Magdalena Ostrowska-Dołęgowska: Zaczynając wszystko od nowa

6 kwietnia 2021, 14:30
Magdalena Raczek
Pisarka, redaktorka, nauczycielka jogi, autorka książek "Szczęśliwi biegają ULTRA" oraz "Mam tak samo jak Ty" - Magdalena Ostrowska-Dołęgowska. Więcej zdjęć (8)

Pisarka, redaktorka, nauczycielka jogi, autorka książek "Szczęśliwi biegają ULTRA" oraz "Mam tak samo jak Ty" - Magdalena Ostrowska-Dołęgowska.

mat. prasowe / archiwum autorki

Pisarka, redaktorka, nauczycielka jogi, autorka książek "Szczęśliwi biegają ULTRA" oraz "Mam tak samo jak Ty" - Magdalena Ostrowska-Dołęgowska.

mat. prasowe / archiwum autorki

Jest pisarką, redaktorką, nauczycielką jogi, autorką książek: "Szczęśliwi biegają ULTRA" oraz "Mam tak samo jak Ty" oraz bloga Mojekoniki.pl. Robiła jednak znacznie więcej w swoim życiu. Nie dość powiedzieć, że była ultramaratonką, zawodniczką w rajdach przygodowych, brała udział w zawodach, biegach i pisała o nich. Z Magdaleną Ostrowską-Dołęgowską rozmawiamy o jej doświadczeniach życiowych, psychologii, potrzebnych w życiu zmianach oraz o tym, co mówi nam nasze ciało, którego warto posłuchać.



Recenzje książek z Trójmiasta



Magdalena Raczek: Pochodzisz z Legionowa, studiowałaś geografię w Warszawie, mieszkałaś w Bielsku-Białej. Podróżowałaś po świecie. Szukałaś swojego miejsca na Ziemi. Po kilku zmianach i przeprowadzkach zamieszkałaś w Sopocie.

Magdalena Ostrowska-Dołęgowska: Przez kawał życia byłam związana ze stolicą. Ale po trzydziestce, kiedy miałam okazję pomieszkać w Stanach Zjednoczonych, gdzie wraz z moim byłym mężem pisaliśmy książkę "Szczęśliwi biegają ULTRA", poczułam, że przyszła pora na zmiany. Skoro tak często jeździliśmy w góry, trenowaliśmy pod biegi górskie, to dlaczego nie mieliśmy wyprowadzić się w góry? Tak trafiłam do Bielska-Białej. A że moje drogi zarówno z biegami ultra (przez dwie operacje kolana), jak i z byłym mężem się rozminęły, to postanowiłam zrealizować swoje marzenie i przenieść się do miasta, w którym są drogowskazy na zamorskie miejscowości, tak jakby były one tuż za miedzą... Po tym, jak cały mój świat przewrócił się do góry nogami, chciałam znaleźć coś nowego, po prostu mojego i zacząć wszystko "od nowa". Dlatego poszłam na studia psychologiczne i przeprowadziłam się nad morze. Uważam to za znakomity początek.

Jak ci się żyje w Trójmieście?

Uwielbiam spacery po plaży z moimi psami, nie przeszkadza mi wietrzna i pochmurna pogoda ani mżawka. Morze działa na mnie kojąco i nawet gdy jest mi źle, to idę porzucać psom piłkę i frisbee, patrzę w dal i problemy przestają być takie wielkie i ważne. Uwielbiam też spacery wśród gdańskich kamienic, z widokiem na żurawie. Byłam bardzo zaskoczona, gdy dowiedziałam się, że tak ogromna część starego miasta została zniszczona podczas wojny. Gdy tu przyjeżdżałam, czułam taki powiew historii. Tym większy mam szacunek dla tych, którzy to miasto odbudowali.

Twoja książka "Mam tak samo jak Ty" jest ukazaniem drogi w poszukiwaniu nie tylko miejsca na świecie, ale i drogi do siebie, do swojego prawdziwego "ja". Co sprawiło, że wyruszyłaś w tę drogę i w efekcie napisałaś tę książkę?

