stat

Ciekawe zawody: muralista - nietypowa praca w dużym formacie

5 marca 2020, 8:00
Agnieszka Śladkowska
Najnowszy artukuł na ten temat

Ciekawe zawody: Swatka - zawodowy pośrednik w miłości

W kolejnym wywiadzie z cyklu "Ciekawe zawody" o drodze od rzeźby nagrobkowej do surrealistycznych murali, które dziś mogą być nowoczesnym nośnikiem reklamowym, opowiedział nam Marcin Tybuś. W ubiegłym miesiącu o pracy kostiumografa i stylistki opowiedziała Karolina Bryl. Kolejny wywiad już za miesiąc.



Od czego zaczęło się twoje zamiłowanie do malowania i do tego malowania w dużym formacie?

Marcin Tybuś (Tyber): Wszystko zaczęło się od szkoły podstawowej i pasji do rysowania. To były inne czasy, zamiast tabletu miałem szkicownik. Była to na tyle wielka pasja, że odrabiałem prace plastyczne za kolegów w klasie, zmieniając style, żeby nauczyciel się nie zorientował. Później poszedłem w stronę rzeźby. Mój ojciec zajmuje się kamieniarstwem. Tam nauczyłem się też swojego pierwszego fachu - rzeźby w kamieniu. Jeszcze w szkole podstawowej zacząłem wykonywać rzeźby, płaskorzeźby sakralne i nagrobkowe oraz typografie w kamieniu na zamówienie.

Nie było to obciążające emocjonalnie zajęcie dla tak młodego człowieka?

- Wykonując prace dla rodziny kogoś, kogo już nie ma tym świecie, nosiłem pewien bagaż emocjonalny. Pewnie także dlatego przykładałem się bardzo do takich zleceń. Nikt nie odróżniłby przygotowanego przeze mnie w wieku 13 lat nagrobka z płaskorzeźbą od tego przygotowanego przez doświadczonego rzemieślnika. Kiedy moi koledzy jeździli na wakacje, ja każdą chwilę spędzałem na pracy w zakładzie kamieniarskim. Oczywiście dzięki temu już jako dzieciak miałem pewną niezależność finansową. Mogłem kupić sobie deskorolkę czy spraye, bo kolejnym odkryciem i pasją było dla mnie graffiti. W mojej drodze zawodowej widać wyraźnie związek między kolejnymi etapami. Doświadczenie z liternictwem klasycznym, dodatkowo wykonywanym w tak ciężkim do obróbki materiale, jakim jest kamień, miało wpływ na dostrzeżenie graffiti jako bardzo ciekawego medium. Jako nośnika informacji i litery, po prostu czegoś fajnego, czym nastolatek, jakim byłem, fascynował się w tamtych czasach.

Czy ta pasja przełożyła się na twoją edukację i życie zawodowe?

- Tak, poszedłem do szkoły plastycznej, dalej na Akademię Sztuk Pięknych i kierunek projektowania odzieży. Po studiach dostałem pracę w korporacji w Trójmieście jako projektant odzieży. Potem opuściłem Trójmiasto, co było efektem dalszej drogi zawodowej i twórczej, jaką postanowiłem obrać. Zacząłem współpracować z niezależnymi projektantami mody jako grafik, z telewizją, równocześnie tworząc swoje autorskie murale, jak i prace komercyjne dla agencji reklamowych, marek odzieżowych i innych zleceniodawców. Wróciłem do Trójmiasta jako ukształtowany i doświadczony człowiek. Z wielu atutów w tamtym czasie szczególnie doceniłem tu czyste powietrze.

Malowanie po budynkach bywa kontrowersyjnym tematem, często kojarzy się z wandalizmem.

- Nawet kiedy zajmowałem się graffiti, a nie muralami, zawsze byłem wyczulony na kontekst. Tagowanie, czyli podpisywanie się, na nowo zrewitalizowanej kamienicy jest po prostu niszczeniem czyjegoś mienia. Jest wiele przestrzeni poniszczonych, do rozbiórki, idealnych do takiego działania. Warto tu zaznaczyć, że grafitti jest dla mnie naturalnym kolorytem miejskiego krajobrazu. Miasto jest jak dżungla, w której wszystko ma swoje odpowiednie miejsce. Niektóre rzeczy same się regulują, wynikają ze specyfiki miejsca. Krajobraz miejski daje nam wiele różnych komunikatów, grafitti jest jednym z nich. Inna sprawa, że dobrze wpisany w przestrzeń tag czy grafitti potrafi wyglądać jak dzieło sztuki. Niektóre z tych rzeczy są tak dobre, że nawet trudno stwierdzić, czy zostały zlecone przez klienta, czy są efektem samowoli. Na pewno jednak nikt nie potrafi malować grafitti czy murali od razu. Tu również jest potrzebne wypracowanie swojego warsztatu, umiejętności. To wymaga ćwiczeń i wytrwałości.

Jak wygląda takie przygotowanie muralu?

- Zaczynam od zeskalowania wymiarów ściany. Używam do tego tabletu, przygotowuję całość w programie graficznym i potem ponownie muszę zeskalować projekt i przenieść go na ścianę. Są różne techniki malowania murali, niektórzy używają szablonów, projektorów. Wszystko uzależnione jest od indywidualnego stylu i techniki potrzebnej do jego realizacji. Ja skaluję siatkę podstawową od razu na całej ścianie, a później to już kwestia wyczucia proporcji. Używając podnośnika czy pracując na rusztowaniu, trzeba przyzwyczaić umysł i swoją percepcję do zupełnie innego środowiska pracy nad obrazem czy ilustracją. Czasem okazuje się, że projekt wymaga zmian i muszę go na bieżąco korygować. Sam mural w moim przypadku powstaje najczęściej metodą mieszaną. Używam sprayu, ale też farb elewacyjnych, nakładanych pędzlem lub wałkiem. Swoje prace tworzę outdoorowo, czyli na elewacjach budynków, jak i indoorowo, czyli wewnątrz danej przestrzeni.

