stat

Adam Ferency spotkał się z fanami w Hotelu Haffner

17 marca 2019, 19:30
Alicja Olkowska

To było kolejne spotkanie w ramach charytatywnego cyklu "Serca gwiazd". Tym razem na specjalne zaproszenie Fundacji Przemek Dzieciom do Trójmiasta przyjechał doskonały aktor teatralny i filmowy, Adam Ferency. Również publiczność dopisała i stawiła się w Hotelu Haffner. Cegiełka, która jednocześnie była biletem wstępu, kosztowała 20 zł.



- Będę się mylił dziś bardzo, ponieważ mam słabą pamięć i w związku z tym będę kłamać. Nie bierzcie nigdy serio tego, co powiem, bo jestem urodzonym kłamcą - przekornie powitał fanów Adam Ferency i tym samym nadał spotkaniu mało spodziewany kierunek, nie ułatwiając tym samym prowadzenia rozmowy gospodyni, Beacie Szewczyk z Radia Gdańsk.
Wydarzenie zapowiadaliśmy w cyklu Planuj tydzień - czytaj zawsze w czwartek o 10

Aktor wielokrotnie dawał do zrozumienia, że owszem, "coś, kiedyś, gdzieś i komuś powiedział", ale dziś już tego nie pamięta. Ba, wręcz sam jest zaskoczony, że coś takiego mogło mu przyjść na myśl w trakcie wywiadu. Nie znaczy to wcale, że spotkanie w Sopocie było chaotyczne czy nieudane - Ferencego słuchało się z niekłamaną przyjemnością. Podczas ponadgodzinnej rozmowy znalazło się miejsce na wspomnienia z dzieciństwa, nie zawsze łatwe rodzinne koligacje, książkę "Nie i tak", życie zawodowe i prywatne, role, które zagrał i te, których nigdy by nie przyjął oraz słabość do... hoteli.

- Hotel jest takim miejscem, gdzie człowiek jest trochę zerwanym ze smyczy, może w nim poszaleć. Hotel ma w sobie jakiś "pieprzyk", nawet dwuznaczność. Nic tu człowiek nie musi: nie musi gotować, nie musi prać. Hotel jest fajny.

Spotkania w Trójmieście


Dowiedzieliśmy się również, co stoi na nocnej szafce aktora. Okazało się, że w przeciwieństwie do jego kolegi po fachu, Jerzego Stuhra, który trzyma na niej czaszkę, Ferency po prostu gromadzi książki. Książki, które zajmują znaczną część jego mieszkania i które powoli stają się problematyczne.

- Nie wiem, co z nimi będzie, bo zmieniamy mieszkanie na mniejsze. Robimy to z lenistwa, żeby nie biegać po schodach na piąte piętro.
Prowadząca dopytywała również o dzieciństwo Ferencego i wymagającą relację z ojcem, która odcisnęła piętno na aktorze oraz jego krytycznym postrzeganiu świata i ludzi.

- Ojciec był sporo starszy od mamy i miał pewien defekt, którego w dzieciństwie nie rozumiałem i dopiero po latach zdałem sobie z niego sprawę. Był po szkarlatynie przygłuchy i według mnie to mocno rzutowało na jego kontakty z otoczeniem. Prawdopodobnie moje myślenie o tym, że świat jest zły, wzięło się z ojca. Może, ponieważ nigdy z nim poważnie nie rozmawiałem - opowiadał. I dodał:

- Nic o nim nie wiem tak naprawdę. Byłem za mały i zbyt zraniony przez ojca, by do niego dotrzeć. Dawał mi też do zrozumienia, że się do niczego nie nadaję. Nie wiem, co mu siedziało w głowie. Dziś mi z tym źle.

W dalszej części spotkania było już znacznie weselej i swobodniej. Aktor przyznał, że czasem jest rozbawiony pytaniami, które sam sobie zadaje. Tak było m.in. z rozmyślaniem o polskim wojsku, które szło pod dowództwem króla Jagiełły z Krakowa pod Grunwald w lipcu 1410 roku.

- Nie tylko zastanawiam się, jak oni szli, ale jak oni się np. myli? A jak ktoś miał kłopot z żołądkiem? I teraz idzie wielka armia i nagle wszyscy mają ten sam problem. Chciałbym tam być, zobaczyć to. Wiem, że to jest niegroźna choroba psychiczna, więc nie czekają na mnie za rogiem sanitariusze (śmiech).
Miłym gestem ze strony prowadzącej był upominek podarowany bohaterowi spotkania - zestaw materiałowych... chustek do nosa. Jak się okazało, wiąże się z nimi kolejna historia, która pokazuje, jak przesądną osobą jest Adam Ferency i jak wielką moc w jego przypadku ma autosugestia.

- Jeśli przed premierą spektaklu usłyszałem z głośnika "za 20 minut zaczynamy" i akurat w tym momencie wycierałem nos, to przez trzysta kolejnych przedstawień albo trzy, jeśli sztuka okaże się klapą, ponownie usłyszę "za 20 minut zaczynamy", wyciągnę chusteczkę i będę robił dokładnie to samo.

Udane spotkanie z Piotrem Fronczewskim


Na koniec mikrofon oddano w ręce publiczności oraz wylicytowano wspomnianą książkę "Nie i tak" z autografem aktora. Wszystkie zebrane środki zasilą konto Fundacji "Przemek Dzieciom", która wspiera potrzebujące dzieci z Trójmiasta.

Kolejne spotkanie w cyklu "Serca gwiazd" w maju - więcej informacji o wydarzeniu wkrótce w naszym Kalendarzu imprez.