stat

Kameralnie, ale światowo na Dworcu Morskim

9 grudnia 2017 (artykuł sprzed 2 lat)
Magdalena Raczek

Zobacz, jak wyglądała impreza za okazji 84 lat istnienia Dworca Morskiego.


Bez wielkiej fety, fajerwerków i zbędnej pompy, lecz z urokiem i na poziomie Muzeum Emigracji uczciło w piątkowy wieczór 84-lecie istnienia Dworca Morskiego, będącego od dwóch lat jego siedzibą.



Obyło się bez tortu, świeczek, baloników i orkiestry. Nie zabrakło za to pięknych utworów muzycznych w atrakcyjnym towarzystwie niebanalnych wizualizacji. Tylko tyle i aż tyle wystarczyło, by wspólnie z Muzeum Emigracji w Gdyni świętować we wnętrzach zabytkowego Dworca Morskiego przy ul. Polskiej 1 zobacz na mapie Gdyni.

Imprezę zapowiadaliśmy w tekście: Atrakcje z okazji urodzin Dworca Morskiego


W prostocie siła



Organizatorzy postawili na prostotę - jako scenografię i aranżację sceny wykorzystano po prostu wspaniałą, modernistyczną architekturę dworca, a dokładnie schody holu głównego. Przestrzeń tę wypełniły światła oraz ruchome obrazy zaprojektowane przez światowej sławy street-artowca - Mariusza Warasa, a także (a właściwie przede wszystkim) dźwięki w wykonaniu zespołu Moniki Borzym -  niezwykle zdolnej wokalistki jazzowej młodego pokolenia.

Dzięki temu piątkowa impreza miała charakter z jednej strony kameralny, z drugiej zaś - światowy. Zaproszenie artystów nietuzinkowych, a przy tym uznanych w środowisku artystycznym pozwoliło na poczucie tej magii i siły dworca z przeszłości, gdy uważany był on za swoiste okno na świat.

Dziś - dzięki działalności Muzeum Emigracji - też staje się to miejsce łącznikiem ze światem. Muzeum bowiem po raz kolejny udowadnia, że organizuje imprezy profesjonalnie, na europejskim poziomie. Nie bez kozery zresztą otrzymało w tym roku nominację do nagrody Europejskie Muzeum Roku 2017, przyznawane przez Europejskie Forum Muzealne, działające pod auspicjami Rady Europy.

Tłumy gości



84. urodziny dworca Morskiego przyciągnęły tłumnie publiczność w różnym wieku - od najmłodszych po seniorów. Przyjemnie było patrzeć, jak gdynianie chętnie przybyli, by wspólnie spędzić wieczór w tym ważnym dla miasta (i całego kraju) budynku. Jeszcze tuż przed samym rozpoczęciem koncertu pod kasą muzeum gromadził się tłumek chętnych, którzy liczyli na zakup biletów, mimo że o ich braku informował napis na drzwiach. Nie zrażało to zapaleńców, by cierpliwie oczekiwać. I ci, którzy się doczekali, na pewno zgodnie przyznają, że warto było.  

Widzów powitała skromnie dyrektor Muzeum Emigracji Karolina Grabowicz-Matyjas. Bez zbędnych, wielkich przemów, po prostu podziękowała wszystkim za wspólny rok, stwierdzając z uśmiechem, że wydaje jej się, że mimo 84 lat budynek młodnieje z roku na rok. Trudno się z tym nie zgodzić, biorąc pod uwagę to, ile się w tym miejscu dzieje.

Zanim na scenie pojawiła się Monika Borzym - zapowiedziała ją w kilku słowach inna artystka, Krystyna Stańko, która miała co prawda poprowadzić wieczór, jednak pojawiła się tylko jeszcze raz, dopiero na koniec, by przywołać zespół do bisu.

