Black Mynah i Nightrun87. Recenzje nowych płyt z Trójmiasta

8 lipca 2020, 7:00
Jarosław Kowal

Drugi album Black Mynah, ale pierwszy jako duet i drugi tegoroczny, ale zupełnie inny koncertowy album Nightrun87 - to kolejne wydawnictwa, które prezentujemy w ramach cyklu Recenzje nowych płyt z Trójmiasta.



Koncerty w Trójmieście


Black Mynah - "II" (Music Is The Weapon)



Tytuł drugiego solowego albumu Joanny Kucharskiej (znanej także z Lonker See, a wcześniej przez wiele lat z Kiev Office) pod względem chronologii bezdyskusyjnie jest właściwy, a jednak trudno nie odnieść wrażenia, że to bardziej nowy początek niż część druga. Chociażby dlatego, że nie jest to już projekt solowy, a duet współtworzony z Pawłem Ruckim - perkusistą Królestwa, Hadal czy Dule Tree.

Jeżeli znacie zespoły Ruckiego, to wiecie, że cicho w nich nie gra, oscyluje w rejonach pomiędzy black metalem, post-hardcorem a akustycznym transem spod znaku Swans. Jeżeli znacie natomiast Black Mynah z pierwszego albumu ("Monster Stories") albo z późniejszego singla ("Let the Wrong One In" z 2014 roku), to wiecie, że ma melancholijne brzmienie, czasami grawitujące w kierunku folku, kiedy indziej shoegaze'u, a w jeszcze innych momentach zbliża się do indie rocka. Wystarczy teraz przekalkulować decybele i jeszcze przed pierwszym przesłuchaniem albumu wychodzi na to, że powinien być głośniejszy i hałaśliwy, co z jednej strony zostaje później potwierdzone, z drugiej jeszcze wyraźniej uwydatnia najbardziej charakterystyczny element muzyki Black Mynah - głos Joanny Kucharskiej.

Głos, który nie ma może oryginalnej barwy, nie ma szerokiej skali, ale w całej swojej subtelności i eteryczności potrafi wykrzesać tak wiele emocji, że zawsze zajmuje dominującą pozycję. Kucharska w tym zakresie może kojarzyć się z Chelsea Wolfe, która nawet w swoim najnowszym, bardziej punkowym projekcie (Mrs. Piss) potrafi "zagłuszyć" wściekłe partie perkusyjne i brudne, garażowe brzmienie gitary. Na "II" są takie momenty, kiedy Kucharska nie musi nawet sięgać po słowa, na przykład w końcówce utworu "Who Can't Swim Low Love", wystarczy niby łagodne, a jednak odrobinę niepokojące nucenie, przypominające tęskną pieśń zjawy z zaświatów. Rucki, który nigdy nie gra prostego, rockowego rytmu opartego o wystukiwanie na zmianę werbla i hi-hatu, z jednej strony tworzy wyrazisty kontrast, jego pomysły mogą się wydawać wręcz wyciągnięte z zupełnie innych utworów, a z drugiej doskonale pasują do tych ośmiu pełnych fascynujących sprzeczności utworów.

Niesprawiedliwością byłoby napisanie, że nowe wcielenie Black Mynah jest lepsze od poprzedniego - dzięki eklektyzmowi nawet po siedmiu latach od premiery pierwszy album potrafi wciągnąć w odkrywanie ukrytych w zakamarkach kompozycji inspiracji. "II" sprawia z kolei wrażenie mniej poszukującego materiału, a bardziej znajdującego, pewnego w obranej estetyce, wyraźnie stawiającego akcenty i intrygującego przyciągającymi się przeciwieństwami.


Nightrun87 - "A Night at the Church" (wydanie własne)



W ostatnich latach koncept albumu koncertowego zdewaluował się, a wielu artystów i producentów zachłyśniętych możliwościami, jakie dają komputery i oprogramowanie, zamiast uwieczniania doznań jak najbliższych prawdziwemu spotkaniu z publicznością uległa pokusie kamuflowania drobnych niedociągnięć, korygowania i ostatecznie niemalże powtarzania tego, co ukazało się już na wydawnictwach studyjnych z tą jedną różnicą, że pomiędzy utworami słyszymy nie kilka sekund ciszy, a kilka sekund oklasków (nierzadko także podrasowanych).

Recenzje płyt z Trójmiasta


Na początku roku William Malcolm pokazał, że można to zrobić inaczej, jego "A Night at the Radio" nie tylko świetnie uchwyciło atmosferę koncertu (kameralnego i na siedząco, a jednak równie żywiołowego), ale zostało również zaplanowane jako wyjątkowy występ z udziałem gości, w tym po raz pierwszy z towarzyszącą podczas całego setu akustyczną perkusją, na której zagrał Konrad Ciesielski z zespołu Blindead. Wyszło świetnie, a chwilę później można było zobaczyć jeszcze koncert prosto z domu Williama w ramach pierwszego polskiego internetowego festiwalu muzycznego - Soundrive Online Festival. Można by się zastanawiać, po co więc w tak krótkim czasie nagrywać jeszcze jeden materiał w wersji "live", ale nie będziecie zadawać tego pytania, kiedy już usłyszycie "A Night at the Church".

Przekrojowy materiał ze wszystkich wydawnictw Nightrun87 tym razem wybrzmiał w liczącym ponad 600 lat kościele św. Jana w Gdańsku, w ramach wydarzenia One Night in Church organizowanego przez sopocki klub Sfinks (tego samego wieczoru wystąpili również Vacos, Hatti Vatii i Lasy), co z jednej strony wzmocniło wrażenia dostarczane zmysłowi wzroku, z drugiej mogłoby się wydawać występem niepełnym, bo z powodu pandemii niemożliwe było zaproszenie publiczności. Kluczowe jest jednak znowu nie to, jakie utwory zostały odegrane (siedem z dziesięciu znalazło się również na "A Night at the Radio"), ale to, jak zostały odegrane. Tym razem w pojedynkę, bez dodatkowych wykonawców, za to z nowymi pomysłami kojarzącymi się z innym projektem Williama - Vacos Malcolm, w dużym uogólnieniu zajmującym się muzyka klubową.

Najlepszy przykład to "I Am My Enemy", które pierwotnie powstało z myślą o grze wideo "Nightwolf: Survive the Megadome" i doskonale pełniło rolę tła dla walk uzbrojonych samochodów w stylu kultowego "Twisted Metal", a na "A Night at the Church" przemieniło się w parkietowy przebój, którego nie da się już zepchnąć na drugi plan. Różnice może nie są aż tak wyraziste, jak po dodaniu zestawu perkusyjnego, ale na tyle odczuwalne, żeby ponowne wsłuchiwanie się w te 10 utworów pozwalało doświadczyć czegoś nowego. Jeżeli te wszystkie wypacykowane wydawnictwa niby nagrywane podczas występów, a jednak pozbawione najważniejszego, uwieczniającego chwilę i spontaniczność elementu przejadły się wam, tutaj możecie odnaleźć wiarę w to, że jednak "live albumy" przy odpowiednim podejściu nadal mogą mieć sens.