Jimek+, czyli hip-hop na orkiestrę symfoniczną

14 sierpnia 2016 (artykuł sprzed 4 lat)
Borys Kossakowski
"Film" w wykonaniu Kalibra 44 z Jimkiem i orkiestrą

Ani deszcz, ani droższe bilety do Golden Circle nie powstrzymały publiczności - na Ołowiance jak zwykle tłumy oklaskiwały widowisko w ramach Solidarity of Arts. Jimek+ stał pod znakiem połączenia hip-hopu i muzyki symfonicznej. Fantastycznie wypadła Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia z Jimkiem w roli dyrygenta, klasę też pokazały genialne Naturally 7 oraz Kenny Garret Quintet. Nieco zabrakło współpracy między wykonawcami. Po raz kolejny okazało się też, ze Ołowianka ma swoje ograniczenia, które trudno pokonać organizatorom koncertów.



Jeszcze kilka chwil przed koncertem nad Ołowianką wisiały nomen ołowiane chmury i lało jak z cebra. Pod każdym daszkiem w centrum Gdańska chowali się turyści, a przed sceną koło filharmonii zakwitła łąka parasoli. Ale tuż przed 21 deszcz przestał padać i już do końca nie spadła ani kropla. Organizatorzy i widzowie mieli więc sporo szczęścia.

Jimek, czyli Radzimir Dębski za pulpitem dyrygenckim. Więcej zdjęć (2)

Jimek, czyli Radzimir Dębski za pulpitem dyrygenckim.

fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl

Jimek, czyli Radzimir Dębski za pulpitem dyrygenckim.

fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl

Gospodarz Radzimir Dębski, czyli Jimek, wykonał tytaniczną pracę przygotowując wraz z orkiestrą NOSPR swoją sławną już w świecie hip-hopowym wiązankę "Hip-hop History Orchestrated", aranżacje dla Miuosha (to też już znaliśmy), a także premierowe podkłady dla trzech utworów Kalibra 44 i monumentalną wiązankę wielkich hitów jazzu i swingu, które zaprezentowano po północy (warto było czekać!). Zawodził jednak momentami jako strateg - wydaje się, że nie ogarnął wzrokiem całego "pola walki". 

Poszczególne elementy układanki wydawały się czasami być nie najlepiej spasowane. Owszem, na scenie pojawiały się świetne zespoły, a z głośników płynęła fantastyczna muzyka. Ale zabrakło w widowisku myśli przewodniej, a przede wszystkim elementu współpracy między wykonawcami - tego, co tak się podobało podczas koncertów Możdżera, Stańki czy Esperanzy Spalding, kiedy to gospodarze chodzili między scenami grając z wszystkimi gośćmi po kolei. Jimek zafascynowany współpracą z orkiestrą jakby zapomniał o reszcie wykonawców.

Miuosh i światełka na widowisku Jimek

Hip-hop na Ołowiance to nowość. To kazało przypuszczać, że koncert Jimek + będzie miało charakter bardzo imprezowy. I faktycznie, rozpoczęło się w stylu "podnieście w górę ręce" - to raper Miuosh sprawił, że publiczność rozświetliła się blaskiem tysięcy ekranów telefonów komórkowych. Później na scenie królowała wokalna formacja Naturally 7, która zachwyciła perfekcją wykonawczą. Podczas koncertu wykorzystywali tylko "siłę" ludzkich głosów, a ich popisy wokalne (zwłaszcza basisty i gitarzysty elektrycznego) wprawiały w osłupienie. Gdy kolejny raz odwiedzą Trójmiasto, z pewnością mogą liczyć na komplet publiczności.

Dramaturgia spadła podczas występu Kapeli Maliszów i Michała Tokaja, którzy - choć zagrali świetnie - odstawali stylistycznie i energetycznie od całej reszty. I tu mechanizm ze znakiem "plus" zaczął trochę zgrzytać. Po Maliszach sennej publiczności nie potrafił rozbujać wyczekiwany Kaliber 44, który zagrał zaskakująco jednostajnie - nawet mimo, że trzy utwory ("Wena", "Film" i "Nieodwracalne zmiany") zaserwowali z udziałem Jimka i orkiestry NOSPR. Występujący po nich Łona także musiał włożyć sporo wysiłku, żeby ożywić na nowo publiczność, która zaczynała już okazywać oznaki zmęczenia, bo dochodziła północ.

Joka z Kalibra 44. Więcej zdjęć (2)

Joka z Kalibra 44.

fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl

Joka z Kalibra 44.

fot. Łukasz Głowala / trojmiasto.pl

Nowy zastrzyk energii dał widzom Jimek, który na czele NOSPR zaserwował wiązankę wielkich przebojów ze świata jazzu, muzyki filmowej i okolic. Znalazły się w niej m.in. "Moon River", "My Funny Valentine", "When You Wish Upon a Star" znany z czołówki Disneya, "Take 5", kołysanka z "Rosemary Baby" i wiele innych. Publiczność szalała, Jimek tańczył, a orkiestra grała, jakby to był jej ostatni wsytęp.

