Ukochane książki z dzieciństwa. Co czytały trójmiejskie autorki piszące dla dzieci?

8 września 2020, 7:00
Magdalena Raczek

Pamiętacie swoje ulubione książki z dzieciństwa? Te czytane przez rodziców lub dziadków, a potem własne lektury? Wielu uważa, że to właśnie tomy pochłaniane w najmłodszych latach kształtują nas najbardziej i zostają w naszej pamięci na całe życie. Dzieła Astrid Lindgren, baśnie Hansa Christiana Andersena, bajki braci Grimm, polscy klasycy z Janem Brzechwą i Julianem Tuwimem na czele, "Kubuś Puchatek", "Mikołajek", "Muminki" i wiele innych. To bestsellery, które w ogóle się nie starzeją, i teraz my czytamy je swoim dzieciom. Zapytaliśmy trójmiejskich autorek piszących dla dzieci i młodzieży, jakie są ich ukochane tytuły z czasów dziecięcych.



Recenzje książek z Trójmiasta



Trójmiejskie pisarki tworzące dla dzieci i młodzieży należą do różnych pokoleń i wychowywały się w różnorodnych środowiskach, a także w innych czasach, a jednak zapytane o lektury z okresu dzieciństwa wiele z nich przywoływało podobne nazwiska oraz te same tytuły. Jakie dzieła zawładnęły ich wyobraźnią i co teraz czytają własnym dzieciom? Przekonajcie się sami.

Astrid Lindgren i jej bohaterowie



Zdecydowaną faworytką wśród autorek dla dzieci jest od kilku pokoleń szwedzka autorka - Astrid Lindgren - i jej nieśmiertelne dzieła, tj. "Dzieci z Bullerbyn" czy "Pippi Pończoszanka". Wielu z nas je czytało i teraz wraca do ich lektury dzięki własnym dzieciom. Do zwolenników tej pisarki należy m.in. Agata Półtorak (rocznik 1971) - sopocka pisarka i ilustratorka, autorka książek dla dzieci, tj. "Bajki z dnia Bałtyku".

- Moja ukochana książka Astrid Lindgren to "Ronja, córka zbójnika" z tajemniczymi, działającymi na wyobraźnię ilustracjami Ilon Wikland. Towarzyszyła mi w dzieciństwie, a także później na różnych etapach mojego życia - czytana dla siebie i dla dzieci. Za każdym razem zachwycała mnie równie mocno i bez żadnego wysiłku przenosiła w zupełnie inny świat. Lecz choć tak inny, bardzo mi bliski, bo gdzieś w głębi serca chciałam być trochę taką Ronją - szukającą przygód, odważną, bezkompromisową, uczciwą, pragnącą odnaleźć przyjaźń i swoją ścieżkę w życiu, odciąć pępowinę łączącą z rodzicami, nie niszcząc jednocześnie tej cennej więzi. Fascynował mnie także świat niezwykłych stworzeń zamieszkujących las w okolicy Zamku Mattisa - groźne wietrzydła, posępne szaruchy i mgłowce oraz niegroźne pupiszonki. Wiem, że jeszcze nieraz sięgnę po tę książkę, by przypomnieć sobie zawiłą historię zwaśnionych rodów Mattisa i Borki oraz niezwykłe przygody ich dzieci - Ronji i Birka - wspomina Agata Półtorak.

Kultowa seria "Poczytaj mi, mamo"



Kolejnym czytelniczym hitem, na którym wychowało się kilka pokoleń, była seria książek dla dzieci wydawana przez Naszą Księgarnię od 1951 roku, zatytułowana "Poczytaj mi mamo". Książeczki były kolorowe, tworzone przez znakomitych pisarzy oraz ilustrowane przez wybitnych polskich ilustratorów. Publikowane były w formacie kwadratu 16 x 16 cm. Od 2010 roku wydawnictwo rozpoczęło wydawanie ich reprintów, zebranych po 10 w jednym tomie. Książki te wspomina autorka "Franka Błyskawicy" - Agnieszka Śladkowska (rocznik 1985).

