Arka coraz wyżej

2 września 2001 (artykuł sprzed 19 lat)

Arka Gdynia

To był jeden z tych meczów, które należało wygrać i dobrze się stało, że pomimo osłabienia arkowcy zrobili swoje. Goście, zmęczeni środową potyczką w Białymstoku (2:2), gdzie przez 48 minut grali w dziesiątkę, okazali się groźni tylko na papierze.

Nasz zespół znowu ruszył z kopyta. Znak, że nie będzie żartów, dali do spółki Kobus i Ulanowski, którzy w 3 min, przy linii bocznej, zaatakowali wślizgiem Bogu ducha winnego Antczaka. Zresztą Kobus nie żartował prawie do końca. Przebieg widowiska był zbliżony do meczu gdynian z "Jagą" (1:0). Fajerwerki (sztuczne ognie) mieliśmy tylko na trybunach. Dominowała walka. Gościom, chyba jednak nieco lepszym piłkarsko i lubującym się w wymianie pozycji, raczej to nie pasowało. Niby w środku pola stwarzali przewagę liczebną, po czym dawali się zaskoczyć w prosty sposób. Jak chociażby w 8 min, kiedy Kobus błyskawicznie wykonał rzut wolny z połowy boiska. Gdyby Unton opanował daleki przerzut, byłby w sytuacji sam na sam. Klej na bucie rozpuściła deszczówka.

Pierwsza bramka padła po ostrym dośrodkowaniu Ulanowskiego z kornera. Będący w centrum pola karnego Kowalski efektownie dobiegł do piłki, ośmieszając bodaj czterech rywali. To efekt zmiany założeń. Do tej pory Łukasz "zamykał stałe fragmenty", teraz jego obowiązki przejął Stencel. Oby nos wychowanka Gedanii utrzymał taką czujność. W 41 min mogło być po meczu. Smarzyński dograł w tempo do Kobusa, który po ładnym dryblingu znalazł się przed Stankiem. 33-letni golkiper odbił jego strzał, prosto pod nogi nadbiegającego "Smolenia". Pusta bramka otworem, jedenasty metr i... poprzeczka. - Piłka była zbyt mocna - wyjaśniał Michał, co też było widać gołym okiem. Mimo to szkoda.

Druga połowa była już lepsza w wykonaniu Ślązaków, ale tak naprawdę przebudzili się, gdy "Uli" załatwił sprawę. W 75 min Kobus, nie zwlekając, wznowił grę rzutem wolnym z ponad 30 m. Krótko podał do kapitana, a ten na skrzydło do Laskowskiego. Młody napastnik odważnie pociągnął i płasko zacentrował. Jak Koźmiński do Olisadebe. 2:0! Po tym zdarzeniu trzy dobre okazje Zagłębia (m.in. poprzeczka po strzale Baczyńskiego z rzutu wolnego pośredniego z 12 m) nie mogły już zrobić wrażenia na radosnej publice.

Osobna porcja braw należy się właśnie kibicom, którzy jakby trenowali i rozgrzewali się przed wyjazdem do Poznania, gdzie nawet ma dojść do meczu pomiędzy szalikowcami. Rzecz jasna nie w lesie, lecz na boisku, na oczach wielotysięcznej widowni. Ponad setka przybyszów z Sosnowca, nielubianych - co się akurat rzadko zdarza - zarówno przez Arkę, jak i Lechię (Zagłębie należy do frakcji legijnej), wyraźnie była pod wrażeniem tego, co dzieje się na stadionie, bo przesiedziała 90 minut jak mysz pod miotłą. Inna sprawa, że obstawa zamaskowanych i zaopatrzonych w długą broń policjantów musiała zdeprymować gości.
Rekordowa widownia to z pewnością efekt porozumienia z redakcją "DB", która jednak - jak szybko się wydało - złamała istotne ustalenia. Otóż opublikowane w sobotnim wydaniu "Dziennika" darmowe zaproszenie miało być ważne wyłącznie na 2 osoby (taki był sens zabawy mającej ściągnąć na trybuny ludzi spoza kręgu stałych sympatyków), a tymczasem stało w tekście inaczej. Na bramach zebrano ok. 2000 kuponów. Drugi wątek był już bolesny dla klubu, ponieważ wyrażał się w gotówce. Cały obiekt otoczyli bowiem gazeciarze. Kibice więc, którzy nie byli w posiadaniu "DB" i zamierzali kupić bilet za 12 zł, natychmiast zmieniali kierunek. Zamiast do kas podchodzili do młodych ludzi, wygrzebując z kieszeni złoty i dwadzieścia groszy. Proszę pomnożyć różnicę razy tysiąc (co najmniej). Szefowie klubu, którego złym zwyczajem są skargi na dziennikarzy (prymusem był Andrzej Czyżniewski, ale i Jacek Milewski szybko zyskał obrońców), powinni być bardziej przewidujący oraz roztropni. Niepolitycznie jest - gdy myśli się o promocji i korzyściach klubu - rozróżniać media. Sam pomysł na frekwencję nie był głupi.

Bramki:1:0 Kowalski(34-głową), 2:0 Ulanowski (75).

Żółte kartki: Kobus (45, faul na Kosterze), Merchut (65, faul na Łuczywku), Murawski (86, faul na Antczaku) - Baczyński (27, faul na Stenclu).

Czerwona kartka: Kobus (82, za uderzenie Kostera).

Arka: Wosicki 7 - Kowalski 8, Merchut 6, Stencel 6, Witt 6 - Ulanowski 7, Murawski 6, Unton 4 (46 Laskowski 6), Lewna 5 (89 Brede) - Kobus 1, Smarzyński 5 (67 Rybkiewicz). TRENER: Gierszewski.

Sędzia: Bakaluk(Olsztyn).

Widzów 5500.

star.



7 kolejka:

Hetman - Świt Nowy Dwór Maz. 2:0 (1:0); Cios (16), Gancarczyk (71). Widzów 1500.

Górnik Łęczna - Orlen Płock 3:0 (0:0); Jarzynka (61), Feliksiak (71), Bugała (82). Czerwona kartka: Sobolewski (Orlen, 65). Widzów 2000.

Górnik Polkowice - Lech Poznań 0:0. Czerwona kartka: Adamski (Górnik, 72). Widzów 2000.

Ceramika Opoczno - GKS Bełchatów 2:1 (2:0); Wolański (37), Kozubek (38) - Patalan (89). Widzów 1300.

Ruch Radzionków - Tłoki Gorzyce 2:3 (0:0); Żaba (59, 69) - Pacuła (53), Bański (64), Szafran (75). Czerwona kartka: Wujek (Ruch, 90). Widzów 2000.

Hutnik Kraków - Jagiellonia Białystok 1:1 (0:1); Bernas (57-karny) - Żuberek (41-karny). Czerwona kartka: Łągiewka (Jagiellonia, 89). Widzów 600.

Polar Wrocław - Odra Opole 2:1 (0:1); Augustyniak (78, 90) - Czajkowski (90). Widzów 200.

Włókniarz Kietrz - KS Myszków 2:1 (1:0) Bałuszyński (11, 63) - Bartnik (83). Czerwona kartka: Twardawa(Myszków, 85). Widzów 600.

Łódzki KS - Szczakowianka Jaworzno 4:0 (2:0); Łabędzki (40), Grad (44, 62, 69). Widzów 3860.

ARKA Prokom - Zagłębie 2:0.

tabele na stronach klubowych sport.trojmiasto.pl - zapraszamy