stat

Emocje i wzruszenia. Igor Herbut wystąpił w Studiu Panika

29 marca 2019, 10:00
Alicja Olkowska
Igor Herbut w Studiu Panika:

To był wieczór pełen emocji. Igor Herbut, charyzmatyczny lider popularnego zespołu LemON, w czwartkowy wieczór pokazał publiczności nową, dla wielu nieznaną dotąd, liryczną twarz. Kameralny koncert odbył się w gdyńskim Studiu Panika i wyprzedał do ostatniego miejsca już kilka tygodni temu.



Widzowie, którzy wzięli udział w wydarzeniu, nie trafili na nie przez przypadek. Czuć było, że do studia filmowego zobacz na mapie Gdyni, które coraz częściej z powodzeniem przeistacza się w salę koncertową (brawo za brak problemu z miejscami parkingowymi wokół obiektu), przybyli fani artysty, jego twórczości, złaknieni kontaktu z idolem. A ten był dosłownie na wyciągnięcie ręki. Herbut chętnie wchodził w interakcję z publicznością, "rozkręcał" się z każdym utworem, opowiadając przy okazji sporo o swoim życiu i dzieląc się przemyśleniami.

Trwająca właśnie trasa Herbuta "Lwia część" to jednak zupełnie inne doświadczenie niż widowiskowe koncerty LemON. Tutaj wszystko ograniczono do minimum, by nic niepotrzebnie nie odwracało uwagi od muzyki. Scena, a właściwie cała sala, tonęła w ciemności, a rozświetlały ją jedynie cztery lampy, świece i przytłumione światło. Pośrodku ustawiono pianino, za którym zasiadł Igor i solo wykonał wszystkie utwory. I tyle. Wystarczająco jednak dużo, by zatopić się w dźwiękach i wyruszyć w muzyczną podróż z Herbutem.

Koncerty pop w Trójmieście


Występ nagłośniony był wzorowo, jednak muzyka artysty wymagała potężnego skupienia. To jeden z tych kameralnych i intymnych koncertów, które w trakcie wykonywania utworu potrzebują całkowitej ciszy ze strony publiczności. Irytować mogły nawet najcichsze szepty, wiercenie na krześle, chrząkanie. Plus dla obsługi baru, znajdującego się z tyłu sali, że pracowała niemal bezszelestnie i nie rozpraszała widzów.

Niespełna dwugodzinny koncert wypełniły w większości ważne dla Herbuta kompozycje, które znamy z płyt LemON, ale w nowej, ascetycznej aranżacji. Usłyszeliśmy takie przeboje jak "Dewiant", "Lwia część", "Pollock", wykonany z akompaniamentem gitary "Cinematic", a także dwa zaśpiewane po angielsku covery, w tym "To Build a Home" zespołu The Cinematic Orchestra (nawiasem mówiąc, usłyszeć ich będzie można już wkrótce, bo 19 maja w Starym Maneżu, warto!). Ciekawostką była również muzyczna interpretacja wiersza Leopolda Staffa "Los". Ja doceniam zwłaszcza motyw z "Kołysanki Rosemary" Komedy, który przemknął w jednym z utworów.

Koncertowy kwiecień. Koncerty w Trójmieście


Całość trochę przypominała sinusoidę: z jednej strony były rzewne i melancholijne ballady z towarzyszeniem pianina, z drugiej anegdoty - raz zabawne, innym razem wzruszające i prosto z serca. Gdybym miała wybierać, wolałabym "tradycyjny" koncert, bez opowieści między każdym utworem, ponieważ według mnie zaburzały rytm i dramaturgię wydarzenia. Ale to tylko ja. Publiczność jednak "kupiła" solowe wcielenie Igora i entuzjastycznie biła mu brawo, licząc na więcej. Jej prośby zostały wysłuchane: wyraźnie wzruszony muzyk wykonał jeszcze jeden utwór, po czym zszedł ze sceny i udał się na spotkanie z fanami.