stat

Z Oruni do Cannes. Sukces gdańszczanki

27 kwietnia 2013 (artykuł sprzed 7 lat)
Małgorzata Brylowska

Jeszcze tydzień temu niewiele osób słyszało o Elżbiecie Benkowskiej, młodej, niepozornej oruniance. Dzisiaj rozpisują się o niej najważniejsze gazety z branży filmowej, zarówno z Europy, jak i ze Stanów Zjednoczonych. To na nią skierowany jest ciekawski wzrok rodzimych dziennikarzy. I nie bez powodu - w końcu jest pierwszą Polką, której film fabularny dostał się do prestiżowego konkursu filmów krótkometrażowych w Cannes. O festiwalowym urwaniu głowy, konkursowym filmie "Olena" i planach na przyszłość rozmawiamy z reżyserką, absolwentką Gdyńskiej Szkoły Filmowej.



Małgorzata Brylowska: Dyplom filmówki już obroniłaś, nominację do Cannes masz w garści. Teraz pozostało chyba tylko usiąść i czekać?

Elżbieta Benkowska: Po nominacji nie ma czasu na czekanie. Przed wyjazdem nagle spada na głowę dużo roboty. Kopie filmu są najważniejsze. Trzeba je dopracować i jak najszybciej wysłać na festiwal. Dołączyć materiały prasowe, wydrukować i sprawdzić plakaty. Wszystkiego dopilnować. Jak już paczka zostanie wysłana i wszystko będzie zrobione, można faktycznie usiąść i czekać.

Z informacji podawanych przez media branżowe wynika, że jesteś najmłodszą reżyserką nominowaną w tym roku do konkursu o Złotą Palmę - Cannes Court Metrage. Czy to zwiększa presję, czy daje większą satysfakcję?

Na razie nie ma presji, jest radość. Presja pojawi się przy drugim filmie, bo wtedy będę musiała udowodnić, że ta nominacja nie była dziełem przypadku, a zasłużonym wyróżnieniem. Teraz nie mam czasu nawet o tym pomyśleć. Nie wiedziałam, że jestem najmłodsza. Gdyńską Szkołę Filmową też ukończyłam jako najmłodsza. Nie wiem jak to na mnie wpływa, ale myślę, że to fajnie. Jestem młoda, więc mam bardzo dużo czasu na rozwijanie się i na wszystkie filmy, które chcę nakręcić. Jeśli jest się młodym i ma się sprecyzowane plany na przyszłość, już jest się wygranym.

Od debiutu na najważniejszym filmowym festiwalu europejskim zaczęła swoją wielką karierę Jane Campion w 1986 roku, sędziująca w tegorocznym konkursie. Dziś nazywa się ją "dzieckiem Cannes". Myślisz, że możesz powtórzyć jej sukces?

To mój pierwszy festiwal i pierwsze odwiedziny w Cannes. Mam nadzieję, że nie ostatnie - niezależnie od wyniku. Mój film "Olena" będzie miał tam swój pokaz premierowy. To dużo. Na razie staram się o tym wszystkim nie myśleć. Przede mną jeszcze dużo pracy.

Odnoszę wrażenie, że praca nad filmem nigdy się nie kończy, a przecież "Olena" to krótki, zaledwie piętnastominutowy metraż. Ile trwała praca nad nim?

Trochę tak jest. Nad Oleną prace trwały w sumie dwa lata. Scenariusz zaczęłam pisać podczas wakacji w 2011 roku, a skończyłam rok później. Na szczęście ze znalezieniem odtwórczyni głównej roli nie miałam problemu, bo z Oksaną Terefenko, która kończy w tej chwili Studium Wokalno-Aktorskie w Gdyni, pracowałyśmy razem przy mojej poprzedniej realizacji. Trochę dłużej trwało znalezienie odtwórców ról męskich. Sebastiana Perdka, studenta aktorstwa z Wrocławia, poznałam dzięki poleceniu znajomych. Igora Aronova, który jako jedyny w zespole jest naturszczykiem, szukałam najdłużej i najdalej. Znalazłam dopiero na Ukrainie. Szczęśliwie na udział w filmie zgodził się również Krzysztof Gordon. Zdjęcia zaczęliśmy w sierpniu 2012, a montaż zakończyłam w tym roku. Jeszcze przed obroną wprowadzałam ostatnie poprawki do filmu. Od pierwszej wersji zmienił się ogromnie. Ale wyznaję zasadę, że im więcej czasu spędzi się nad scenariuszem, tym lepiej dla filmu.

