stat

Wyśpiewują historię naszych przodków. Wywiad z zespołem Źdźbło

10 stycznia 2020, 10:00
Julia Rzepecka

"To obcowanie z człowiekiem, którego już nie ma". Tak o śpiewie białym i słowiańskich pieśniach mówią członkowie zespołu Źdźbło, Agnieszka Błonkiewicz i Fryderyk Wojda. Już w piątek, 10 stycznia, będzie można usłyszeć ich na żywo w Oliwskim Ratuszu Kultury, gdzie wykonają starodawne kolędy.



Najbliższe koncerty w Trójmieście


Julia Rzepecka: Kto śpiewa w zespole i jaką muzykę wykonujecie?

Agnieszka Błonkiewicz:
W naszym zespole są osoby czynnie zajmujące się śpiewem tradycyjnym i archaicznym. To śpiew pod względem repertuaru i stylu odwołujący się do najstarszych tradycji, a w naszym przypadku - w ścisłym zawężeniu do tradycji słowiańskich - odwołujemy się do takich sposobów śpiewu, jakie do niedawna powszechnie funkcjonowały na wsi. Do dziś ich ślady spotykamy jeszcze na przykład na Polesiu czy na Kurpiach. To techniki całkowicie różniące się od śpiewu akademickiego, którego uczy się na studiach. Jest to śpiew całkowicie naturalny. Mówi się o nim śpiew biały - czyli głośny, czysty, nieukształtowany, surowy. W różnych regionach kraju brzmi trochę inaczej, bo każdy region wykształcił swój własny styl.

Jak zaczęła się wasza przygoda ze śpiewem?


Fryderyk Wojda: Co ciekawe, rozpoczynaliśmy od śpiewu ludowego, ale... ukraińskiego. Zespół powstał w 2004 roku, po warsztatach prowadzonych przez Hannę Koropnyczenko. Składał się z osób, które lubiły i chciały śpiewać taką muzykę. Cała inicjatywa wyszła właściwie od strony Agnieszki, która prowadziła podobne zajęcia w Pałacu Młodzieży.

AB: Ogłoszenia o warsztatach pojawiły się między innymi na Uniwersytecie Gdańskim i przyciągnęły zainteresowanych. Pośród nich mocną grupę stanowili członkowie Kapeli Mariackiej, która wykonywała w Bazylice Mariackiej chorał gregoriański. A zaczęliśmy od śpiewu ukraińskiego, ponieważ w ogóle wtedy był taki czas, że w Polsce łatwiej było znaleźć instruktora śpiewu ukraińskiego niż polskiego.

FW: Rzeczywiście, był taki moment. To był czas fascynacji muzyką, jaką wykonuje np. zespół Drewo.

AB: Pojawiały się wtedy osoby zajmujące się muzyczną rekonstrukcją i zespoły, które starały się śpiewać tak jak wiejscy muzykanci czy babcie na wsiach. Co więcej, muzyka ukraińska jest wielogłosowa i jest przez to często dla słuchaczy ciekawsza, bardziej pociągająca niż nasza jednogłosowa linia śpiewu.

Skąd nazwa "Źdźbło"?


AB: Dokładnie pamiętam ten moment, kiedy nazwa powstała. Natalia Wojtczak, która wtedy z nami śpiewała, powiedziała, że gdyby kiedykolwiek miała założyć zespół, nazwałaby go "Źdźbło". To był żart, ale nazwa została.

A jednak pasuje, ponieważ nasuwa skojarzenia z ludowością i wiejskim klimatem. Mnie osobiście od razu przyszedł do głowy dźwięk, który można uzyskać, dmuchając w ściśnięte dłonie, między którymi znajduje się źdźbło trawy.


FW: Zaczęło się od żartu, ale rzeczywiście kojarzy się to z naszą muzyką, jest to też typowo polskie słowo, które nam odpowiada.

Jak dokładnie wygląda wasz repertuar? Jakie pieśni śpiewacie i jakie historie one opowiadają?

FW: Jako zespół mieliśmy różne etapy. Zaczęliśmy od śpiewu ukraińskiego, później sięgaliśmy do innych rzeczy, próbowaliśmy nawet muzyki irańskiej. Ostatecznie postanowiliśmy się skoncentrować na tradycjach słowiańskich.

AB: A dokładnie północnej Słowiańszczyzny.