"Mam tak samo jak Ty". Więcej zdjęć (8)

"Mam tak samo jak Ty".

mat. prasowe / archiwum autorki

"Mam tak samo jak Ty".

mat. prasowe / archiwum autorki

Bardzo wielu ludzi na różne sposoby wyrusza w tę podróż po trzydziestce, choć niektórzy później, bliżej czterdziestki. Często określa się to mianem "kryzysu wieku średniego" i kojarzy z facetami, którzy kupują motory i znajdują sobie kochanki. Ja nie mam ani kochanki, ani motoru, ale myślę, że powód jest bardzo podobny. Dochodzimy do takiego momentu w życiu, w którym zadajemy sobie różne trudne pytania i potrzebujemy sobie wiele rzeczy przewartościować. Dociera do nas, że marnujemy najlepsze lata swojego życia w pracy, która nas frustruje albo której po prostu nie lubimy. Zaczynamy czuć, że związek, w który weszliśmy jako bardzo młodzi ludzie, jest już pod wieloma względami wydmuszką albo po prostu, że zmieniliśmy się na tyle, że trudno nam razem funkcjonować. Powodów do takich przemyśleń i bilansów jest mnóstwo.

Co u ciebie było takim impulsem do zmian?

Mój życiowy przewrót był związany z operacją kolana, które rozwaliłam głupio, wskakując na pieniek w lesie podczas treningu z chłopakami. Strasznie chciałam się wykazać i nie potrafiłam sobie odpuścić. I jak pogruchotałam sobie łąkotkę w kolanie, to poczułam, że to moje bieganie, w ogóle moje bycie sportowcem jest podszyte tym wykazywaniem się i próbą doskakiwania do jakiejś poprzeczki. Z ultra była związana moja praca, pasja i związek, wiele przyjaźni. Wszystko to zaczęło się powoli sypać, bo nie miałam już przekonania, czy to naprawdę jest moje, bo nie byłam sportowcem od dziecka. Byłam raczej dziewczyną z papierosem i piwem w ręce, która lubiła snuć długie rozmowy i wygłupy. Bardzo ciągnęło mnie do przygód i przeżyłam ich mnóstwo. Ale przy okazji cierpiałam na zaburzenia odżywiania, miałam problemy z autoagresją, samooceną. Gdy musiałam się zatrzymać, zdałam sobie sprawę, że do różnych rzeczy się zmuszam, a innych sobie zakazuję, bo mam poczucie, że tylko wtedy będę fajna, lubiana, kochana. W końcu byłam tym już zmęczona i upodlona. Moje ciało upomniało się o lepsze traktowanie chorobami psychosomatycznymi...

Szkoły jogi w Trójmieście


To były dla ciebie wyraźne sygnały, że coś jest nie tak?

Nie od razu, bo nie jest łatwo zauważyć, że tkwi się w czymś, co nam szkodzi. Nie jest też łatwo z tego wyjść i wziąć odpowiedzialność za to, że jest się zagubionym, przybitym, z poczuciem pustki. Bo takie rzeczy się pojawiają, gdy zdejmuje się ten "matrix" życia, które ma dogadzać innym albo spełniać jakieś wyimaginowane oczekiwania innych. Które sami sobie zresztą wymyślamy. To nie jest łatwa droga, bo często nie mamy pojęcia, czym wypełnić pustkę. I o co nam w ogóle chodzi! W dużej mierze właśnie po to napisałam tę książkę. Żeby dawać wsparcie innym, którzy przez to przechodzą. Żeby pokazać im kawałek swojej drogi. Żeby pokazać im, że nie są z tym sami.

Jesteś pisarką, redaktorką, blogerką, nauczycielką jogi, ale robiłaś znacznie więcej w swoim życiu: byłaś ultramaratonką, zawodniczką w rajdach przygodowych, brałaś udział w zawodach, biegach i pisałaś o nich, prowadziłaś miesięcznik "Bieganie", byłaś w kilku miejscach redaktorką naczelną, śpiewałaś w zespole rockowym. Dużo tego. Jak to odbierasz dziś - co było ważne, a co oceniasz za stratę czasu?

