stat

Gorące urodziny na XX-lecie Sfinksa

4 grudnia 2011 (artykuł sprzed 7 lat)
Borys Kossakowski

Szczypta wysmakowanego erotyzmu i memento mori - czyli XX lat Sopockiego Forum Integracji Nauki, Kultury i Sztuki.



Sobotnie, dwudzieste urodziny S.F.I.N.K.S. zgromadziły w klubie tłum przyjaciół, krewnych i znajomych. Gwoździem programu był pokaz mody, przygotowany przez Alicję Grucę. Jednak nie względy artystyczne były najważniejsze tego wieczoru.



Dwadzieścia lat Sopockiego Forum Integracji Nauki Kultury i Sztuki to czas wzlotów i upadków. Sfinks, jak feniks z popiołów, powstawał po wielu upadkach. Wszystko napędzane siłą marzeń i pasji Roberta Florczaka, Alicji Grucy i licznej świty artystycznej zgromadzonej wokół nich.

- To jest swego rodzaju symbioza - mówi Robert Florczak, "herszt" Sfinksa. - Integracja jest najważniejsza w tym skrócie. Człowiek, odbiorca, jest wartością samą w sobie. A jeśli jest to ktoś, z kim można narozrabiać, zaszumieć twórczo, wtedy jest najlepiej.

Pokaz mody "Theatrix" rozpoczął się od wymarszu modelek i modeli w autoironicznych, charakterystycznych dla klubu maskach świń. Później na wybiegu odgrywane były przeróżne sceny, jedne związane z mitologią, inne z fin de siecle'owym spleenem.

Świetnie wypadła tancerka Anna Steller ucharakteryzowana na divę z "Piątego elementu" Luca Bessona. Mocnym fragmentem był marsz kościotrupów, swego rodzaju sfinksowe "memento mori", wiedziony przez Roberta Florczaka.

W dywagacje nad kondycją Sfinksa (i kultury w ogóle) wpisał się także szef Nadbałtyckiego Centrum Kultury Larry Okay Ugwu w hamletowskiej scenie z czarną czaszką. Na końcu pokazu wątpliwości rozwiał jednak utwór z powtarzającym się refrenem "to tylko teatr".

- Czas się zmienia, zaczynamy robić trochę inne rzeczy, ale nadal tu jesteśmy - podkreśla Alicja Gruca, autorka kolekcji.

Choć zabrakło zapowiadanego wcześniej Leona Dziemaszkiewicza, honoru Sfinksa na polu performance'u bronił Piotr Jahołkowski ze swoim pokazem Ultra Violent. Widok skąpanych w ultrafiolecie i polanych fluorescencyjnymi farbami półnagich ciał Jahołkowskiego i jego modelki, podgrzał i tak już gorącą atmosferę tego wieczora. Pewne rzeczy nie są do opowiadania, lepiej zerknąć na naszą relację wideo.

Dalej rozkręcała się impreza taneczna do dźwięków wygrywanych przez całą armię didżejów związanych przez te lata ze Sfinksem. Na ich czele stanęli DJ Romero oraz DJ Barry Ashworth z Dub Pistols, którego samolot miał jednak takie opóźnienie, że nie dane nam było go posłuchać na własne uszy.

Czego można życzyć Sfinksowi na kolejne dwadzieścia lub, jak chciałby duet Skinny Patrini, dwieście czy nawet dwa tysiące lat? Goście podkreślali przede wszystkim urok niepowtarzalnej artystycznej atmosfery kreowanej przez Florczaka i Grucę. Kontynuacji pięknej, ale niełatwej drogi życzył artysta wideo Maciej Szupica.

Drogę tę kontynuować będzie jednak inna ekipa, pod wodzą Łukasza Zielińskiego (Vacos) i Artura Sieradzkiego, właściciela klubu Papryka.

- Jestem głęboko przekonany, że Sfinks w ich rękach będzie rozkwitał - namaścił swych następców Robert Florczak.