym. Po obfitym obiedzie.

        • 7 2

    • Wpływ muzyki na mózg

      Takie oto cudowne efekty:

      https://www.youtube.com/watch?v=HTmyBjEQ_kQ&t=2s

      • 0 0

    • Jest jak jest

      Właśnie dlatego nasz kraj na tle zachodu wygląda tak jak wygląda - tam instrument w domu to normalność a u nas ?? Języki i sport ... super :) Myślenie ma przyszłość :)

      • 0 0

  • (4)

    Rodzice płacili za naukę gry na instrumencie przez 8 lat aż w końcu jeden z nauczycieli powiedział, że to strata czasu, bo dziecko nie ma talentu muzycznego, nie ma słuchu. Dla mnie nauka ta była katorga, droga przez

    Rodzice płacili za naukę gry na instrumencie przez 8 lat aż w końcu jeden z nauczycieli powiedział, że to strata czasu, bo dziecko nie ma talentu muzycznego, nie ma słuchu. Dla mnie nauka ta była katorga, droga przez mękę. Żadnej zabawy z kolegami, koleżankami na podwórku. Po powrocie ze szkoły najpierw balet, gimnastyka artystyczna, angielski, basen, nauka gry i tak przez 6 dni w tygodniu!!! Stracone dzieciństwo. Dlatego moje dzieci nie uczą się gry na instrumentach, nie biegają na naukę języka dodatkowo, nie chodzą na różne extra zajęcia. Dzieciństwo jest ich, a nie zaspokojenie chorych ambicji rodzica.

    • 121 26

    • (1)

      przesada jest zła, ale ja akurat żałuję, że w dorosłym życiu muszę nadrabiać języki. nie miałam też okazji nauczenia się gry w tenisa czy jazdy na nartach. i mam skoliozę, bo nie chodziłam na basen :P
      ale i tak

      przesada jest zła, ale ja akurat żałuję, że w dorosłym życiu muszę nadrabiać języki. nie miałam też okazji nauczenia się gry w tenisa czy jazdy na nartach. i mam skoliozę, bo nie chodziłam na basen :P
      ale i tak wolę moich zapracowanych rodziców, niż Twoich nadgorliwych...
      z dzieciakami trzeba znać umiar. zorientować się najpierw co je interesuje, a nie pchać na siłę.
      pozdrawiam

      • 22 1

      • No dokladnie, kazda przesada jest zla.
        Ale zupelnie odpuszczac nie mozna pewnych rzeczy. Bo dziecinstwo to wlasnie czas, zeby nabyc pewne umiejetnosci.
        Wtedy odbywa sie to najszybciej i najlatwiej i jest na

        No dokladnie, kazda przesada jest zla.
        Ale zupelnie odpuszczac nie mozna pewnych rzeczy. Bo dziecinstwo to wlasnie czas, zeby nabyc pewne umiejetnosci.
        Wtedy odbywa sie to najszybciej i najlatwiej i jest na to czas.
        A w zyciu doroslym jest juz znacznie trudniej.
        Moje dzieci ucza sie plywac, jezykow i maja duzo sportu.
        Nie uwazam, ze marnuje ich dziecinstwo. Maja czas sie nudzic, jezdzic rowerem, albo nic nie robic.
        Ale plywania, czy angielskiego musza sie nauczyc. To dla mnie absolutne minimum w dzisiejszym swiecie.

        • 12 0

    • I ja mialem tak samo

      Rodzice na sile wypchali mnie do szkoly muzycznej i to w dodatku na instrument ktorego nienawidzilem. wczesniej chodzilem do ogniska i nauczylem sie grac na pianinie, ale to im nie wystarczało. Jak sobie przypomnę jak mi

      Rodzice na sile wypchali mnie do szkoly muzycznej i to w dodatku na instrument ktorego nienawidzilem. wczesniej chodzilem do ogniska i nauczylem sie grac na pianinie, ale to im nie wystarczało. Jak sobie przypomnę jak mi bylo ciezko isc na zajecia teoretyczne do szkoły muzycznej gdy moi rowiesnicy mogli grac w piłkę pod blokiem to az mnie krew zalewa! Dzisiaj pracuje w calkowicie innym zawodzie, owszem gram nawet w zespole muzycznym na keybordzie ale nigdy to nie bylo moje zrodlo utrzymania a raczej hobby. A tak stracilem naprawdę piękne lata dzieciństwa choc prosilem rodzicow aby mnie wypisali... rodzice szanujcie decyzje swoich dzieci!