Przeczytaj także: Warto znać - słynne pisarki z Trójmiasta

- Pierwsza książka, którą uwielbiałam, to "Gdzie się podziały moje daktyle" Danuty Wawiłow z serii, na której wychowało się moje pokolenie: "Poczytaj mi, mamo". Zakupiłam ją też swoim dzieciom i niezmiennie mi się podoba. Co ciekawe, po ponad 30 latach świetnie pamiętałam jej ilustracje. Jako większe już dziecko nie miałam standardowych upodobań czytelniczych. Uwielbiałam po kryjomu czytać kupowany przez dziadka magazyn "Detektyw" poświęcony tematyce kryminalnej. Miałam wtedy 9-10 lat, a magazyn był przeznaczony dla czytelników pełnoletnich. I to raczej o mocnych nerwach. Do dziś nie wiem, czy moja mama ma świadomość, jak biegła byłam w zbrodniach z Polski i ze świata, kiedy moi rówieśnicy czytali "Kubusia Puchatka". Książki, które mi wtedy proponowano, wydawały mi się nudne, aż do momentu kiedy w moje ręce wpadł... "Pan samochodzik i templariusze" Zbigniewa Nienackiego. Wciągnął mnie tak bardzo, że przeczytałam wszystkie tytuły, które udało mi się zdobyć. Czytałam je dosłownie wszędzie, w tramwaju, przy obiedzie. Tak jak teraz o tym myślę, to mój "Franek Błyskawica" też idzie tą drogą: zagadki i tajemnice, a do tego szybka akcja - mówi Agnieszka Śladkowska.

Konopnicka, Szelburg-Zarembina i Andersen



Z kolei pisarka i redaktorka Elżbieta Pałasz (rocznik 1964), autorka książki "Dobra robota", przywołuje trzy nazwiska: Marię Konopnicką, Hansa Christiana Andersena oraz Ewę Szelburg-Zarembinę i ich twórczość: poezje, bajki, a także baśnie. Podkreśla przy tym rolę tłumaczy oraz ilustratorów, dzięki którym utwory zyskiwały dodatkowe walory i zostawały na dłużej w pamięci.

Przeczytaj także: Do czytania i podziwiania. Literatura z Trójmiasta dla dzieci

- Książki dzieciństwa to bardzo poważna sprawa, wiadomo. Były piękne, starannie wydane - ale i tak ledwo wytrzymały wielokrotne czytanie. Po wielu przeprowadzkach i innych kataklizmach zostały mi niedobitki, które teraz ze wzruszeniem przejrzałam. Wspomnę trzy nazwiska: Maria Konopnicka, Hans Christian Andersen, Ewa Szelburg-Zarembina. Choć innych się kochało, ba - wielbiło, wybrałam te trzy. Konopnicka oczarowała mnie poematem "Na jagody". Wtedy po raz pierwszy weszłam do tej fantastycznej krainy stworzonej przez wyobraźnię czytelnika według instrukcji pisarza i ilustratora. Później zachwyciły mnie jej wiersze. "Pójdziemy w pole w ranny czas, młode traweczki, witam was!" - do tej pory pamiętam te proste, piękne słowa. I wreszcie "O krasnoludkach i sierotce Marysi". Nie taka to była bajka różowa i słodka, jaką dzisiaj się serwuje dzieciom. Mieszkały tam i bieda, i głód - ale na szczęście królowa Tatra zwróciła sierotce gąski. Do maestrii słowa należy dodać wielkiej urody i wdzięku ilustracje Janusza Grabiańskiego. Andersena czytałam w grubej księdze (ponad 1000 stron) zapisanej maciupeńką czcionką, kompletnie bez ilustracji. Klimat tych baśni - mroczny, czarodziejski, gęsty - pamiętam do dzisiaj. To zapewne zasługa tłumaczy: Stefanii Beylin i Jarosława Iwaszkiewicza. U Andersena również nędza i smutek towarzyszyły bohaterom, ale umieli je przezwyciężyć, często ogromnym kosztem. Moją ukochaną baśnią pozostaje "Królowa śniegu", którą miałam w oddzielnym tomie zilustrowanym poetycko przez Jerzego Srokowskiego, niestety egzemplarz zaginął. Jakżeż imponowała mi determinacja Grety, która poszukiwała Kaja! Wiersze Ewy Szelburg-Zarembiny zebrane w tomie "Idzie niebo ciemną nocką" pełne są dziecięcych wrażeń, emocji i obserwacji. Bardzo się utożsamiałam z tym patrzeniem na świat i zachwycałam zwiewnymi ilustracjami Janusza Grabiańskiego. Jak widać, jeszcze za czasów mojego dzieciństwa dzieci czytywały wiersze i bardzo je lubiły. Ubolewam, że teraz prawdziwą poezję zastępuje się rymowankami - twierdzi Elżbieta Pałasz.

