stat

No to Che! Lao Che żegnają się z fanami w Starym Maneżu

6 marca 2020, 8:20
Patryk Gochniewski

A raczej zaczęli żegnać, ponieważ przed słuchaczami jeszcze dwa koncerty. W dwa kolejne piątki - 6 i 13 marca - będzie jeszcze szansa, aby po raz ostatni zobaczyć płocką formację na scenie, ale tylko dla tych, co zdążyli kupić bilety, które rozeszły się jak ciepłe bułeczki. Czwartkowy koncert w Starym Maneżu był wyjątkowy. Żegnamy w końcu jeden z najciekawszych polskich zespołów XXI wieku.



Rock: koncerty w Trójmieście


Lao Che. To nie zespół, to zjawisko. Nie wiem, czy na polskiej scenie jest obecnie - albo może być - ktoś, kto mógłby zająć ich niszę. Chociaż trudno mówić o niszy, kiedy cała trasa jest wyprzedana. Albo prawie, ponieważ pozostały pojedyncze wejściówki na zaledwie kilka koncertów. Te 20 lat z płockim zespołem było naprawdę wyjątkowe, a przecież mało brakowało, że ta historia w ogóle by się nie wydarzyła.

Wszystko zaczęło się tak naprawdę w 1998 roku, kiedy Spięty z Denatem założyli formację Koli. Najbardziej zadziwiające jest to, że wywodzący się z zespołów metalowych czy punkowych muzycy, chwycili się... hip-hopu. I tak, rok później, na rynku pojawił się album "Szemrany". Mocno czerpiący z popkultury lat 70. i 80. oraz klimatu warszawskich kapel ulicznych. Do dziś jest to absolutnie jeden z najciekawszych i najlepszych krążków z tego nurtu, jaki powstał w Polsce. Ta historia miała mieć kontynuację - już nawet mieli koncepcję. Futurystyczna wizja o społeczeństwie i kulturze nad Wisłą. Nic z tego nie wyszło, ponieważ powstało Lao Che.

Znów nastąpił ogromny zwrot w twórczości: w 2002 roku pojawiła się płyta "Gusła", wymykająca się wszelkim ramom. Zespół wziął na warsztat staropolszczyznę i historie jeszcze z czasów pogańskich. Ta płyta była - i cały czas jest - bardzo trudna w odbiorze. Wprawdzie zyskała z czasem popularność, miała swoich fanów, jednak sprzedaż była tragiczna. Sam Spięty przyznał kiedyś, że te "Gusła" były zbyt wypracowane, za dużo było w nich ozdobników, ale też była robiona tak naprawdę do szuflady. Ta szuflada została jednak uchylona i Lao Che zaczęło swój marsz na szczyt.

Lao Che koncert w Starym Maneżu:

Osiągnęli go wyjątkowo szybko, już w 2005 roku. Ponownie płytą, która była robiona do szuflady. "Powstanie Warszawskie" to był prawdziwy przełom. Gdyby nie wydawnictwo Ars Mundi, które było zdeterminowane, aby krążek ujrzał światło dzienne, zespół pewnie długo by nie przetrwał. A tak - boom. "Powstanie..." momentalnie zyskało ogromną popularność. Dziesięć najważniejszych wydarzeń z 1944 roku w wielogatunkowym mariażu. Po raz pierwszy ktoś zrobił muzykę historyczną bez patosu i nadęcia. Muzycy wyobrazili sobie, jak mogło to wyglądać, jak mogli ze sobą rozmawiać powstańcy. Ta płyta jest genialna i z przyjemnością się do niej wraca.

Niestety, jak to często w Polsce bywa, Lao Che zostali wrzuceni po 2005 roku do innej szuflady. Tej podpisanej "studencki rock". Było to bardzo krzywdzące, ponieważ oni nawet nigdy koło tego nie stali. Jednak trafili na moment, kiedy taka muzyka przeżywała swój najlepszy okres i niejako siłą zostali do niej podpięci. Szczęśliwie zespół się nie zrażał i dalej szedł swoją drogą.

Teksty Spiętego są tak naprawdę historiami, które gdzieś zasłyszał, ktoś mu opowiedział, a on im nadał po prostu nowy kształt. Ma wyjątkową umiejętność tworzenia mądrych, wielowarstwowych i porywających treści.

