"Chociaż wiesz, że jestem łasa na twojego...". Show Mery Spolsky w B90

25 września 2021, 12:00
Mateusz Groen
Mery Spolsky - Bigotka:

Jej kontrowersyjne, śpiewne teksty nuciła cała widownia w piątkowy wieczór w klubie B90. Mery Spolsky to jedna z ciekawszych postaci polskiej sceny alternatywnej. Swoją sceniczną charyzmę i muzyczną klasę pokazała podczas piątkowego koncertu. Żywiołowe zachowanie, podkręcone elektroniką bity i interakcja między nią a widownią - wszystko to sprawiło, że rozpalona do czerwoności publiczność bawiła się do samego końca koncertu i jeszcze dłużej. Kto nie miał okazji usłyszeć wcześniej wokalistki na żywo, to po koncercie prawdopodobnie został jej fanem i do domu wracał nucąc "Bigotkę".



Imprezy w Trójmieście


Gorączka piątkowej nocy w rytmach polskiej alternatywy



Maria Ewa Żak znana pod pseudonimem scenicznym Mery Spolsky sama pisze teksty, śpiewa, gra na gitarze i komponuje. Mimo że jej piosenki przedarły się do mainstreamu, to czuć w jej stylu sporą dozę alternatywy. Elektro-techno brzmienia połączone z popowymi melodiami, momentami wchodzącymi w rap to dla słuchacze istne szaleństwo, ale jakże przyjemne. Artystka wymyka się się wszelkim ramom, ma swój oryginalny styl, którego nikt nawet nie próbuje naśladować. Bo Mery Spolsky jest jedyna w swoim rodzaju.

Piątkowy wieczór był wyjątkowy dla artystki, ponieważ był to ostatni koncert z trasy pt. "Dekalog Spolsky". Artystka jest znana z tego, że w swoich piosenkach porusza tematy z życia wzięte, często bierze na warsztat relacje międzyludzkie i zjawiska społeczne kształtujące codzienność zwykłych ludzi, nie unika też tematów prozaicznych. Ostatni album "Dekalog Spolsky" to tak naprawdę rady artystki na życie. Mery śpiewa, jak pozbyć się codziennych trosk, jak zacząć kochać swoje uda, jak dbać o własną głowę oraz co robić, gdy Instagram wkurza. Prosi, by nie mówić drugiej osobie złych rzeczy, smutnym myślom pokazać "faka", a łzy po byłym zaleczyć słodkim ciastkiem.

Znakiem rozpoznawczym artystki są biało-czarne paski albo raczej "pasky". Jak sama twierdzi kolor czarny odzwierciedla jej czarny humor, a biały podkreśla białe wiersze. Wierni fani podczas piątkowego koncertu byli przygotowani i na wydarzenie ubrali się zgodnie z dress codem, który artystka sprawdziła w trakcie wydarzenia.

Czytaj też: Ostatni taniec. Tłumy na pożegnalnym koncercie Bass Astral x IGO

Muzyka Mery, mimo elektronicznych i skocznych bitów, trafia głęboko do słuchacza. Jednak jej stosunek do publiczności i ciągły kontakt potęguje doznania podczas koncertu. Jak sama twierdzi, nie wyobraża sobie koncertu bez osobistego spotkania z fanami. Mery Spolsky wielokrotnie podczas koncertu schodziła ze sceny do widzów, by zbić z nimi piątkę. Dodatkowo mówiła o uczestnikach wydarzenia pieszczotliwie "ludzie Spolsky", na co ludzie reagowali z entuzjazmem. Gdy artystka zobaczyła transparent z napisem "Mery czy mogę dać ci prezent?", odpowiedziała zachwycona: "Omg! Oczywiście, po koncercie z miłą chęcią się z wami spotkam".

Co warto dodać, o dziwo, publiczność nie należała do najmłodszych. Gołym okiem można było zauważyć, że Mery Spolsky słuchają zarówno osoby młode, w okolicy 20 roku życia, jak i dużo starsze. Wszyscy jednak, z równie wielkim zapałem, śpiewali z artystką słowa piosenek.


"Z mózgu pranie. Bo kobieta lubi się zakochać w chamie"



Mery na scenie dała z siebie 120%. Na scenie i pod sceną było tak gorąco, że dużą część koncertu artystka śpiewała w samym staniku. W energiczniejszych momentach szalała wraz z fanami, ale potrafiła też momentami zwolnić. Idealnie połączone elektroniczne brzmienia, pop i emocjonalne teksty z artystycznym wyrazem podobały się publiczności, a przy niektórych piosenkach Mery wtórowała sobie na gitarze i na syntezatorze, a nawet zaprezentowała wiersz, który skończył się rapem.

Swój występ rozpoczęła od piosenki "Fak". Następnie usłyszeć mogliśmy "Liczydło", "Ups!", "Miło było Pana poznać", o której dowiedzieliśmy się, że jest mocno powiązana z Gdańskiem, "Sorry From The Mountain", "Salvador", "Blond włosy", "Królestwo kobiet", "Ulica Mazowiecka". Pojawiła się również słynna piosenka o zemście - "Bigotka", najpierw zagrana na gitarze w akustycznej aranżacji, a następnie w klasycznej wersji z elektronicznym bitem. Tekst "Bigotki" rymuje się do wielu wulgaryzmów i to właśnie te słowa publiczność wyśpiewywała. Warto zaznaczyć, że przekleństwa na koncercie Mery Spolsky nie rażą, a raczej nadają mu autentycznego sznytu i artystycznego wyrazu.

Czytaj też: Pięć ciekawych miejscówek artystycznych - muzyka na żywo, wernisaże, spektakle i inne


- Specjalnie powiedziałam, że można przeklinać. Często w wakacje na koncertach plenerowych przychodziły osoby, które nie wiedziały jaką muzykę gramy i były zniesmaczone. Dzisiaj czujemy luz, bo raczej wiecie czego się spodziewać - mówiła Mery Spolsky.
Koncert Mery nie mógł się zakończyć bez bisów. Bisowe granie rozpoczęła od piosenki "Wrzesień", następnie na grande finale trasy koncertowej zagrała utwór "Technosmutek", po czym zeszła przed scenę i dziękowała ludziom osobiście, a następnie a cappella zaśpiewała refren ostatniej piosenki, tańcząc przy tym i będąc autentycznie szczęśliwą. Koncert zakończyła zdjęciem z fanami i podsumowaniem "I tak nastąpił koniec dekalogu Spolsky". Koncert w klubie B90 trwał około półtorej godziny. To był znakomicie spędzony czas.
Mery Spolsky w B90:
Przy jakiej muzyce najlepiej się bawisz?
29%

przy muzyce klubowej - house, elektro itp.

11%

przy popie - hitach z radia

5%

przy hip-hopie, rapie, trapie etc.

25%

przy rocku, metalu i cięższych brzmieniach

7%

przy disco polo

13%

przy muzyce alternatywnej

10%

innej

zakończona

łącznie głosów: 97

Opinie wybrane


wszystkie opinie (24)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.