Malik Montana i jego "Jagodzianki" w Sopocie

18 czerwca 2021, 12:30
Mateusz Groen
Koncert Malika Montany - Jagodzianki:

W czwartkowy wieczór Malik Montana rozgrzał klub ID do czerwoności. Młodzież śpiewała z nim wszystkie piosenki, a w szczególności słynne "Jagodzianki". Szalejący tłum bawił się przy tekstach piosenek ociekających kontrowersyjnymi treściami, jak: narkotyki, seks i kult pieniądza. Na scenie gościnnie pojawił się także trójmiejski raper Kizo.



Koncerty Hip-hopowe w Trójmieście


Publiczność nie mogła doczekać się występu rapera



Malik Montana naprawdę nazywa się Mosa Ghawsi. Urodził się w Hamburgu, jego ojciec pochodzi z Afganistanu, z kolei matka ma korzenie polsko-greckie. W Niemczech ukończył szkołę podstawową i gdy miał 15 lat, sam z bratem przeniósł się do Polski, osiedlając się na warszawskim Wrzecionie.

Nagrywa od 2008 roku pod pseudonimem Malik Montana, najpierw anglojęzyczne hip-hopowe piosenki we współpracy z raperem Sentino, a po kilku latach jego styl ewoluował w bardziej trapowe klimaty i przede wszystkim zaczął rapować po polsku, co przyniosło mu ogromną popularność nad Wisłą. Wylansował wiele hitów słuchanych głównie przez młodzież, jak: "NaNaNa", "6.3 AMG", "Wyrosłem na blokach", "Robię Yeah" czy "Jagodzianki".

Powiedzieć o Maliku Montanie, że jest kontrowersyjny, to jakby nic nie powiedzieć. Wiele środowisk zarzuca mu seksizm. W jego utworach kobiety odgrywają rolę ozdób i zabawek, najczęściej seksualnych. Na dodatek każdą można kupić, to tylko kwestia ceny ("ja gonię wciąż za hajsem. Nie gonię za babami. Bo goniąc wciąż za hajsem. Baby same przyjdą"). Montana nic sobie z tych zarzutów nie robi, krytykujące go feministki nazywa "pryszczatymi i włochatymi istotami", na których widok "wymiotuje całą noc".

Suka, zdzira - takie określenia kobiet to w jego piosenkach norma. Towarzyszą im wulgarne opisy aktów seksualnych, przyprawione przepychem i narkotykami. Młodzieży, która stanowi zdecydowaną większość fanów Malika, zupełnie to nie przeszkadza, a obserwując uwielbienie, jakim cieszył się Montana podczas koncertu w klubie ID Sopot, można wysnuć wniosek, że dla wielu jest on autorytetem i idolem.

- Malik Montana jest super, może podobać się kobietom, to typ macho. Zupełnie mi nie przeszkadza taki język używany w stosunku do kobiet. To jest raczej wizerunek sceniczny. Muzyka lekka, łatwa i przyjemna, opowiadająca o codzienności. Świat wygląda tak, jak opisuje to Malik w swoich piosenkach, i nie ma co tego ukrywać - mówi 19-letnia Ola z Sopotu.
- Jedni słuchają Beethovena, inni Malika Montany. To, że posłucham sobie, jak artysta nawija o wciąganiu kokainy czy seksualnych podbojach, nie znaczy, że wyjdę na ulicę i będę go naśladował. Zresztą po co udawać świętoszków, większość z tych, którzy się oburzają, robi to samo, o czym śpiewa Malik Montana. Hipokryzja to cecha narodowa Polaków - dodaje Jaro, początkujący hip-hopowiec z Gdyni.
Publiczność wspólnie z artystą śpiewała każdy wers piosenek. Na koncert przyszły głównie osoby młode, w dużej mierze kobiety. Publika nie przekroczyła 250 osób, a niewielki parkiet nie zapełnił się w całości, więc każdy mógł swobodnie stać i słuchać muzyki. Dokładnie, mógł, ale większość pchała się i starała się być jak najbliżej sceny.

Czytaj też: Hip-hop w odwrocie, rządzi pop. Muzyczne gusty młodzieży

Koncert Malika zapowiedziany był na godzinę 21, niemniej opóźnienie wyniosło około dwóch godzin. Ludzie snuli się po klubie, pili drinki czy też tańczyli, wyczekując wejścia na scenę artysty, bez jakiejkolwiek informacji dotyczącej pojawienia się rapera. Dopiero o godzinie 23 na scenę wszedł Brahu, który grał jako support przed gwiazdą wieczoru. Raper z Trójmiasta, mimo starań, nie rozgrzał publiczności, która wyraźnie wyczekiwała dania głównego.

Po supporcie nastąpił czas na Malika Montanę, który rozpoczął swój koncert z balkonu, na którym dopalał papierosa i "bujał" się w rytmie swojej piosenki. Po chwili zszedł na dół i rozpoczął swój występ w pełnej krasie. Poleciały takie piosenki jak: "Niedostępny", "Do rana", "Rundki" oraz "Czempion", nagrana wspólnie z trójmiejskim raperem Kizo, który towarzyszył Malikowi na scenie podczas wykonywania tego utworu.

Malik podczas swoich występów często zaprasza na scenę dziewczyny z widowni. Tak też stało się wczoraj, w pewnym momencie na scenie zrobił się nawet spory tłok, bo za jedną dziewczyną wbiegło zaraz dziesięć kolejnych, wyraźnie szczęśliwych z faktu, że mogą być tak blisko swojego idola. Po chwili dziewczyny zostały poproszone przez ochronę o zejście, a Malik rozluźnił atmosferę żartem. Widowiskowy efekt miała zapewnić włączana co jakiś czas maszyna wyrzucająca w górę iskry, jednak podczas koncertu została ona wyłączona na prośbę muzyka, któremu jedna z iskier wpadła do oka.

Czytaj też: [news 153996 nazwa="Leh, Tomasin, Aero i inni - raperzy z Trójmiasta vol. 2

Mimo że muzyka była dość dobrze słyszalna, to wokal artysty się rozmywał i mogło się zdawać, że artysta śpiewa z półplaybacku. O jakości artystycznej i intelektualnej tego występu oraz samego artysty nie ma co dyskutować, to kwestia bardzo subiektywna. Dla osoby, która nie jest fanem takiej muzyki, koncert mógł być dość niecodziennym doświadczeniem, ponieważ ilość wulgaryzmów i opisy wyuzdanego seksu wyśpiewywane lub też wykrzykiwane z uśmiechem na ustach przez młodzież wprawiały momentami w osłupienie. Mimo to publika na koncercie szalała do końca, niektóre dziewczyny nawet płakały po dotknięciu ręki przez artystę. I choć trudno to zjawisko zrozumieć, warto mieć świadomość tego, jak ono jest szerokie i jaki wpływ na młodzież mają tacy wykonawcy jak Malik Montana.
Malik Montana - Do Rana:
Muzyka Malika Montany jest
11%

świetna, dobrze się przy niej bawię

14%

taka sobie, można posłuchać od czasu do czasu

5%

dla dorosłych ok, ale nie dla dzieci i młodzieży

40%

słaba, nie warto tego słuchać

30%

nie znam jego muzyki

zakończona

łącznie głosów: 290

Opinie wybrane


wszystkie opinie (25)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.