Udowodnił to w 2008 roku na płycie "Gospel". Opowiadającej o relacji na linii Polak-katolik-Bóg. Wielu, gdy usłyszało o planach na ten krążek, pukało się w głowę. Że to strzał w kolano, że zostaną wyklęci od czci i wiary. O dziwo nic takiego się nie stało, a płyta tylko ugruntowała pozycję zespołu na rynku. Niezwykle inteligentne piosenki o wierze i o tym, jak wyobrażamy sobie spotkanie z Bogiem.

Po dwóch niezwykle przebojowych płytach znów nastąpiła zmiana brzmienia. W 2010 roku na płycie "Prąd stały/Prąd zmienny" zespół zaczął mocno romansować z elektroniką. Nie było to oczywiście disco, ale słychać było, że gitary zeszły na dalszy plan, jednak to znowu było bardzo dobre wydawnictwo, a utwór, w którym Spięty wciela się w prąd, jest absolutnym majstersztykiem.

Dalsze wydawnictwa również nie powróciły do przebojowości drugiego i trzeciego albumu. W 2012 ukazał się "Soundtrack", w 2015 "Dzieciom", a w 2018 "Wiedza o społeczeństwie". Wszystkie świetne. Na każdym z nich były przebojowe utwory, które na stale weszły do koncertowego kanonu - "Zombi", "Wojenka" czy "Nie raj". Słychać było, że Lao Che już nic nie muszą, oni najwyżej mogą. Ich pozycja na rynku pozwalała im robić to, co od zawsze najbardziej lubili robić, czyli bawić się muzyką.

Lao Che w Starym Maneżu:

Ogromna szkoda, że po tych 20 latach stwierdzili, że czas się pożegnać. Tyle że - no właśnie - zespół jasno nie określił czy kończy działalność, czy też tylko ją zawiesza na czas nieokreślony. I co dalej? Bo raczej nie wrócą do wcześniej wykonywanych zawodów. Spięty, z wykształcenia ekonomista, jeździł ciężarówkami, Denat uczył angielskiego, Rysiek był elektrykiem, Trocki informatykiem, Wieża realizatorem dźwięku, a Dimon ratownikiem medycznym. Pewnie najpierw pójdą na zasłużony urlop, a potem możliwe, że niektórzy z nich poświęcą się własnym projektom.

Szczęśliwie jednak, zanim powiedzą ostateczne "No to Che", najpierw wyruszyli w trasę o tej właśnie nazwie. W czwartek po raz pierwszy zagrali w Gdańsku i było tak, jak obiecywali. Zebrali swoje i słuchaczy ulubione piosenki, nieco (albo bardzo) je przearanżowali i zagrali. Jak zwykle na najwyższym poziomie. Koncert był świetnie skonstruowany, budowany stopniowo. W pierwszej części zespół jeszcze trochę oszczędzał widownię, ale druga część występu to już była narastająca fala przebojów - publiczność ani na chwilę nie mogła złapać oddechu.

Był to przekrojowy koncert. Przez te 20 lat w końcu sporo piosenek powstało. Lao Che występowali dwie godziny i gdyby zagrali wszystkie, to całość by trwała przynajmniej jeszcze raz tyle. Poza tym to muzycy wybrali te kompozycje, które lubią najbardziej.

Ale i tak nie można wybrzydzać. "Kapitan Polska", "Hydropiekłowstąpienie", "Drogi Panie", "Nie raj", "Prąd stały/Prąd zmienny", "Astrolog", "Chłopacy", "Hitlerowcy" czy "Wojenka" to zaledwie procent tego, czym muzycy zaskoczyli w Starym Maneżu. Wcale nie wyglądali na takich, którzy chcą z tym skończyć. Kiedy żegnali się z publicznością, sprawiali wrażenie, że gdyby mogli, to kontynuowaliby działalność. Klamka jednak zapadła.

Nie chcę też w pełni zdradzać tego, co się działo we wrzeszczańskim klubie, ponieważ ci, którzy się wybiorą na pozostałe dwa koncerty, powinni mieć przyjemną niespodziankę, a nie iść na gotowe. Chociaż może się też zdarzyć tak, jak na przykład w Poznaniu, gdzie na drugim koncercie Lao Che zagrali trochę inaczej. Zatem dwa ostatnie gdańskie występy wciąż pozostają niewiadomą.

Lao Che. Jeden z najciekawszych polskich zespołów XXI wieku. Dzięki za te 20 lat. I faktycznie miejmy nadzieję, że "No to Che", a nie "no to żegnajcie".

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Publiczność

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl

Lao Che

fot. Karolina Paziewska / Trojmiasto.pl