Piosenkarka i konferansjerka w jednym



Nic dziwnego, bowiem Borzym okazała się nie tylko świetną piosenkarką, ale i udaną konferansjerką. Z wielkim poczuciem humoru i z niezwykłą lekkością prowadziła koncert, co jakiś czas zabawiając widzów anegdotkami ze swojego życia (o swojej miłości do jedzenia, o studiach w Sopocie, o zapaleniu płuc, którego nabawiła się, przyjeżdżając jako dziecko do rodziny w Gdyni itd.) bądź opowieściami na temat śpiewanych piosenek.

Starała się przy tym, aby każda piosenka miała uzasadnienie w uroczystości - powiązania i interpretacje różnego rodzaju były czasem wręcz zaskakujące. Publiczność jednak bardzo doceniała te starania i chętnie nagradzała gwiazdę wieczoru brawami, a jej specyficzne żarty śmiechem.   

Standardy jazzowe i muzyczne improwizacje



Artystka zaprezentowała utwory z płyty "Back to the garden", będące aranżacjami utworów jednej z jej idolek - Joni Mitchell, z pierwszych siedmiu lat jej twórczości (1967-1975). Potraktowała je jak standardy jazzowe, nie zabrakło więc improwizacji muzycznych oraz hitów na czele z "Big Yellow Taxi". Borzym towarzyszył doskonały czteroosobowy zespół: Michał Zaborski (altówka), Robert Kubiszyn (kontrabas), Tomasz Krawczyk (gitara akustyczna) i Sebastian Frankiewicz (perkusja).

Wizualizacje pół żartem pół serio



W tle, w trakcie całego koncertu, mogliśmy podziwiać robiące wrażenie wizualizacje Mariusza Warasa, który co prawda nie pojawił się na scenie, ale jego zakapturzona postać przemykała po drugiej galerii. Warasowi udało się nie tylko stworzyć odpowiedni, w tym przypadku morski, klimat - obraz ukazywał płynący wciąż przed siebie statek stylizowany na transatlantyk Batory, ale i odpowiednią oprawę dla koncertu. Odnieść można było wrażenie, że są one wręcz integralną częścią.

Obrazy utrzymane były w stonowanej kolorystyce, przeważały zielenie, szarości, błękity, w tym wszelkie morskie odcienie, ale nie brakło także mocniejszych akcentów w tym czerwieni. Całość miała charakter oniryczno-filmowy, statek wyłaniał się zza fal, mijał miasta, lasy, góry lodowe, momentami wpływał wprost na nas.

Artysta poza akcentami patriotycznymi (scena w czerwieni i bieli) również pokusił się o lżejsze tony: w jednej ze scen statek niby Titanic przebija się  przez lodowiec, a w innej zanurza pod wodę, gdzie pływają sobie w najlepsze bałtyckie ryby: flądra, śledź i dorsz, a tuż obok przemyka łódź podwodna. Wszystko to wykonane techniką typową dla street artu, czyli techniką szablonu.

Ciekawostką może być odniesienie do historii szablonu w Polsce poprzez namalowanie na statku kotwicy (a nawet dwóch). Szablony zostały bowiem po raz pierwszy użyte w czasie niemieckiej okupacji. Polacy używali ich do nanoszenia na mury m.in. właśnie kotwicy, czyli znaku Polski Walczącej.

Warto ponadto wspomnieć, że materiały graficzne promujące 84. Urodziny Dworca Morskiego, w tym plakat, zaprojektował Patryk Hardziej - trójmiejski grafik i ilustrator, Odkrycie Roku w Kulturze 2016 Pomorskich Sztormów.

Monika Borzym

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Mariusz Waras

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Monika Borzym

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Wizualizacja

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Monika Borzym

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Wizualizacja

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Monika Borzym

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Wizualizacja

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Zespół

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Zespół

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Zespół

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Monika Borzym

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Krystyna Stańko

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Monika Borzym z zespołem

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Monika Borzym

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Zespół

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Monika Borzym

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Monika Borzym z zespołem

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Monika Borzym

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Wizualizacja

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Wizualizacja

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl

Karolina Grabowicz-Matyjas

fot. Maciej Czarniak / Trojmiasto.pl