Rynek pracy w kryzysie. Jak jest i jak będzie?

11 kwietnia 2020, 10:00
Agnieszka Śladkowska
Najnowszy artukuł na ten temat

Polska otwiera granice, lotniska chcą więcej

W ciągu miesiąca rynek pracy w Trójmieście, tak jak i w wielu miastach na świecie, zmienił się nie do poznania. Przeszliśmy na tryb zdalny, liczba dostępnych ofert pracy spadła, a pierwsza fala zwolnień pracowników uświadomiła nam, że ciężko, by obecna sytuacja nie dotknęła nas lub bliskich nam osób. Nowa rzeczywistość to także pozytywne, oddolne inicjatywy, których zadaniem jest wspieranie osób w trudnej sytuacji zawodowej. W całym tym koronaabsurdzie mimo izolacji, staliśmy się bliżsi i chętni do pomocy. Jak wygląda dziś rynek pracy i co nas czeka po pandemii?



Nawet makabryczna wizja scenarzysty nie osadziłaby nas w takim kryzysie wiosną 2020 r., z jakim przyszło nam się zmierzyć. Coraz częściej poza troską o zdrowie zaczynamy jednak myśleć o tym, w jakiej rzeczywistości przyjdzie nam żyć, kiedy minie walka z pandemią. Jak z obecną sytuacją poradzi sobie gospodarka i rynek pracy. Wiadomo już, że kryzys obejmie swoim zasięgiem zdecydowaną większość branż, a jego skutki będą dla nas trudniejsze niż z pamiętnej zapaści w 2008 r. I to dokładnie wtedy, kiedy niskie bezrobocie i coraz większe zapotrzebowanie na kolejne etaty dało komfort pracownikom, a eksperci otwarcie mówili o rynku pracownika w kolejnych sektorach.

Praca zdalna - wyzwanie pandemii

Jeszcze miesiąc temu praca zdalna była w Polsce niechętnie udzielana, jako - według pracodawców - mało efektywna i problematyczna w kontroli nad pracownikami. I nawet te firmy, które dostrzegały w niej formę benefitu dla pracowników często traktowały ją jako pół urlop dostępny raz, dwa razy w miesiącu. Jednym z wyjątków była oczywiście branża IT, w której od lat praca zdalna jest standardem, a członków zespołu dzieli i tysiąc kilometrów. Wszystko zmieniło się w zaledwie jeden dzień. Kiedy 11 marca zapadła decyzja o zamknięciu miejsc nauki i opieki nad dziećmi, a premier specustawą zalecił pracodawcom wprowadzenie pracy zdalnej w pełnym zakresie, gdzie tylko jest to możliwe.

Koronawirus w Trójmieście - wszystkie informacje



Najwięcej pytań zadawanych na forach HR dotyczyło wtedy pomysłów na wdrożenie pracy zdalnej. Jasne jest, że nie każde zadanie możemy wykonać w domu. Jednak warto to rozważyć, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się niemożliwe do realizacji. Podobnie można by pomyśleć o przeniesieniu w tryb zdalny całej uczelni zatrudniającej ponad 550 wykładowców, którzy edukują przeszło 14 tys. studentów. Potrzeba było dokładnie trzech dni, żeby Wyższa Szkoła Bankowa w Gdańsku, jako pierwsza na Pomorzu, przeszła w całości na zdalne nauczanie. W tym czasie przeszkolono wykładowców do pracy w środowiskach zdalnych, a w kolejnych trzech dniach przeniesiono całą część administracyjną.


- Gdybym miała w krótkich słowach podsumować kluczowe działania w pierwszych dniach to: minimum formalizmów, maksimum nadzorowanego działania, możliwie krótkie i szybkie ścieżki decyzyjne. Do tego zaufanie do kompetencji pracowników i zaakceptowanie braku czasu na rozważanie wszystkich możliwych scenariuszy. Co nam pomaga? Wspaniały zespół, który bez wahania zaakceptował nasze decyzje i z pełnym zaangażowaniem zaczął je realizować. Regularne videokonferencje, w ramach których omawiamy bieżące zadania oraz sposób organizacji pracy. Pracujemy na dyskach współdzielonych, wykorzystujemy różne formy komunikacji do wsparcia swojej pracy. Zapewniliśmy zwiększoną obsługę infolinii dla studentów, przeorganizowaliśmy zadania w działach. Pracownicy, którzy nie mogą świadczyć w pełni swojej pracy w środowisku zdalnym, są angażowani do wsparcia innych działów, w których po przejściu na tryb zdalny zwiększyła się czasochłonność niektórych zadań - opowiada Irena Bach-Dąbrowska, dziekan Wydziału Finansów i Zarządzania w Wyższej Szkole Bankowej w Gdańsku.

