Tysiące twarzy, setki miraży Ralpha Kaminskiego

28 listopada 2021, 21:45
Magda Mielke
Ralph nie stara się udawać Kory, nie śpiewa jej utworów 1:1, lecz w pełnym poszanowaniu do oryginału, interpretuje je na swój bardzo osobisty sposób. Więcej zdjęć (10)

Ralph nie stara się udawać Kory, nie śpiewa jej utworów 1:1, lecz w pełnym poszanowaniu do oryginału, interpretuje je na swój bardzo osobisty sposób.

fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

Ralph nie stara się udawać Kory, nie śpiewa jej utworów 1:1, lecz w pełnym poszanowaniu do oryginału, interpretuje je na swój bardzo osobisty sposób.

fot. Łukasz Unterschuetz/Trojmiasto.pl

Ten człowiek tworzy metamorfozy. Ralph Kaminski wziął na warsztat piosenki Kory i zespołu Maanam i stworzył z nich osobistą opowieść, przesiąkniętą własną wrażliwością. W niedzielę dwukrotnie wybrzmiała ona w świetnie korespondującym z estetyką artysty anturażu Filharmonii Bałtyckiej. Oba koncerty zostały wyprzedane już kilka dni temu.



Ralphowi Kaminskiemu daleko do artystów-produktów, produkujących dziesiątki takich samych piosenek. Jest niezależny artystycznie, a każda jego płyta przynosi powiew świeżości i twórczej odwagi. Oczywiście, jego stylizacje, osobowość i muzyka nie każdego przyciągają, jego wizerunek niektórych może wręcz drażnić - tak to już bywa z tym, co inne, wymykające się uniwersaliom i wywołujące poczucie obcości. Talentu i warsztatu nie można mu jednak odmówić. Trzeba przyznać też, że Ralph za każdym razem dokładnie wie, po co wychodzi na scenę. Nie ma tu egzaltacji wynikającej z rozliczania się ze swoich emocji, jest za to perfekcyjnie dopracowany, pozbawiony choćby cienia fałszu występ, którym porusza w słuchaczach to, co najdelikatniejsze. Nie inaczej jest w przypadku mierzenia się z piosenkami Kory.

Na jakie koncerty warto wybrać się jeszcze w tym roku? Sprawdź nasz kalendarz imprez


M jak Maanam



Pół roku temu Ralph Kaminski wyreżyserował i wykonał koncert/spektakl z utworami Olgi Jackowskiej na zakończenie 41. Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Zaprezentowany premierowo w Capitolu materiał jesienią usłyszeli wszyscy zainteresowani polską piosenką. Wielu przyrównywało ten projekt do ruszania z motyką na słońce. Bo jak mierzyć się z artystką, którą śpiewają i kochają wszyscy? Kory nie można śpiewać bez talentu czy osobowości. Na szczęście w tym przypadku wszystkiego jest pod dostatkiem.

Płyta, która światło dzienne ujrzała ponad miesiąc temu, okazała się czymś znacznie większym niż poprawnym odśpiewywaniem coverów. Nowe aranżacje, ponadprzeciętna wrażliwość i talent artysty sprawiły, że powstało coś zupełnie nowego i bardzo oryginalnego. Choć Ralph tym projektem oddaje hołd artystce, nie czyni tego na kolanach. W pełnym poszanowaniu do oryginału interpretuje je na swój bardzo osobisty sposób, czym dowodzi swojej klasy. Już sam dobór piosenek wart jest odnotowania - poza paroma wyjątkami Ralph pochylił się nad szerzej nieznanymi utworami Kory i Maanamu. Teraz wyruszył w trasę, którą - po niedzielnym występie śmiało już można to rzec - powtarza sukces wrocławskiego show.

M jak metafora



Zorganizowanie gdańskiego koncertu w Filharmonii Bałtyckiej okazało się strzałem w dziesiątkę. Utrzymany w teatralnej konwencji koncert Kamińskiego idealnie wpisał się w tę przestrzeń. Właściwie można mówić tu o muzycznym spektaklu, gdyż forma ta została dokładnie przemyślana, nasycona szczegółami i wyreżyserowana co do pojedynczego kroku czy gestu. Ralph stworzył postać i nie wychodzi z roli nawet na sekundę, a co ważne - udało mu się przy tym uniknąć przerysowania czy otarcia o kicz.

