Trójmiasto w nowym teledysku zespołu KAMP!

6 czerwca 2020, 14:00
Julia Rzepecka
Zobacz teledysk "Play me dirty":

Restauracje i bary już otwarte, powoli wracają do życia teatry i kina. Zamknięte pozostają jednak wciąż w większości kluby i dyskoteki, na które fani muzyki elektronicznej będą musieli jeszcze chwilę poczekać. Zespół KAMP! wyraz tęsknoty zamieścił w najnowszym teledysku do piosenki "Play me dirty", w którym możemy dostrzec także trójmiejskie lokalizacje.



Nadchodzące imprezy plenerowe i online


Pandemia, chociaż trudna, dla wielu okazała się czasem kreatywnym. Nie inaczej w przypadku zespołów muzycznych, które w tym okresie miały okazję stworzyć coś zupełnie odmiennego niż dotychczas. Polski zespół KAMP!, grający muzykę elektroniczną, postanowił stworzyć nowy, wyjątkowy teledysk do swojego utworu "Play me dirty".

Można w nim znaleźć ujęcia z miejsc, które zostały zamknięte lub z przestrzeni, gdzie zwykle odbywają się festiwale - w tym roku odwołane. Są to m.in. Audioriver Festival, Ulica Elektryków, Sfinks700, Up To Date Festival, INTRO festival, Dom Kultury w Lublinie, NRD Klub w Toruniu, Smolna, Fala - Pawilon nad Wisłą, Tauron Nowa Muzyka Katowice, Zet Pe Te, Szpitalna 1, Przelot czy Tama w Poznaniu.

- Ograniczenia związane z pandemią uruchomiły inne pokłady kreatywności - mówi jeden z członków zespołu, Tomek Szpaderski, na co dzień mieszkający w Trójmieście. - Koncept klipu powstał jeszcze w czasie, gdy ludzie nie spotykali się tak swobodnie jak dziś. Wiedzieliśmy, że nie jesteśmy w stanie uruchomić planu zdjęciowego ani współpracować blisko z produkcją. Musieliśmy znaleźć jakąś alternatywę, stąd zdecydowaliśmy się na drony, brak jakichkolwiek osób w teledysku i smutną pustkę polskich miast.
Czytaj też: Powoli otwierają się trójmiejskie puby i kluby, choć na nowych zasadach

Klip powstał dzięki współpracy twórców z różnych miejsc w Polsce.

- Zdaliśmy sobie sprawę, że my jako muzycy tęsknimy za klubami i festiwalami, ale ta sytuacja ma dwa końce. Wiele osób było zaangażowanych w ten projekt i z chęcią pomagano nam go zrealizować. Kręcili go różni ludzie i różne drony. Pomógł nam też bardzo nasz menadżerski zespół "Makes it happen" i finalnie oddaliśmy atmosferę tego utworu. To przede wszystkim tęsknota za ludźmi i reminiscencje nocnych powrotów do domu - opowiada muzyk.
Tygodnie izolacji nie były łatwe dla muzyków, ale - jak mówią - to była okazja do nauki.

- Te miesiące są trudne, bo pozbawiają nas możliwości bezpośredniego kontaktu z naszą publicznością. Nie ma koncertów ani spotkań. Daje nam to z drugiej strony możliwość szerszego spojrzenia na nasze działania i czas, by skoncentrować się na muzyce. Moglibyśmy marudzić, ale chcemy wyjść z tej pandemii mądrzejsi i bardziej kreatywni.
Zobacz też: Dawid Podsiadło: co z biletami na koncert?

Zespół nie może się już doczekać powrotu na scenę, choć nie będzie łatwo.

- Ciężko to zaplanować. Chcielibyśmy po prostu wrócić do tych miejsc, które można zobaczyć w teledysku, dawać z siebie wszystko i brać wszystko, co scena daje. Tęsknimy za tą energią, ciarkami na plecach i stresem przed wyjściem do ludzi. Nigdy nie mieliśmy tak długiej przerwy w koncertowaniu, więc odliczamy dni - mówi Tomek Szpaderski.
Lubisz muzykę elektroniczną?
30%

bardzo i nie mogę się doczekać koncertów

33%

raczej tak, to jeden z gatunków, których słucham

20%

czasem słucham

17%

nie, to nie dla mnie

zakończona

łącznie głosów: 193