Rynek pracy. Lawiny nie ma, symptomy są



Czytając fora, w których pracodawcy obawiają się pracy zdalnej można zauważyć, że jednym z największych problemów jest właśnie brak zaufania do uczciwego wykorzystania czasu pracy w domu. Jeśli obawiamy się, że zamiast pracą pracownik zajmie się w domu innymi zajęciami, to być może nie umiemy go rozliczyć i postawić jasnych celów do realizacji. W końcu w pracy stacjonarnej pracownik może tak samo marnować czas na inne zajęcia. Efektywnej pracy zdalnej sprzyja raportowanie, możemy do niego wykorzystać narzędzia on-line takie jak Jira, Trello, Redmine czy Asana, dokładnie tak samo, jak przy pracy stacjonarnej. Jeśli nie chcemy wprowadzać nowych narzędzi, może wystarczą proste raporty, ze spisem zadań i etapu realizacji wysyłane mailem pod koniec dnia pracy. Jeśli to nie uspokoi pracodawcy, zawsze może skorzystać z aplikacji do rejestracji czasu pracy.

Akcje społecznościowe ratujące rynek pracy

Pandemia, przy całych trudnych konsekwencjach z jakimi teraz i po jej zakończeniu będziemy musieli się zmierzyć, ma jeden niewątpliwy plus. Tylu oddolnych inicjatyw, które pojawiły się w ostatnim czasie, nie sposób przeoczyć. Poza wsparciem dla osób starszych, dzieleniem się wiedzą czy pomocą w przekazywaniu posiłków dla potrzebujących pojawia się coraz więcej pomysłów na wsparcie rynku pracy. Jeden z nich dotyczy właśnie wprowadzania pracy zdalnej.

Maciej Mąkol nie chciał przeczytać w wiadomościach, że tysiące ludzi straciło zatrudnienie, choć część z tych miejsc pracy można było uratować przechodząc na tryb zdalny. Tak powstała inicjatywa Jak pracować zdalnie, która wspiera małe firmy.

- Wystarczy kilka zdań o tym, czym zajmuje się firma, jakie zadania wykonują pracownicy, by skonfigurować darmowe narzędzia. Kiedy wszystko jest gotowe pomagam telefonicznie szkoląc z ich używania. Od tego momentu właściciel firmy może tworzyć listę zadań, oszacować czas zadania, sprawdzić czas, jaki został zaraportowany przez pracownika. Pomocne są operacje na statusach, komentarze do zadań, czas i procent ich wykonania, który uzupełnia pracownik. Często zajmuje to mniej czasu niż rozmowa telefoniczna. Jeśli do tego dołożymy kolejne darmowe narzędzie, które umożliwi zrobienie grupowej rozmowy można wprowadzić coś, co w branży IT nazywamy "Daily". Jest to poranne spotkanie, gdzie wymagana jest obecność całego zespołu, na którym każdy, w kilku zdaniach, opowiada, co zrobił wczoraj i co zrobi dziś. Strach przed nieznanym jest naturalny. Jednak nie bójmy się podejmować wyzwań szczególnie w dobie kryzysu. Od tego może zależeć to, czy nasza firma będzie istnieć na rynku po tym, jak poradzimy sobie z pandemią - zauważa Maciej Mąkol.

Tarcza finansowa. Przedsiębiorcy chcą dialogu



Druga inicjatywa przygotowana na naszym trójmiejskim gruncie to #omijamkryzys. Spontaniczna akcja stworzona przez studio fotograficzne LoLove, której założeniem jest wsparcie małych lokalnych biznesów, których sytuacja zmieniła się z dnia na dzień. Właściciele gastronomii, artyści, rzemieślnicy - to oni pierwsi odczuli skutki kryzysu. Czy po zakończeniu pandemii nie chcielibyśmy nadal kupować kwiatów w pobliskiej kwiaciarni czy pić kawy w ulubionej kawiarni? Dziś wiele z tych miejsc jest zagrożonych.

