stat

Vera King o grafice, feminizmie i "Mięsie"

29 września 2017 (artykuł sprzed 2 lat)
Aleksandra Wrona

Kobiety na jej rysunkach przypominają umięśnionych mężczyzn, tłumaczy, że to z powodu ich ogromnej siły i potencjału. Sama jest tego idealnym przykładem. Angażuje się w szereg działań twórczych, prowadzi warsztaty z dziećmi, maluje murale oraz tworzy grafiki, obok których nie da się przejść obojętnie. Vera King nie boi się wyrażać głośno swojego zdania nawet na trudne czy kontrowersyjne tematy.



Aleksandra Wrona: Twoje prace można nazwać odważnymi, poruszasz w nich m.in. tematykę ciała, religii, feminizmu. Czy jest temat, którego narysowania byś się nie podjęła?

Vera King: Takich tematów jest wbrew pozorom wiele. Zawodowo jestem grafikiem, jest to zajęcie, które często wymaga pracowania nad czymś, co jest mi zupełnie obce, jednak myślę, że mimo tego trzeba być wobec siebie uczciwym. Nie przyjęłabym komercyjnego zlecenia na temat, z którym się nie zgadzam, np. nie chciałabym podejmować tematów sakralnych bez możliwości własnej ich interpretacji, bez miejsca na przewrotne myślenie.
Często rysuję kobiety w taki sposób, że przypominają umięśnionych mężczyzn. Jest to moja alegoria siłaczki. Wystarczy spojrzeć na nasze matki, które pracują, zajmują się domem, a jednocześnie są bardzo kruche.

Twoje prace często dotyczą problemów kobiet. Czy uważasz się za feministkę?

Tak, jestem feministką i uważam, że jest to pojęcie, z którym każdy trzeźwo myślący człowiek powinien się utożsamiać. Znam wielu mężczyzn, którzy określają siebie jako feministów. Jako matka nie wyobrażam sobie nie być feministką, chcę dla mojej córki świata, w którym wszyscy ludzie będą mieli równe prawa. Odrzucanie feminizmu wiąże się z dzieleniem ludzi na bardziej i mniej uprzywilejowanych. To, że każdy z nas powinien móc decydować o sobie, jest dla mnie jedną z najbardziej oczywistych rzeczy. Przykro mi, jeśli ktoś uważa inaczej.

Jak w takim razie rozumiesz feminizm?

Jest to pojęcie, które często przedstawiane jest bardzo stereotypowo, tymczasem uważam, że dla każdego może ono oznaczać coś innego. Feminizm nie określa wzorców działania. Według mnie oznacza on życie zgodne z własnymi potrzebami i uszanowaniem różnorodności ludzi wokół nas. Inną sprawą jest to, jak wychowywane są dziewczynki. Już na etapie dorastania widać, że są one wycofane, uważają, że pewne rzeczy nie są dla nich. Nie odpowiada mi taka rzeczywistość. Pracuję z dziećmi i staram się wzbudzać w nich przekonanie, że każdy człowiek może dążyć do tego, o czym marzy. We współpracy z CSW "Łaźnia" prowadziłam warsztaty "Bez obaw", podczas których dzieci malowały korytarz swojej szkoły, ilustrując lęki i obawy związane ze szkołą właśnie, oswajając je przy tym i nazywając. Pozwalaliśmy im brudzić się, malować rzeczy większe od nich samych, po to, aby obudzić w nich odwagę twórczą, co szczególnie ważne w przypadku dziewczynek. W życiu zawodowym obserwuję kobiety, które są kompetentne i mądre, ale bardziej wycofane i mniej przebojowe niż mężczyźni.

Innym ważnym tematem poruszanym w twoich pracach jest cielesność. Postaci, które rysujesz, są masywne, niczym zrobione ze skały, przypominają raczej mitologicznych tytanów niż kruche kobiety. To celowy zabieg?

Często rysuję kobiety w taki sposób, że przypominają umięśnionych mężczyzn. Jest to moja alegoria siłaczki. Myślę, że kobiety mają w sobie ogromną siłę, wielki potencjał. Wystarczy spojrzeć na nasze matki, które pracują, zajmują się domem, a jednocześnie są bardzo kruche. Moje rysunki to przewrotna interpretacja, pokazuję kobiety nie tak, jak je widzimy, ale jakie są naprawdę.

Skąd wzięła się u ciebie pasja do rysowania?

