Czeski desant w Stoczniowcu

5 września 2001 (artykuł sprzed 19 lat)
W nowym sezonie hokejowym - inauguracja w niedzielę - kluby mogą zatrudniać po czterech obcokrajowców (o jednego mniej niż w poprzedniej edycji), przy czym zagraniczny bramkarz wciąż jest liczony podwójnie.

Zaciąg Stoczniowca utrzymał tendencję południową. Do Wiktora Szaritona, który jako jedyny z czwórki "stranieri" pozostał w "Olivii", dołączył tercet Czechów - znany i ceniony w Polsce defensor, Martin Precek z Krynicy (spędził tam aż 4 sezony) oraz zupełnie anonimowi napastnicy, Zdenek Jurasek i Lubor Dibelka. Pora więc przedstawić tę dwójkę.

I 26-letniego Zdenka, i młodszego o 8 lat Dibelkę gdańscy działacze skaptowali podczas tzw. campu, zorganizowanego w czerwcu pod Brnem, w miejscowości Rosica. Przybyło tam około 80 hokeistów, przyszli stoczniowcy - chociażby z racji wieku - trenowali i grali w innych grupach. Do tej pory nie znali się i decyzję o związaniu się z naszym klubem podjęli niezależnie.

- Właśnie skończył mi się kontrakt z HK 36 Skalica - opowiada Jurasek. - To szósty klub słowackiej ekstraligi w poprzednim sezonie. Grałem tam od piętnastego roku życia i był już najwyższy czas, aby zmienić otoczenie. Oferta Stoczniowca była jedyną, jaką otrzymałem. W Czechach albo Słowacji zmienić klub na zagraniczny jest najłatwiej, bo nic nikogo to nie kosztuje. Transfer wewnątrzkrajowy to już kłopot. Ile kosztowałbym? Załóżmy średnią w sumie pół miliona koron, ale mogłoby to być mniej (obie korony, słowacka i czeska kosztują od 10 do 12 groszy - przyp.red.).

Ze słów Zdenka wynika, że nie był tam pierwszym snajperem. W około 40 występach ligowych strzelił 8 goli. Ciekawy jest fakt, że tak długo grał w Słowacji, a przeprowadził się do Skalicy dopiero w ubiegłym roku. Otóż rodzinna miejscowość Zdenka, Uhersky Ostroh, choć za granicą, leży zaledwie 20 km od Skalicy. Tam też uczył się podstaw hokeja, a szlifował talent w szkole sportowej w Uherske Hradiste. Żona Juraszka gościła w Gdańsku, lecz tylko przez tydzień. - Irena ma dobrą pracę. Nie mogła z niej zrezygnować, bo kto może wiedzieć, jak mi się tutaj powiedzie.

Juraszek doskonale wie, że wszyscy oczekują od niego skuteczności na poziomie Romana Skutchana, który ponoć zakotwiczył w Havirzovie, klubie czeskiej ekstraligi. Przyznał też, że nie zna żadnego z rodaków, którzy grali bądź grają nad Wisłą. Zatem to faktycznie absolutny nowicjusz w naszym kraju.

Nie inaczej młodziutki Dibelka, rzec można jeszcze żółtodziób w gronie seniorów. Kto wie, czy to nie najmłodszy obcokrajowiec w historii PLH. Dla przykładu, każdy z piątki Czechów, którzy ostatnio poprowadzili Polonię Bytom do półfinału MP, miał na karku trzydziestkę. Lubor Pochodzi z Brna, wychował się w klubie Kometa. Następnie terminował w drużynie juniorów markowego klubu, jakim niewątpliwie jest Trzinec. Stamtąd trafił na pół roku do Ytong Brno (I liga), w którym debiutował w dorosłym hokeju. W lutym skończy 19 lat i jest zdecydowanie najmłodszy w liczącej 27 zawodników kadrze. Może grać w lidze juniorów!

- Propozycja z Gdańska bardzo mnie uradowała, aczkolwiek przez kilka dni rozważaliśmy z moim agentem, co wybrać - Polskę czy wyjazd za Ocean, do klubu z Ontario. Podpisany przeze mnie roczny kontrakt świadczy, że szefowie klubu liczą na mnie, a ja spodziewam się, iż znajdę miejsce w pierwszych trzech, najważniejszych formacjach.
Mama i moja dziewczyna, Żaneta, którą w przyszłości zamierzam poślubić, nie były zadowolone na wieść, iż wyjeżdżam za granicę, jednak od dawna powtarzałem, że hokej stoi u mnie na pierwszym miejscu. Zresztą Żaneta już mnie tutaj odwiedziła, przyjechała razem z moją siostrą.


Wszyscy nasi Czesi, do spółki z braćmi Fraszko oraz Tomaszem Proszkiewiczem i Robertem Suchomskim, mieszkają w domu za "Olivią", nazywanym przez hokeistów bigbratherem. Na treningi i posiłki mają więc kilka kroków. Jedyny kłopot to powtarzające się wizyty złodziejów, którzy muszą się orientować, kiedy są treningi i mecze. Każdy wie, że pieniędzy trzymać tam nie wolno. Lubor niemal na dzień dobry stracił dwie pary łyżew.

star.