- Jeśli wesprzemy ich dzisiaj, wydając nawet niewielką kwotę, kupując jakiś produkt, jest szansa, że uda im się przetrwać ten najgorszy czas. Jeśli się uda, być może dzięki temu zmniejszymy skutki kryzysu, który nadejdzie i dotknie nas wszystkich. Dlatego pomagając dziś lokalnym biznesom, pomagamy również sobie ominąć kryzys. Na naszym Facebooku prowadzimy spis wszystkich potrzebujących wsparcia lokalnych firm - opowiada Ania Waluda z LoLove.
Małe biznesy duże problemy

Mikroprzedsiębiorcy, czyli firmy zatrudniające do dziewięciu osób, generują 40 proc. wszystkich miejsc pracy, w sumie zatrudniając ok. 4 mln osób (wg Raportu PARP z 2019 r.). Jednocześnie to właśnie małe biznesy najszybciej poczuły ciężar kryzysu i najszybciej mierzą się z trudnymi decyzjami. Dla wielu firm sytuacja związana z pandemią to pierwszy kontakt ze sprzedażą on-line, niełatwy, bo wymagający szybkiego działania, bez wcześniejszego przygotowania.

- Kochamy modę i wybieramy najpiękniejsze rzeczy, dlatego do tej pory nawet nie musieliśmy się reklamować, wszystko sprzedawało się w naszych trzech butikach praktycznie samo. Dlatego wcześniej nie braliśmy pod uwagę sprzedaży on-line. Niestety od połowy marca, choć w naszych sklepach jest nowa kolekcja, nie zarabiamy, bo jesteśmy zamknięci. Szansa, że wszystkie nasze sklepy przetrwają jest niewielka, ale nie poddamy się bez walki. Wsparła nas córka, która prezentuje ubrania na sobie, klientkom łatwiej kupować, kiedy widzą na zdjęciu, jak wygląda spódnica czy kurtka na osobie. Próbujemy sprzedaży na Facebooku, stworzyliśmy firmowego Instagrama. Stworzenie strategii promocji z dnia na dzień nie jest proste, ale nie mamy wyboru - przyznaje Grażyna Padiak właścicielka Butik Passion.
Poza sprzedażą on-line jednym z pomysłów lokalnych przedsiębiorców są bezpieczne dowozy do klienta. Skoro klienci nie mogą przyjść do sklepu, sklepy w bezpieczny sposób mogą przyjść do klientów

- Razem z siostrą prowadzimy we Wrzeszczu sklep zoologiczny, ze względu na to, że ludzie boją się wychodzić na dwór ratują nas własne dowozy, niestety do online uda nam się przenieść ok. 10 proc. sprzedaży, ponieważ wygrywają duże sieci - przyznaje Paulina Matczuk, właścicielka Woof House Sklep Zoologiczny.
Niestety szczególnie dla małych, lokalnych biznesów obecna sytuacja zagraża dalszemu funkcjonowaniu. Większość z nich bez wsparcia nie byłaby w stanie doczekać końca okresu przymusowego wstrzymania działalności. Z pomocą jednak przychodzą najemcy, którzy coraz częściej znacząco obniżają koszty czynszu.

- To jest bardzo trudny czas dla każdego przedsiębiorcy. Na dobre recenzje Tortoramy, rozpoznawalność marki i tak świetnie zapowiadający się sezon weselny, pracowałyśmy dwa lata. Teraz wszystko może się posypać w dwa miesiące. W obecnej sytuacji zostałyśmy praktycznie bez dochodu. Pomógł nam najemca obniżając koszt najmu do lipca, dzięki temu zyskałyśmy dodatkowy czas i nadzieję, że Tortorama przetrwa ten kryzys - przyznaje Magdalena Komorowska współwłaścicielka Tortorama.

Spadek konsumpcji głównie w usługach. Handel przeniósł się do sieci



Eksperci od e-commerce widzą jeden plus tej sytuacji, wiele firm, które obawiały się sprzedaży online, teraz będzie zmuszona do jej przetestowania, a te działania przyniosą zyski, także wtedy, kiedy pandemia się skończy.

