stat

Słynni aktorzy, którzy pochodzą z Trójmiasta

1 października 2019, 16:00
Tomasz Zacharczuk

Polski James Dean, blondwłosa seksbomba z "Pociągu do Hollywood", gdańszczanin z wyboru, który grywał u największych twórców polskiego kina czy urocza gdynianka, do której wzdychała męska część widowni. Niektórzy w Trójmieście się urodzili, inni związali z nadbałtycką metropolią karierę zawodową. W cyklu Filmowe Trójmiasto tym razem prezentujemy sylwetki najsłynniejszych aktorów kojarzonych z Gdańskiem, Gdynią lub Sopotem oraz przypominamy ich najważniejsze role w polskiej kinematografii.

 

Grażyna Wolszczak przygodę z aktorstwem rozpoczynała we Wrocławiu, Krzysztof Majchrzak do świata filmu wkroczył jako absolwent warszawskich i łódzkich szkół, Krzysztof Kolberger zawodowe doświadczenie zdobywał najpierw na Śląsku, a później w stołecznych teatrach. Beata Poźniak-Daniels dzieciństwo spędziła na ul. Piwnej, by lata później zagrać w oscarowym "JFK" u boku Gary'ego Oldmana. Wszyscy urodzili i wychowali się w Gdańsku. Podobnych przypadków w polskiej kinematografii jest zresztą znacznie więcej. Trójmiasto dla wielu urodzonych tu artystów było jedynie przystankiem początkowym, z którego wyruszali w wielką aktorską podróż.


Filmowy pociąg kursował jednak również i w drugą stronę. To z Gdańskiem zawodowe kariery związali czołowi chyba w tej chwili trójmiejscy aktorzy, którzy choć mieszkają i pracują tu od lat, pochodzą z zupełnie innych regionów Polski. Mowa o Dorocie Kolak i Mirosławie Bace. Trójmiejska scena teatralna już kilka dekad temu ściągała nad Bałtyk najlepszych w aktorskim fachu.

Wiele zawodowych lat w Gdańsku i Sopocie spędził Zbyszek Cybulski. W Gdyni zamieszkała i zaczęła pracować warszawianka, Katarzyna Figura. Długoletnią karierą w Teatrze Wybrzeże mógł natomiast pochwalić się pochodzący ze Śląska Henryk Bista. Reprezentanci pierwszej, jak i drugiej grupy trójmiejskich aktorów bez wątpienia na trwałe wybitnymi nieraz rolami zapisali się w historii polskiego filmu. Przypominamy ich największe (pomijając kreacje teatralne i serialowe) filmowe dokonania.

Zobacz także: Trójmiejscy aktorzy teatralni w popularnych serialach

Ukochana Wiedźmina i "żona" Gary'ego Oldmana



Wyspecjalizowała się głównie w rolach serialowych, ale tuż na początku XXI w. zdążyła zagrać w głośnych produkcjach opartych na literackich bestsellerach. Najpierw jako tajemnicza Yennefer uwodziła Michała Żebrowskiego vel Geralta z Rivii, pięć lat później jako Judyta Kozłowska flirtowała z Pawłem Delągiem w "Ja wam pokażę!". Grażynę Wolszczak do dziś wielu widzów najbardziej kojarzy właśnie z ekranizacjami słynnych książek Andrzeja Sapkowskiego i Katarzyny Grocholi.

Gdańszczanka aktorskich szlifów nabierała we Wrocławiu, a następnie w Wałbrzychu i w końcu w Warszawie. To tam w połowie lat 80. rozpoczęła karierę teatralną i filmową. Jednak to w Trójmieście narodziła się jej pasja do grania. Wystarczyło, że absolwentka III Liceum Ogólnokształcącego im. Bohaterów Westerplatte w Gdańsku obejrzała spektakl wrocławskiego teatru pantomimy, który akurat wystawiał się gościnnie nad Bałtykiem. Grażyna Wolszczak aktorskie marzenia realizowała konsekwentnie. Dziś przede wszystkim znana jest z ról teatralnych i serialowych.

Znacznie dłuższą podróż, bo z ulicy Piwnej wprost do stolicy filmowego przemysłu, czyli Los Angeles, odbyła Beata Poźniak. Urodziła się w Gdańsku, pochodziła z rodziny lekarzy, ale od najmłodszych lat wiedziała, że to nie gabinet, a scena będzie jej miejscem pracy. Nawet wtedy, gdy w szkole średniej wybierała klasę o profilu biologiczno-chemicznym. Na studiach tego błędu już nie popełniła - idąc za głosem serca, postawiła na łódzką "filmówkę".

Na deskach teatru zdążyła zadebiutować na trzecim roku studiów i to w rodzinnym mieście. Rolą Justyny w "Vatzlavie" Sławomira Mrożka, którego wystawiał akurat Teatr Wybrzeże. Wkrótce trafiły się kolejne występy sceniczne, debiut telewizyjny, a nawet konkursy poezji śpiewanej. Kluczowy okazał się wyjazd do Stanów Zjednoczonych w połowie lat 80.

