stat

"W Dickach cały czas jest ta szczenięca radość tworzenia"

18 października 2017, 6:00
Patryk Gochniewski

Gdański zespół Dick4Dick powraca. I to w bardzo dobrym stylu. Na niecały miesiąc przed premierą nowej płyty "Dick4Dick is a Woo!Man" Krystian Wołowski i Adam Hryniewiecki opowiadają o kulisach jej powstania i czy wciąż tworzenie sprawia im radość. Nowej płyty będzie można posłuchać przedpremierowo 21 października w Teatrze Szekspirowskim podczas Interference Festival.



Patryk Gochniewski: Dick4Dick jest kobietą?

Krystian Wołowski aka Nygga Dick: Hm... jakby ci odpowiedzieć na to pytanie (śmiech). Nie, nie jest kobietą. Tytuł też jest dość przewrotny - "Dick4Dick is a Woo!Man", a "woo" w slangu oznacza podrywać. Ale fonetycznie to brzmi jak kobieta. To też był nasz koncept, chcieliśmy żywe kobiece wokale. Może też wpływ na to miała sytuacja w naszym kraju (śmiech).

No właśnie, wokalistki. Tak naprawdę to pierwsza płyta, na której macie gości.

Nygga Dick: Jak wspomniałem, to był nasz koncept. Wokale innych osób pojawiały się już na "Who's Afraid Of?", jednak były to tylko sample. Teraz jest to w pełni organiczne. Początkowo myśleliśmy, że będzie mniej tych występów gościnnych, ale ostatecznie w każdym utworze mamy kobiecy wokal. Czyli jest super!

Mieliście określoną listę osób, z którymi chcieliście współpracować? Czy może ktoś wam odmówił?

Nygga Dick: Poruszaliśmy się w kręgu znajomych. Nie szukaliśmy na siłę, nie uderzaliśmy do osób, z którymi się nie znamy albo znamy pobieżnie. I tak jest moja córka Lena aka Woska, żona Tomka Ziętka, czyli Mars Loco, managerka Ania MoMo i utalentowana, mam nadzieję o krok przed wielką karierą Julita Zielińska. Bunio pisał już teksty dla Natalii Nykiel, więc ta też się odwdzięczyła gościnnym występem. Wykorzystaliśmy nasze naturalne kontakty. Nie doszła do skutku tylko współpraca z Moniką Brodką, która miała bardzo dużo zobowiązań wobec Męskiego Grania.

Adam Hryniewiecki aka Dexter: Ale kto wie, może jeszcze kiedyś nasze drogi się skrzyżują.

To by było ciekawe. Tym bardziej, że zadziałaliście na zasadzie kontrastu.

Dexter: Tak, Justyna Chowaniak. Na co dzień śpiewa w Domowych Melodiach i ci, którzy ją znają mogą się mocno zdziwić, kiedy usłyszą ją na naszej płycie w najmocniejszym i najbardziej zadziornym numerze, "Bunga Bunga". Chcieliśmy wykorzystać talenty wokalne dziewczyn w nieoczywisty sposób.

Wracacie do korzeni. Czuć ten elektropunk, którym daliście się poznać. Ale jednocześnie wciąż wrzucacie różne brzmienia. Gdzieś jest UK Garage, gdzieś brzmienie a'la Kavinsky, a nawet i Michael Jackson. To dla was naturalne?

Nygga Dick: Jesteśmy grupą o bardzo rozległych horyzontach. Ale też to już nie jest nowość. Dawniej to było rzadziej spotykane. Dzisiaj tworzenie stało się bardziej otwarte, słuchacze też poszerzają swoje horyzonty. Przekuliśmy to na proces twórczy i przez to też co płytę była zmiana brzmienia. To prowadziło do dwóch rzeczy. Po pierwsze nie nudziliśmy się (śmiech). Ale też skutkowało to tym, że nie byliśmy w stanie wyrobić sobie określonego tzw. fanbase'u. Jedni odchodzili, pojawiali się nowi i tak w kółko. W okolicach 2013 roku, kiedy większość z nas zajęła się innymi sprawami i zespół działał na zwolnionych obrotach, postanowiliśmy, że kiedy wrócimy, musimy zawęzić proces twórczy. Projekt dojrzał. Znudziliśmy się też gitarami, przestały być dla nas ekscytujące. Elektronika daje dużo szersze spektrum, jest świeższa. I poniekąd jest to powrót do naszych korzeni, do 2004 roku, ale też nie jesteśmy już gówniarzami, te rzeczy są teraz bardziej wysublimowane.

