Opera Leśna w ogniu. Organek rozpalił Sopot

27 lipca 2019 (artykuł sprzed 1 roku)
Patryk Gochniewski

Piątkowy koncert Organka w Operze Leśnej tylko potwierdził, że jest to obecnie jeden z najpopularniejszych polskich wykonawców. Wypełniony niemal po brzegi sopocki obiekt był świadkiem dobrego koncertu, podczas którego muzyk wykonał swoje największe przeboje i pokazał, że lubi bawić się swoimi utworami, nadając im zupełnie inną formę.



Na polskiej scenie od kilku sezonów prym wiedzie czterech muszkieterów - Dawid Podsiadło, Kortez, Krzysztof Zalewski oraz Tomasz Organek. Wszyscy wykonują dobrą jakościowo muzykę, sprawnie poruszając się po nurtach alternatywnego popu i rocka. Ich trasy koncertowe wyprzedają się na pniu, co tylko pokazuje, że w Polsce twórczość na dobrym poziomie ponownie staje się rozrywką dla mas, a nie wyłącznie dla wybranych.

Rock: koncerty w Trójmieście


Muzyka Organka łączy pokolenia. Jego umiejętność tworzenia zarówno porywających do tańca rockowych przebojów, jak i bardziej stonowanych, podchodzących pod bluesową konwencję ballad, w których mocno się uzewnętrznia, pozwoliła mu zburzyć międzypokoleniowe mury. Widać to było w Sopocie, gdzie stawili się przedstawiciele niemal każdej grupy wiekowej. I każda z tych osób świetnie się bawiła. Bo Organek po prostu potrafi grać dobre koncerty - pełne charyzmy, energii oraz uwypuklające wszystkie atuty jego kompozycji.

Organek gra "Mississippi w ogniu":

Historia Tomasza Organka jest w ogóle bliźniacza do tej Korteza. Robił rzeczy, które niespecjalnie go porywały, więc postanowił sprawdzić, czy jego talent muzyczny i liryczny będzie w stanie stać się sposobem na życie. Okazało się, że ludzie z miejsca go pokochali. Jednak nie wyskoczył jak filip z konopi, jak Kortez. Już wcześniej przecież przecierał sobie szlaki na polskim rynku, współtworząc zespół Sofa, który swego czasu cieszył się sporą popularnością. Teraz jednak robi muzykę stojącą w całkowitej opozycji do tamtych czasów.

Muzyk ma na swoim koncie dwie płyty - "Głupi" oraz "Czarna Madonna". Oba przepełnione piosenkami, które zna połowa kraju. Nic więc dziwnego, że Opera Leśna aż dudniła od głosów publiczności, która wyśpiewywała refreny kolejnych piosenek. "Mississippi w ogniu" (zagrane dwukrotnie), "Kate Moss", "Niemiłość" czy "Głupi ja" to utwory, których po prostu nie może zabraknąć na koncercie. Poza tym Organek lubi zaskakiwać - zmienia aranżacje, rozbudowuje kompozycje nawet do kilkunastominutowych suit, a także gra covery.

Na każdym ze swoich występów wykonuje piosenki z repertuaru kogoś innego. W Operze Leśnej były to "Autobusy i Tramwaje" z repertuaru T.Love w całkowicie odmiennej aranżacji, jakby spod ręki Trenta Reznora, poprzedzone ciepłymi słowami skierowanymi do wracającego do zdrowia Muńka Staszczyka; oraz "Wolność" Chłopców z Placu Broni - bo gdzie, jak nie właśnie nad polskim morzem najlepiej rozumie się ideę wolności. Szkoda, że nie zdecydował się jeszcze wrzucić do setlisty "Voodoo People" The Prodigy, wtedy nie musiałby grać dwukrotnie "Mississippi...". Było to po prostu trochę dziwne, ale Organek ma zaledwie dwie płyty, więc chcąc zagrać nieco ponadgodzinny koncert, musi kombinować.

Organek gra "Niemiłość" w Operze Leśnej:

Organek bardzo dobrze buduje swoje koncerty. Mając tak różnorodny repertuar, co chwilę rozkręca lub tonuje publiczność. Z rockowego hitu, przechodzi do ballady, nie pozwala publiczności utracić zainteresowania, cały czas wodzi ją za nos, a ta je mu z ręki i robi dokładnie to, czego chce artysta. Wbrew pozorom nie jest to łatwa rzecz, aby przez cały koncert utrzymać widownię w emocjach i zaciekawieniu. Organkowi się to udaje, ponieważ jest on dokładnie taki, jak jego muzyka - z jednej strony charyzmatyczny i energiczny, z drugiej stonowany i nieco wycofany. Ale przede wszystkim naturalny - i właśnie tu należy upatrywać podstaw jego sukcesu.

Nie wydaje się, aby Organek czy któryś z pozostałych wspomnianych na wstępie wykonawców szybko zszedł ze świecznika. Zapotrzebowanie na taką muzykę, oddanie fanów oraz tworzenie rzeczy, które co chwilę przyciągają nowych słuchaczy, po prostu nie pozwoli na to, aby o Organku można było szybko zapomnieć. Sam muzyk skrzętnie to wykorzystuje, biorąc pełnymi garściami, podejmując czasem zaskakujące decyzje (jak napisanie książki), ale wciąż jest to utrzymywane na odpowiednim pułapie. Tomasza Organka w przestrzeni jest dużo, jednak w przeciwieństwie do niektórych, nie wyskakuje jeszcze z lodówki, dzięki czemu nie drażni nikogo, ale też nie daje o sobie zapomnieć.