stat

Spoiwo: Wiarą i uporem wiele można zdziałać

26 marca 2020, 18:00
Patryk Gochniewski

Zespół Spoiwo ma za sobą okres zmian - tak personalnych, jak i stylistycznych. Właśnie pracuje nad nową płytą, którą otwiera kolejny rozdział swojej działalności. Podobnie jak dotychczas - bez presji, ale z determinacją.



Patryk Gochniewski: Długo było o was cicho.

Krzysztof Zaczyński: Wiesz, nie krzykiem zdobywa się świat. Zmienialiśmy się i pracowaliśmy. Jeszcze jesienią 2019 koncertowaliśmy na Słowacji i Węgrzech, gdzie testowaliśmy nowy materiał, więc dzieje się. Jesień tego roku powinna być "głośna".

Sporo się w zespole pozmieniało. Została was czwórka. A tak naprawdę trójka, bo czwarty członek jest nowy.

KZ: Z Patrykiem Piątkowskim - gitarzystą Signals from Europa - który do nas dołączył, znamy się niemal od początku funkcjonowania zespołu. Wspaniały człowiek, świetny muzyk, grał z nami już wcześniej przy okazji kilku koncertów, więc tak naprawdę od jakiegoś czasu współtworzy ten organizm, a nowy jest tylko na papierze. Z Simoną i Pawłem przebyliśmy piękną drogę, a teraz realizują swoje inne pomysły i pasje.

Kiedy przechodziliście ten burzliwy czas, przeszło wam przez myśl, że to może być koniec?

KZ: Same zmiany osobowe nie były burzliwe, odbyło się to dość naturalnie. Od początku Spoiwo najpierw tworzyli przyjaciele, a potem muzycy, więc jest to emocjonalna materia. Mamy swoje wewnętrzne ostre zakręty, ale całkiem dobrze umiemy w drifty.

Długo zajęło wam poskładanie tego wszystkiego? Bo domyślam się, że w innym składzie trzeba było trochę kwestii przegadać na nowo.

KZ: I znów, nie o same zmiany osobowe chodzi, a o kwestie czysto muzyczne. Chcemy eksplorować nowe obszary muzyczne dla nas, więcej elektroniki, syntezatorów, wokali czy inną funkcję gitary. Zmieniają się nasze inspiracje i aspiracje. Do pewnego stopnia porzuciliśmy klocki, które do tej pory układaliśmy dość sprawnie, a zaczęliśmy bawić się zupełnie nowym zestawem. Pewnie mogliśmy wydać w międzyczasie osobny album ze wszystkich kompozycji, które powstały, a które potem odrzuciliśmy.


Chcesz zobaczyć więcej? Kliknij tutaj.

Pracujecie nad nowym albumem. Wypuściliście już do sieci jego pierwszy teaser. No i jest inaczej. Trochę bardziej elektronicznie. Mniej tu organicznych brzmień. Takie trochę połączenie NIN, Radiohead i Tame Impala.

Piotr Gierzyński: Czuliśmy, że materiał z "Salute Solitude" był zamkniętą formą i nie wymaga kontynuacji. Wiedzieliśmy, że na przestrzeni czasu nasz gust muzyczny uległ znaczącemu przesunięciu w stronę muzyki elektronicznej i chcieliśmy, żeby to znalazło odzwierciedlenie w nowym materiale. Akurat grupy, które wymieniłeś, nie stanowiły dla nas żadnej bezpośredniej inspiracji, ale pewnie kształtowały wrażliwość zespołów, które są nam bliskie.

Uchylcie rąbka tajemnicy - czego można się spodziewać w nowym rozdziale, który właśnie otworzyło Spoiwo?

PG: Można się na pewno spodziewać tego, że w tym roku pojawi się nasz drugi album i trasa promująca ten album. W przyszłym będziemy jak najintensywniej grać w Europie i, jeśli plany się powiodą, na innym kontynencie. Chcemy zrobić teraz wszystko, żeby "nadrobić stracony czas".

Jak wyglądają prace? Wasza ostatnia, całkiem spora europejska trasa pozwoliła wam nawiązać różne kontakty, szerzej zaistnieć - macie za sobą wytwórnię czy jednak wydajecie album własnym sumptem?

PG: Wiesz, pomimo że zagraliśmy już trochę koncertów - ponad 100 w 13 krajach - to nadal mówimy tutaj o pewnej niszy muzycznej. Tym samym zakres potencjalnych wydawców bardzo się zawęża, a oddzieliwszy labele, które podchodzą do tematu hobbystycznie, zostaje garstka sensownych opcji. Na tę chwilę trwają rozmowy z kilkoma wytwórniami zagranicznymi i istnieje szansa, że z jedną z nich wejdziemy we współpracę.

Macie już spory bagaż doświadczeń. Jesteście rozpoznawalni - to ten moment, kiedy w końcu zespół stanie się poważnym graczem na scenie alternatywnej?

PG: Trudno jest odpowiedzieć na to pytanie. Jest cała masa czynników, które wpływają na status zespołu, część z nich jest pod twoją kontrolą, część nie. Nie jesteśmy w mainstreamie, gdzie za pomocą działań marketingowych i pieniędzy możemy stwarzać niemal od zera produkt, który za lat kilka będzie na ustach wielu. Wywodzimy się z etosu DIY i w tych warunkach pozycję buduje się latami, krok po kroku, płyta po płycie i przynosi to skutek, jeśli to, co grasz, jest spójne. Nasza nowa płyta jest zdecydowanym krokiem w inną stronę i trudno w pełni przewidzieć, czy przełoży się to na bycie "poważnym graczem na scenie alternatywnej". Pewne jest natomiast to, że wierzymy w ten materiał, a wiarą i uporem wiele można zdziałać.