Stary i niezmiennie dobry Varius Manx wystąpił w amfiteatrze przy sopockim Aquaparku

17 sierpnia 2020, 7:00
Ewa Palińska

Na rynku muzycznym obecni są od trzech dekad. Właśnie ten jubileusz zespół Varius Manx z Kasią Stankiewicz postanowił uczcić specjalną trasą, której ogniwem był niedzielny koncert w Amfiteatrze Tarasów przy sopockim Aquaparku. Artyści przypomnieli największe przeboje i zaprezentowali nowsze piosenki, a publiczność bawiła się tak dobrze, że po zakończeniu gromkimi brawami doprosiła się solidnego pakietu bisów.



Koncert zapowiadaliśmy w Kalendarzu imprez i cyklu Planuj tydzień - czytaj w każdy czwartek


Kiedy zostaliśmy zamknięci w domach, zastanawiałam się, jak będzie wyglądało odmrażanie kultury i rozrywki. Czy publiczność, w obawie przed zakażeniem, przez dłuższy czas będzie wybierała wydarzenia transmitowane online, czy może spragniona kontaktu ze sztuką szturmem ruszy na koncerty. Wygląda na to, że mamy do czynienia z wariantem drugim. No może bez tego szturmu, bo z uwagi na rygory sanitarne liczba osób na widowni jest ograniczona - na niedzielny koncert w Amfiteatrze przy Tarasach sopockiego Aquaparku sprzedano ok. 150 biletów.

Koncerty w Trójmieście


Przy piosenkach Varius Manx bawimy się już od trzech dekad, a że tak piękny jubileusz warto hucznie uczcić, zespół zorganizował specjalną trasę, której ogniwem był niedzielny koncert w Sopocie. Tu warto wspomnieć, że losy tego wydarzenia ważyły się do ostatniej chwili. Na szczęście dla artystów i publiczności, bo obie grupy wyraźnie się za sobą stęskniły, wszystko doszło do skutku i mogliśmy spędzić dwie godziny przy znakomitej, energetycznej muzyce.

Kasia Stankiewicz wielokrotnie podkreślała, że bez koncertów żyło jej się ciężko. Ta przerwa wyszła jej najwyraźniej na dobre - była w znakomitej formie i zaprezentowała słuchaczom pełne spektrum swoich wokalnych możliwości. Jako że była to trasa jubileuszowa, w programie nie mogło zabraknąć najpopularniejszych hitów zespołu, jak "Zamigotał świat", "Ruchome piaski", "Piosenka księżycowa", "Pocałuj noc, "Zanim zrozumiesz" oraz "Orła cień", na którego wykonanie publiczność musiała zaczekać do końca koncertu. Tym leciwym już piosenkom popularnością dorównuje znacznie młodszy "Kot bez ogona", którego również mogliśmy posłuchać, a spora część słuchaczy nawet zdecydowała się go zaśpiewać.

Niedzielny koncert był zdecydowanie inny od tego, który pod koniec 2018 roku Varius Manx i Kasia Stankiewicz zagrali w Starym Maneżu. Tym razem artyści nie eksperymentowali z brzmieniem, tylko zaserwowali muzykę w takiej formie, w jakiej została zarejestrowana na płytach. Tym jeszcze bardziej przypodobali się publiczności. Wiele osób podczas koncertu podniosło się z miejsc i zaczęło tańczyć, nie brakowało też chętnych do wspólnego śpiewania. Dystans (w znaczeniu metaforycznym, bo ten fizyczny został zachowany) pomiędzy wykonawcami a publicznością nie istniał - interakcja występowała od pierwszej do ostatniej chwili.

Po ostatnim planowym utworze owacje były tak intensywne, że artyści nie mieli innego wyjścia, jak odwdzięczyć się za ciepłe przyjęcie bisem. A że na jednym się nie skończyło, bo po pierwszym i każdym kolejnym owacje były jeszcze bardziej intensywne, tych dodatkowych piosenek zagrano chyba aż pięć. Zresztą Kasia Stankiewicz, tak spragniona kontaktu z publicznością, wcale nie zamierzała szybko ze sceny schodzić i jeszcze podkręcała i tak już gorącą atmosferę.

"Orła cień" - Varius Manx i Kasia Stankiewicz

Największą frajdę z udziału w koncercie mieli jednak ci, którzy na piosenkach Varius Manx się wychowywali.

- To niesamowite, jakie wspomnienia, za sprawą muzyki, do mnie wracają - opowiadała po koncercie jedna ze słuchaczek. - Dyskoteki w podstawówce, łzy w poduszkę, kiedy chłopak nie zwracał na mnie uwagi, a słuchane na full "Zanim zrozumiesz" jeszcze mnie w tej rozpaczy pogrążało. Potem licytowanie się z koleżankami, który z "Młodych wilków" zasługuje najbardziej na nasze uwielbienie, przy "Wolnych ptakach" i "Pocałuj noc", aż po "Nocne graffiti" i "Ruchome piaski", które do tej pory wzruszają mnie do łez. Ale że to już 30 lat? Nie chce mi się wierzyć, że upłynęło aż tyle czasu. Ja wciąż czuję się młodo, te hity nadal brzmią świeżo. Bawię się przy tej muzyce lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Wiek to jednak tyko liczba, którą niespecjalnie warto się kierować, a już tym bardziej przejmować - śmiała się moja rozmówczyni.

Koncert był tak energetyczny, że trudno było wysiedzieć w miejscu.