Czytaj także: Ralph Kamiński śpiewa Korę i rozlicza się z przeszłością

Setlista godzinnego występu zawierała wszystkie dziesięć utworów z albumu "Kora", które zostały wykonane w tej samej kolejności, co na płycie. Co więcej, po krótkim przywitaniu publiczności i zaprezentowaniu zespołu artysta prezentował kolejne utwory, zgrabnie przechodząc z jednego w drugi tak, że piosenki dzieliły jedynie krótkie brawa. Nie można tu jednak zarzucić, że było to tylko odśpiewanie płyty. Każdy utwór został szczegółowo wyreżyserowany tak, że z jednej strony stanowił odrębną, wyróżniającą się stylistycznie część, z drugiej sprawnie przechodził w kolejny, dostarczając zniuansowanych wrażeń.

Występ rozpoczął się utworem "Łóżko", który Kaminski zaśpiewał schowany w figurce Madonny. Kolejne piosenki, które wykonał już po wyłonieniu się z posągu, różniły się nie tylko reżyserią świateł czy choreografią. Każdy element miał tu znaczenie, pełnił funkcję symbolu lub metafory. "Zabawę w chowanego" zaśpiewał tyłem do publiczności, zwrócony w kierunku Matki Boskiej, przez co słowa utworu nabrały jeszcze większego sensu. Po tym pełnym skupienia utworze - zarówno ze strony wykonawcy, jak i wsłuchanej w niego publiczności - energia koncertu zmieniła się o 180 stopni. Ralph, wykonując numer "Biegnij razem ze mną", zszedł ze sceny, tańczył pośród pierwszych rzędów, śpiewał bezpośrednio do fanów, a nawet usiadł na kolanach jednej z uczestniczek koncertu. To wykonanie spotkało się ze zdecydowanie największym aplauzem zgromadzonych. Po takiej energetycznej dawce emocji usiadł przy fortepianie i znów w całkowitym skupieniu, niemal szeptem wyśpiewał słowa utworu "Ta noc do innych jest niepodobna", udowadniając, że najważniejszych słów wcale nie trzeba wykrzykiwać. Wypowiadane, a w tym wypadku wyśpiewywane szeptem, są słyszalne jeszcze bardziej.

Zobacz także: Afrykańska diva zatrzęsła Parlamentem

W filharmonicznej sali doskonale wybrzmiała cala warstwa instrumentalna. Za sprawą towarzyszących Ralphowi muzyków: Bartka Wąsika, Michała Pepola, Wawrzyńca Topy, Pawła Izdebskiego i Wiktorii Bialic muzycznych uniesień nie brakowało. Szczególnych wrażeń dostarczyło wykonanie "Bez Ciebie umieram", któremu towarzyszyły eleganckie dźwięki wiolonczeli Michała Pepola. Nie padł tu ani jeden zbędny dźwięk. Wolne, introwertyczne wręcz numery na żywo jeszcze bardziej dojmowały swym ascetycznym, muzycznym opakowaniem.

M jak manifest miłości



Najbardziej symboliczną scenę przyniósł jednak ostatni utwór. Podczas gdy wsłuchiwaliśmy się w słowa utworu "Jestem Kobietą": "Gdy zaczną strzelać za oknami, Będziemy w szafie żyć", w tle sceny zaczęła unosić się podziurawiona od strzałów kolorowa flaga. Jej sąsiedztwo z figurą Madonny stało się bardzo wymowne.

Nie zabrakło także muzycznych niespodzianek. W ramach bisu Ralph ponownie wykonał "Krakowski spleen/Się ściemnia", ale także utwory z repertuaru Maanamu, które nie znalazły się na płycie: "Kreona" i "Kocham cię, kochanie moje" zgrabnie przechodzące w "Po to jesteś na świecie". Publiczność nagrodziła artystę długimi owacjami na stojąco, a ten, nie kryjąc wzruszenia i wielkiej radości, wypowiedział kilka słów podziękowania.
Czy lubisz słuchać coverów?
21%

tak, uwielbiam poznawać inne wykonania danego utworu

57%

to zależy od konkretnej piosenki/wykonania

22%

nie - najlepsze jest oryginalne wykonanie

zakończona

łącznie głosów: 288

Opinie wybrane


wszystkie opinie (37)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.