"Najmro" - król złodziei i mistrz ucieczek w filmie reżysera z Gdańska

4 maja 2021, 13:15
Tomasz Zacharczuk
"Najmro" to pełnometrażowy debiut Mateusza Rakowicza, reżysera urodzonego w Gdańsku, który przygotowuje już kolejne filmowe projekty. Między innymi aktorską wersję komiksu "Kajko i Kokosz". Więcej zdjęć (4)

"Najmro" to pełnometrażowy debiut Mateusza Rakowicza, reżysera urodzonego w Gdańsku, który przygotowuje już kolejne filmowe projekty. Między innymi aktorską wersję komiksu "Kajko i Kokosz".

mat. prasowe/fot. Robert Pałka

"Najmro" to pełnometrażowy debiut Mateusza Rakowicza, reżysera urodzonego w Gdańsku, który przygotowuje już kolejne filmowe projekty. Między innymi aktorską wersję komiksu "Kajko i Kokosz".

mat. prasowe/fot. Robert Pałka

We wrześniu widzowie zobaczą jego pełnometrażowy debiut, w którym opowiada historię słynnego peerelowskiego "mistrza ucieczek". "Na tapecie" ma także wojenne widowisko o słynnym misiu Wojtku i aktorską ekranizację "Kajka i Kokosza". Mateusz Rakowicz, choć na co dzień mieszka i pracuje w Warszawie, to wciąż pamięta o trójmiejskich korzeniach. Z reżyserem "Najmro. Kocha, kradnie, szanuje" rozmawiamy o gdańsko-sopockich sentymentach, sposobie na gatunkowe kino w Polsce i imponujących filmowych planach na najbliższe miesiące.



Pandemia koronawirusa zablokowała bądź opóźniła wiele filmowych premier w Polsce. Jednym z tych tytułów, na które widzowie muszą poczekać nieco dłużej, niż pierwotnie zakładano, jest "Najmro. Kocha, kradnie, szanuje". Sensacyjne kino akcji inspirowane historią Zdzisława Najmrodzkiego, którego określano najsłynniejszym przestępcą PRL. W obsadzie filmu m.in. Dawid Ogrodnik, Robert Więckiewicz i Jakub Gierszał, a za kamerą debiutujący w pełnym metrażu Mateusz Rakowicz. Urodzony w Gdańsku reżyser już niedługo może być jednym z topowych polskich twórców. Mieszkający na co dzień w Warszawie filmowiec pracuje bowiem nad kolejnymi głośnymi projektami, wśród których jest m.in. aktorska wersja komiksu "Kajko i Kokosz".

Tomasz Zacharczuk: Trójmiejski reżyser mieszkający i pracujący w Warszawie czy warszawski reżyser urodzony w Gdańsku - który opis bardziej do pana pasuje?

Mateusz Rakowicz: Myślę, że niestety ten drugi. Niestety oczywiście z trójmiejskiej perspektywy (śmiech). W Gdańsku po urodzeniu spędziłem tylko rok. Potem moi rodzice z powrotem przenieśli się do Warszawy. Mój tata jest kapitanem, dużo żeglował, a na Pomorzu udzielał się także w "Solidarności". Stąd właśnie ten trójmiejski epizod w naszej rodzinie. Wciąż mam jednak duży sentyment do Gdańska, a zwłaszcza do sopockiego Brodwina, w którym mieszkaliśmy. Przez długie lata jeździliśmy tam również na wakacje. Zawsze robi mi się milej na sercu, gdy jesteśmy w Trójmieście.

Trójmiejskie filmy, które czekają na premierę w 2021



Dostrzega pan filmowy potencjał Trójmiasta?

