Anita Lipnicka w magicznej scenerii. Koncert w GTS

1 marca 2020, 22:45
Aleksandra Wrona

Intymnie, tak właśnie Anita Lipnicka postanowiła uczcić 25-lecie pracy artystycznej. Niedzielny koncert w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim miał charakter kameralnego spotkania z artystką. Anita Lipnicka nie szczędziła publiczności wspomnień, podsumowań i osobistych refleksji na temat życia i twórczości, co spotkało się z bardzo ciepłym przyjęciem.



Pop: koncerty w Trójmieście


Pierwszą niespodzianką, jaką Anita Lipnicka przygotowała dla swoich fanów, była wyjątkowa aranżacja sceny. Deski Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego udekorowane zostały trawą, paprociami i kwiatami. W tle, za zespołem, pojawiło się ukwiecone drzewo, nad którym wisiał księżyc w pełni. Nic dziwnego, że na miejsce swojego benefisu artystka wybrała Teatr Szekspirowski. Światła i oprawa graficzna trasy do złudzenia przypominały scenografię do spektaklu, którego akcja dzieje się w magicznym ogrodzie.

- Jest mi bardzo miło grać w takim wyjątkowym miejscu. Mam nadzieję, że zapamiętacie ten wieczór, bo my już wiemy, że będziemy go pamiętać. Jesteśmy pamiętliwi, ale pamiętamy tylko fajne momenty. A dzisiaj będzie dużo pamiętania i wspominania, bo świętuję 25-lecie swojej kariery, nie wiem, kiedy to się stało! Będziemy wspominać, ale zagramy też utwory z różnych okresów mojej działalności, również całkiem niedawne. Pomyślałam, że zrobię sobie sama święto i będę grała rzeczy, które lubię - powitała publiczność Anita Lipnicka. - Okazuje się, że w mojej twórczości, zwłaszcza w tekstach, jest bardzo dużo odniesień, metafor dotyczących przyrody, właśnie dlatego wozimy ze sobą ten ogród. Mam nadzieję, że wam się podoba! 25 lat na scenie to czas, w którym "wszystko się może zdarzyć", czego dobrym przykładem jest właśnie Anita Lipnicka. Jej początki związane były z zespołem Varius Manx, z którym nagrała swoje dwie pierwsze płyty. W 1996 roku artystka opuściła grupę i zaczęła poszukiwania własnej muzycznej drogi. Lipnicka nagrała też trzy wspólne płyty z Johnem Porterem, po czym powróciła do występowania solo. Jej najnowszy album pt. "OdNowa" ukazał się pod koniec października ubiegłego roku - jest on podsumowaniem 25-lecia działalności artystki i zawiera 12 starszych piosenek w odświeżonej wersji.

Niedzielny koncert okazał się muzyczną, sentymentalną podróżą przez dorobek Anity Lipnickiej. Nie bez przyczyny artystka rozpoczęła koncert utworem "I wszystko się może zdarzyć", bo tego wieczoru naprawdę wiele się zdarzyło. Część piosenek zyskała nowe, akustyczne aranżacje, które dodały im lekkości i świeżości. Artystka zagrała zarówno utwory, które nagrała z Varius Manx ("Wolne ptaki", "Tokyo", "Zanim zrozumiesz"), swoje przeboje ("Z miasta", "Piękna i rycerz", "Tęczowa"), jak i piosenkę, która powstała podczas współpracy z Johnem Porterem ("Bones of love").
I wszystko się może zdarzyć - Anita Lipnicka
- Byłby to koncert zupełnie nieudany, gdyby chodziło o moje 25-lecie i nie zagrałabym żadnej piosenki z kawałka pięknego, muzycznego czasu w moim życiu spędzonego w duecie z Johnem Porterem. Piosenka, którą za chwile usłyszycie, to jest ta pierwsza pieśń, od której się nasza wspólna przygoda zaczęła. W tamtym czasie, przez ponad 12 lat, nagraliśmy trzy płyty i zrobiliśmy jedno dziecko. Chciałabym przestrzec przed tym, że bliska współpraca tym właśnie grozi, dlatego teraz w zespole każdy śpi na osobnym piętrze - żartowała Anita Lipnicka, choć głos jej się łamał i można było wyczuć, że lata spędzone wspólnie z Porterem (nie tylko na scenie, ale też w życiu) wciąż budzą niej dużo emocji.

Dzień Kobiet - atrakcje i wydarzenia


Anicie Lipnickiej nie sposób odmówić talentu muzycznego, hipnotyzującego głosu i niecodziennej wrażliwości, ale to nie wszystko, czym uwiodła publiczność w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim. Goście koncertu przekonali się przede wszystkim, że piosenkarka "ma gadane" i duże poczucie humoru. Jak na jubileuszową trasę przystało, Lipnicka nie szczędziła wspomnień, refleksji i opowieści o tym, jak powstawały jej piosenki. Niejednokrotnie zdarzyło jej się rozbawić publiczność, jednak śmiech szybko ustępował miejsca wzruszeniu przy kolejnych poruszających utworach.

Na pożegnanie Anita Lipnicka wykonała uwielbianą przez fanów "Piosenkę księżycową", a widzowie podziękowali artystce owacjami na stojąco, jak na teatr przystało.
"Piosenka księżycowa" Anita Lipnicka