Każde doświadczenie nas wzbogaca. Wszystko było ważne i wszystko to ukształtowało dzisiejszą mnie. Niektóre rzeczy robiłam z ciekawości, sprawdzałam, jak to jest, czy mi to pasuje. To też normalny etap budowania swojej tożsamości. Ale bywa i tak, że wciąż poszukujemy, a w nic nie umiemy się zaangażować - to bardzo frustrujące na dłuższą metę. Bo żeby być w czymś dobrym, trzeba jednak w to wejść na dłużej, podjąć zaangażowanie. Najbardziej zaangażowałam się właśnie w sport, w ultra. Budowałam na tym siebie. Pisałam o bieganiu, organizowałam imprezy biegowe, pomagałam tworzyć sklep ze sprzętem dla biegaczy. Bardzo trudno było podjąć decyzję o wyjściu z tego świata.
Uważam, że niektóre rzeczy po prostu trzeba zostawić za sobą.
Uważam jednak, że niektóre rzeczy po prostu trzeba zostawić za sobą. Trwamy w nich ze względu na to, że tyle im poświęciliśmy, czujemy, że nie ma już czasu na zaczynanie od nowa. Mimo że nam na różne sposoby szkodzą. Niektóre rzeczy są po prostu dobre na jakimś etapie życia albo są ważnym jego elementem, ale potem warto zrobić miejsce na coś innego. Nawet jeśli się tego boimy.

Podobał mi się ten fragment, gdy opisujesz swoje dzieciństwo. Należałaś do dzieci, które nie potrafią usiedzieć na miejscu, ciągle słyszałaś, że jesteś "szkudna" (regionalizm). Ta energia rozpierająca cię od małego oraz twój temperament były chyba zawsze siłą napędową twoich działań?

Bardzo dużo kombinowałam jako dziecko, byłam ciekawska. Ale nie powiedziałabym, że jestem osobą, którą rozpiera energia. Psocić może również ktoś, kto wcale nie ma tak strasznie dużo energii. Psocić można też... po cichu (śmiech). Na pewno siłą napędową moich działań była ciekawość. Drugą bardzo potężną siłą w moim życiu jest lęk. Mam w sobie dużo niepewności, obaw. Znacznie łatwiej mi było w życiu, gdy miałam towarzystwo do moich eksploracji. U wielu ludzi tak to właśnie działa - masz znajomych, którzy dużo proponują, albo zapisujesz się do jakiegoś klubu, grupy i po prostu płyniesz na tej fali. Gdy wyszłam z biegowego świata, zrobiło się znacznie trudniej. Teraz znowu "psocę" po cichu.

Magdalena Ostrowska-Dołęgowska jest także nauczycielką jogi. Więcej zdjęć (8)

Magdalena Ostrowska-Dołęgowska jest także nauczycielką jogi.

mat. prasowe / archiwum autorki

Magdalena Ostrowska-Dołęgowska jest także nauczycielką jogi.

mat. prasowe / archiwum autorki

W swojej książce opisujesz wiele zdarzeń, refleksji i odczuć bardzo osobistych. Przeplatasz to wiedzą z dziedziny psychologii i socjologii. Książka dzięki temu jest wyjątkowa, dobrze się ją czyta i jest ciekawa. Czy było ci łatwo przywoływać te prywatne i intymne sprawy?

Bardzo ci dziękuję za te miłe słowa. Wiele z rzeczy, które o sobie opowiedziałam, jest bardzo intymnych i bardzo długo się zastanawiałam, czy naprawdę warto wychodzić z takimi rzeczami do innych ludzi. Ale uznałam, że warto, bo wiem, jak na mnie podziałały książki, w których ktoś bardzo szczerze opowiedział o swoich problemach, uczuciach, o świecie wewnętrznym. Wtedy miałam poczucie, że nie jestem sama w tym wszystkim. Największym przełomem był wpis "Cześć, bulimio" na moim blogu. Napisały do mnie potem różne kobiety - znajome i nieznajome, mówiąc, jak dużo im to dało. Niektóre mówiły o tym, że poczuły, jakby ktoś przerwał ich milczenie. Dlatego uznałam, że warto. Gdy pisałam tę książkę, to czułam się tak, jakbyśmy rozmawiali przy kawie.

Skąd w kobietach ten pęd do diet, do zrzucania kilogramów, do bycia chudszą, nawet gdy mają prawidłową wagę? Nazywasz to w swojej książce "kagańcem" - kobiety same siebie traktują jak zwierzęta, które trzeba trzymać w ryzach?