Oczywiście. Robiłem kiedyś teledysk Kamila Bednarka promujący film "Wałęsa. Człowiek z nadziei". Pracowaliśmy bodajże przez trzy dni zdjęciowe na terenach stoczniowych i to jest bardzo filmowa przestrzeń. Wiem, że coraz więcej projektów realizowanych jest w Trójmieście dla dużych stacji i nadawców streamingowych. To tylko potwierdza, że jest to interesująca dla filmowców topografia, którą warto wykorzystywać.

- "Najmro" nie jest typowym filmem biograficznym. To kino akcyjno-komediowe z elementami
biografii i dokładnie na zachowaniu takich proporcji nam zależało, gdy zaczęliśmy pracować
najpierw nad scenariuszem, a później nad szczegółową scenografią, charakteryzacją i sposobem
realizacji zdjęć - mówi Mateusz Rakowicz. Więcej zdjęć (4)

- "Najmro" nie jest typowym filmem biograficznym. To kino akcyjno-komediowe z elementami biografii i dokładnie na zachowaniu takich proporcji nam zależało, gdy zaczęliśmy pracować najpierw nad scenariuszem, a później nad szczegółową scenografią, charakteryzacją i sposobem realizacji zdjęć - mówi Mateusz Rakowicz.

fot. z arch. Mateusza Rakowicza

- "Najmro" nie jest typowym filmem biograficznym. To kino akcyjno-komediowe z elementami biografii i dokładnie na zachowaniu takich proporcji nam zależało, gdy zaczęliśmy pracować najpierw nad scenariuszem, a później nad szczegółową scenografią, charakteryzacją i sposobem realizacji zdjęć - mówi Mateusz Rakowicz.

fot. z arch. Mateusza Rakowicza

Wciąż czekamy na pana pełnometrażowy debiut. Opowiada pan historię Zdzisława Najmrodzkiego, legendarnego przestępcy, króla złodziei i mistrza ucieczek, którego losy mogłyby zainspirować niejednego hollywoodzkiego reżysera. Jak pan trafił na tę postać i kiedy pojawił się pomysł nakręcenia filmu?

Natknąłem się na niego, gdy byłem jeszcze bardzo młodym człowiekiem. W latach 80. Najmrodzki był częstym bohaterem programów kryminalnych, jak choćby "997". Wielokrotnie w różnego rodzaju rekonstrukcjach pokazywano jego spektakularne ucieczki i to, jak grał na nosie milicji i organom ścigania. Intrygujące było to, z jak wielką swobodą się poruszał, mimo że permanentnie był na radarze ówczesnych władz. Najmrodzki przez długie lata był na mojej liście filmowych marzeń. W jego historii zawsze dostrzegałem ogromny potencjał na kino gatunkowe, które ma jednocześnie jakość autorską. Po latach zaprzyjaźniony ze mną aktor, Andrzej Andrzejewski, który gra zresztą w filmie "Najmro. Kocha, kradnie, szanuje", przypomniał mi o tej postaci. Zajmowałem się już wówczas kinem, dlatego nieśmiałe dotąd plany nakręcenia o Najmrodzkim filmu zaczęły nabierać powoli niewyraźnych jeszcze kształtów.

Z tego, co wiem, od pomysłu do realizacji minęło sporo czasu...

To był bodaj 2012 lub 2013 rok. Dwa, trzy lata później pomysł nabrał już odpowiedniego tempa. Ciekawe było zresztą też to, że Najmrodzki nie tylko w mojej opinii wydawał się intrygującym materiałem na filmowego bohatera. W pewnym momencie naliczyłem łącznie pięć projektów skoncentrowanych wokół postaci tej peerelowskiej legendy. Doszło do pewnego rodzaju wyścigu o to, kto pierwszy dostanie dotację z PISF lub znajdzie zewnętrzne dofinansowanie filmu (śmiech). Ten, kto dokonałby tego pierwszy, zgarnąłby całą pulę, bo na tak małym rynku filmowym równoległa realizacja podobnych produkcji byłaby po prostu bez sensu.