Rysowanie towarzyszyło mi od zawsze.Moja mama i tata zajmują się fotografią i malarstwem, więc wychowałam się w środowisku, które przywiązywało dużą wagę do obrazu. W pewnym momencie miałam już tego przesyt. Najpierw marzyłam o byciu policjantką, potem komandosem. W gimnazjum poczułam, że ze wszystkich rzeczy, którymi się zajmuję, rysowanie sprawia mi największą satysfakcję, dlatego wybrałam liceum i studia o takim profilu.

Twoje prace można też znaleźć na murach w Trójmieście. Czym jest dla ciebie rysowanie murali?

To dla mnie świetna odskocznia od codziennej, wielogodzinnej pracy przy komputerze. Gdybym miała na to czas i przestrzeń, to z przyjemnością robiłabym to częściej. Ostatnio miałam taką okazję podczas projektu "Zrozumieć Sierpień" organizowanego przez ECS. Wspólnie z mieszkańcami wspólnoty mieszkaniowej przy ul. Dmowskiego zobacz na mapie Gdańska, malowaliśmy bramę ich podwórka. Tematem była solidarność, ale w wymiarze międzyludzkim, oddolnym. Mieszkańcy osiedla zrobili burzę mózgów na temat tego, co chcieliby, żeby powstało na tym muralu. Znalazły się tam takie hasła jak "podaj cegłę", oaza spokoju, korzenie, motyw lwa, kota... różne szalone historie. Było to świetne wyzwanie i ciekawy eksperyment.

Mieszkańcy malowali razem z tobą?

Tak, oczywiście! To było niesamowite doświadczenie. Pierwszy raz pracowałam warsztatowo z osobami starszymi ode mnie, które choć są już na emeryturze, to pracowały z ogromną siłą. Byłam tym bardzo pozytywnie zaskoczona, ile w tym wieku można mieć w sobie pasji, chęci i energii do działania.

Lubisz pracować z ludźmi?

Tak, ale lubię też zamknąć się zupełnie sama na kilka godzin. Dobrze jest znaleźć balans między pracą w samotności a wychodzeniem do ludzi, co bywa bardzo inspirujące i motywujące. Jako osoba prowadząca warsztaty sama uczę się od ich uczestników. Uwielbiam pracować z dziećmi, które są niesamowicie kreatywne i szczere, chociaż placówki edukacyjne często to hamują. Jedna z pań pracujących ze mną przy projekcie na Wrzeszczu, powiedziała do mnie: "Bardzo chciałabym malować, może trochę spróbuję, ale mam dwie lewe ręce i zawsze bardzo słabo szło mi z plastyki". Wzruszyłam się, bo kiedy przyszło do pracy okazało się, że pani świetnie sobie radzi. Na koniec projektu usłyszałam od niej, że bardzo lubi malować murale i żałuje, że się tym nie zajmuje. Nie można mówić ludziom, a w szczególności dzieciom, że czegoś nie potrafią. Pracując z dziećmi zawsze staram się pomóc im uwierzyć w swoje zdolności, nie krytykując podejmowanych prób. Człowiek, który boi się, że zrobi coś źle, jest zablokowany. Najwięcej uczymy się popełniając błędy.

Jaki efekt chcesz wywołać swoimi rysunkami? Chodzi tylko o wyrażenie własnego zdania, a może o wywołanie jakiejś większej, społecznej zmiany?
Sztuka może w dużym stopniu wspomagać różne ruchy czy akcje społeczne, niestety sama w sobie nie wywoła rewolucji. Wokół nas dużo wizualnej bylejakości. Jest ona estetycznie szkodliwa, a zarazem bardzo "ludzka" i inspirująca.

Myślę, że to bardzo ważne, żeby twórcy angażowali się społecznie, jednak nie sądzę, żeby miało to moc wywoływania przełomowych zmian. Sztuka może w dużym stopniu wspomagać różne ruchy czy akcje społeczne, niestety sama w sobie nie wywoła rewolucji. Wokół nas dużo wizualnej bylejakości. Jest ona estetycznie szkodliwa, a zarazem bardzo "ludzka" i inspirująca.

Zdarzyło ci się mieć nieprzyjemności z powodu twoich prac?

Nie czuję się osobą na tyle publiczną, żeby moje prace były powodem kontrowersji. Nawet kiedy poruszam trudne tematy, tak jak w książce "Mięso", staram się przedstawiać je nienachalnie, nie mam na celu nikogo obrażać.