- To, co nieznane, może wydawać się trudne i straszne, jednak doświadczenie mi pokazuje, że każdy może się tego nauczyć, a najgorsze to nie robić nic. Rozwijając teraz swoją firmę w kierunku sprzedaży produktów i usług online, zyskamy także po zakończeniu kwarantanny, bo nowa forma pozwoli na dochód bez naszej stałej obecności - przekonuje Asia Ryćko-Bożeńska z simplyyourself.online, która na co dzień zajmuje się obecnością marek w internecie - Kawiarnia może przygotować ebook z przepisami lub kurs gotowania online. Sklep zoologiczny doskonale odnajdzie się w zdalnej sprzedaży, a media społecznościowe może wykorzystać do edukacji z pomysłami na zabawy z pupilem, sklep z odzieżą może przygotować serię wideo ze wskazówkami, jak dobrać garderobę, a sprzedaż przenieść do sklepu online, który w najprostszej formie można uruchomić w jeden dzień. Fryzjerzy, kosmetyczki, trenerzy personalni mogą dzielić się swoją wiedzą, ucząc o tym, jak zadbać o siebie w domu. W Internecie wiedza i wsparcie dostępne są na wyciągnięcie ręki.
Kryzysowe branże

Podobnie jak branżę gastronomiczną, obecna sytuacja paraliżuje także turystykę, branżę eventową, a także hotelarską. Kilka dni temu rząd zdecydował o zamknięciu wszystkich hoteli. W tych i wielu innych branżach nieuniknione będą zwolnienia i obniżenia etatów i wynagrodzeń.

- Ostrożne przewidywania mówią, że w lipcu zacznie się lekki ruch turystyczny, w obszarze biznesu będziemy musieli poczekać nawet do września lub października. Wszyscy liczyliśmy na pomoc rządu w zakresie utrzymania miejsc pracy i dofinansowania wynagrodzeń. Jest to jednak mało prawdopodobne patrząc na tempo prac nad ustawą, obwarowania i sposób wypłacania pomocy. Wielu przedsiębiorców z powodu utraty płynności finansowej może nie doczekać nawet do pierwszej transzy, której wypłata planowana jest pod koniec maja 2020 i dotyczyć będzie wynagrodzeń za kwiecień. Postojowe, bezpłatne urlopy, zaległe urlopy i redukcja etatów, a nawet zwolnienia to już teraz powszechne działania wielu pracodawców. Uważam, że utrzymanie jak największej liczby wspaniałych pracowników, jakich obecnie mamy, jest kluczowe. Tylko czy oni po drastycznych cięciach będą chcieli nadal z nami czekać na ... lipiec? Mam nadzieję, że tak - zastanawia się Magdalena Mucha, General Manager, Hotel Hilton
Niestety zwolnienia i obniżki wynagrodzeń dotkną większość branż, jak informował szef Światowej Organizacji Handlu (WTO) Roberto Azevedo według prognoz spowolnienie gospodarcze i utrata miejsc pracy spowodowane pandemią koronawirusa będą gorsze niż recesja w 2008 r.

Według badania przeprowadzonego przez Konfederację Lewiatan 47 proc. Polaków uważa, że skutki pandemii spowodują utratę pracy przez nich lub kogoś bliskiego, a 51 proc. że wpłynie ona znacząco na spadek ich dochodów.

- Przedłużająca się obecna sytuacja sprawia, że właściciele firm są zmuszeni zwolnić część osób. Po prostu pracodawcy, którzy zostali pozbawieni całości lub znacznej części dochodów będą musieli podejmować trudne decyzje o redukcji zatrudnienia walcząc o utrzymanie firmy i próbując zapobiec jej upadłości - zauważa prof. nadzw. dr hab. Marcin Kalinowski z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku, Prezydent Federacji Naukowej WSB-DSW.
Mniej ofert, odwołane wakaty i rekrutacje online

Poza zwolnieniami, problemem jest także odwoływanie większości rekrutacji. Liczba dostępnych ofert spadła przynajmniej trzykrotnie. Na portalach branżowych takich jak Linkedin pracownicy zamieszczają posty o odwołanych rekrutacjach, w których brali udział, ale także o wypowiedzeniu umów, które dopiero miały się rozpocząć.