W jaki sposób podszedł pan do historii Najmrodzkiego? Bardziej jak reportażysta, który przywiązuje sporą wagę do faktów, czy jak gawędziarz, który lubi obudować prawdę sporą ilością filmowej fikcji?

Zdecydowanie druga opcja. Od początku wiedzieliśmy, że nie chcemy robić dokładnej biografii. Najmrodzkiego i jego losy potraktowaliśmy bardziej jak luźną inspirację. Odbiliśmy się od kilku kluczowych faktów, ale większość zdarzeń pokazanych w filmie jest fikcyjna. Świadomie wybraliśmy taki model, bo współgrał on również ze stylizacją i sposobem kręcenia "Najmro", które odbiegają od standardów charakterystycznych np. właśnie dla kina biograficznego. Nawet sam tytuł jest dość sugestywny, bo prawdziwy Najmrodzki praktycznie nie posługiwał się taką ksywką. Chcieliśmy w ten sposób odkreślić nieco realizm od filmowej fikcji.

"Najmro. Kocha, kradnie, szanuje" nie jest więc typowym filmem biograficznym. To kino akcyjno-komediowe z elementami biografii i dokładnie na zachowaniu takich proporcji nam zależało, gdy zaczęliśmy pracować najpierw nad scenariuszem, a później nad szczegółową scenografią, charakteryzacją i sposobem realizacji zdjęć. Można powiedzieć, że Najmrodzki wytyczał nam pewne kierunki, ale my jako twórcy sami chcieliśmy decydować o tym, jak ta nasza filmowa podróż będzie wyglądać. Mam nadzieję, że wybrana przez nas konwencja spodoba się widzom i liczę na to, że dojdzie do tego już we wrześniu.

Olga Bieniek o kulisach pracy producenta filmowego



Poza fascynującą historią uwagę w "Najmro" przykuwa także znakomita obsada na czele z Dawidem Ogrodnikiem i Jakubem Gierszałem. Pamiętam filmowy festiwal w Gdyni sprzed bodajże czterech lat, gdy obaj stoczyli zażartą walkę o statuetkę dla najlepszego aktora. Teraz zagrali w końcu razem. Jak to jest dowodzić tak uzdolnionymi aktorami, którzy jednocześnie, tak sądzę, są także dwiema zupełnie odmiennymi osobistościami?

Bez wątpienia to dwa różne charaktery, choć doskonale się znają i przyjaźnią jeszcze z czasów studenckich. Móc pracować z takimi ekranowymi osobowościami to zawsze niezwykle intrygujące reżyserskie wyzwanie. Zarówno Dawid, jak i Kuba, podobnie zresztą jak Robert Więckiewicz, to doświadczeni aktorzy i świadomi artyści. W tym przypadku musieli zaufać komuś takiemu jak ja, a więc trochę postaci znikąd (śmiech). Współpraca z Dawidem i Kubą przebiegała wyśmienicie. Bez wątpienia wytworzyła się między nami bardzo bliska relacja.

Oczywiście nie oznacza to, że zawsze było łatwo i przyjemnie. Jeśli pojawiały się trudności, to nie wynikały raczej z jakichś osobistych animozji, a przede wszystkim ze sposobu prac nad "Najmro". W Polsce nie kręci się dużo kina gatunkowego. Wiele naszych pomysłów realizacyjnych odbiegało też od powszechnie stosowanych na planach zdjęciowych praktyk. Sądzę, że Dawid jeszcze takiej postaci nie miał okazji zagrać. Dla Kuby to też było niemałe wyzwanie, bo jego bohater, choć nieco schowany na drugim planie, bardzo ciekawie rozwija się wraz z postępem fabuły. Obaj bardzo wnikliwie zaangażowali się w "Najmro", dlatego w ich towarzystwie praca nad filmem była wspaniałą przygodą.