To się bierze często z poczucia bycia niewystarczającą, pragnieniem spełniania czyichś oczekiwań, które same sobie zresztą wyobraziłyśmy. Z pragnienia, żeby ktoś nas akceptował, lubił, kochał. A przy tym czujemy, że takie "zwykłe" nie możemy być kochane, bo za co? To zresztą bardzo szeroki problem, bo poza tym, że kobiety ogólnie mają więcej tłuszczu, to jeszcze gromadzą go, gdy wiodą bardziej stresujący tryb życia, gdy rozregulowuje im się gospodarka hormonalna, a o to dziś bardzo łatwo. Niezwykle poruszające było dla mnie też to, jak z książek Gabora Mate dowiedziałam się, że często nadmiar kilogramów mają kobiety, które doświadczyły lub doświadczają nadużyć seksualnych różnego rodzaju. Nie chodzi zaraz o molestowanie w dzieciństwie, to może być nawet niechciany, bolesny seks z mężem, w związku, w którym niby wszystko gra. Jeśli mimo wielu prób żadne sposoby się nie sprawdzają i waga i tak wraca, to trzeba poszukać głębiej.
Mate wskazuje, że ta nadmierna masa jest dla kobiety formą ochrony.
Jeśli te powody, dla których nabieramy masy, schodzą się z kultem chudości jako piękna, a ostatnio nawet superwysportowanej sylwetki z kaloryferem na brzuchu, to pojawia się wielkie poczucie winy i wstyd. I nienawiść wobec siebie, że nie jesteśmy w stanie trzymać się w ryzach. Na Instagramie jest mnóstwo "prawdziwych" kobiet, które pokazują, jak to można być taką super i że trzeba tylko chcieć. Ja nie śledzę takich profili, ale wiem, jakie szkody robią w głowach wielu kobiet. Szukają inspiracji, a dostają chłostę, że są beznadziejne, skoro tak nie potrafią.

"Chciałam przenieść się do miasta, w którym są drogowskazy na zamorskie miejscowości, tak jakby były one tuż za miedzą". Więcej zdjęć (8)

"Chciałam przenieść się do miasta, w którym są drogowskazy na zamorskie miejscowości, tak jakby były one tuż za miedzą".

fot. Michał Wiśnia Wiśniewski /archiwum autorki

"Chciałam przenieść się do miasta, w którym są drogowskazy na zamorskie miejscowości, tak jakby były one tuż za miedzą".

fot. Michał Wiśnia Wiśniewski /archiwum autorki

Zauważanie tego, co mówi do nas nasze ciało, i wsłuchanie się w jego potrzeby, kwestia regulowania swoich emocji - to tak często pomijany aspekt w dzisiejszym świecie. I wcale nie chodzi o diety właśnie, o wygląd czy o sportowy kult ciała, lecz o naturalny rytm, biologię, którą wypieramy. Był to dla ciebie punkt zwrotny do zdefiniowania siebie na nowo?

Dokładnie. Mnóstwo niewygodnych sygnałów zagłuszamy. Uczymy się tego od dziecka. Nie płacz, nie mazgaj się, nie marudź, nie złość się, nie smuć się, bo tatusiowi będzie przykro. Dalej jest jeszcze więcej zakazów, nakazów i powinności, które trzeba spełnić, żeby świat nas lubił i cenił. Potwornie boli cię brzuch, ale siedź grzecznie w pracy i udawaj, że jest w porządku, żeby ci potem nie wytknęli, że z powodu okresu gorzej pracujesz.
Ciało pokazuje nam bardzo wiele. To od niego przychodzi sygnał, że z czymś przegięliśmy.
Zaciskaj szczękę i płoń wewnętrznie, ale nie mów, że coś cię wkurza albo że masz poczucie niesprawiedliwości. Pokorne cielę dwie matki ssie. Robimy wiele rzeczy, których nie lubimy, nie chcemy, w których czujemy się źle. Ale robimy je nadal. Oczywiście - ma to sens do pewnego stopnia, ale jeśli jest tego zbyt dużo, to w końcu zaczyna wychodzić bokiem. Jeśli praca jest bardzo stresująca, to lepiej ją zmienić, niż trwać na posterunku w kolejce po wrzody, nadciśnienie, chore jelita albo zawał.

Trenowałaś wiele sportów: bieganie, wspinaczkę, wiosłowanie, jazdę na rowerze, rolkach i biegówkach plus taniec na rurze i jogę. Powiedz mi proszę, jako osobie totalnie niesportowej, po co to wszystko?

Dużo potrzebowałam sobie udowodnić, ale było to związane też z ciekawością, poczuciem mocy, przełamywaniem barier, które przynosiło mi radość. W filmie "Szwedzka teoria miłości" Zygmunt Bauman mówi, że szczęście bierze się z rozwiązywania problemów. Wtedy pojawiają się takie momenty radości i satysfakcji. Ja miałam dużo satysfakcji z tego, że zrobiłam coś trudnego, coś nowego, o co bym siebie nie podejrzewała. I uważam, że z tego powodu warto to robić. Dzięki temu wiem dziś, na co mnie stać. Poza tym wiele sportów trenowałam do rajdów przygodowych.