Kiedy będziemy mogli usłyszeć na żywo efekty waszej pracy?

Nygga Dick: Przedpremierowo 21 października w Teatrze Szekspirowskim na Interference Festival. Będzie o tyle ciekawie, że na scenie pojawią się trzy wokalistki, z którymi współpracowaliśmy - Woska, Julita Zielińska i Mars Loco. A oficjalna premiera odbędzie się 18 listopada w Warszawie.

Wybraliście też dość nietypowy jak na polskie warunki proces promocji albumu - teasery wideo na Facebooku.

Nygga Dick: Tak. To nie było wykalkulowane. Zdajemy sobie też sprawę, że nie jesteśmy LCD Soundsystem i ludzie nie czekają na nasze płyty z wywalonym jęzorem. Niektórzy o nas zapomnieli albo położyli kreskę i chcemy się przypomnieć. A tak poza tym, co ja będę gadał - rozdajemy karty! (śmiech). Najzwyczajniej w świecie nagraliśmy świetną płytę.

Dick4Dick - "More" feat. Woska:

Singiel promujący album "Dick4Dick is a Woo!Man"



Wasze drogi jakiś czas temu się rozeszły. Nie wszyscy już tak często jesteście na miejscu. Dick4Dick stał się pobocznym projektem?

Nygga Dick: Na dobrą sprawę Bunio mieszka w Warszawie już chyba od dekady. Udziela się w wielu projektach pobocznych, ale Dicki to ten najbardziej rdzenny, jego band. Nie chcę za bardzo wypowiadać się za Tomka Ziętka, ale wydaje mi się, że po Loco Star w D4D ma największy wpływ autorski. Tu nie ma określonego lidera, kogoś od komponowania, nasz proces twórczy jest wyważony. Dzisiaj też odległości nie są tak istotne. Pomysły można przesłać z każdego miejsca. Dla mnie i dla Dextera to na pewno najważniejszy projekt. I najbardziej rozpoznawalny. Wiesz, w Dickach cały czas jest ta szczenięca radość tworzenia.

Też możecie sobie na to pozwolić, bo od paru lat jesteście z Dexterem restauratorami! Współprowadzicie Dwie Zmiany.

Nygga Dick: (śmiech) No, no, kaska też się musi zgadzać. W życiu trzeba osiągnąć taki fajny balans, a to nie jest proste. Dzięki różnorodnej działalności Dicki mogą zachować w sobie ten niezwykle istotny element zabawy.

No i jesteście dość płodni. Niemal co roku nowy materiał.

Nygga Dick: Faktycznie, masz rację. Jesteśmy płodni (śmiech). Ostatnio czytałem wywiad z Kamp! i zdziwiłem się, że są już dziesięć lat, a wydali tylko trzy płyty. My jesteśmy trzy lata dłużej i "Woo!Man" to nasze dziewiąte wydawnictwo. Więc całkiem nieźle.

Jesteś zadowolony z tego, co nagraliście?

Nygga Dick: Lubię każdą naszą płytę, ale ta wydaje mi się najbardziej profesjonalna. Poświęciliśmy na nią dużo czasu, od grudnia ubiegłego roku do sierpnia. Początkowo myśleliśmy, żeby wydać ją na wiosnę, ale uznaliśmy, że to za szybko. Pracowaliśmy tyle, ile było trzeba. Nie chcieliśmy też jej robić dłuższej, bo ma się pojawić na winylu. Przy jej długości, niecałych czterdziestu minutach, wychodzi idealna długość, aby muzyka zachowała odpowiednią jakość po wytłoczeniu jej na czarnych płytach.

Czyli jest po prostu idealna.

Nygga Dick: Dokładnie tak!