Podczas prac nad "Najmro" Mateusz Rakowicz (z lewej) współpracował z czołówką polskich aktorów: Dawidem Ogrodnikiem (w środku), Robertem Więckiewiczem czy Jakubem Gierszałem. Więcej zdjęć (4)

Podczas prac nad "Najmro" Mateusz Rakowicz (z lewej) współpracował z czołówką polskich aktorów: Dawidem Ogrodnikiem (w środku), Robertem Więckiewiczem czy Jakubem Gierszałem.

fot. z arch. Mateusza Rakowicza

Podczas prac nad "Najmro" Mateusz Rakowicz (z lewej) współpracował z czołówką polskich aktorów: Dawidem Ogrodnikiem (w środku), Robertem Więckiewiczem czy Jakubem Gierszałem.

fot. z arch. Mateusza Rakowicza

Pracował pan u boku takich tuzów polskiego kina jak Holland, Pasikowski, Machulski. Ma pan na koncie teledyski dla muzycznego topu w Polsce. Jak te doświadczenia przełożyły się na pracę przy pełnometrażowej produkcji?

Nabieranie doświadczenia na różnych polach to znakomity kapitał na przyszłość, który fantastycznie procentuje przy realizacji pełnometrażowych projektów. Jako rzeczywisty debiut traktuję "Stację Warszawa" - film, przy którym pracowało kilku reżyserów. Każdy z nas wówczas mógł poznać kulisy prac nad profesjonalną produkcją, a zmierzenie się z poważnym tematem odbiegało od naszych dotychczasowych przedsięwzięć. Praca storyboardzisty czy udział w komercyjnych projektach, jak reklamy czy teledyski, pozwala nabrać rozpędu i pomaga się przygotować. Mam taką metodę pracy, w której staram się niezwykle sumiennie rozplanować cały filmowy projekt, wyprzedzić ewentualne problemy czy trudności, jakie mogą mnie spotkać na etapie realizacji filmu. Tego właśnie nauczyły mnie poprzednie projekty, w które się angażowałem. Oczywiście nie da się całkowicie przygotować na każdą ewentualność, bo plan filmowy jest jak pole bitwy (śmiech).

"Najmro" wciąż czeka na filmową premierę. Tymczasem na horyzoncie pojawiają się nie mniej interesujące projekty. Nawiązuję do zapowiedzianej niedawno ekranizacji komiksu "Kajko i Kokosz".

To jest projekt, który jest jeszcze na bardzo wczesnym etapie przygotowań. Zaprosił mnie do niego producent Leszek Bodzak z Aurum Film, który zadzwonił z propozycją rozmowy na ten temat. Widział "Najmro" i uznał najwidoczniej, że jestem chyba odpowiednią osobą, by podjąć się tego wyzwania, również od strony wizualnej. Dostaliśmy niedawno dofinansowanie z PISF na development. Autorem scenariusza jest Krzysztof Gureczny. Przed nami jeszcze bardzo, bardzo długa droga do realizacji filmu. Chcemy stworzyć fabularną produkcję z aktorami, która nie będzie animacją i kalką choćby tego, co ostatnio obejrzeliśmy w formie serialu na jednej z platform.

Temat opatrzony zapewne sporą odpowiedzialnością, a nawet presją, choć biorąc pod uwagę, że jest pan także rysownikiem, to także dodatkowa frajda.

Komiksy oczywiście znam od dziecka. Co do filmu - traktuję to jako superciekawe wyzwanie, opatrzone bądź co bądź presją i to wcale niemałą (śmiech). Będzie masa oczekiwań wśród widzów, szczególnie fanów tytułu. Ale to tylko dodatkowa mobilizacja. Nie mogę niestety na razie zdradzać zbyt wiele szczegółów. Ba, nawet o ogólnikach muszę wypowiadać się bardzo ostrożnie (śmiech). Jesteśmy tak naprawdę na etapie tworzenia scenariusza, mamy już solidnie dopracowany treatment. Nie możemy wprost przekopiować komiksu na ekran. Trzeba znaleźć kreatywny sposób zaadaptowania tej historii na filmową fabułę. Szykujemy, sądzę, bardzo ciekawe rozwiązania. Mogę zapewnić, że widzowie powinni być pozytywnie zaskoczeni efektem końcowym.