      • 1 2

    • A moje dziecko uparcie ciągnie szkołę drugą popołudniową muzyczną 6 dni w tygodniu (2 instrumenty, teoria, orkiestra, 2 zespoły kameralne), a zamiast na obozy jeździ na kursy mistrzowskie. W kolejnym, II stopniu.

      A moje dziecko uparcie ciągnie szkołę drugą popołudniową muzyczną 6 dni w tygodniu (2 instrumenty, teoria, orkiestra, 2 zespoły kameralne), a zamiast na obozy jeździ na kursy mistrzowskie. W kolejnym, II stopniu. Wolałabym, aby zrezygnowało, bo to bardzo kosztowne hobby (mimo państwowej bezpłatnej szkoły) i mocno mnie absorbujące czasowo (dowożenie instrumentu, pilnowania terminów, nut, sprawdzuanów) - nic z tego. W liceum - najlepszym w (dużym) mieście i jednym z najlepszych w Polsce - sporo dzieci chodzi do szkoły muzycznej, one wszystkie jakoś bardzo dobrze się uczą, znają języki bez ekstra zajeć (to akurat zasluga szkoły). Wygrywają konkursy, olimpiady.przedmiotowe. Do tego prowadzą intensywne życie towarzyskie, chodzą na imprezy, do kina, spotykają sie na plotkach. Uprawiają sporty. Trzeba im limitować zajęcia. I żadne nie narzeka na zmarnowane dzieciństwo. To raczej rodzice narzekają na brak czasu dla siebie...
      Nie każde dziecko powinno chodzić do szkoły muzycznej. Nie każde ma talent. Tak jak nie każde na wysokie możliwości intelektualne i nie nalezy zmuszac do nauki na poziomie olimpijczyka. Natomiast ważne aby dziecko miało jakąs pasję i a rodzice wsparali rozwój. Podejście "nie lubię, nie rozumiem, nie interesuje mnie to, więc moje dzieci nie będą tego robiły", 'Nie mam talentu i możliwości intelektualnych wiec moje dzieci nie mogą byc lepsze ode mnie" sa najgorszym koszmarem przez całe dorosłe życie i źródłem pretensji do rodziców.
      Myślę, że to fejkowa wypowiedź, wyssana z palca. Nikt nie będzie za żadne pieniądze uczył matoła przez tyle lat - jest to po prosu niemożliwe z braku postępów i możliwości gry. Balet i gimnastyka artystyczna jednocześnie - fantazja dyletanta. Nauka prywatnie tego samego języka, co w szkole była stosowana dekady temu, przy braku Internetu i słabym poziomie nauczania. Dzisiaj po gimnazjum czy szkole podstawowej dzieci powinny bez problemu i korepetycji uczyć sie poziomie B2 lub C1.

      • 0 0

  • Dziwny tekst. (4)

    Bardzo amatorski tekst. Autor nie rozumie, że bardzo wiele dzieci chce i ma talent. A głuchego na rower i kupić piłkę za 10 PLN.

    • 38 57

    • chce bo wyczuwa ambicje rodziców... (3)

      chce im się przypodobać, ot i cała tajemnica. Gra na instrumentach to w tych czasach może być tylko takie sobie hobby coś jak jazda na rowerze, chleba z tego nie będzie. A czy to jakieś bardzo przydatne, pewnie tak, ale

      chce im się przypodobać, ot i cała tajemnica. Gra na instrumentach to w tych czasach może być tylko takie sobie hobby coś jak jazda na rowerze, chleba z tego nie będzie. A czy to jakieś bardzo przydatne, pewnie tak, ale jeszcze bardziej rozwijające i przydatne w przyszłym dorosłym życiu byłoby przeczytanie przez dziecko jakiejś ciekawej i mądrej KSIĄŻKI.

      • 12 12

      • (2)

        wielu muzyków pracuje w zawodzie. nie jest łatwo, ale to kwestia ogarnięcia się, nie każdy żyje kasą.

        • 17 2

        • zawód muzyka to często tułaczka po świecie (1)

          • 1 1

          • nie bardziej, niż w przypadku innych zawodów.

            • 8 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.