Opowiedz, na czym te rajdy polegają.

To takie wielodyscyplinowe, wielodniowe imprezy na orientację. Masz do pokonania kilkaset kilometrów - na rowerze, biegiem, płynąc lub jadąc na rolkach itd. - w zespołach dwu- albo czteroosobowych. Spaliśmy czasem godzinę czy dwie na kilka dni i łaziliśmy po krzakach. Śpiewaliśmy, oglądaliśmy wschody i zachody słońca, poranne mgły, doświadczaliśmy iluzji. Było cudownie! I bardzo męcząco. Ale to było coś szczególnego. Kilka dni prawdziwej przygody z przyjaciółmi, bez telefonów, bez komputerów, pracy, obowiązków. Po prostu my i świat dookoła. Treningi do rajdów umożliwiły mi także przejechanie dwa razy Kalifornii wzdłuż i wszerz na rowerze, śpiąc w namiocie, jedząc makaron z menażki i żyjąc tylko widokami i drogą.

Opisujesz jednak też drugą stronę medalu tych rajdów: choroby, stres, wycieńczenie, itd. Jak w takim razie nauczyć się odpuszczać, jak nauczyć się wybierać, co jest dla nas dobre, a co nie?

Trzeba próbować różnych rzeczy i sprawdzać, co nam to robi. Powsłuchiwać się w doznania z ciała przede wszystkim. Zaciskanie szczęki, ból górnej części pleców, spięte ciało, ból brzucha, problemy skórne, bolesny seks i wiele innych przypadłości pokazuje nam, że tkwimy w czymś, co nam nie służy, i że znoszenie tego dużo nas kosztuje.

Kiedyś zawodniczka ultramaratonów oraz rajdów przygodowych, teraz trenuje jogę i planuje napisanie trzeciej książki. Więcej zdjęć (8)

Kiedyś zawodniczka ultramaratonów oraz rajdów przygodowych, teraz trenuje jogę i planuje napisanie trzeciej książki.

fot. Karolina Krawczyk /archiwum autorki

Kiedyś zawodniczka ultramaratonów oraz rajdów przygodowych, teraz trenuje jogę i planuje napisanie trzeciej książki.

fot. Karolina Krawczyk /archiwum autorki

A co teraz porabiasz w życiu, poza tym że kończysz studia psychologiczne?

Ostatnio piszę więcej na blogu i bardziej otworzyłam się na to, jakie opowieści o sobie przynoszą mi inni ludzie, bo to kopalnia inspiracji. Poza tym prowadzę lekcje indywidualne jogi, na razie online, choć nie mogę się już doczekać spotkań na żywo.
Dobrze wejść w psychologię, gdy wielu rzeczy się już doświadczyło i wiele przepracowało.
Relaksacja jest zupełnie inna, gdy mogę przykryć kogoś kocem! Takie drobne rzeczy mają duże znaczenie. Coraz więcej osób pyta mnie też o pogaduchy psychologiczne. Nie jestem jeszcze terapeutą, ale potrafię słuchać i zadawać trafne pytania, które pobudzają do refleksji.

Czy planujesz swoją trzecią książkę?

Mam na nią kilka pomysłów. Lubię pisać o ludzkich historiach i chyba w tę stronę pójdę teraz. Korci mnie, żeby napisać o problemach związanych z pracą, bo to tak wielka część naszego życia.

Przypomnijmy na koniec, że "Mam tak samo jak Ty. O wspólnych problemach różnych osobowości" to drugi twój tytuł - wydałaś go sama?

Tak, wydałam sama. I to było kolejnym moim życiowym wyzwaniem. Napisałam, zaprojektowałam okładkę i layout. Założyłam własny sklep internetowy przy blogu i sprzedaję książki sama. Dzięki czemu każdemu swojemu czytelnikowi mogę napisać podziękowanie i życzyć mu przyjemnej lektury. Naprawdę fajnie jest mieć taki samodzielny projekt. Wielu rzeczy musiałam się nauczyć, mnóstwo przełamać, ale to jest i działa, a najważniejsze, że ludziom się podoba.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (86)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.