Oceniamy animowany serial "Kajko i Kokosz"



Premiera "Najmro" zapowiadana była jesienią ubiegłego roku, ale plany producentom i dystrybutorowi pokrzyżowała pandemia. Widzowie debiut Mateusza Rakowicza powinni zobaczyć we wrześniu tego roku. Więcej zdjęć (4)

Premiera "Najmro" zapowiadana była jesienią ubiegłego roku, ale plany producentom i dystrybutorowi pokrzyżowała pandemia. Widzowie debiut Mateusza Rakowicza powinni zobaczyć we wrześniu tego roku.

fot. Robert Pałka

Premiera "Najmro" zapowiadana była jesienią ubiegłego roku, ale plany producentom i dystrybutorowi pokrzyżowała pandemia. Widzowie debiut Mateusza Rakowicza powinni zobaczyć we wrześniu tego roku.

fot. Robert Pałka

Kolejnym ciekawym projektem, w który jest pan zaangażowany, to historia słynnego niedźwiedzia Wojtka, który podczas II wojny światowej walczył u boku żołnierzy z armii generała Andersa. Na jakim etapie są prace nad tym akurat przedsięwzięciem?

To jest z kolei historia, która towarzyszy mi już od dłuższego czasu. Temat podsunął mi dokumentalista Maciej Cuske, z którym robiłem m.in. "Stację Warszawa". Mówimy o bardzo poważnym projekcie, wokół którego dyskusja trwa już od kilku lat. W grę wchodzi duże widowisko historyczne ze znacznym budżetem. Chcielibyśmy zrobić film stricte w konwencji przygodowej, ale zarazem z bardzo wyraźnie zaznaczonym antywojennym przesłaniem. Oczywiście takim wabikiem emocjonalnym byłaby prawdziwa historia niedźwiedzia Wojtka, wokół której dobudowujemy sporą dawkę fikcyjnych wydarzeń oraz bohaterów. Inspiracją na pewno jest także książka Maryny Miklaszewskiej "Wojtek z armii Andersa".

Prowadzimy w tej chwili zaawansowane prace na etapie kolejnej wersji scenariusza i rozmawiamy z poważnymi producentami, bo mówimy o gigantycznym budżecie jak na polskie warunki. Projekt na pewno potrzebuje jeszcze mnóstwa czasu, ale jesteśmy dobrej myśli i cieszą nas małe kroki, które już poczyniliśmy w kierunku rozwoju tego przedsięwzięcia.

Wspomniał pan na początku naszej rozmowy, że tata jest żeglarzem. Czy nie kusiło zatem pana, aby wykorzystać rodzinne tradycje i nie ruszyć z kamerą w morze? Podejrzewam, że tata miałby sporo ciekawych opowieści, którymi można byłoby się zainspirować.

(śmiech) Faktycznie, kiedyś miałem zawodowe plany związane z moim ojcem, ale to raczej pomysły zawieszone w czasie, bez konkretnych działań w tym kierunku. Może do tego wrócę, ale trudno mi określić, kiedy ewentualnie mogłoby do tego dojść. Bardzo chciałbym jednak wykorzystać ten sentyment do miejsca, w którym się urodziłem. Na razie będzie to jednak dość mocno utrudnione, bo wiele dzieje się w moim życiu zawodowym, jest dużo ciekawych propozycji, sam staram się rozwijać kilka autorskich projektów. Żadnej opcji jednak nie wykluczam, więc być może podążę z kamerą śladami taty.

Quiz Średni wynik 61%

Trójmiasto w filmach znanych reżyserów. Które znasz?

Rozpocznij quiz

Opinie wybrane


wszystkie opinie (53)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.