Księgarnie z Trójmiasta


Książki przygodowe: London, Curwood, May



Elżbieta Zubrzycka (rocznik 1954) - autorka książek dla dzieci (w tym lektur szkolnych) i dorosłych, psycholog, a także założycielka Gdańskiego Wydawnictwa Psychologicznego, która napisała m.in. "Filipa, lisa i magię słów", przywołuje kilka tytułów, a także dzieła Jacka Londona, Jamesa Oliviera Curwooda oraz Karola Maya.

- Z pierwszych książek pamiętam "Jak Wojtek został strażakiem". Lektura szkolna, ale bardzo mną wstrząsnęła. Pamiętam, ze chciałam też zostać strażakiem i wynosić dzieci z płonących domów. Natomiast pierwszą książką, którą czytałam do późna w nocy - do chwili aż skończyłam, była "Sejdżio i jej bobry". Do dziś mam w oczach bohaterkę płynącą kanu rzeką, a po bokach płonący las... Wtedy dowiedziałam się, jak potężnie działa wyobraźnia i że czytanie może przepędzić sen. Pamiętam też "Hrabiego Monte Christo" - czytałam do rana, taka wydawała się zajmująca ta opowieść! Zajrzałam wiele lat później do książki i nie mogłam się nadziwić, że kiedyś tak bardzo mi się podobała. W dzieciństwie London, Curwood, Karol May oczywiście - o podróżach, pokonywaniu niebezpieczeństw, o zwierzętach. Potem czytałam od lewej do prawej - mój tata miał obszerną bibliotekę i dużo klasyki. Babcia zakochana w "Trylogii" przekazała swoją fascynację wnukom i nie potrafię powiedzieć, ile razy czytałam "Potop". Ale to już nastoletnie czasy - przywołuje tytuły Elżbieta Zubrzycka.

W krainie magii i emocji



Również Agnieszka Sikorska-Celejewska - autorka książek dla dzieci i młodzieży, tj. np. "Wakacyjny koncert" czy "Smak lata" - podkreśla ważną rolę ilustracji w utworach dla najmłodszych.