Teraz dopiero można wyobrazić sobie, jaki ogrom pracy kryje się za tak małą produkcją. Skąd bierzesz siły i inspiracje?

Z wysoko postawionej poprzeczki. Chciałabym kiedyś osiągnąć taki poziom, jaki reprezentuje Roman Polański. Ale nie tylko jego filmy mnie inspirują. Moi ulubieni reżyserzy to: Fincher, Wong Kar-Wai, Kondratiuk, Wiszniewski. Akurat inspiracją do powstania Oleny była moja podróż przez Serbię. Sama zgubiłam paszport na dworcu pod Belgradem i musiałam szukać go na torach - to było punktem wyjścia do historii przedstawionej w filmie. Tematy do fabuły czerpię z otaczającego mnie świata. To, co przedstawiam w filmie musi być prawdziwe, żeby prawdziwe było to, o czym opowiadam. Dlatego robię też dokumenty - są takie osoby, które znam i chciałabym, żeby zostały zapamiętane. Mam wrażenie, że jeśli ja ich nie pokażę, nikt inny już ich nie zobaczy. Zostaną zapomniane - to byłaby wielka strata. A wysiłek włożony w coś, co się robi - zawsze się opłaca. Lubię robić filmy. Cała radość polega na tym, że filmy robi się, by je pokazać. I później można zobaczyć reakcje widzów - jak są dobre to wiadomo, że było warto.

Jak widać było warto, skoro film został doceniony nie tylko przez Gdyńską Szkołę Filmową, która twój film zgłosiła na festiwal, ale i jury z Cannes, które Olenę do konkursu przyjęło. To niebezpieczny moment - zostać docenionym na początku kariery. Nie spoczniesz na laurach?

Zawsze to, co się robi, trzeba robić na sto procent! Olena, choć jest "filmem szkolnym", jest produkcją w pełni profesjonalną. Film dyplomowy jest wizytówką młodego reżysera, z którą później idzie w świat. Jest przepustką do kolejnego filmu i musi być na najwyższym poziomie. Tak jest z "Oleną". W szkole prowadziliśmy ścisłą współpracę. Zdjęcia do Oleny robił Sławomir Witek, który jest również twórcą zdjęć do filmu Łukasza Ostalskiego "Matka", a w którym ja byłam drugim reżyserem. Dzięki tej współpracy wszyscy mamy już jakieś doświadczenie i mamy co pokazać. W marcu zaczęłam pisać scenariusz do nowego filmu. Dopiero zaczęłam, więc wszystko może się jeszcze czterdzieści razy zmienić. Zdaję sobie sprawę, że to dopiero początek drogi. Nie spocznę na laurach. Jestem świadoma swoich słabości, ale też wiem, że stać mnie na więcej. Czy zajmę się dokumentem czy fabułą? Tę decyzję zostawiam sobie na później. Lubię robić filmy i chcę je robić najlepiej jak umiem!

Film "Olena" Elżbiety Benkowskiej jest pierwszym filmem w historii polskiej kinematografii, który został zakwalifikowany do konkursu głównego fabularnych filmów krótkometrażowych w Cannes. Ogłoszenie wyników i wręczenie Złotych Palm odbędzie się 26 maja.
Najlepsze historie filmowe:
54%

pisze życie

15%

są efektem wyobraźni autora

31%

powstają, gdy fakty mieszają się z fikcją

zakończona

łącznie głosów: 183