Kto zamawia murale?

- Klientami są różnego rodzaje instytucje, np. agencje reklamowe, ośrodki kultury, fundacje, deweloperzy czy prywatni inwestorzy. Coraz częściej klientami stają się także firmy, które chcą się wyróżnić. Z pomocą twórcom murali przyszła też nowa ustawa krajobrazowa, która w przestrzeni miejskiej ograniczyła agresywne reklamy i wymusiła zupełnie inne podejście do tematu.

Czy to znaczy, że murale staną się jednym z nośników reklamowych?

- Jak najbardziej. Już nim są. W mieście mamy specjalnie przygotowane pod murale reklamowe przestrzenie, które są wynajmowane, tak samo jak przestrzenie banerowe. Malujesz mural, a po np. miesiącu ktoś go zamalowuje i maluje kolejny. Takie miejsce jest np. w okolicach Galerii Bałtyckiej i na ulicy Pomorskiej.

Jakie są jeszcze plusy murali dla firmy, poza sposobem na działania reklamowe zgodne z ustawą krajobrazową?

- Na pewno firma może się w ten sposób wyróżnić, zwrócić na siebie uwagę, przekazać poprzez mural wartości, które są dla niej ważne, zaciekawić klientów. Pokazać też, że jest na czasie, że korzysta z nowych form, wskazujących na większą wrażliwość na otoczenie, które aranżuje.

Czy klienci zgłaszają się sami, czy trzeba o nich zabiegać?

- Rzadko kiedy praca sama spada z nieba. Dobrym rozwiązaniem jest posiadanie swojego menedżera, który zadba o promocję i pozyskiwanie klientów. Zdarza się jednak, że klient znajduje mnie bezpośrednio i proponuje współpracę. Jednak na pewno skończyły się czasy, w których artysta tworzy w zaciszu. Teraz trzeba być otwartym na klientów, tworzyć dla nich, a nie tylko dla siebie. Nie należę do twórców, którzy wykonują wszystko, staram się dopasować swój styl do klienta, ale nie sprzedawać duszy. Mój zakres usług jest ograniczony, ale to daje mi większą szansę bycia rozpoznawalnym. Mam swoją stylistykę i staram się iść swoją drogą. Na pewno pomaga mi to, że działam ogólnopolsko i pracuję nie tylko przy tworzeniu murali, ale korzystam także z innych nośników. Zajmuję się także brandingiem, współpracując z bardzo doświadczonymi projektantami, projektuję odzież, nadruki na odzież, tworzę również elementy scenograficzne dla telewizji. Choć są oczywiście twórcy, którzy przygotowują "tylko" murale i bez problemu się z tego mogą utrzymać.

Kogo stać na mural, a nie fototapetę na ścianie?

- To jest mit, że murale są bardzo drogie. Każda firma, która ma budżet, żeby zamieścić kilka bilbordów w atrakcyjnych miejscach w mieście, może mieć budżet na jeden czy dwa murale w tak samo atrakcyjnych miejscach. Murale zresztą, jak wspomniana tapeta, często są liczone od metra kwadratowego, a ceny kształtują się już od 200 zł wzwyż za m kw. Plus koszt projektu i inne koszty związane z wykonaniem, np. podnośnik, farby czy rusztowania. Ceny są uzależnione od wielu aspektów, dużą role odgrywa powierzchnia oraz specyfika projektu, lokalizacja i jej dostępność od strony technicznej.

Co decyduje o sukcesie w pracy twórcy murali? Niezwykły talent?

- Talent jest tu często najmniej istotny. Większość osób, które odniosły sukces, zamiast wielkiego talentu ma łatwość w odnalezieniu się na rynku. Umiały sprzedać to, co chciały wyrazić, pokazać. Potrafią komunikować się w jasny sposób z odbiorcami i klientami, dzięki czemu ich twórczość była z jednej strony zrozumiała, z drugiej strony ciekawa. Trzeba też jasno zaznaczyć że ta dziedzina twórcza ma swoją specyfikę i podziały wynikające z dwóch podstawowych zagadnień. Działalność komercyjną i stricte artystyczną. Ja działam na styku tych dwóch prądów, wykonując wybrane przez siebie zlecenia komercyjne, jak i również angażując się w działalność kulturalną oraz swoją autorską, artystyczną.

Trójmiejski rynek pracy to różnorodność i ciągłe, dynamiczne zmiany. Ciekawe, niszowe profesje i zawody, które w chwilę zdobywają popularność. Chcemy pokazać czytelnikom nie tylko warte poznania profesje, ale także niezwykłych ludzi, którzy z pasją opowiadają o swojej pracy. Temu ma służyć cykl wywiadów "Ciekawe zawody".


Czy podobają ci się murale w przestrzeni miejskiej?
72%

tak, bardzo lubię taki rodzaj sztuki

23%

zależy jakie, można znaleźć bardzo ciekawe realizacje i bohomazy

5%

nie, to do mnie nie przemawia

zakończona

łącznie głosów: 207