- Jest bardzo wiele książek, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie w dzieciństwie. Jeśli nie byłam ich właścicielką, w dorosłym życiu próbowałam je sobie sprezentować, dokładnie w takim samym wydaniu, w jakim znałam je z przeszłości. Jedną z nich jest "Biały kamień" Gunnel Linde. Na okładce dzieci - chłopiec i dziewczynka - nakreśleni przez Marię Orłowską-Gabryś, której sposób ilustrowania zawsze wprawia mnie w nostalgiczny nastrój (inna ulubiona książka z tych lat to "Bajarka opowiada"). Pamiętam, że dzieci, które na okładce siedzą na konarze pośród gęstych liści, wymieniały się kamieniem, któremu przypisały magiczną moc. Aby stać się jego chwilowym posiadaczem, trzeba było wypełnić jakieś zadanie, zlecone przez drugą osobę. Pamiętam, że chłopiec musiał podłożyć nocą jajko do łóżka sędziego i pamiętam obrazek, na którym przebudzony, pękaty sędzia siedzi w pościeli, szukając stopą kapci, podczas gdy chłopiec wciąż ukrywa się pod łóżkiem. Zostanie przyłapany czy nie? Wielkie emocje towarzyszyły czytaniu tej sceny! Dlaczego akurat ta książka? Może przez tę dziecięcą umiejętność widzenia w zwykłych przedmiotach czegoś więcej niż martwych kawałków rzeczy, skłonność przypisywania im tajemniczych, magicznych właściwości. Ale pewnie też podobała mi się gotowość bohaterów do podejmowania wyzwań i odwaga, jeśli nie brawura, z którą je realizowały - twierdzi Agnieszka Sikorska-Celejewska.
Zapytana o swoje ukochane lektury z najmłodszych lat Roksana Jędrzejewska-Wróbel (rocznik 1969), twórczyni słynnej serii książek o Florce, na podstawie których powstał serial animowany dla dzieci, wymienia trzy dzieła, które pamięta do dziś.

- Pierwsze to "Rupaki" Danuty Wawiłow z fantastycznymi, zielono-brązowymi ilustracjami Elżbiety Gaudasińskiej. To one były podwaliną mojej miłości do poezji. Każdy wiersz z tego tomu był wspaniały i otwierał drzwi do świata dziecięcej wyobraźni. Wawiłow była mistrzynią słowa, rytmu, dowcipu i zwięzłości. Zachwyca mnie nieustannie, mam wciąż to wydanie z dzieciństwa, chociaż rozpada się już na kawałki, bo czytałam je także moim dzieciom. Drugie to "Przygody w krainie chryzantem" Anny Świrszczyńskiej - japońska baśń o małej Obie, najlepszej siostrzyczce na świecie, która wyruszyła w niebezpieczną podróż, aby zdobyć jaskółcze gniazda, bo tylko zrobiona z nich zupa może uratować jej małego braciszka. Wzruszała mnie odwaga i determinacja Oby i do tej pory pamiętam elegancką, czarno-pomarańczową okładkę z różowym flamingiem i dziewczynką w kimonie - proste, ale magiczne wycinankowe ilustracje Bożeny Rogowskiej. Ta baśń zachwycała mnie jako dziecko, ale dopiero jako dorosła dowiedziałam się, Świrszczyńska to jedna z najlepszych polskich poetek. Zachwyciła mnie więc po raz drugi, do tego stopnia, że pisałam o niej pracę magisterską pod kierunkiem mojego wspaniałego profesora, Stefana Chwina. Z kolei "Dziewczynkę spoza szyby" Jadwigi Ruth-Charlewskiej przeczytałam, kiedy miałam 10 lat i chodziłam do IV klasy w podstawówce na Przymorzu, ale pamiętam ją do tej pory. Ją i jej bohaterkę - Elżunię, która była moja rówieśnicą. Różniłyśmy się tym, że ja chodziłam, a ona była sparaliżowana i całe dnie spędzała na wózku. Nie było wtedy klas integracyjnych, nie znałam żadnego sparaliżowanego dziecka. Ta książka pozwoliła mi wejść w ten świat, otworzyła serce na odmienność, nauczyła, że świat może wyglądać zupełnie inaczej, niż ja go widzę. Nie wiem, czy miała ilustracje, ale pamiętam niebieską okładkę, na której narysowana była samotna dziewczynka o smutnych oczach - wspomina Roksana Jędrzejewska-Wróbel.
Czy masz ukochaną książkę z dzieciństwa?
61%

tak, wciąż do niej wracam

31%

tak, ale niewiele już z niej pamiętam

8%

nie, żadna nie zrobiła na mnie wrażenia

zakończona

łącznie głosów: 297