- Część pracodawców wstrzymała do odwołania procesy rekrutacyjne, w których kandydaci niejednokrotnie przeszli już pozytywnie całą rekrutację, ale w związku z tą wyjątkową sytuacją, nie mogą rozpocząć pracy w planowanym terminie. Z jednej strony mamy sporo sygnałów dotyczących nagłych nieobecności wśród pracowników produkcyjnych i magazynowych. Z drugiej obserwujemy w ostatnich dniach zdecydowany wzrost liczby kandydatów poszukujących pracy dorywczej, tymczasowej. Są to często osoby na co dzień pracujące w sektorze handlu i hotelarstwa, które z dnia na dzień straciły źródło dochodu, często są gotowe podjąć pracę poniżej swoich kwalifikacji. Są nastawieni na przeczekanie tych trudnych momentów i powrót do swoich wcześniejszych zajęć po ustabilizowaniu się sytuacji - informuje Magda Opion z Recrew HR.
Te rekrutacje, które się uchowały, z konieczności realizowane są online.

- Wiele firm rekrutujących, tak jak my, przeszła na zdalny tryb rekrutacji. Tam gdzie to możliwe, spotykamy się z kandydatami na Skype. Jeśli kandydat nie ma dostępu do odpowiedniego sprzętu, rozmowy prowadzimy telefonicznie - dodaje Magda Opion.
- Prawdopodobnie część osób z powodu epidemii koronawirusa będzie musiała zmienić na jakiś czas zawód, aby zapewnić sobie utrzymanie, ale zapewne nie dla wszystkich wystarczy nowych miejsc pracy - zauważa Marcin Kalinowski
Przyszłość po koronawirusie

Niewątpliwie przy podsumowaniu 2020 r. najważniejszą kompetencją na rynku pracy zostanie szybka adaptacja do zmieniających się warunków, które ciężko przewidzieć. Tak samo ciężko dziś przewidzieć sytuację, jaką zastaniemy za trzy czy sześć miesięcy i ile czasu rynek pracy będzie potrzebował na regenerację. Tak jak łatwo dziś wskazać branże, które będą miały spore problemy, tak dużo trudniej te, w których koronawirus zrobi mniejsze zamieszanie. Z kryzysem w roku 2008 bardzo dobrze poradziły sobie branże spożywcza i telekomunikacyjna i jest duża szansa, że podobnie będzie tym razem. Można do tego dodać jeszcze cały handel e-commerce i powiązane z nimi firmy kurierskie, które mają nawet szansę przeżyć znaczący wzrost przez utrwalenie się nowych nawyków kupowania przez internet. Na podstawie raportu Trigon DM dobrze z kryzysem powinien poradzić sobie sektor gamingowy, oferujący rozrywkę, apteki internetowe, a także ubezpieczenia.

- Kluczową kwestią dla sytuacji na rynku pracy będzie długość trwania stanu epidemii i w konsekwencji zakazów funkcjonowania niektórych zakładów pracy m.in. kawiarni, restauracji, sklepów w centrach handlowych, linii lotniczych, hoteli, transportów międzynarodowych. Nie ma wątpliwości, że przedłużająca się epidemia doprowadzi do spadku tempa wzrostu gospodarczego lub do recesji w wielu państwach Europy, a to prowadziło będzie do wzrostu bezrobocia zarówno w Polsce, jak i w innych państwach dotkniętych kryzysem. Rozmiary wzrostu bezrobocia są na tę chwilę trudne do oszacowania, ale wiadomo, że im dłużej trwa okres zawieszenia aktywności gospodarczej, tym większych negatywnych konsekwencji możemy się spodziewać - przyznaje Marcin Kalinowski.
Jakie masz nastawienie do swojej przyszłości zawodowej?
29%

pozytywne, moja pozycja zawodowa nie jest zagrożona

14%

pozytywne, nawet jeśli stracę pracę/zlecenia, za kilka miesięcy wszystko wróci do normy

24%

nie wiem, co o tym wszystkim myśleć, staram się skupić na tym, co jest dziś, nie zastanawiając się nad przyszłością

18%

negatywnie, obawiam się straty pracy/obniżenia pensji boję się, że sobie nie poradzę

15%

negatywnie, straciła(e)m pracę/obniżono mi wynagrodzenie i obawiam się o przyszłość

zakończona

łącznie głosów: 1135