Niestety, zrobiło się już bardzo późno i gdy na scenie pojawił się Kenny Garret Quintet, plac na Ołowiance powoli pustoszał. A szkoda, bo to był fantastyczny koncert - być może najlepszy tego dnia - który zachęcił całą widownię do tańca. Gdyby zagrali nieco wcześniej... Pod sceną została niestety już tylko garstka najwytrwalszych i pas "Golden Circle" (bilety po 90 zł) ział pustką. W tym momencie organizatorzy powinni byli wpuścić resztę widzów do tej strefy.

Englishman in New York w wykonaniu Naturally 7


W niedzielę wieczorem druga odsłona koncertów z cyklu Solidarity of Arts. Tym razem o godz. 20:30 odbędzie koncert Kilar +, podczas którego zostaną zaprezentowane utwory słynnego polskiego kompozytora i twórcy muzyki filmowej, Wojciecha Kilara.

***


Ołowianka niestety po raz kolejny przypomniała nam, że nie jest najlepszym miejscem na masowe imprezy. Zwłaszcza ze względów komunikacyjnych - brak parkingów, daleko do kolejki, samochody zaparkowane gdzie popadnie i wąskie gardło Głównego Miasta podczas wyjazdu - to wszystko sprawia, że na imprezę trudno było dojechać, jak i z niej wyjechać (choć muszę przyznać, że dojazd nie zajął mi zbyt wiele czasu).

Teren Ołowianki jest ograniczony - podczas widowiska Jimek+ dało się słyszeć narzekania, że zabrakło miejsca na strefę gastronomiczną z prawdziwego zdarzenia (zastępował ją jeden foodtruck oraz bar piwny w Hotelu Ołowianka Bed&Breakfast). Być może jednak organizatorzy nie chcą zamienić widowiska w klasyczny "festyn z piwem i kiełbaskami".

Słyszałem też utyskiwania na liczbę i rozlokowanie toalet, do których trzeba było spod sceny odbyć sporą wycieczkę.

Ale taki to już urok wszystkich imprez masowych - narzekania na korki i toalety to ich stały element.

W tym roku nowością były bilety do strefy Golden Circle, które kosztowały nie 5 zł (jak dotychczas), ale 90 zł. To jednak nie odstraszyło widzów, pod sceną zrobiło się tłocznie na długo przed rozpoczęciem koncertu. To cena, którą zdecydowanie warto było zapłacić za takie widowisko.

Publiczność

fot. Łukasz Głowala

Radzimir Dębski

fot. Łukasz Głowala

Łona, Webber & The Pimps

fot. Łukasz Głowala

Publiczność

fot. Łukasz Głowala

Łona, Webber & The Pimps

fot. Łukasz Głowala

Kaliber 44

fot. Łukasz Głowala

fot. Łukasz Głowala

Miuosh

fot. Łukasz Głowala

Publiczność

fot. Łukasz Głowala

Alune Wade

fot. Łukasz Głowala

Publiczność

fot. Łukasz Głowala

fot. Łukasz Głowala

The Kenny Garrett Quintet

fot. Łukasz Głowala

Łona, Webber & The Pimps

fot. Łukasz Głowala

Łona, Webber & The Pimps

fot. Łukasz Głowala

The Kenny Garrett Quintet

fot. Łukasz Głowala

Publiczność

fot. Łukasz Głowala

Miuosh

fot. Łukasz Głowala

fot. Łukasz Głowala

Publiczność

fot. Łukasz Głowala

fot. Łukasz Głowala

Publiczność

fot. Łukasz Głowala

The Kenny Garrett Quintet

fot. Łukasz Głowala

Radzimir Dębski i Kaliber 44

fot. Łukasz Głowala

Publiczność

fot. Łukasz Głowala

Łona, Webber & The Pimps

fot. Łukasz Głowala

Kaliber 44

fot. Łukasz Głowala

Radzimir Dębski

fot. Łukasz Głowala

Łona, Webber & The Pimps

fot. Łukasz Głowala

Radzimir Dębski i Kaliber 44

fot. Łukasz Głowala

Publiczność

fot. Łukasz Głowala

Publiczność

fot. Łukasz Głowala

Naturally 7

fot. Łukasz Głowala

fot. Łukasz Głowala

Publiczność

fot. Łukasz Głowala

Alune Wade

fot. Łukasz Głowala

Radzimir Dębski

fot. Łukasz Głowala

Kapela Maliszów

fot. Łukasz Głowala

Kapela Maliszów

fot. Łukasz Głowala

fot. Łukasz Głowala

Kaliber 44

fot. Łukasz Głowala

Radzimir Dębski

fot. Łukasz Głowala

Kapela Maliszów

fot. Łukasz Głowala

Naturally 7

fot. Łukasz Głowala

fot. Łukasz Głowala

Kaliber 44

fot. Łukasz Głowala

Publiczność

fot. Łukasz Głowala

Naturally 7

fot. Łukasz Głowala

Alune Wade

fot. Łukasz Głowala