Jeden z twoich cyklów obrazków nosi tytuł: "Masz grzech". Skąd takie założenie?

"Masz grzech" to cykl osobistych i trochę przewrotnych grafik, które wystawiałam w marcu tego roku w Kwiaciarni Grafiki w Warszawie. Samo to hasło kojarzy mi się z dzieciństwem, sytuacją, kiedy dzieci powołują się na przekazywane im wielkie prawidła i rzucają to niczym ostateczne zaklęcie i klątwę. Lęk przed grzechem, cenzor strzegący przed wydumanym ogniem piekielnym i straszną karą najczarniejszych wyobrażeń... kolejne narzędzie kontroli naszych wyborów i decyzji. Wystawa pokazywała dziewczynki czy postacie, które zachowują się "niegrzecznie". Był to wyraz sprzeciwu wobec nakazu życia według pewnych reguł, ukazany oczywiście z przymrużeniem oka.

Jesteś bardzo wszechstronną artystką - murale, grafiki, warsztaty... Jakie masz plany na przyszłość?

Najważniejsze dla mnie jest bycie szczęśliwą osobą, która robi to, co kocha i rozwija się w tym w sposób uczciwy i staranny. W życiu prywatnym pracuję jako grafik w dużej firmie odzieżowej, gdzie projektuję odzież dziecięcą. To firma komercyjna, więc jest to dla mnie ciekawe doświadczenie, kiedy muszę odciąć się od autorskiego podejścia projektowania grafiki i ilustracji. Projekt Vera King to moja pasja, którą oczywiście chciałabym kiedyś zmienić w jedyną pracę. Tworząc autorskie projekty nieraz zapominam o spaniu i jedzeniu, wchodząc na wysoki poziom przejęcia.

Potrzebujesz czasem odpoczynku od rysowania? Co wtedy robisz?

Uwielbiam chodzić na bardzo długie dystanse. Jeśli chodzę, to rzeczywiście nie rysuję, ale bardzo często tworzę wtedy obrazy w swojej głowie, a jak tylko wrócę, to siadam, żeby je narysować. Zasypiając też rysuję w myślach.

Czy któryś ze swoich projektów darzysz szczególną sympatią?

Trudno powiedzieć. Często patrząc na projekt z perspektywy czasu widzę, że mogłabym coś zrobić inaczej. Z całą pewnością projektem, który lubię, jest książka obrazkowa "Mięso", która była moją pracą dyplomową, a na międzynarodowym konkursie w Katowicach zdobyła pierwsze miejsce. Nie sądziłam, że tak kontrowersyjny temat ma szansę na nagrodę, to było dla mnie duże zaskoczenie. Projekt "Mięso" jest połączeniem autorskiej, emocjonalnej wizji problemu i rzetelnych treści, będących własnością intelektualną Fundacji Czarna Owca Pana Kota, działającej na rzecz poprawy sytuacji zwierząt. Na ilustrowanych rozkładówkach książki spotykamy proste pytania dotyczące mięsa, podparte obrazowym dopowiedzeniem i rzeczowym rozwinięciem o faktyczne dane, statystyki, definicje. Całość przybiera formę swoistego dialogu. Prowadzące odbiorcę pytania stawiane są swobodnie, z perspektywy zadziwionego obserwatora. Łącząc się z prostymi w formie, lecz niejednoznacznymi obrazami, tworzą treść ukazującą nonsensy, absurdy i okrucieństwo związane z traktowaniem zwierząt przez człowieka.

Atakujesz mięsożerców?

Absolutnie nie! W książce znajduje się dużo technicznych informacji, faktów, statystyk... Ma ona wartość informacyjną. Przerywnikami są pytania zadawane z perspektywy przybysza z innej planety, który słuchając tych opowieści ma swoje refleksje np. "Dlaczego nie jemy naszych psów i kotów?". Robiąc książkę o wegetarianizmie nie chciałam sięgać po drastyczne i dosłowne środki. Nie chciałam też oceniać odbiorcy, zwracać się do niego bezpośrednio, atakować, dlatego utożsamiam się z odbiorcą i pytam dlaczego "my" tak robimy jako ludzie. Nie chcę nikomu narzucać swojego zdania, lecz pragnę skłonić do refleksji.

Czy tę książkę można gdzieś zobaczyć?

W październiku odbędzie się wystawa z okazji dziesięciolecia Wydziału Grafiki Akademii Sztuk Pięknych, gdzie będzie można obejrzeć m.in. "Mięso". Serdecznie zapraszam!