Beata Poźniak: dziewczyna z ulicy Piwnej zachwyciła Hollywood


To za oceanem Beata Poźniak rozwinęła aktorskie skrzydła, ale także dała się poznać jako polityczna i społeczna aktywistka. W 1991 roku zagrała u Olivera Stone'a w filmie "JFK". Wcieliła się w rolę żony zabójcy prezydenta Kennedy'ego, Mariny Oswald. Partnerował jej sam Gary Oldman, a żarty na planie zdjęciowym opowiadał Kevin Costner. Później były już głównie gościnne występy w znanych serialach ("Melrose Place", "Kroniki młodego Indiany Jonesa" czy "JAG - Wojskowe Biuro Śledcze"). Beatę Poźniak mają okazję w tym roku oglądać również polscy widzowie. Wszystko za sprawą roli w "Obywatelu Jonesie" Agnieszki Holland. Filmie, który otworzy tegoroczny Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Krzysztof szarmancki i Krzysztof nieokrzesany



Ciepły, opanowany głos i maniery dżentelmena decydowały nie tylko o aktorskim kunszcie, ale też o powodzeniu wśród płci pięknej. Na wielkim ekranie zawsze kojarzył się z elegancją, szykiem, charyzmą i pewną aurą tajemniczości. Podobnie jak Jerzy z "Ekstradycji" - jedno z najpopularniejszych aktorskich wcieleń Krzysztofa Kolbergera, gdańszczanina ze Strzyży, który miał okazję na wielkim ekranie wyrecytować milionom widzów najsłynniejszą inwokację w historii polskiej literatury.

Uczęszczał do IX Liceum Ogólnokształcącego, ale po zdaniu matury opuścił Trójmiasto, by ukończyć wkrótce PWST w Warszawie. Następnie wywiało go aż do Katowic na deski Teatru Śląskiego, ale i tu nie zabawił zbyt długo. Postawił na stolicę i tamtejsze teatry, w których nie tylko grał, ale też wystawiał sztuki. Jednocześnie rozwijał karierę telewizyjną i radiową. Na małym ekranie debiutował w trójmiejskim serialu "S.O.S". To właśnie przede wszystkim z formami telewizyjnymi był najbardziej kojarzony przez widzów. Na dużym ekranie pojawiał się jednak regularnie. W 1999 roku to jemu Andrzej Wajda w ekranizacji "Pana Tadeusza" powierzył rolę Adama Mickiewicza.

O Kolbergerze pamiętało też rodzinne miasto. Rok po śmierci aktora, w 2012 roku, jego nazwiskiem ochrzczono jeden z nowych skwerów na Strzyży, nieopodal domu Kolbergera. Trzy lata później uwielbiany przez widzów aktor został patronem IX LO.

Z estymą i nienagannym stylem Kolbergera kontrastuje z pewnością wizerunek drugiego ze znanych aktorskich Krzysztofów pochodzących z Gdańska. Łobuzerskim spojrzeniem i siarczystym monologiem potrafił widzem dosłownie wstrząsnąć. Krzysztof Majchrzak dość szybko dorobił się łatki aktora równie zdolnego, co niesfornego.

Nie przeszkadzało to z pewnością Janowi Jakubowi Kolskiemu, który najchętniej angażował właśnie Majchrzaka do swoich filmowych projektów, choćby do "Cudownego miejsca", "Historii kina w Popielawach" czy "Pornografii". Aktora można było widywać także w nieco bardziej skomercjalizowanych przedsięwzięciach - "Quo Vadis", "Yesterday" czy "Konopielka". A wszystko zaczęło się od wybitnej roli w "Arii dla atlety" Filipa Bajona.

I aż dziwne, że aktor, który trafił na plan zdjęciowy u Davida Lyncha ("Inland Empire"), podczas szkolnych przedstawień na tyle mocno szydził ze scenicznych artystów, iż strzelał w nich kulkami z gazety. Ewidentny talent, który gdańszczanin (gdy miał dziewięć lat rodzice przeprowadzili się do Łodzi) ujawnił w późniejszych latach, na szczęście nie wymuszał podobnych zachowań ze strony widowni czy krytyków.

Zarówno jedni, jak i drudzy narzekać mogą jedynie na długie przerwy od kina, jakie robi sobie Majchrzak. Trzy lata temu, po blisko 10-letniej nieobecności, zagrał - a jakże! - u Kolskiego w "Las. 4 rano". Znając niepokorny charakter i dość swobodne podejście do zawodu, Krzysztof Majchrzak znów się zahibernował na kilka lat.

Filmowy skarb Gdyni



W ogromne oczy tej filmowej piękności wpatrywała się nie tylko męska część widowni. Zarażała pozytywną energią, emanowała naturalnym wdziękiem, doprowadzała do łez spontanicznym poczuciem humoru. Do filmów, w których występowała, zawsze wnosiła ze sobą dodatkową wartość. Anna Przybylska była filmowym skarbem Gdyni, po którego utracie rozpaczała cała Polska.

Zanim pochodząca z Orłowa aktorka tragicznie zmarła na skutek choroby, dała się poznać jako artystka wnosząca do kina niespożyte pokłady energii, seksapilu i humoru. Taką zapamiętano ją z ról w "Superprodukcji", "Karierze Nikosia Dyzmy" czy "Lekcjach pana Kuki". Zagrała także m.in. w "Sępie" u boku Pawła Małaszyńskiego i Michała Żebrowskiego.

Rozpoczynała u Radosława Piwowarskiego, który już od kilku lat zabiera się za nakręcenie filmu poświęconego Annie Przybylskiej. To właśnie ten reżyser odkrył aktorski talent modelki z Gdyni, która dość szybko porzuciła pedagogikę obronną na Akademii Marynarki Wojennej (wcześniej ukończyła IX LO im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Orłowie). Debiut w "Ciemnej stronie Wenus" wkrótce poskutkował angażem w "Złotopolskich". Kariera wystrzeliła błyskawicznie. I można się było tego spodziewać. Nikt jednak nie mógł wiedzieć, że będzie to kariera zdecydowanie zbyt krótka i zbyt boleśnie zakończona.

W kolejnym odcinku Filmowego Trójmiasta przyjrzymy się aktorom, którzy - pomimo że pochodzili z różnych zakątków Polski - to właśnie z Gdańskiem, Gdynią i Sopotem związali zawodowe kariery.