FW:
Poprzez teksty na pewno można zauważyć, że ci ludzie zupełnie inaczej postrzegali świat. Historie bardzo często dotyczą po prostu wydarzeń z ich życia. To były osoby pochodzące ze wsi, a więc opowiadały o codziennych zajęciach. W kolędach są przemycone powszednie sformułowania. Zdarza się, że Bóg chodzi za pługiem, a Maryja Dziewica spotyka się z nim na polu i przynosi mu obiad. To przemieszanie materii sakralnej z codziennością.

AB: Takie historie zdarzają się jednak najczęściej w muzyce wschodniej. U nas za to częściej odnaleźć można traktaty teologiczne.

Czy zgodzicie się, że muzyka ludowa niesie wiele emocji? Te pieśni w dawnych czasach były wykonywane bez wcześniejszej nauki, można więc domyślać się, że były śpiewane naturalnie i szczerze. Czy wykonując je, można dowiedzieć się czegoś o człowieku z dawnych lat?

AB: Tak, śpiew biały niesie wiele emocji, zwłaszcza że jest bardzo głośny. Można nawet powiedzieć, że śpiewamy i krzyczymy. Określa się to często jako "śpiew na krzyku". Dla mnie wykonywanie tych tekstów daje poczucie obcowania z człowiekiem, którego już nie ma, ze swoimi korzeniami i przodkami. Czuję połączenie z tamtym światem i mogę powiedzieć, że to jest sedno i powód, dla którego śpiewam. Ta muzyka po prostu przenosi. Jest w tym taki niesformalizowany, w nic jeszcze nie ujęty i nieukształtowany sposób wyrażania siebie. Zarówno w języku i w surowości tych melodii.

Jak nauczyć się śpiewu białego? Czy to łatwe?


AB: Dla jednych trudne, dla innych łatwe. Są takie osoby, które po prostu to mają. Anna Niechwiadowicz z naszego zespołu przyszła do nas i od razu zaśpiewała. Czasem trzeba jednak uważać na gardło i krtań.

FW: Trzeba wynaleźć odpowiedni sposób, żeby daną pieśń zaśpiewać. Czasem sami sobie podpowiadamy, zwykle są to uwagi od Agnieszki, która czuwa nad nami od strony technicznej. A często robimy to po prostu intuicyjnie i spontanicznie. Nawet gdy uczymy się z nagrania, na którym słychać jakąś starszą panią wykonującą pieśń, nie staramy się tego identycznie odwzorować. Raczej zastanawiamy się nad tym, jak my chcemy to przekazać. A w międzyczasie przyswajamy sobie umiejętności warsztatowe.

AB: My jeszcze załapaliśmy się na starą metodę nauczania tego śpiewu, intuicyjną metodę Jewhena Jefremowa. To on wpadł na to, by śpiewać na krzyku. Ma to być dźwięk niesiony daleko, w naszym wyobrażeniu do kogoś, kto stoi na przykład w oddali na polu.

Niektóre próby przeprowadzacie w mieszkaniach, jak reagują na to sąsiedzi?


FW:
Staramy się ćwiczyć w różnych miejscach, aby nie być utrapieniem dla sąsiadów, współpracujemy również z Nadbałtyckim Centrum Kultury. Ale ćwiczymy też w naszych domach.

AB: Na szczęście mamy wspaniałych i wyrozumiałych sąsiadów.

Co zaprezentujecie na koncercie w Oliwskim Ratuszu Kultury?


AB: Będzie dosyć różnorodnie, ponieważ wysłuchanie najstarszych pieśni polskich tak jak zostały one stworzone - w surowym, konsekwentnym jednogłosie - może być po prostu trudne w odbiorze. Będą więc brzmienia bliższe chorałowi czy nawet kościelne. Będą też na pewno wielogłosy ukraińskie, które stały się z czasem naszą wizytówką, i oczywiście jednogłosowe polskie kolędy. Nie chcemy zdradzać za dużo, ale pojawią się elementy instrumentalne: w postaci renesansowego fletu w wykonaniu Magdaleny Warżawy, ja zagram na fortepianie, zabrzmi też - bardziej współczesny - kontrabas.
Czy słuchasz muzyki ludowej?
51%

Tak, uważam, że jest piękna

25%

Czasem, znam kilku wykonawców

24%

Nie, nie interesuje mnie to

zakończona

łącznie głosów: 69